Home / Recenzje / Gry imprezowe / Dobble Minionki – małe, żółte, wredne i pierońsko trudne do znalezienia

Dobble Minionki – małe, żółte, wredne i pierońsko trudne do znalezienia

Keskówka Jak ukraść księżyc wpuściła do naszego świata małe, szalone stworki. Zdobyły one serca milionów dzieci i dorosłych. Minionki, bo o nich mowa, doczekały się też własnego filmu. Widzowie mogą się z niego dowiedzieć m.in. skąd się właściwie wzięły i co je spotkało, zanim trafiły do Gru. Ich rosnąca popularność nie mogła pozostać niezauważona przez miłośników gier bez prądu. 11 lat po premierze pierwszego filmu, w którym dane nam było poznać przerośnięte, żółte Tic Taki, o wyjątkowo kreatywnym podejściu do demolki, Wydawnictwo Rebel sprezentowało nam Dobble Minionki. Nie pozostaje mi nic, jak tylko zakrzyknąć „Baanaanaa!”… I zaprosić Was do recenzji moich spostrzeżeń na ten temat.

Kolejna wersja klasyka

Czym różni się ta odmiana gry Dobble od oryginału? Szatą graficzną. I tyle. W pudełku jak zwykle znajdziemy 55 kart i instrukcję z podstawowymi zasadami oraz ich alternatywnymi wariantami. Wszystko to zamknięte jest w metalowej puszce.  Nie dość, że ładnie się ona prezentuje, to jeszcze jest bsrdzo solidna. Dzięki temu bez cienia obawy o zawartość można ją wrzucić do plecaka lub torby.

Gotowi? No to lecimy!

Podczas rozgrywki naszym zadaniem będzie znalezienie dwóch tych samych obrazków na kartach. A to, czy porównujemy swoje symbole z tymi ze środka stołu, albo z tymi, które mają przed sobą nasi przeciwnicy, zależy od trybu rozgrywki, jaki wybierzemy. W każdym z nich liczy się szybkość, spostrzegawczość i refleks. Nie bez znaczenia jest też umiejętność znalezienia języka w gębie. W czasie gry w każdą z wersji kultowej już imprezówki można go bardzo łatwo zapomnieć.

Minionek, Minionek… Minionek?

Zanim dotarła do mnie gra Wydawnictwa Rebel obawiałam się, że tak mniej więcej będzie wyglądać rozgrywka. Oczywiście każdy żółty stworek ma swoje imię, jednak ja znam zaledwie dwa lub trzy z nich. Na szczęście ma kartach znajdziemy sporo różnorodnych symboli. Oczywiście mamy tu przede wszystkim tytułowych bohaterów w różnych wersjach (Minionek z pianą na głowie, Copabanana, turysta…), inne postaci z filmów, ale i całą masę mniej lub bardziej związanych z nimi istot oraz przedmiotów wszelakich (np. papryka, koza, kaczka). W razie kłopotów z ich identyfikacją zawsze można sięgnąć po instrukcję, w której znajduje się ściąga.

Czy tylko dla fanów?

Tematyczne wersje gier, takie jak opisywane niedawno przeze mnie Dobble oraz Story Cubes Harry Potter są stworzone z myślą o konkretnym odbiorcy. Po niektóre z nich nie warto sięgać, jeśli nie zna się choćby pobieżnie danego uniwersum, inne mimo wszystko są w pewnym stopniu uniwersalne. Dobble Minionki mogę polecić każdemu, kto widział choć jeden z filmów z szalonymi potworkami. Nawet te osoby na początku mogą nie pamiętać imion postaci z kart. Już po pierwszej rozgrywce problem ten zniknie. Sama gra posiada tymczasem wszystkie zalety wersji oryginalnej. Dlatego właśnie uważam, że jeśli będziecie mieli okazję w nią zagrać, to zdecydowanie warto.

Znowu Dobble?

Przyznam, że nie tylko ogrywam, ale i zbieram gry bez prądu (właściwe to dwa zupełnie różne hobby). Dla mnie więc każda kolejna odmiana Dobbli w interesującej z mojej perspektywy tematyce ma wartość kolekcjonerską. Mimo że na moim regale z planszówkami znajduje się już kilka pudełek z tej serii, to jestem pewna, że jeszcze sporo ich kuzynek się tam pojawi. Z resztą w kolejce to zrecenzowania czeka już kolejna metalowa puszka :)

 



Grę Dobble Minionki kupisz w sklepie

Ogólna ocena (7/10):

Złożoność gry (2/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie Rebel za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Dziennik. Wyprawa 1907: Zakazane kopalnie – Czy odważysz się zejść w głąb niesławnych tuneli?

Kiedy Dziennik 29 pojawił się po raz pierwszy sklepowych półkach, narobił sporo szumu wśród fanów szarad, łamigłówek, zagadek wszelakich i nie tylko. Ja sama podchodziłam do niego z rezerwą, ponieważ wciąż marudzę na technologię, której wymagają niektóre tytuły. Nie zmienia to faktu, że zarówno przy pierwszej, jak i przy drugiej interaktywnej grze książkowej z tej serii bawiłam się znakomicie. Nie dane mi było wypróbować (jeszcze) Dziennika. Wyprawy 1907, ale niedawno w moje ręce kolejny gamebook od Wydawnictwa FoxGames. Liczyłam na zagadki, które rozgrzeją mój mózg do czerwoności, ale miałam też przecieki, że pierwsza część tej serii była dużo bardziej wciągająca jeżeli chodzi o fabułę, niż jej poprzedniczki. Przyznam, że w grze Dziennik. Wyprawa 1907: Zakazane Kopalnie nie zawiodły mnie zagadki, choć co do historii, mogłoby być lepiej. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap