Home / Katalog gier / Dodatki / Takenoko: Chibis – jak TO robią Pandy?

Takenoko: Chibis – jak TO robią Pandy?

Chibi w slangu Dalekiego Wschodu oznacza małą osobę. Czyli najczęściej – choć nie zawsze – dziecko. Jest popularne wśród fanów mangi i anime. Czy zatem Chibis to dziewięcioro dzieci? czy też nazwiemy tak małą słodką istotkę szukająca dużego misia pandy? Ciekawość każe otworzyć pudełko…

Zacznę nietypowo, bo od … fotogalerii. Co znajdziemy w środku?

Kafle i cele o nowej funkcjonalności (gwoli ścisłości dostajemy też dodatkowe pędy bambusa). Żetony maluchów. I urocza figurka pani pandy – od teraz będziemy mieć trudny wybór: poruszać się panem pandą i zjadać bambusy, czy panią pandą (o ile jest już w grze) aby spotkać swoją połówkę i obdarzyć ją potomstwem. Ale żeby ten wybór nie był taki łatwy – pani panda nie zjada bambusów! Więc nie liczcie na to, że upieczecie dwie pieczenie przy jednym ogniu!

Co wnosi dodatek?

Kafle i cele urozmaicają rozgrywkę, ale nie wnoszą nic odkrywczego. Po prostu jest więcej możliwości, ciekawiej. Pani panda zwana przez nas pieszczotliwie Chibis trzyma poziom swojego małżonka jeśli chodzi o wykonanie i otaczającą ją aurę uroku. Wprowadza też dylemat na co przeznaczyć ruch pandy. Kolejny powiew świeżości.

Tak kwitnie ogród...

Tak kwitnie ogród…

Jednak najbardziej w tym dodatku podoba mi się jeden bonus od pandziątek. Ciekawe, bo tych bonusów są trzy rodzaje…. ale w moim odczuciu nie wszystkie są tyle samo warte, a przynajmniej nie tak samo często są chciane. Wymiana celu na ręce się przydaje, ale przyznam się, że nigdy jeszcze nie miałam takiej sytuacji, żeby mieć z tym problem. Oczywiście zdarzały mi się cele totalnie kosmiczne w stosunku do tego co na planszy, ale to był jeden taki cel, góra dwa. Spokojnie można było operować pozostałymi. Hipotetycznie jednak możemy mieć sporo durnych kart i wtedy taki bonus jest jak najbardziej pożądany. Kanały nawadniające są zawsze w cenie. Ale najcenniejsze są usprawnienia – i to też nie wszystkie – IMHO najcenniejsze jest usprawnienie nawodnienia. W naszym domu znika jak ciepłe bułeczki :). Do tej pory byliśmy zdani na łaskę i niełaskę rzutów kostką. Bywały partie, że nie udało mi się zdobyć żadnego usprawnienia! Teraz możemy się pokusić o rozmnożenie naszych pand i przy okazji zgarnięcie upragnionego żetonu. Kto pierwszy ten lepszy!

... a w nim miłość.

… a w nim miłość.

Ale czasem pani panda długo nie wchodzi do gry. Raz nam się zdarzyło, że weszła dopiero po połowie. Może to być odczuwalne jako delikatna rysa na doskonałym dodatku. I wtasowanie kafelka pandy w kilka początkowych kafelków wcale nie musi pomóc – bo przecież wybieramy jedną płytkę z dwóch i nikt nie powiedział, że wybór gracza na 100% padnie na nowy kafelek. Z drugiej strony, gdyby tak wprowadzić Chibis do gry na samym początku to nie byłoby tego uroku – jednak czekająca na mocne wejście panda podnosi adrenalinę. To oczekiwanie – kiedy, no kiedy wreszcie? – jest fajne.

Chibis nie jest tanim dodatkiem. Trudno się zresztą dziwić – za jakość trzeba zapłacić. A ta jest na najwyższym poziomie. I dlatego jeszcze trochę pomarudzę – szkoda, że nie dorzucono dodatkowych żetonów ruchu i planszy dla piątego gracza. Bo da się grać w 5 osób i to na całkiem przyzwoitym poziomie.

takenoko-chibisCzy warto zainwestować w Chibis? Tak, jeśli gracie często w Takenoko, to Chibis w fantastyczny sposób odświeży grę. Nie jest też skomplikowana, więc jeśli zdarzy się grać z osobą pierwszy raz – też nie będzie to problemem. Z drugiej strony – Takenoko bez dodatku jest ciekawe samo w sobie, więc jeśli grywacie raz na jakiś czas to nie musicie koniecznie go posiadać. No chyba, że macie dzieci zakochane w misiu panda :)

Ogólna ocena (8.5/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (10/10):

Dziękujemy firmie Rebel.pl za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Potwory w Tokio-nie umarł król, niech żyje król!

Pisząc o Potworach w Tokio nie da się nie wspomnieć, że gra miała już dwa wydania, że stara, imprezowa, etc., etc... Kiedy Ginet rzucił hasło ,,niech się zgłosi ten, który miał do czynienia ze starym wydaniem" cieszyłem się na możliwość podróży w czasie do Egmont 2013 i spotkania z Cyber Bunnym. Niestety (dla mnie) ,,stare" oznaczało w tym przypadku tylko Egmont 2016, którą to edycję Portal postanowił ożywić- a czy wiernie i słusznie? Wpierw napiszę krótkie porównanie wydań potem zaś przejdę do opisu dla tych, którzy jeszcze w Potwory nie mieli okazji zagrać.

Share via
Copy link
Powered by Social Snap