Home / Katalog gier / Gry przygodowe / Zombie 15′ – Zombicide czy Escape?

Zombie 15′ – Zombicide czy Escape?

75921680_zombie-15_500x519_FFFFFF_scl.542833.800x0Wokoło aż roi się od zombie. Co minutę przybywają nowi. W opuszczonych budynkach możesz co prawda znaleźć jakąś broń, amunicję, różne przydatne przedmioty, ale tam też są zombie… wchodzisz na swoje własne ryzyko! Masz 15 minut aby przeżyć. Aby wypełnić misję. Czy to wystarczy?

Zasady w pigułce

Podstawowa zasada to 15 minut gry. W tle leci muzyka … fajnie jak macie jakiś dobry sprzęt audio, ale jeśli nie, to można sobie najzwyczajniej w świecie pobrać ścieżkę dźwiękową i puścić z komórki. Co 60 sekund (a w bardziej zaawansowanych scenariuszach co 40 sekund) na planszy, w okolicy aktywnego gracza, pojawiają się nowe zombie. A po 15 minutach…. nie udało się dotrzeć do celu? to przegraliście!

Do wyboru mamy 8 postaci. Każda z nich jest unikatowa (choć można grać w wersję uproszczoną, gdzie postacie niczym się nie różnią). Wybierasz jedną z nich. Będziesz mógł nieść jeden lekki przedmiot (np. apteczkę, która pozwoli podratować nadwątlone siły lub amunicję, która przyda się w odpowiednim momencie) oraz dwie sztuki broni. Nie wdając się w szczegóły, tura polega na wykonaniu 4 akcji – a są to:

  • przejście z kafelka na kafelek (strefa ulicy)
  • wejście z ulicy do strefy przeszukiwania (lub z wyjście z niej na ulicę)
  • przeszukiwanie (szybkie lub dokładne – dobieramy w ciemno trzy karty (wśród nich mogą się też znaleźć zombie) lub dowolną kartę ze stosu kart odrzuconych w trakcie wcześniejszych przeszukiwań. Przeszukiwanie to również zabranie żetonu znaleziska – np. klucza lub plecaka)
  • użycie przedmiotu (np. apteczki aby dodać sobie punkt życia, amunicji, by załadować wyczerpaną broń)
  • użycie broni (każda broń zwykle może być użyta kilkukrotnie)  – zazwyczaj pozwoli to wyeliminować kilku zombie. Ale uwaga, broń dzieli się na cichą (ręczną) i głośną (palną). Jeśli użyjesz broni palnej horda zombie (oczekująca w pudelku) powiększy się. A oni prędzej czy później trafią na planszę.
  • walka wręcz (zabijasz jednego zombie i odnosisz jedną ranę)
  • podniesienie / upuszczenie ciężkiego przedmiotu (np. ciężkim przedmiotem jest nieprzytomny gracz). Niesienie ciężkiego przedmiotu uniemożliwia korzystanie z broni oraz przeszukiwanie.
  • podniesienie się z ziemi (upadek na ziemię zdarza się podczas odpierania zombie)

Co może nas spotkać w trakcie gry? Przede wszystkim walka. Jeśli w twojej strefie są jakieś zombie to zanim zrobisz cokolwiek innego (poza użyciem lub upuszczeniem przedmiotu) musisz z nimi walczyć. Broń wyczerpuje się po kilkukrotnym użyciu – to dlatego musimy zaglądać do pomieszczeń w poszukiwaniu następnej broni lub amunicji. Każda broń – czy to jeszcze użyteczna, czy do cna rozładowana, ma zdolność odpierania zombie. Gdy wykonasz już wszystkie akcje musisz sprawdzić ile zombie jest w twoim obszarze – i czy jesteś w stanie je odeprzeć – jeśli nie, tracisz jeden punkt życia i zostajesz powalony na ziemię.

W grze mamy 15 scenariuszy – różnią się ustawieniem kafli oraz celem. Przede wszystkim trzeba przeżyć i dotrzeć do wyjścia. Im bardziej zaawansowany scenariusz – tym trudniej. Trzeba znaleźć klucze (niektóre drzwi są zamknięte), trzeba oczyścić planszę z zombie…. apogeum stanowi ostatni scenariusz, w którym musimy stawić czoło Zombie Alfa – któremu nikt nie sprosta w pojedynkę.

Gra toczy się w czasie rzeczywistym. Wykonujemy akcje (im szybciej tym lepiej) po czym krzyczymy (tak, adrenalina skacze na tyle, że naprawdę KRZYCZYMY) do sąsiada, że teraz jego kolej…. i tak aż do momentu gdy skończy się muzyka, lub gdy uda nam się osiągnąć cel.

Wrażenia

To nie jest gra dla miłośników mięsistego euro. Tu się nie można zastanawiać. Tu nie ma co przeliczać. Tu trzeba działać. Ale oczywiście działać z głową – mnie się kiedyś zdarzyło wejść do strefy przeszukiwania bez niczego, wybrać szybkie przeszukiwanie (czyli branie trzech kart w ciemno) i wylosować samych zombie w liczbie pięciu. Oczywiście nie dało rady ich odeprzeć (zwykle w pojedynkę możemy odeprzeć dwa, trzy zombie). A że nic nie znalazłam (tylko tych zombie) a żelazną zasadą jest, iż przeszukiwać można tylko w pomieszczeniu gdzie nie ma zombie, to ciągle powalali mnie na ziemię, aż totalnie straciłam przytomność i jeden z graczy musiał mnie nieść. Przegraliśmy…. przez moją głupotę.

Z drugiej strony los potrafi się uśmiechnąć. Pamiętam partię, w której horda w pudełku rozrosła się do niebotycznych rozmiarów ale nie wylosowaliśmy karty, która by nam ją rzuciła pod nogi – dzięki temu szybko uwinęliśmy się z zombie na planszy i dotarliśmy do celu na długo przed czasem.

Ale zwykle partie są bardziej stonowane (instrukcja mówi jak przygotować stos kart by horda była mnie więcej równomiernie rozłożona) a gracze bardziej myślący ;) – dzięki temu są i realne szanse na wygraną, i adrenalina, i dobra zabawa.

To co mi się zdecydowanie w tej grze nie podoba to setup. Trwa niebotycznie długo. Można oczywiście polemizować i przytaczać setup np. Posiadłości Szaleństwa – ale nie w tym rzecz. Co innego przygotowywać grę 20 minut i grać w nią dwie godziny a co innego przygotowywać ją 20 minut i grać w nią 15′. Najdłużej trwa wybieranie kafelków a następnie budowanie obszaru gry. Oznaczenia kafli są mało widoczne – do tego stopnia, że budując planszę opierałam się zwykle na wyglądzie kafla zamiast na jego numerku – co byłoby prostsze gdyby były bardziej czytelne. To niestety jest frustrujące.

Zombie 15′ to w moim odczuciu skrzyżowanie ZombicideEscape: The Curse of the Temple. Z Zombicide czerpie mechanikę – choć ją upraszcza. I dobrze! W Zombicide mamy czas, żeby przemyśleć nasze posunięcia. Przedyskutować. Wybrać najlepszą drogę. Mamy czas na A.I. zombiaków. W Zombie 15′ tego nie ma. Trzeba działać szybko, intuicyjnie, nie ma czasu na zastanawianie się co mogę zrobić, jak będzie lepiej. Nie ma nawet czasu na burzę mózgów. Ogólny plan działania ustalamy na początku gry, zanim odpalimy muzykę, ale potem, to już każdy myśli nad własnym ruchem podczas tur pozostałych graczy, żeby zoptymalizować czas. Oczywiście, że się komunikujemy. Oczywiście, że prosimy o pomoc – ale te decyzje nie mogą zabierać cennego czasu. Jeśli akcja nie będzie przebiegała płynnie, marne są szanse na zwycięstwo. I to jest duży atut tej gry.

Większość gier kooperacyjnych narażona jest na syndrom lidera – często jedna z osób, czy to gracz z większym doświadczeniem, czy też po prostu  osobnik alfa, usiłuje przejąć stery i decyduje kto jak ma grać, żeby grupa wygrała. W Zombie 15′  ten problem nie istnieje. Jest tyle  do zrobienia, że każdy próbuje pilnować swojego nosa a jak jest bardziej obeznany i ma chwilę niezagospodarowanego czasu, to dostaje funkcje w postaci dokładania figurek zombie, losowania kart etc. Tak zresztą jest najwygodniej – jeśli nie macie Mistrza Gry, który czuwałby nad przebiegiem rozgrywki, to najwygodniej podzielić się rolami, aby każdy odpowiadał na swoją działkę: losowanie kart zombie, dokładanie figurek na planszę, powiększanie hordy po użyciu przez kogoś broni palnej, podawanie kart (nie zawsze uda się je umieścić tak by były łatwo dostępne dla wszystkich graczy).

Z Escape Zombie 15′ zaczerpnęły czas rzeczywisty i pomysł wykorzystania ścieżki dźwiękowej. Tu co prawda nie wykonujemy działań symultanicznie, ale – podobnie jak w Escape – dźwięk ma wpływ na rozgrywkę. W obu grach oprócz budowania klimatu mamy konkretne efekty – w Escape dwa razy musimy wrócić do komnaty startowej zanim zatrzasną się drzwi (za trzecim razem musimy już uciec ze świątyni) zaś w Zombie 15′ co 40/60 sekund usłyszymy ryk zombie co oznacza dołożenie kolejnych nieumarłych na planszę.

Najlepiej Zombie 15′ działa na 4 osoby. We troje gra się równie dobrze – z wyjątkiem niektórych scenariuszy, gdy trzeba się rozdzielić i 4 postaci po prostu działają efektywniej niż trzy (we troje gramy trzema postaciami ale mamy po 5 akcji na turę zamiast przepisowych czterech). W dwie i jedną nie przepadam grać bo wtedy trzeba kontrolować odpowiednio dwie lub cztery postacie – dla mnie osobiście zawsze problemem jest takie „rozmnożenie” charakterów a na dodatek, przy grze jednoosobowej po prostu brakuje czasu na przemyślenie swojej tury. Co ciekawe – granica 4 graczy nie jest nie do przeskoczenia. Piąta osoba może np. czuwać nad przebiegiem gry, dokładać zombie, doradzać – zwłaszcza gdy gracie kilka scenariuszy można się wymieniać w tej roli. Ale można też po prostu dołożyć piątego / szóstego gracza. Są figurki, są plansze graczy. Nie będzie to może szczyt grywalności (trochę zależy od scenariusza), może się dłużyć oczekiwanie na swoją kolej, może być łatwiej – ale zagrać się da i ta piąta a niespodziewana osoba nie odejdzie z kwitkiem.

Na uwagę zasługuje możliwość grania w trybie kampanii. W trakcie kolejnych scenariuszy, w budynkach znajdujemy nie tylko broń (w postaci kart), ale też żetony znalezisk (np. klucze, które otwierają potrzebne nam drzwi). Wśród tych żetonów są również plecaki – po szczęśliwym ukończeniu scenariusza możemy nasze plecaki wymienić na przedmioty i z nimi rozpocząć kolejny scenariusz.

Zombie 15′  jest grą specyficzną. Mnie osobiście rozgrywka się podoba szalenie. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że większość współgraczy nie była tak zachwycona jak ja. Gra się, owszem, podobała, ale nie na tyle, żeby z niecierpliwością czekać kolejnej rozgrywki tudzież dać się namówić na kampanię. Większość traktowała ją jako ciekawostkę. Olbrzymim minusem (wiem, powtarzam się) jest bardzo długi setup. Również w trybie kampanii trzeba przeorganizować obszar gry co trwa. Na pewno nie jest to gra na piętnaście minut. Nie jest to filler. Żeby mieć 100% satysfakcji trzeba do tej gry podejść jak do gwoździa wieczoru. Zagrać kampanię. Albo po prostu kilka scenariuszy. Ale w żadnym razie nie podchodzić do tego jak do gry 15-to minutowej.

Minusem może być również cena. SCD to – o ile się nie mylę – 299zł. Mało kto może sobie na taką grę pozwolić. Raczej nie kupujemy takiej gry w ciemno. Chyba, że będą to fani zombie – a tych jest na pewno sporo, skoro temat zombie cieszy się już od lat niesłabnącą popularnością.

Podsumowanie

Plusy:
+ proste, intuicyjne zasady
+ morze adrenaliny
+ te zombie nawet nie są tak paskudne jakby się spodziewać, a ścieżka dźwiękowa nie straszy dzieci
+ regrywalność na wysokim poziomie (nie jest nawet problemem przejście parę razy tego samego scenariusza)
+ postacie bohaterów mają unikalne cechy
+ możliwość gry w trybie kampanii
+ brak syndromu lidera
+ dość dobra skalowalność (choć najwygodniej grać w 4 osoby)

Minusy:
+ długi setup
+ cena

Ta gra mnie zaskoczyła. Bo zombie nie lubię, a mimo to grę pokochałam. Dałabym jej 9/10 (bo minus ten jeden punkt za setup i cenę) ale uczciwie muszę wziąć pod uwagę, że nie jest to gra dla wszystkich i sporo osób kwitowało to tylko „całkiem niezła ta gra” bez morza zachwytów. Niektórym przeszkadzał stres, wzajemne przekrzykiwanie się, czas. Niektórym temat zombie. Dlatego dałam „tylko” 8/10. Gra jest na tyle ciekawa, że każdy powinien spróbować jeśli będzie miał okazję. Ale jeśli lubisz gry czasu rzeczywistego i nie odstraszają cię nieumarli – musisz ją zwyczajnie mieć.

Ginet (7,5/10) – świetny fillerek ;) – szybki, pełen emocji, z cudownym wykonaniem. Bardzo dynamiczna rozgrywka skłania do szybkich decyzji, a także zmusza do współpracy i pomagania naszym towarzyszom. Do tego klimat pełną gębą (gra przypomina planszową wersję komputerowego przeboju Left 4 Dead) Gdyby tylko ten setup nie był tak długi, a cena trochę bardziej okazyjna byłoby jak nic 8 na 10 :)

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (8/10):

Dziękujemy firmie Egmont za przekazanie gry do recenzji.


2 komentarze

  1. Na początku opisu jest błąd. Zamiast:
    Co 60 minut (a w bardziej zaawansowanych scenariuszach co 40 minut)
    Powinno być
    Co 60 sekund (a w bardziej zaawansowanych scenariuszach co 40 sekund)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Cubitos – Szarlatani w wersji kościanej?

Zacznijmy od okładki. Uważam, że w przypadku Cubitos jest ona całkiem odważna. Przeprowadzona w gronie moich bliższych, dalszych i najbliższych znajomych skrócona ankieta wykazała, że ubrana w tyrolskie spodenki kostka sera jest w najbardziej optymistycznym scenariuszu konfundująca. A prezentowanie przez nią bujnie owłosionych ludzkich łydek w pewnych przypadkach może być uznane za wręcz odpychające. Ja nadal patrzę i nie mogę się nadziwić.  Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap