Home | Katalog gier | Gry strategiczne | Ryzykanci – Intryganci level 2

Ryzykanci – Intryganci level 2 Recenzja

❍ Reading Time: 3 minutes

Ryzykanci (Venturesome)
Autor: Michael Rieneck
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: 30 min.
Wiek: 10+
Mechanika: Set Collections, Hand Management
Rok wydania: 2022
Wydawnictwo: Lucrum Games

Gra świeżutka jak ciepłe bułeczki. Nawet nie ma jeszcze rankingu na BGG – ocen jest raptem 13, a najniższa z nich to… 7/10. Przepiękne ilustracje i zaskakująco dobrze działająca mechanika z pokaźną dawką interakcji nie mogą prowadzić donikąd. Będzie z tego hit!

Ogrywamy naszą pierwszą partię na Planszówkach w Spodku

Ja ją gdzieś widziałem! *)

Jeśli gra skojarzy się wam z Intrygantami, to bardzo słusznie. Rzut oka na nazwisko autora jedynie potwierdzi, że macie rację. Nie jest to jednak reimplementacja ani odcinanie kuponów. Mimo podobieństw (zwłaszcza jeśli przyjrzymy się efektom postaci) są to zupełnie inne gry. Intryganci byli grą perfidną, w której oddech porażki non-stop czuło się na plecach. Trzeba było przeżyć. W Ryzykantach jest trochę bardziej lajtowo. Tu trzeba uzbierać jak najwięcej punktów – ale zawsze (albo prawie zawsze) z jakimiś punktami z tej rozgrywki wyjdziecie.

Gramy tylko trzy rundy. W każdej startujemy z 6 kartami na ręce – będziemy je zagrywać do naszej ekspedycji (naszego tableau) wykonując zawarty na nich efekt. Ale uwaga – nie wolno zagrać z ręki katy takiego koloru, jaki już mamy w swoim tableau. Poniżej macie zdjęcia wszystkich postaci (kolorów) z ich efektami.

Łowca artefaktów (ten po lewej) blokuje zagrywanie wybranego koloru. Oczywiście nie może zablokować siebie samego, dlatego wśród tych kart po prawej nie ma Łowcy.

Jeśli zdarzy się sytuacja, że gracz nie ma możliwości zagrania karty (ma w ręku tylko karty takiego koloru jakie już przed nim leżą i/lub kolory „zabronione” przez Łowcę) bądź zagrywa swoją ostatnią kartę z ręki – kończy grę w tej rundzie wybierając i rozpatrując kartę zagrożenia. Zagrożenie obliguje gracza np. do odrzucenia wszystkich kart z danym symbolem/symbolami, odrzucenia losowych kart, skrajnych kart, kart o wskazanych kolorach etc. Wszystkie karty, które mu pozostaną po tej czystce, to jego punkty zwycięstwa, których mu już nikt nie odbierze. Oczywiście może się zdarzyć, że dane zagrożenie nie dotknie gracza w żaden sposób (bo akurat nie ma on w swoim tableau wskazanych kart) – o to właśnie chodzi, by tak zakończyć grę, aby móc wybrać najmniej zjadliwe dla siebie zagrożenie. Ten ostatni zazwyczaj będzie miał najgorzej… (nawet jeśli mógłby mieć nieźle, to już pozostali gracze się postarają, aby zostało dla niego takie zagrożenie, które go zaboli).

 

Zaskakująco dobra gra

Tak niewiele zasad, a tyle dobrego. Dużo negatywnej interakcji, która jednak nie jest wybitnie bolesna. Łatwo przyszło – łatwo poszło. Ktoś mi zabierze, komuś zabiorę ja. I tak to się kręci.

Ilustracje są przepiękne, kolory wyraziste, ikonografia intuicyjna.

Punktowanie nie jest banalne, ale nie jest też trudne. Nie przekłada się w sposób liniowy na liczbę kart – punktują artefakty, a jak będzie ich trzy jednego rodzaju to wpadną ekstra punkty. Punktują też mapy – za każdą kartę w danym kolorze posiadaną na koniec gry. Najprościej przekładają się na punkty karty z kryształami i są „najbezpieczniejsze” (tj. nie zależą od innych kart), ale za to przy remisach wygrywa osoba, która tych kryształów będzie miała… najmniej. Nie jest to wiec taka tępa zbieranka – im więcej tym lepiej. Trzeba myśleć, planować, kombinować i … RYZYKOWAĆ :)

Każda postać ma w lewym górnym rogu symbol – kryształy, mapę bądź jeden z czterech artefaktów. To właśnie te symbole w odpowiedniej kombinacji będą nam cudownie (lub mniej cudownie) punktować na koniec gry.

W przeciwieństwie do Intrygantów można grać już od 2 osób – i działa to bardzo dobrze. Tu nie chodzi o to, by przetrwać. Tu chodzi o to, by nazbierać jak najwięcej punktów. A przeciwnicy będą w tym przeszkadzać – nie tylko podmieniając rękę, karty czy blokując zagrywanie określonego koloru, co jeszcze ośmielając się skończyć turę przed tobą i wybrać sobie najmniej bolesne zagrożenie. Ta gra po prostu nie ma wad. Rewelacja! R E W E L A C J A !

W piątek premiera gry. Ludziska, gnajcie do sklepów, bo jest po co. Ja mam to szczęście, że przywiozłam sobie egzemplarz ze Spodka (można było w nią zagrać przedpremierowo, a nawet kupić). A kto tego nie zrobił – niech nie zasypia  gruszek w popiele, żeby się nie okazało, że mu wszystkie egzemplarze wykupili i nakład się skończył.

*) Maksiu do Alberta o dr Bernie (Juliusz Machulski, Seksmisja)

Dziękujemy firmie Lucrum Games za przekazanie gry do recenzji.


 

 

Ogólna ocena (10/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (10/10):

Przydatne linki:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*