Home / Recenzje / Gry dla graczy / Yggdrasil, czyli jak fiordy kooperacyjnie jedzą z ręki

Yggdrasil, czyli jak fiordy kooperacyjnie jedzą z ręki

W mitologii nordyckiej Yggdrasil to gigantyczne drzewo Odyna, na którym znajdowało się wiele światów. W czasie „zmierzchu bogów” – Ragnarök , drzewo to zostało zatopione, ale jego gałęzie stały się schronieniem dla kobiety i mężczyzny, którzy dali początek nowej rasie ludzi, zwierząt i bogów. Jeżeli macie ochotę poczuć się choć przez chwilę jak skandynawski bóg, któremu przyjdzie stoczyć bitwę o wszystko to zapraszam do poznania gry Yggdrasil.

Mitologia i zdobnictwo

Gra pełnymi garściami czerpie swoją fabułę z nordyckich legend. Wcielamy się w niej w jednego z sześciu bogów broniących swojej siedziby przed atakiem Wrogów, którzy pod wodzą Lokiego chcą ją zniszczyć, a dodatkowo również cały świat. Nastąpi wtedy Ragnarök – „siedzibę bogów strawi ogień, wszystkie gwiazdy zgasną, a Ziemię zaleje wielkie morze…”.

Dzięki bardzo ładnej oprawie graficznej, za którą odpowiada Pierô (autor grafik do takich tytułów jak Ghost Stories i Dixit Odyssey) oraz mechanice, grając można poczuć klimat skandynawskich opowieści. Nie jest to może pełna wypieków przygoda znana z sesji RPG, ale poszczególne akcje i ruchy jakie musimy wykonać pozwalają nam wczuć się w rolę walczącego boga.

Ze zdjęć w Internecie spodziewałem się mniejszego pudełka, a za to dostajemy sporej wielkości solidne opakowanie wypełnione dużą ilością elementów. Oprócz dużej planszy z wizerunkiem tytułowego drzewa, znajdziemy tam również znaczniki Olbrzymów Ognia i wikingów, elfów,  karty wrogów i olbrzymów, broni, kość walki, plansze bogów, specjalne płócienne woreczki… po rozłożeniu będziemy mieli czym pokryć powierzchnię średniej wielkości stołu. Wszystko starannie wykonane zarówno jeżeli chodzi o materiał, jak i o wspomnianą już grafikę. Ogólnie elementy po rozłożeniu zachęcają do gry, a to jest bardzo ważne.

Dostarczone z grą specjalne, woreczki w czterech kolorach musimy przed rozgrywką wypełnić określoną ilością żetonów Olbrzymów Ognia i dusz poległych wikingów. Każdy kolor odpowiada jednej z wysp Midgardu, na których bogowie dzięki Walkiriom poszukują rekrutów (wikingów) do swoich bitew. Te woreczki-arsenały to bardzo ważny element gry i tylko sprawne zarządzanie ich zawartością pozwoli nam pokonać Wrogów.

Ocalić świat

Yggdrasil to gra kooperacyjna, przeznaczona dla 1 – 6 graczy, której zasady można opisać w kilku zdaniach. W czasie swojej kolejki gracz wykłada kartę wroga, przesuwa go w kierunku siedziby Odyna, rozgrywa efekt jego działania, a następnie wykonuje swoje akcje. Równie proste są warunki zwycięstwa jak i porażki. Jeżeli Wrogowie wtargną w odpowiedniej ilości do Asgardu, Walhalli lub Rezydencji Odyna – przegrywamy, jeżeli powstrzymamy Wrogów i dotrwamy do chwili wyczerpania się stosu ich kart – wygrywamy. Nie ma tutaj nic skomplikowanego, a cała zabawa polega na właściwym wykorzystaniu dostępnych akcji oraz specjalnych zdolności poszczególnych bogów, tak aby zatrzymać maszerujących przeciwników.

Wrogowie są nam znani

Yggdrasil to ciągła walka z Wrogami. Oni widzą tylko jeden cel i uparcie, w miarę wyciągania kolejnych kart, podążają w jednych kierunku, aby go osiągnąć. Wytrwałość to jednak nie jedyna ich cecha. Każdy spośród sześciu Wrogów posiada specjalne zdolności, które mają utrudnić nam (prze)życie. Bogini umarłych Hel wykrada potrzebne nam w walce dusze wikingów z woreczków/wysp. Ognisty Surf wysyła przeciw nam Olbrzymów Ognia, którzy również utrudniają nam pozyskanie wikingów – dodatkowe „zaśmiecanie” woreczków żetonami, które po losowaniu zwracamy z powrotem do worka. Olbrzymi wąż morski Jörmungand zatapia wyspy żeby uniemożliwić na nich poszukiwania dusz. Bóg zniszczenia, śmierci i oszustwa Loki przywołuje Olbrzymy, siejące  zamęt i panikę, blokujące światy, moce bogów, Walkirie, kości walki oraz wzmacniające wrogów. Skrzydlaty wąż Nidhögg, gustujący w korzeniach Yggdrasil i krwi zmarłych pomaga wrogom i przyspiesza ich marsz ku wygranej. W końcu ogromny wilk Fenrir, który podczas ziewania, górną szczęką dotykał nieba, a dolną ziemi – jego wściekłość musimy poskramiać marnując kolejne akcje. Jak widać mamy z kim walczyć, ale nikt nie powiedział, że będzie lekko. W dodatku moc działania wrogów wzrasta w miarę ich przesuwania się w kierunku Siedziby Odyna.

Oręż i smak bitwy

W czasie swojej tury możemy wykonać 3 różne akcje, związane z jednym z dziewięciu światów rozmieszczonych na drzewie Yggdrasil, które mają nam pomóc. Jest ich całkiem sporo i początkowo możemy czuć się lekko zagubieni. Jednak po kliku rundach wszystko staje się jasne i podjęcie decyzji co do wyboru świata/akcji staje się łatwe.

Cel podejmowanych przez nas decyzji jest jeden: musimy walczyć z Wrogami i ich pokonać bo to jedyny sposób, żeby się cofali. Jeżeli nie będziemy walczyć to prędzej, czy później na pewno przegramy.

Do walki należy się jednak przygotować, nawet bogom przydaje się pomoc. Cenne wsparcie armii poległych wikingów uzyskamy dzięki wspomnianej już pomocy Walkirii w Midgardzie. Krasnoludy w swoich kuźniach wykują nam specjalny oręż, który wspomoże nas w walce z konkretnym wrogiem. Nie należy również gardzić pomocą ze świata Elfów, w walce przyda się każda dłoń dzierżąca broń. Warto również zastanowić się nad potyczką z olbrzymem. Jeżeli pokonamy wszystkich olbrzymich strażników jednej z magicznych run nasza siła na pewno się zwiększy. Zawsze też możemy liczyć na wsparcie Venira, który wędrując po Świętej Ziemi oferuje bogom jednorazową pomoc, która czasami potrafi zmienić przebieg bitwy. W krytycznych sytuacjach zawsze możemy pomóc sobie sami i wymienić się z innym bogiem wikingami i elfami.

Na drzewie znajdują się również światy, które pozwalają wpłynąć na ilość potrzebnych nam dusz wikingów w konkretnych woreczkach/wyspach. Możemy pozbywać się Olbrzymów Ognia, aby zwiększyć szanse na wylosowanie jak największej ilości wikingów. Szansę tę możemy też zwiększyć wysyłając na konkretną wyspę nowe dusze.

W grze jesteśmy bogami, więc oczywistym jest, że musimy posiadać boskie moce. Odyn odgaduje ruchy wrogów, Thor walczy za dwóch, Frey może odwiedzić więcej światów, Heindall ma szansę zrekrutować więcej wikingów, Tyr ma wpływ na wynik wsparcia Kości Walki, a Freyja może odwiedzić jeden ze światów dwukrotnie w czasie swojej tury.

Jeżeli uważamy, że jesteśmy już odpowiednio przygotowani to wkraczamy na pola Asgardu, gdzie walczymy z wybranym Wrogiem. Naprzeciw niego możemy wysłać wikingów i elfy, a sami walczymy, specjalnie w tym celu wykutą bronią i używamy Kości Walki, która daje nam dodatkowe wsparcie równe ilość wyrzuconych młotów. Musimy szybko zacząć walczyć ponieważ w miarę jak Wrogowie przesuwają się w kierunku Siedziby Odyna ich siła wzrasta. Pokonany wróg cofa się, elfy i wikingowie spełniwszy swój obowiązek wracają do swoich światów, a my możemy szykować się do kolejnej bitwy. Jeżeli przegramy to niestety zmarnujemy tylko ciężko zdobyte wsparcie.

Losowość w grze jest na akceptowalnym poziomie biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia właściwie z każdą jej planszową odmianą: losowanie znaczników, używanie kart oraz rzut kością. Wybierając odpowiednie akcje i możliwości światów mamy na nią wpływ i możemy ją kontrolować. Zwłaszcza zadbanie o zawartość woreczków/wysp jest ważna. Zwiększenie szansy na wylosowanie „pełnej ręki” wojowników to większa pewność na wygraną bitwę. Zmniejszeniem losowości mogą też zająć się sami bogowie (np. Odyn, Tyr), ale muszą być wybrani na początku gry, a co niekoniecznie może się udać w grze 1- lub 2-osobowej.

Jeżeli uznamy, że gra jest dla nas za łatwa to możemy zwiększyć jej trudność poprzez odpowiednie przygotowanie stosu kart Wrogów. Możemy dodać poruszających się nie o jedno, ale o dwa pola Groźnych Wrogów (zamieniamy od 1-6 kart normalnych na silniejsze) lub dołożyć jedną lub kilka kopii karty Ragnarök, która porusza wielu wrogów jednocześnie.

Gdy świat chyli się ku upadkowi…

Mój pierwszy (2-osobowy) kontakt z grą mnie nie zachwycił. Jako osoba lubiąca Pandemica, czyli klasyczny już kooperacyjny tytuł, nie znalazłem w Yggdrasil nic odkrywczego. Wszystko wydawało się z góry ustalone (wrogowie zawsze „tylko idą w prawo”) i mało zaskakujące. Do kolejnej rozgrywki zasiadłem już z lekkim negatywnym nastawieniem. Moje odczucia były podobne. Później przyszła pora na sprawdzenie pozostałych wariantów osobowych. Tutaj sytuacja wyglądała już lepiej. Kilka osób (3-6) to już więcej bogów do wylosowania, co zwiększa szanse na wygraną z wykorzystaniem możliwości wszystkich światów. Chociaż nawet wtedy dalej najlepiej jest inwestować w broń oraz oczywiście kontrolować zawartość woreczków. Jeżeli dodatkowo każdy z nas będzie posiadał przynajmniej jednego elfa to wygraną mamy w kieszeni. Niektóre akcje wydają się po prostu zbędne. Z pomocy Venira, korzystamy już jak nic nie możemy zrobić, a z Olbrzymami walczymy tylko wtedy kiedy wywoła je Loki, na walkę w ramach akcji szkoda czasu.

Kolejny problem to zdolności bogów. Przy grach w mniejszym składzie osobowym dużo będzie zależało od tego kogo wylosujemy na początku gry. Mając na starcie Thora zyskujemy dużą szansę na wygraną, ale z pozostałymi już może być gorzej to osiągnąć.

Trochę dziwna jest również nieskalowalna reguła osiągnięcia zwycięstwa przez bogów. Grając w pojedynkę lub w pełnym sześcioosobowym składzie zawsze musimy dotrwać do końca stosu kart Wrogów składającego się z takiej samej ilości kart. Tylko jak porównać możliwości jednego boga z np. 5 bogami, którzy dysponują już od początku sporą ilością własnych mocy? Raz, że jest trudniej, a po drugie gra sztucznie się wydłuża.

Oczywiście nie można pominąć stałego problemu gier kooperacyjnych, czyli możliwości dominacji jednego lub kilku graczy nad pozostałymi uczestnikami gry. Yggdrasil  nie jest wyjątkiem i tu też ten problem może wystąpić. Obecnie jedynym sposobem „walki” z tym jest wprowadzenie do reguł gry jakiegoś zdrajcy, wtedy wszyscy mają się na baczności. Niestety tutaj wszyscy grają w otwarte karty. Jedyne czego można więc życzyć to wyrównanych temperamentem składów.

Warto jeszcze wspomnieć o wariancie solo. Muszę przyznać, że grało mi się w niego najlepiej zwłaszcza jak wybrałem Thora z jego +1 do siły (to moja ulubiona boska moc). Możemy spokojnie decydować o wszystkim i nie martwić się, że będziemy komuś narzucać zdanie ;) Problemem w tym wariancie jest jednak wspomniany już wcześniej wydłużony czas rozgrywki oraz duże uzależnienie wygranej od początkowego losowania boga, którym gramy.

Yggdrasil nie jest złą grą, ale nie ma w niej żadnych odkrywczych mechanizmów, ani zaskakujących zwrotów akcji. Oddaje za to ducha wspólnego dążenia do celu przez graczy, a akcje ciekawie wpisują się fabularną część gry. Osoby, które lubią kooperacyjne zmagania i posiadają już kilka tytułów tego typu, kupionych z premedytacją na pewno powinni się nią zainteresować. Nordycki klimat jest tu widoczny, a to zawsze jest jakaś odmiana od chorób, chińskich demonów, wijących się macek lub średniowiecznych rycerzy. Gracze stawiający pierwsze kroki w „walce przeciw grze” również mogą się tej grze przyjrzeć, chociaż proponuję zacząć od „klasycznego” Pandemica. Pozostali mogą spokojnie żyć bez wiedzy, czy Ragnarök nastąpi, czy też nie.

Plusy:

– Łatwe i szybkie do nauczenia zasady.

– Oprawa graficzna i klimat nordyckich legend.

– Wariant solo.

Minusy:

– Niewyrównane zdolności bogów.

– Brak skalowalności warunków wygranej w zależności od ilości graczy.

– Niektóre akcje do wykonania w czasie gry wydają się zbyteczne.

– Gra może się dłużyć.

Ogólna ocena (3/5):

Złożoność gry (2/5):

Oprawa wizualna (5/5):

Dziękujemy firmie Rebel.pl za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Witamy w osobliwym cyrku – recenzja gry Dreadful Circus

Dreadful Circus przyciągnęło moją uwagę psychodelicznym klimatem. Lubię takie dziwne twory, bo w zalewie oklepanych tematów wyróżniające się grafiki i motyw są miłą odskocznią. Co czeka na graczy w tytułowym cyrku?  Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap