Home / Artykuły / Felietony / Dwa akapity: o serduchu na Pionku

Dwa akapity: o serduchu na Pionku

Mógłbym opowiedzieć wam o tym jak WC wykonywał dwieście identyfikatorów na Pionka, z czego grubo ponad sto imiennych – z ksywą, miastem, z którego pochodzi osoba i jeszcze avatarem z forum. Mógłbym napisać o tym co czułem gdy zobaczyłem Klemę wchodzącego w sobotę rano do Silent Roomu z kartonem dwunastu soków Tymbarku na ramieniu. “Pewnie się przyda trochę soków”, powiedział z uśmiechem. W niedzielę rano przyniósł drugą porcję soków. Mógłbym napisać o Multideju, który siedział ze mną w piątek do 20tej wieczorem w MDK i dekorował aulę. Mógłbym powiedzieć wam o Natanielu i Pancho, którzy – gdy wyjeżdżali z Pionka – niezależnie od siebie podeszli do mnie i powiedzieli: “Słuchaj trzewik, tam jest ekipa, która gra w moją grę, ja już muszę jechać, a nie chcę im przerywać zabawy. Zostawiam im to, a ty potem zaopiekuj się tą grą, OK.?” Mógłbym wymienić wiele osób, które poświęciły swój czas i pieniążki, by sprawić, by Pionek był udany. Mógłbym pisać i wymieniać, mógłbym dawać przykłady i dziękować ludziom za ich wkład w Pionka. Napiszę dziś o jednej, wyjątkowej osobie. Kornik to jedna z Pomarańczowych Koszulek. Stara Gwardia Kredensu. To facet, który od wielu tygodni wkuwał reguły gier z Pomarańczowej 50tki. Facet, który jak całe Gliwice przez trzy miechy przygotowywał się do Pionka. Facet, który… Widzicie, w czwartek Kornik dowiedział się, że szef cofnął mu wolne i że weekend będzie musiał spędzić w robocie. Trzy miesiące nakręcania się na Pionka i w jednej chwili czar prysnął jak mydlana bańka.A jednak w piątek, kiedy wnosiliśmy na aulę stoły, Kornik odmeldował się w MDK. Nie wycofał się z przygotowań. Nie machnął ręką na Pionka. Nie przerwał swojej Pomarańczowej roboty. Nie odpuścił. Przyszedł do MDK, wniósł z piwnicy stoły na to cholerne czwarte piętro i poustawiał je na auli. Wnoszenie tych stołów z piwnic na aulę to horror. Możecie sobie wyobrazić ile to roboty. Kornik nie zrezygnował – wniósł je, wniósł też sztalugi, drabinę, powiesił banner na ścianie, a potem, gdy skończyła się robota pożyczył nam udanej imprezy i pojechał do domu ze świadomością, że kiedy my będziemy się bawić, on będzie tkwił w robocie. Piszę o tym, by oddać mu ukłon. Piszę o tym, bo tak właśnie tworzy się ta niezwykła atmosfera Pionka. Każdy daje tu z siebie wszystko co ma najlepszego po to, by inni dobrze się bawili.

P.S. Ostatecznie udało się Kornikowi wyrwać na chwilkę z roboty – pojawił się na Pionku w sobotę. Na trzy krótkie godzinki…

2 komentarze

  1. Avatar

    To ja tak tylko krótko: bardzo lubię czytać takie wpisy.

    Dobra robota – mam nadzieję że będę na kolejnym Pionku

  2. Avatar

    Inspirująca historia! Dziękuję Kornikowi za tę pracę.

    No cieszę się, że Kornik przynajmniej miał czas żeby grać kilka razy w turnieju gier logicznych!

    russ

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Kennerspiel des Jahres – na co ona geekom?

Lipcowe wyniki niemieckiej Kennerspiel des Jahres po raz kolejny skłoniły mnie do refleksji jakie cele stawia przed sobą ta druga (obok samej SdJ) najbardziej prestiżowa planszówkowa nagroda na świecie, do kogo jest skierowana i jak bardzo „przydaje się” graczom zaawansowanym.