Home / Recenzje / Gry dla wielu graczy / Idzie fala! Oby nie w stronę naszej wyspy…

Idzie fala! Oby nie w stronę naszej wyspy…

Kolejna gra obsypana zagranicznymi nagrodami za sprawą wydawnictwa Nasza Księgarnia pojawiła się na polskim rynku. Czy Idzie fala! jest równie przyjemną propozycją jak Draftozaur i Z kwiatka na kwiatek, które miały wspólną premierę? I czy pierwotnie wydany w 1997 roku tytuł nadal może cieszyć graczy? 

Okładka przedstawia latarnię morską na wyspie i owieczki. Grafika jest dosyć prosta i niespecjalnie przypadła mi do gustu. W takim samym stylu wykonano karty i żetony. To, co mi się podoba, to coraz gorzej przedstawiona sytuacja owieczek na kartach przypływów oddająca niekorzystny stan wyspy gracza. Oprócz kart, w pudełku znajdziemy także ołówek i notes do zapisywania punktacji. 

Przygotowanie do rozgrywki nie trwa długo. Każdy otrzymuje kartę początkową, czyli wyspę z latarnią o wartości „0” i kładzie ją przed sobą, a także 12 kart pogody na rękę. Należy zliczyć znajdujące się na nich koła ratunkowe i dobrać odpowiednią liczbę żetonówKarty przypływu umieszczamy na środku stołu jako zakryty stos.  

Naszym celem będzie ochronienie własnej wyspy przed rosnącym poziomem wody. Rozgrywka składa się z tylu rund, ilu jest graczy. Na początku odkrywamy dwie karty przypływu. Każdy wybiera jedną ze swoich kart z ręki, które są ujawniane jednocześnie. Następnie osoba, która ma najwyższą wartość pogody zabiera niższą kartę przypływu, a druga w kolejności – wyższą. Są one umieszczane na naszych kartach początkowych. Gracz, który ma przed sobą latarnię z najwyższą liczbą, odwraca jedno ze swoich kół ratunkowych owcą do góry. Nie musi to być osoba, która w tej rundzie dobrała kartę. Być może najwyższa okaże się ta, która została przypisana w poprzedniej.  

Użyte karty pogody każdy odkłada na własny stos kart odrzuconych. Gdy gracz powinien odwrócić kolejne koło, a wszystkie jego żetony są już wyczerpane, odpada z tej rundy i zakrywa swoją latarnię. Musi poczekać, aż pozostali skończą to rozdanie i będzie mógł znów dołączyć do rozgrywki. 

Każda runda składa się z dwunastu tur. Ich przebieg jest dokładnie taki sam. Runda kończy się, gdy wyczerpią się przypływy lub w grze pozostanie tylko dwóch graczy. Wtedy następuje podliczanie punktów, które należy odnotować w notesie. Punkty zdobywa się za niewykorzystane koła ratunkowe oraz za posiadanie najniższej wartości na karcie przypływu. Punkt ujemny otrzymują osoby, które wykorzystały wszystkie żetony, czyli nie dotrwały do końca rundy. 

Następnie każdy bierze swoje 12 kart pogody oraz żetony i przekazuje je graczowi po lewej. Kolejna runda toczy się w ten sam sposób. Zmienia się jednak zestaw kart, które mamy do wykorzystania. Gramy tym, co przed chwilą należało do innego współgracza. Finalnie każdy rozegra rundę wszystkimi dostępnymi zestawami rozdanymi na samym początku rozgrywki. Po podliczeniu punktów zebranych w każdej rundzie, wyłaniany jest zwycięzca. 

Idzie fala! podoba mi się to, że zły dobór kart pogody na początku nie przekreśla naszych szans. Ostatecznie zagramy wszystkimi zestawami. Co więcej, grając kolejnymi, będziemy mieli już wiedzę o tym, co znajduje się na rękach innych graczy. Przewidywanie jakie wartości pojawią się w danej turze nie jest całkowitą niewiadomą. Liczba kół ratunkowych również może się zmieniać, więc nawet jeśli mieliśmy ich najmniej, w kolejnej rundzie się to zmieni. 

Rozgrywka nie powinna trwać dłużej niż pół godziny, co jest optymalnym czasem dla małych karcianek. Dzięki temu nadają się one na imprezowe wieczory w gronie znajomych. Z racji niewielkich gabarytów i łatwych zasad może być również dobrą propozycją na wszelkie wyjazdy. W przypadku tej gry, im więcej osób zasiądzie do stołu, tym lepsza zabawa. 

W grze występuje losowość zarówno przy rozdaniu zestawów kart pogody jak i przy wykładaniu przypływów. Jednak dzięki temu jest ona regrywalna i mniej doświadczeni gracze mają podobną szansę na wygraną, co ci bardziej doświadczeni. Zachęci to na pewno nowicjuszy do spróbowania i przekonania się, czy tonące owce przypadną im do gustu. 

Wybór kart pogody nie spowoduje paraliżu decyzyjnego, ale nie oznacza to, że możemy rzucać losowe wartości. Najlepiej w ogóle nie otrzymywać kart przypływu, a jeśli już, to tę niższą. Mając mniej więcej świadomość jakie karty weszły do gry, możemy próbować przewidywać działania innych. Może się również zdarzyć, że mając dosyć wysoką wartość na swojej wyspie będziemy chcieli zdobyć którąkolwiek kartę przypływu z bieżącej tury, ponieważ obie będą niższe niż nasza obecna.  

Idzie fala! jest w miarę dynamiczna i gracze nie powinni się nudzić podczas rozgrywki. Wprawdzie wykonujemy ciągle te same nieskomplikowane ruchy, ale co przypływ nasz cel na daną turę może być inny. Dlatego warto spróbować, bo mimo sędziwego wieku, gra ma potencjał na bycie całkiem przyjemną karcianką. 

Plusy: 

  • Proste zasady 
  • Każdy ma okazję zagrać wszystkimi zestawami kart 
  • Dołączony notes ołówek do zapisywania punktacji.

Minusy: 

  • Brzydkie grafiki 
Pingwin Pingwin: A mnie się Idzie fala! kompletnie nie spodobała. Muszę jednak zaznaczyć, że moja rozgrywka była totalnie odarta z bezpośredniego kontaktu z żywym człowiekiem. Grałam w to na BoardGameArena.com. Być może gdybym patrzyła w twarz kumpla siedzącego po drugiej stronie stołu, próbowała wyczytać z jego miny cóż on tam wyłoży w tej kolejce, gdybyśmy przy okazji sypali ciętym dowcipem – pewnie podobałoby mi się bardziej. Pozbawione tego, co w planszówkach najlepsze – relacji międzyludzkich – stało się dokładaniem kart „na odwal się”. Serio. Owszem, można liczyć co schodziło, można domyślać się co komu zostało i jaka jeszcze fala nas czeka. A potem domyślać się co kto myśli, że ja myślę, że on myśli. Ale mnie nie porwało. Co bym nie wyłożyła – i tak było full zaskoczenie, że się udało, albo że się właśnie nie udało. Totalna ruletka. Zwłaszcza, że tak naprawdę przegrany był przede wszystkim środek. Ten kto wyłożył najwyższą kartę wybierał niższą z dwu. Ten kto wyłożył najniższą – nie brał nic. Najgorzej miał ten z górnego środka. Drugi. (I nie, nie jest to wariacja na temat „Kto drugi ten lepszy” choć twierdzenie że jest pewne niewielkie podobieństwo dałoby się obronić). Ja niestety w połowie czteroosobowej partii miałam już tak dość, że grałam już byle co, byle się skończyło. I do tego wygrałam. To chyba nie świadczy o grze najlepiej. Tak czy owak, nie znalazłam w niej nic takiego, co pozwoliłoby mi ją polecać. Przynajmniej w wersji online. Ale nie musicie mi wierzyć na słowo, możecie sami spróbować… ;)

Aga Satława

Aga Satława: Uwielbiam gry, w których jestem zmuszona do przewidywania ruchów innych graczy i mają one ogromne znaczenie dla mojej sytuacji w czasie rozgrywki. Nutka blefu, trochę szacowania, odrobina losowości (byle nie za dużo) i jestem kupiona. Dlatego właśnie Idzie fala! od razu wzbudziła moje zainteresowanie. Gra przypomina mi zresztą 6. bierze!, które uwielbiam. Także w przypadku karcianki od Naszej Księgarni wszystko się dla mnie zgadza. W Idzie fala! grało mi się bardzo dobrze, ale myślę, że Pingwin ma rację co do kontaktu z innymi graczami. Jest on w przypadku takich gier liczbowych bardzo dużą zaletą. Bez niego, nie czuje się rywalizacji w takim stopniu, jak w bezpośrednim starciu. Podobnie jak Kamari, podobało mi się stopniowanie zagrożenia na kartach przypływu. Szkoda tylko, że ilustrator nie był konsekwentny i nie zastosował tego samego manewru w przypadku kart pogody, które zdobi identyczna grafika. Podsumowując, z czystym sumieniem mogę polecić Idzie fala! osobom, które lubią szybkie, liczbowe gry karciane.



Grę Idzie fala! kupisz w sklepie

Ogólna ocena (7/10):

Złożoność gry (2/10):

Oprawa wizualna (4/10):

Dziękujemy firmie Nasza Księgarnia za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Moje miasto – jak budować niszcząc grę

Trudno jest pisać o grach legacy. Nie dość, że człowiek nie może za bardzo mówić o konkretach, to jeszcze wypadałoby sprawnie zobrazować swoje wrażenia płynące z rozgrywki. A to o czym chciałoby się powiedzieć często jest blokowane przez zakaz spoilerów. I tak się kluczy i brodzi między tymi tajemnicami. Moje miasto od wydawnictwa Galakta to kolejna pozycja od doktora Knizi, gdzie łączy legacy, tetrisa i rodzinną formę rozgrywki. Niezwykle ciężki miks. Czy to mogło się udać? Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap