Home / Recenzje / Gry dla wielu graczy / X bierze – ostatni członek rodziny

X bierze – ostatni członek rodziny

Gdy nie wiadomo już, kto bierze, najlepiej wprowadzić tajemniczy “x”. Kto zatem zbiera rząd? Za każdym razem my, ale którą kartą, to już inna historia. 

X bierze to najnowsza na polskim rynku propozycja z popularnej serii karcianek. Fani przyzwyczajeni do informacji, kto zbiera karty, mogą być zaskoczeni niewiadomą w tytule. Po zapoznaniu się z zasadami dowiadujemy się, że im lepiej nam pójdzie, tym nasz “x” będzie wyższy. 

Znana już z poprzednich wersji talia kart od 1 do 100 ponownie zostaje użyta. Oprócz niej w małym pudełku znajdziemy trzy karty wspólnych rzędów (3, 4 i 5), które kładziemy na środku stołu oraz cztery karty z “x”, które każdy z graczy umieszcza przed sobą. Rozdajemy wszystkim po osiem kart z talii, a po jednej kładziemy po prawej stronie początkowych kart wspólnych rzędów. Możemy zacząć rozgrywkę. 

Gracze wybierają jedną kartę z ręki i jednocześnie wykładają je przed sobą. Tak jak w oryginalnej wersji gry, dokładamy karty od najniższej do najwyższej do rzędów na środku stołu. Musimy pamiętać o zasadzie jak najmniejszej różnicy pomiędzy ostatnią kartą w linii, a tą właśnie dokładaną. Rząd zbiera osoba, która dołoży trzecią, czwartą lub piątą kartę. Ostatnia dołożona wartość staje się pierwszą kartą w rzędzie, a spośród zebranych gracz musi wybrać jedną, która trafi do jego prywatnego rzędu. Pozostałe dokłada na swoją rękę i będzie mógł je znowu zagrać. 

Własny rząd każdego gracza można tworzyć, dopóki wartości na kartach są rosnące. Jeśli wśród zebranych kart będą tylko liczby niższe od naszej ostatniej karty, cały rząd trafia na stos po lewej stronie, a bycze głowy będą naszymi punktami ujemnymi. Nowa karta rozpoczyna rząd, który może zostać ponownie zebrany. 

Runda kończy się, gdy któryś z graczy pozbędzie się wszystkich kart z ręki. Zliczamy punkty ujemne, które dostajemy za byki na własnym stosie zebranych kart z rzędu „x” oraz na ręce i zapisujemy. Po rozegraniu dwóch rund wyłaniamy zwycięzcę. 

Na początku sceptycznie podeszłam do pomysłu, że raz rozdane karty zostają z nami do końca partii, a reszta nie bierze już udziału w grze. Przecież szybko orientujemy się jakie wartości trafiły na ręce graczy, ponieważ wykładamy je i zbieramy wiele razy podczas rozgrywki.  Jednak po chwili nabrało to więcej sensu.  

X bierze najczęściej ze wszystkich gier z byczej serii umyślnie brałam karty. Świadome budowanie prywatnego rzędu to klucz do zwycięstwa. Jeśli będziemy unikać dokładania ostatnich kart do wspólnych linii, w końcu będziemy zmuszeni do wzięcia wysokich liczb, które zepsują nam plany. To ciekawe podejście w grze, w której zbieranie kart było ostatnią rzeczą, której byśmy chcieli. 

Jak ten tytuł ma się do pozostałych? Nadal na ostatnim miejscu znajduje się 5.bierze. Natomiast w kwestii pozostałych karcianek miałam taką myśl, że najlepiej byłoby byczą talię umieścić w jednym pudełku z dodatkowymi kartami ze wszystkich odsłon i zamiast kolejnych części stworzyć osobne tryby gry. I fani tej serii, którzy koniecznie chcą mieć wszystkie pudełka, pewnie skompresują je do niezbędnego minimum.  

X bierze jest ciekawą wariacją, ale oryginału nie przebiło. Podczas rozgrywki posiadamy sporą wiedzę i nasze wybory są bardziej świadome, ale to, czy ta karcianka spodoba się graczom, będzie kwestią bardzo indywidualną. Kolejnych partii nie odmówię, ale nie trafi do grona ulubionych tytułów. Fani byczej rodziny powinni spróbować i porównać wszystkie znane wersje. 



Grę X bierze kupisz w sklepie

Ogólna ocena (7/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (5/10):

Dziękujemy firmie G3 za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Pandemic: Gorąca Strefa – Europa – destylowana Pandemia

“Mały Pandemic” to przykład produktu, w którego istnieniu zbiegają się interesy dwóch grup. Z jednej strony mamy korpo-molocha-wydawcę Asmodee, który chce sprzedawać coraz więcej coraz nowszych produktów. A z drugiej konsumenta, który w pędzącym na łeb na szyję świecie ma coraz mniej czasu na spędzanie go przy instrukcji i przy rozgrywce. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że wypuszczanie prostszych i skróconych wersji popularnych tytułów to rzecz wręcz nieunikniona.  Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap