Home / Recenzje / Gry rodzinne / Martinique, wyspa skarbami podszyta

Martinique, wyspa skarbami podszyta

To piracki okręt płynie, Wiezie skarbów pełne skrzynie. Każdy zwiewa, gdzie się da, Śmieją się piraci – Ha, ha, ha!
Pędzi okręt jak szalony, Trupią czachą naznaczony, Skrzyżowane kości dwie, Śmieją się piraci – He, he, he!

Kilka tygodni temu miałem okazję napisać zapowiedź wydania przez firmę Axel polskiej edycji Martinique. Po przeczytaniu instrukcji do gry stwierdziłem, że nie jest to pozycja dla mnie. Los jednak chciał (przyznaję, trochę mu pomogłem ;), że Martinique trafiła do mnie do recenzji i teraz wiem, że bardzo dobrze się stało, bo moje pierwsze odczucie okazało się mylne. Ale po kolei.

Na umrzyka skrzyni
Gra autorstwa Emanuele Ornella przeznaczona jest dla dwóch osób. Niestety wersji „piętnastoosobowej” nie przewidziano, ale wersja dwuosobowa sprawdza się idealnie.

Ładownie pełne bogactw... czyli co w pudełku.
Wszystkie elementy gry (plansza, żetony, pionki) wykonane są z solidnego materiału i na pewno przetrwają nie jeden sztorm. Grafika nawiązuje bardzo dobrze do tematu gry i czuć w niej piracki klimat. Nie jest ani za bardzo realistyczna, ani też za bardzo komiksowa. Tonacja kolorystyczna nie męczy wzroku i pozwala spokojnie oddać się rozmyślaniu nad kolejnymi posunięciami naszej dzielnej, pirackiej kompani.

fot. Łukasz Gralak

Centralną część planszy zajmuje wyspa, która jest podzielona na kwadraty tworząc tym samym siatkę składającą się z 64 pól oznaczonych za pomocą współrzędnych A-H:1-8. Na środku wyspy znajduje się tawerna „The Hook”, której wnętrze, a dokładniej bar z ośmioma krzesłami barowymi, przedstawiony jest graficznie na planszy, obok wyspy. Na wyspie zaznaczono również początkowe miejsca, na których rozmieszcza się żetony mapy. Dodatkowo na planszy umieszczono pole „Zaginiony skarb”, trzy pola „Małych Skarbów” (dwu-, trzy- i czteroelementowe) oraz ładownie i tor punktacji osobny dla każdego z graczy. Czyli jak widać 1584 cm2 wykorzystanych jest znośnie.

Każdy z graczy ma do swojej dyspozycji grupę czterech piratów (czerwonych lub czarnych) oraz dodatkowy, mniejszy pionek do oznaczania punktów.

Skoro jest wyspa i są piraci to do pełnego, szczęścia potrzeba nam jeszcze łupów oraz oczywiście mapy ze skarbami. Mapa jest reprezentowana przez 16 żetonów (8 z cyfrą i 8 z literą) określających położenie skarbu na wyspie, a łupy to 96 żetonów, które na początku gry umieszcza się w płóciennym woreczku. Na każdym żetonie znajduje się symbol (5 rodzajów) oraz mała cyfra od 1 do 3. Żetony mapy posiadają oprócz symbolu (oczywiście, że mapy ;) cyfrę 1.

W pudełku znajdziemy jeszcze kolorową i przejrzystą instrukcję gry, 3 żetony jokerów (o nich później) oraz wspomniany wcześniej płócienny woreczek w pirackim kolorze, czarnym.

A mapa wskaże nam… czyli po co gramy.
Skoro w grze dowodzimy piratami, to prawdopodobnie musi tu chodzić o skarb. I taki właśnie jest w rzeczywistości cel gry. Musimy odnaleźć skarb bo to on da nam pewne zwycięstwo (podstawowy wariat rozgrywki). Druga opcja, jeżeli nikomu z nas nie uda się odnaleźć skarbu, to wygrana na punkty, a w tym pomoże nam zbieranie łupów i „Małych Skarbów”.

fot. Henk Rolleman

Kotwicę podnosić, żagle stawiać… czyli przygotowania.
Na początku gry musimy ustalić gdzie ukryty jest „Zaginiony Skarb”. W tym celu dzielimy żetony mapy na dwa zakryte stosy (w jednym cyfry, a w drugim litery) i losujemy z nich po jednym żetonie, które umieszczamy, nieodkryte, na planszy na polach „Zaginiony Skarb”. Będą one wskazywać położenie skarbu. Losujemy jeszcze jeden taki komplet i umieszczamy go na środku wyspy w tawernie. Resztę żetonów mapy mieszamy razem i umieszczamy na wyspie, dalej nieodkryte, na polach oznaczonych mapą skarbu. W tawernie kładziemy dodatkowo trzy żetony jokerów.

Teraz przyszła kolej na najbardziej pracochłonną cześć przygotowań, czyli rozmieszczanie żetonów łupów. Żetony losujemy z woreczka, do którego wcześniej je wrzuciliśmy i kładziemy je odkryte na wszystkich niezajętych polach wyspy pomijając cztery pola reprezentujące tawernę. Jeszcze tylko losujemy i układamy żetony na polach małych skarbów (2, 3 i 4), odkładamy woreczek do późniejszego wykorzystania i… uff koniec przygotowań, można podnieść kotwicę.

Kapitan na pokładzie… czyli rozgrywka i zasady.
Gra składa się z dwóch etapów: „Poranek”, w którym zbieramy łupy i informacje potrzebne do odnalezienia skarbu oraz „Zmierzch”, w którym staramy się odnaleźć skarb. Etap pierwszy stanowi najdłuższą część rozgrywki.

O „Poranku” wystawiamy kolejno na przemian z przeciwnikiem po jednym piracie na brzegu wyspy, kiedy będziemy mieli wystawionych już trzech piratów możemy zacząć się nimi poruszać lub wystawić ostatniego, czwartego pirata. Zasada poruszania sie piratem jest bardzo prosta. Musimy pokonać (w pionie lub poziomie) tyle pól ile wskazuje cyfra widoczna na żetonie, na którym stoimy. Czyli o maksymalnie 3 pola. Pola bez żetonu, łupu, mapy oraz pola tawerny możemy przekraczać również zużywając jeden krok ruchu. Jeżeli jednak tak się zdarzy, że nasz ruch zakończy się na pustym polu to nasz pirat kończy rozgrywkę w tym etapie gry i zasiada na barowym stołku w tawernie. Premiowane jest zakończenie ruchu w samej tawernie, na środku wyspy. Możemy wtedy wziąć jeden żeton mapy albo jeden żeton jokera (jak pamiętacie żetony te były tam położone w czasie przygotowań). Po co właściwie się poruszamy? Ponieważ zbieramy przy tym łupy: zabieramy i kładziemy przed sobą żeton, na którym staliśmy przed rozpoczęciem ruchu. Zebrane żetony mapy pozostawiamy w ukryciu przed przeciwnikiem. Łupy są widoczne dla wszystkich. Nie możemy zakończyć ruchu na polu na którym stoi pionek przeciwnika, ale możemy przez niego normalnie przejść zgodnie z zasadami ruchu i w takim wypadku możemy mu odkryć jeden żeton mapy, który pozostaje odkryty do końca gry.

fot. Henk Rolleman

Tutaj warto wspomnieć za co otrzymujemy punkty w końcowym podliczaniu. Sumowane są wartości żetonów (cyfra w rogu), z których składają się zebrane „Małe Skarby” w naszej ładowni oraz dostajemy bonus (2 pkt.) jeżeli zbierzemy ich więcej niż przeciwnik. Dodatkowo dostajemy 2 pkt. za każdą, leżącą przed nami, parę żetonów o takim samym symbolu.

Wracamy do pierwszego etapu rozgrywki. Zebrane żetony łupów możemy wymienić, na wspomniane już, „Małe Skarby” zaraz po wykonaniu ruchu, jest to tzw. „Załadunek do ładowni”. Aby wziąć taki skarb i umieścić go w formie zakrytego, oddzielnego stosu w naszej ładowni musimy posiadać taki sam zestaw żetonów przed sobą (liczy się tylko symbol) z jakich złożony jest skarb. Po jego zabraniu odrzucamy nasze pasujące żetony (usuwane są one z rozgrywki), a wolne pole skarbu uzupełniamy nowymi żetonami z woreczka, jeżeli oczywiście takie jeszcze w nim są.

Jeżeli brakuje nam jakiegoś żetonu do stworzenia zestawu „Małego Skarbu” w czasie załadunku to w takim momencie bardzo przydatny staje się żeton jokera, który zastępuje każdy żeton łupu (symbol).

Pierwszy etap kończy się w momencie, gdy ośmiu piratów znajdzie się na barowych krzesłach. usuwamy wtedy wszystkie pozostałe żetony z wyspy i przystępujemy do etapu drugiego, czyli „Zmierzchu”.

W tym etapie, zgodnie z kolejnością zajmowanych miejsc na stołkach, każdy gracz bierze swojego pirata i na podstawie liter i cyfr na żetonach mapy (swoich oraz odkrytych u przeciwnika), stara się wydedukować gdzie zakopano skarb na wyspie, koordynaty tego miejsca wylosowaliśmy na początku gry. Gdy wszyscy piraci ponownie powrócą na wyspę (na jednym polu może być tylko jeden pirat) odkrywamy żetony mapy określające współrzędne zakopania „Zaginionego Skarbu”. Jeżeli we wskazanym miejscu jest nasz pirat to automatycznie wygrywamy grę. Jeżeli nikomu się to nie udało to podliczamy punkty zgodnie z zasadami, o których pisałem wcześniej. Wygrywa wtedy gracz z największa ilością punktów.

Istnieją jeszcze dwa dodatkowe warianty gry. Pierwszy, w którym odkrycie „Zaginionego Skarbu” nie gwarantuje od razu wygrania całej gry, tylko zdobywa się w takim wypadku 20 pkt. oraz drugi, w którym aby wykonać swój pierwszy ruch piratem musimy mieć wprowadzonych wszystkich czterech piratów na planszy.

Ja polecam od razu grać wg. pierwszego wariantu. Przegranie całej gry ponieważ ktoś przypadkiem znalazł skarb może być frustrujące. Natomiast wprowadzenie wariantu punktowego nie wpływa źle na rozgrywkę i jest bardzo dobrym zamiennikiem (20 pkt.) podstawowych zasad.
Co do drugiego wariantu to tutaj mam mieszane uczucia co do jego sensu, ponieważ czasami i bez tego wprowadzamy od razu czwartego pirata żeby zając dobry/potrzebny żeton lub dobre pole startowe.

Nogi brak, oka brak, zamiast dłoni hakczyli życia bywa trudne.
Jak widać zasady są łatwe i można je wytłumaczyć w 10 minut. Jest to duża zaleta Martinique ponieważ pod tą prostotą zasad ukrywa się naprawdę wymagająca myślenia i podejmowania czasami trudnych wyborów rozgrywka.

W czasie zbierania łupów mamy kilka możliwości na zdobycie pkt., a w końcu na wygraną. Musimy w czasie gry decydować, czy zbieramy elementy mapy i szykujemy się na „Zaginiony Skarb” albo czy zbieramy łupy żeby zbierać „Małe Skarby”, a jeśli tak to, czy celujemy w małe (dwu i trzy elementowe) i zbieramy je szybko, dodatkowo licząc na premię za największa ich ilość w ładowni, czy też zbieramy je w zależności od wartości punktowej jakie dadzą nam one w czasie podliczania punktów. Możemy również w pewnym momencie zadecydować, że zbieramy żetony w celu zdobycia ich par, np. gdy zostaniemy odcięci na planszy na kilku żetonach, ale mądre ich zebranie może zaprocentować uzyskaniem lub uzupełnieniem naszej kolekcji kilkoma parami żetonów (2 pkt.). Blokowanie przeciwnika jak widać też wchodzi w grę i nierzadko można to wykorzystać i zakończyć jego karierę na wyspie. Nie możemy również zapominać o tawernie bo pomimo, że skończymy grać piratem, który do niej wejdzie to jednak zyskamy bonus, a taki joker jest naprawdę dobrą inwestycją, kiedy umożliwia zabranie czteroelementowego zestawu o dużej wartości punktowej.

Bycie pierwszym na barowym stołku i tym samym zaczynającym poszukiwanie „Zaginionego Skarbu” niekoniecznie jest zawsze takie dobre. Możemy zaryzykować i przepuścić przeciwnika, a tym samym uzupełnić naszą wiedzę o tym gdzie skarb na pewno się nie znajduje. Jest to ryzykowne, ale czasami gdy mamy nawet sporo żetonów mapy, nie jesteśmy do końca pewni do któregoś z rzędów (z cyfrą lub literą). Wtedy taka decyzja może okazać się pomocna.

Ktoś mógłby zarzucić dużą losowość zarówno jeżeli chodzi o rozłożenie łupów na wyspie jak i też losowanie zestawów „Małych Skarbów”. Tutaj jednak nie czuć jej negatywności. Plansza jest inna za każdym razem kiedy zasiadamy do gry. A „Małe Skarby”? Przecież to skarby i ich odkrywanie przeważnie wiąże się z niespodzianką dla odkrywcy, czyli pasuje to do klimatu gry ;)

Jak chyba można było przeczytać między zdaniami ja nie jestem zbytnim fanem drugiego etapu, ale nie twierdzę, że nie jest to miłe uzupełnienie rozgrywki. Co ważne podobało się to przeciwnikowi, z którym grałem, a jak wiadomo zadowolony przeciwnik to przeciwnik, który ponownie z nami zagra :) Jednak wspomniany wcześniej, dodatkowy wariant sprawdza się tutaj bardzo dobrze.

Nie może być tak do końca kolorowo. Jest jedna rzecz, która w stosunku do czasu rozgrywki (20 – 30 min) może męczyć. Jest to czas przygotowania planszy, a dokładnie rozłożenia żetonów. Jeżeli działamy wspólnie można ten czas skrócić i jakoś z tym żyć, ale może to być nużące.

Rumu nalej… czyli podsumowanie.
Jak widać Martinique to gra ciągłych wyborów i myślenia o kolejnym ruchu. Przez cały czas musimy dostosowywać naszą taktykę do ilości i rodzaju łupów jakie oferuje nam jeszcze wyspa oraz do „Małych Skarbów”, które możemy pozyskać. W czasie rozgrywki nie czuć dłużyzny i przestojów. Gra jest dynamiczna, a dzięki losowemu układowi żetonów na początku gry, rozgrywka jest zawsze inna.

Jestem mile zaskoczony Martinique, zwłaszcza po tym co napisałem na początku. Gra na pewno sprawdzi się jako gra rodzinna, jako przerywnik pomiędzy poważniejszymi tytułami lub jako zakończenie „planszowego spotkania”. Proste zasady, estetyka wykonania i spora dawka kombinowania sprawiają, że Martinique warta jest kupienia, a na pewno zagrania.

Zalety:

  • proste zasady
  • czas i dynamika rozgrywka
  • sporo możliwości na wygraną
  • wykonanie

Wady:

  • nużące przygotowanie planszy
  • podstawowy wariant zwycięstwa („kto znajdzie skarb wygrywa od razu”)

Dziękujemy dystrybutorowi – firmie Axel – za przekazanie gry do recenzji.

Ogólna ocena (4/5):

Złożoność gry (2/5):

Oprawa wizualna (4/5):

7 komentarzy

  1. Avatar

    Dzięki Tycjan za recenzję :).

    Muszę jednak napisać, że bardzo trudno się ją czyta. Za dużo suchych faktów przez co recenzja małej gry urosła do monstrualnych rozmiarów.
    Całą część dotyczącą zawartości można zamknąć w jednym zdaniu i zdjęciu, które „zastępuje tysiąc słów”. Później natomiast mamy niemal rozpisaną całą instrukcję.

    Nie wiedzę żadnych Twoich poprzednich recenzji tak więc zakładam, że ta jest pierwsza. Powodzenia przy następnych :).

  2. Filippos

    Gratuluję recenzenckiego debiutu! Bardzo konkretny materiał Tycjanie! I bierz proszę Martynikę na Fair Playa – pykniemy partyjkę może;)

  3. Avatar

    @konev: Poprawię się i mam nadzieję, że nikt nie zasnął i jednak doczytał do końca ;)

    @Filippos: Dzięki. Wezmę :)

  4. Avatar

    Bardzo wnikliwa i konkretna recenzja. Też bym z chęcią zagrał.

  5. Avatar

    Mi czytało się gładko (choć w recenzji nie brakuje błędów). Lubię długie teksty, podoba mi się, że opisując poszczególne zasady gry piszesz też o ich wpływie na całość rozgrywki, jak i to, że swoje zarzuty wobec gry uzasadniasz. Liczyłem jednak na nieco dłuższy opis subiektywnych wrażeń (imho to najważniejsza część każdej recenzji).

    Mi akurat standardowe zasady Zaginionego Skarbu się podobają i myślę, że w tak krótkiej grze są do przyjęcia, ale nie grałem, więc się nie będę wymądrzał ;)

  6. Avatar

    Każdy lubi co innego. Ja w recenzji czytam prawie tylko podsumowanie, bo ciekawią mnie wrażenia autora. Co więcej jeśli nie jest to recenzja gry, której sam poszukuję (i gry i recenzji), to czytam te recenzje, które pochodzą od ludzi, których znam. Działa to na takiej samej zasadzie, jakby Tycjan, którego bardzo polubiłem podczas Gratislavii podszedł do mnie, klepnął w plecy i powiedział, Harun wynalazłem świetną gierkę, polecam.

  7. Avatar

    Ja też przeczytałem ze względu na autora i opis zawartości i rozgrywki za długi, ale da się przełknąć.

    Gra wydaje się ciekawa, ale zastanawiam się dlaczego tylko dla 2 graczy – nie dałoby się po prostu zrobić jakiegoś skalowania (3 graczy – każdy po 3 figurki; 4 graczy – 2 figurki)? Nie zrobili to trudno – ja taką grę wymyślę:)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*