Home / Recenzje / Gry imprezowe / Gra pozorów, czyli efekt Stroopa w służbie rozrywki

Gra pozorów, czyli efekt Stroopa w służbie rozrywki

Gra pozorów (Stroop)
Projektant: Jonathan Chaffer
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 8+ (IMHO 10+)
Czas gry: ok 10-20 min
Rok wydania: 2017 (w Polsce 2019)
Wydawca PL: Nasza Księgarnia
Ranking BGG: 6.4/10

W 1935 roku amerykański psycholog John Ridley Stroop odkrył ciekawe zjawisko polegające na wydłużonym czasie reakcji na zadanie w przypadku, gdy następuje niezgodność tekstu z tym co tekst ten opisuje. Najprostszą demonstracją tego będzie poproszenie cię o podanie koloru poszczególnych napisów:

  1. czerwony, zielony, niebieski, czarny
  2. zielony, czarny, czerwony, niebieski

W pierwszym przypadku czas reakcji jest zdecydowanie szybszy, w drugim, gdy kolor i jego nazwa nie są zgodne, zajmie ci to nieco więcej czasu (pod warunkiem, że umiesz czytać i rozumiesz język polski ;))

Efekt ten, zwany efektem Stroopa, został wykorzystany w naszej grze. Bawimy się kartami, na których widnieją słowa – mają one kilka cech, takich jak: kolor, liczba oraz wielkość liter, czcionka (gruba/cienka), a w wersji zaawansowanej dodatkowo napis może być normalny lub lustrzany (lustrzane odbicie). Słowa te to oczywiście owe cechy. I oczywiście następuje niezgodność pomiędzy wyglądem a znaczeniem słowa (np. słowo „zielony” ma kolor czarny, a „cienkie” będzie napisane grubą czcionką).

Rozgrywka polega na – podobnie jak w Dobble – pozbyciu się swoich kart. Gramy wszyscy w tym samym czasie i dopasowujemy je do karty leżącej na wierzchu stosu. W zależności od wybranego wariantu karta leżąca na środku stołu ma za zadanie opisać kartę, którą możemy na niej położyć (czyli np. na kartę z napisem „zielone” możemy położyć tylko taką kartę, która ma napis w kolorze zielonym; na kartę z napisem „wielkie” możemy położyć kartę w dowolnym kolorze – byle napis był wykonany wielkimi literami; itd.).

W wariancie trudniejszym rozgrywamy dodatkową rundę, która polega na tym, że to karta, którą kładziemy musi opisywać kartę leżącą na stole. Może się wydawać, że różnica jest żadna, ale nic bardziej błędnego. Skoro mamy 4 (a w wariancie zaawanosowanym 5) cech, to nagle okazuje się, że możemy położyć na stos wiele różnych kart – tj. z wieloma różnymi napisami.

Wariant trudniejszy – każda następna karta opisuje poprzednią. Pierwsza karta jest żółta, dlatego druga ma napis „ZÓŁTE”, trzecia ma napis „wielkie” bo druga jest pisana wielkimi literami. Czwarta to „siedem” bo napis „wielkie” ma siedem liter. Piąta karta głosi „czarne” bo czwarta jest czarnego koloru itd.

Grało mi się wyjątkowo dobrze. Doceniam różne stopnie zaawansowania, ale też nie ukrywam, że wariant najtrudniejszy (z dodatkową cechą lustrzanego odbicia oraz rundą, w której to karty zrzucane na stos muszą opisywać kartę, którą przykryją) kręci mnie najbardziej. Na pewno na rozgrzewkę warto wziąć tryb dla początkujących. Podejrzewam że z młodszymi dziećmi (jak się już uprzecie grać z 8+) też lepiej będzie zacząć od tej wersji łatwiejszej.

Nieco zdziwiło mnie to, że karty dobieramy (jak w Dobble), ale jak nie pasuje, to dobieramy kolejną, i kolejną, i kolejną – wszystkie je zostawiając na ręku i mając do nich pełen dostęp. Ale rozgrywka pokazała, że tak jest bardzo dobrze :) To nie Dobble, tu karty do siebie wcale nie muszą pasować. Można byłoby co prawda wziąć je do ręki od razu wszystkie, ale nie byłoby tak zabawnie jak wtedy, gdy po kolei dobieramy je z własnego stosika. Można byłoby też niepasujące odkładać na spód stosika (jak w Hexx), ale sytuacja zmienia się na tyle dynamicznie (przeciwnicy dokładają karty), że chyba byłoby to bardziej frustrujące niż w Hexx (mimo, że tam też stół rośnie i rosną możliwości).

Przykładowe karty niebieskie (poziom podstawowy)

Oraz karty zaawansowane – jak widać niektóre napisy to lustrzane odbicia

Mogłabym porównać tę grę do Blue Banana. Tam co prawda nie było tekstu i nie trzeba było się zrzucać z kart (wręcz przeciwnie, karty zdobywaliśmy). Ale tak samo mózg parował, bo trzeba było patrząc na różową żabę szukać flamingów (bo żaba była różowa) oraz wszystkiego co zielone (bo żaba, a żaby jak wiemy, w prawdziwym życiu są zielone)

Efekt Stroopa był szczątkowo wykorzystany też w grze Cortex – jedno z zadań polegało na znalezieniu napisu, w którym była zgodność tekstu i koloru.

Gorąco polecam Grę pozorów. Oczekiwałam dobrej zabawy – i dobrą zabawę otrzymałam.



Grę Gra pozorów kupisz w sklepie

Ogólna ocena (7.5/10):

Złożoność gry (2/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie Nasza Księgarnia za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Bits – kolorowy świat Tetrisa

Tetris to gra mojego dzieciństwa. Spędziłam niezliczone godziny, układając linie z coraz szybciej spadających różnokształtnych bloków, podobnie jak większość pokolenia obecnych 30-latków. Będąc świadoma fenomenu tej wyjątkowo wciągającej gry, nie zdziwiłam się, że jej analogowa odsłona, czyli Fits, szybko zyskała ogromną popularność. A skoro tak się stało, to jej autor, doskonale Wam pewnie znany Reiner Knizia, pokusił się o kolejną, podróżną wersję tego klasyka, czyli Bits travel. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap