Home / Recenzje / Gry logiczne / Skarb Tutenchamona

Skarb Tutenchamona Recenzja

Skarb Tutenchamona to logiczna łamigłówka z serii Ah!Ha wydawanej w Belgii przez Eureka!, a dystrybuowanej w Polsce przez wydawnictwo G3. Od razu powiem, że nie jedyna  – w serii tej możecie przyjrzeć się problemom Wesołej Farmy, budować Utopię, pomagać Uciekającym jeżom, a nawet ratować Stefana. Na mój stół wjechał jednak Tutanchamon (albo Tutenchamon – jak kto woli, podobno obie formy imienia tego faraona – a oznacza ono Żywy Wizerunek Amona – są dopuszczalne). I nie będę tego ukrywać – wjechał na mój stół z powodów czysto klimatycznych. Ja po prostu lubię Egipt, piramidy, skarby, opowieści o klątwach – tak, to właśnie TEN faraon – ten od klątwy, która przerzedziła szeregi archeologów po otwarciu jego grobu –  i świat starożytny.

Sama łamigłówka jest oczywiście czysto abstrakcyjna. Był to jeden z powodów dla których zastanawiałam się, czy  aby na pewno chcę się mierzyć z faraonem – może lepiej pomagać jeżom albo uśmiechać się do myszy w rytmie pełzającego sera – byłoby tego klimatu pewnie trochę więcej. Na szczęście nie poddałam się – i to się opłaciło – bowiem Skarb Tutenchamona bardzo mi się spodobał.

Aby nie lać zbyt dużo wody (mogłabym jeszcze tak długo przytaczać różne anegdotki albo po prostu zachwycać się zielonym pudełkiem) przejdę do konkretów. A ponieważ – nie oszukujmy się, przecież do jest tylko jednoosobowa łamigłówka, ileż można na jej temat pisać?  – wypunktuję plusy dodatnie i ujemne (jak mawiała pewna wybitna osobowość sceny politycznej).

Wykonanie ma efekt wow!

Na oko widać wyraźnie, że to gra logiczna w stylu Think Fun (a były / są to bardzo zacne łamigłówki – nawiasem mówiąc Rush hour i Szachy solo do tej pory wspominam z wielkim sentymentem, one już przeszły do klasyki). Zwróćcie uwagę jak pomysłowe jest wykonanie – urzekło mnie to, że książeczkę wsuwamy w plastikowy, przezroczysty pojemnik. Ale na oko nie zobaczycie jednego – jakie to miłe uczucie turlać tę kosteczkę… a do tego wszystkiego jest ona tak zaprojektowana, że świetnie wpasowuje się w planszę, ruchy są pewne, nie ma mowy, żeby nam się coś niechcący obsunęło.

Regrywalność jest sztuką

Że niby jak? że co? przecież to 50 wyzwań i do piachu….

Otóż nie. Nie wiem jak wy, ale dla mnie te wyzwania (nie wszystkie, ale większość) nie są trywialne. I absolutnie nie do zapamiętania. Sposób poruszania się kostki powoduje, że cofnięcie kilku ruchów (jeśli się okaże, że zapędziliście się w kozi róg) nie jest problemem. W rezultacie wielokrotnie byłam stawiana przed faktem, że nie pamiętam jak doszłam do rozwiązania (albo danego punktu). Bo czasem się właśnie tak cofałam, a czasem wracałam do początku – i nagle okazywało się, że już nie pamiętam początku. Było też i tak, że brałam te same kartki i robiłam je od nowa – mając ten sam fun z zabawy.

Cztery (poziomy) miłości *)

Skarbu Tutanchamona poszukujesz na czterech różnych poziomach abstrakcji. W każdym chodzi o to, by z punktu początkowego (rysunek na planszy bez najmniejszych wątpliwości pokazuje jak należy ułożyć kostkę) dotrzeć do skarbu. Co więcej – aby wejść na pole ze skarbem trzeba – tak jak przy każdym innym polu  – zachować reżim kolorystyczny tzn. tak wjechać kosteczką na pole tak, by na górze kostki był kolor pola. W ogóle jest to podstawowa zasada w tej łamigłówce – wierzch kostki zawsze musi się zgadzać z kolorem pola. Cztery poziomy to cztery sposoby poruszania się.

Na pierwszym, tym najprostszym po prostu turlamy kostką. Drugi poziom to rozszerzony pierwszy: turlamy, ale oprócz tego możemy też kostkę przesunąć o jedno lub więcej pól w poziomie/pionie pod warunkiem, że pola te są tego samego koloru. Poziom trzeci również startuje z poziomu pierwszego: oprócz turlania możemy na niektórych (zaznaczonych kręgiem) polach obrócić kostkę o 90 stopni w prawo lub lewo. Czytając o tych regułach byłam przekonana, że to będzie bardzo trudne, ale okazuje się, że pól, na których obroty są dozwolone jest niewiele – najczęściej jedno, w kilku zaledwie przypadkach cztery. Ale uwaga! nie dajcie się zwieźć – to, że tam jest krąg to wcale nie znaczy, że trzeba obrócić kostkę. Zdarzało się tak, że dochodziłam do skarbu wcale jej nie obracając!

Czwarty poziom jest najtrudniejszy, bo rozszerza poziom drugi. Można kostką turlać, przesuwać, a nawet skakać (nie mamy tutaj zaznaczonych pól obrotu, więc kostki nie obracamy, ale jeśli na przeciwległych brzegowych polach zgadza się kolor, to można kostką przeskoczyć (tak jakbyśmy ją przesuwali – tyle, że jedynie pierwsze i ostatnie pole zgadza się kolorystycznie).

Zauważcie, że poziom trzeci nie przewiduje przesuwania kostek! to bardzo ważne – mnie się na początku zdawało, że każdy następny będzie rozwinięciem poprzedniego – a to nieprawda.

Wydawało mi się, że poziom trzeci i czwarty będzie dla mnie nie do rozwiązania (ja raczej nie jestem typem mózgowca), ale okazało się, że tych różnych ścieżek jak przejść z punktu do punktu nie jest aż tak wiele. Często robimy kilka ruchów i są one jedynymi ruchami jakie możemy wykonać z danego miejsca. To nie jest tak, że każde pole pozwala na kilka różnych poruszeń. Ścieżki tak są dobrane, że nie rozgałęziają się po każdym ruchu. Nie jest ani zbyt prosto (wystarczy, że ścieżki się będą rozgałęziać kilkakrotnie), ale też nie jest tak trudno, by było to zniechęcające.

Na koniec

Nie pozostaje zatem nic innego, jak życzyć wam, byście się skusili na tę łamigłówkę. I życzyć wam miłego kombinowania w odszukiwaniu ścieżek do skarbu.

*) „Cztery miłości” to tytuł książki C.S.Lewisa, mojego ulubionego autora, ale jak najbardziej ma tu zastosowanie ;)

Ogólna ocena (9/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (9/10):

Dziękujemy firmie G3 za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Wsiąść do pociągu: Pierwsza podróż – dziecko nielubianych rodziców okazuje się być fajne

Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet… a nie, o bilet jednak trzeba dbać. W końcu to nie festiwal piosenki, tylko recenzja gry, której celem jest zrealizowanie właśnie biletów kolejowych. Brzmi znajomo? No jasne, w końcu niewiele jest osób, które nie słyszały o słynnej serii Wsiąść do pociągu. Wersji tej gry jest sporo, nic więc dziwnego, że doczekała się także samodzielnej odsłony dla juniorów. Czy jest to trafiony pomysł i czy warto zaopatrzyć się w kolejne pudełko?