Home | Katalog gier | Dodatki | Demony dżungli – co nowego może Cię spotkać podczas Wyprawy do El Dorado?

Demony dżungli – co nowego może Cię spotkać podczas Wyprawy do El Dorado? [WSPÓŁPRACA BARTEROWA] Naszym wynagrodzeniem jest bezpłatny egzemplarz gry otrzymany od Nasza Księgarnia, jednak recenzja nie jest jej reklamą, lecz subiektywnym podsumowaniem wszystkich wad i zalet, a Wydawca nie ma wpływu na naszą opinię.

❍ Reading Time: 4 minutes
box

Dodatek bardzo ładnie mieści się razem z grą podstawową, możecie zrezygnować z pudełka.

Demony dżungli to rozszerzenie Wyprawy do El Dorado – świetnej, rodzinnej gry Reinera Knizi. Dostajemy w nim:

  • trzy dodatkowe plansze usiane polami demonów, które wkomponujemy w naszą ścieżkę,
  • karty, które powiększą nasze bazarowe zaplecze
  • towarzyszy podróży (dodatkowa startowa karta różnicująca nieco decki graczy)
  • bohaterów (aby zdobyć kartę bohatera należy odwiedzic obóz, czyli dodatkową małą planszetkę układaną przy drugiej planszy).
  • żetony demonów nierozerwalnie związane z nowymi planszami (a w zasadzie żetony + karty). Za wejście na pole demona otrzymujemy owe żeton/żetony z klątwą. Jednym z efektów może być otrzymanie karty demona, która jest niczym innym jak zapychadłem talii.

talia startowa z nowymi

Talia początkowa zyskuje w tym dodatku kartę towarzysza (każdy gracz otrzymuje inną). Ta karta jest szczególna – można z niej korzystać jak ze zwykłej talii, albo wykorzystać mocniejszy efekt i odłożyć do pudełka. Mocniejszy efekt, to po prostu wartość np. 3 zamiast 1. Leeroy to dwie (albo cztery) maczety, Polly to jedno/trzy złota, Frank to joker (dowolny symbol) – jeden albo dwa i Luna, która daje jedną maczetę lub jedno wiosło (albo trzy, jeśli ją odłożymy do pudełka)

Karty bohaterów. Można zdobyć (tylko jedną na grę) kartę bohatera wchodząc do obozu – małej płytki przyłączonej do drugiej planszy.

karty wyprawy

Trzy nowe karty wyprawy – Szaman, Speleolog i Geolog

demony

Żetony demonów. Przykładowe efekty (z interakcją) to dołożenie do talii karty demona, przeciwnik przesuwa nasz pionek o dwa pola ignorując efekt, każdy z przeciwników może przesunąć się o jedno pole… Poza tym zwykle klątwa nie pozwala nam czegoś używać np. kafli jaskiń, albo kart – dopóki nie spełnimy wymagań czyli np. nie odrzucimy dowolnego kafla jaskini / dwóch kart.

jaskinie

Otrzymujemy też dodatkowe kafle jaskiń np. pozwalające ignorować klątwę demona, umożliwiające wejście na pole demona bez ponoszenia kary, zakup karty spoza rynku oraz odrzucenie karty demona z ręki na discard innego gracza

promka

W pudełku znalazłam też List polecający (którą dokładamy do decku początkowego pozwalającą na zakup poza rynkiem) oraz jeszcze dwa komplety kart wyprawy (Przyrodnik, który przesuwa o dwa pola lasu oraz Plan trasy wiodący przez cztery dowolne pola o wartości jeden), które dokładamy obok rynku. Gra z tymi wszystkimi dodatkami naprawdę nabiera rumieńców.

O samej grze pisać nie będę. Przypomnę tylko, że mechaniką jest bardzo klasyczny deckbuilding a talię kart wykorzystujemy do poruszania się naszym podróżnikiem. Celem jest jak najszybsze przejście całej planszy i dotarcie do tytułowego El Dorado. Jest to gra wyścigowa – kto pierwszy to zrobi wygrywa. Żadnego liczenia punktów :)

foto z rozgrywki

Typowy deckbuilding. Własna talia do dobierania, 4 karty na ręku, własny discard. A wszystko po to, by dziarsko pomykać swoim ludkiem po planszy

Dodatek z piekła rodem

Podstawka jest familijną grą o niewielkim stopniu iterakcji, która przejawia się w podbieraniu sobie kart z bazarku oraz blokowaniu pól na planszy. W dodatku dostajemy sporo urozmaicenia pozwalającego na robienie współgraczom brzydkich niespodzianek. Takich jak np. dorzucenie karty demona do talii tudzież przesunięcie pionka współgracza.

Już samo wchodzenie na pola z demonami rzuca nam klody pod nogi. Można te pola próbować omijać bądź korzystać z umiejętności pewnych kart i wchodzić bezkarnie. Można też grać va banque i pomykać (za darmo – a raczej za wykonanie kary, czyli pociągnięcie żetonu klątwy) po polach z demonami. Będzie szybko, będzie ryzykownie, będzie ciekawie.

Mocno polecam

Gra z rozszerzeniem może pójść zatem w dwóch kierunkach. Albo będziecie bardziej kminić jak omijać niebezpieczeństwa, albo będziecie pakować się w przygodę i będziecie zaskakiwani. Tak czy owak gra zyskuje.

Uważam, że warto zaopatrzyć się w Demony dżungli i to bez względu na to, czy macie podstawkę i pragniecie czegoś więcej, czy dopiero rozważacie zakup samej gry. Zasady rozszerzenia są proste do wytłumaczenia – ja testowałam go na osobach po raz pierwszy grających w Wyprawę do El Dorado i  wytłumaczenie zasad samej podstawki zajęłoby mi niewiele mniej czasu. Stopień komplikacji gry z dodatkiem jest niewiele większy, a fun z rozgrywki istotnie się poprawia.

foto z rozgrywki

Trasa w całej okazałości. Oczywiście jedna z wielu. Instrukcja podpowiada kilka układów. Nie stoi też nic na przeszkodzie, alby tworzyć własne warianty.

foto z rozgrywki

Wygląda na to, że biały trochę nie zrozumiał idei wyścigu…

foto z rozgrywki

Proszę państwa, bialy obudził się, a rywalizacja pomiędzy niebieskim a czerwonym sięga zenitu! Ostatnia prosta, kto wygra, kto wygraaaa? Czy będzie potrzebny tiebreak?

foto z rozgrywki

No i byl potrzebny tiebreaker. Po drodze zdejmujemy blokady – jak się przyjrzycie pierwszemu obrazkowi z serii, to przed pionkami są jeszcze takie wąskie paski pomiędzy planszami. To te blokady podczas podróży zdobywamy. I to one są rozstrzygające – kto ma ich więcej w przypadku remisu – wygrywa. I dodam tylko tyle, że remisy się dość często zdarzają, więc warto inwestować w blokady.

foto z rozgrywki

To jedna z nielicznych partii jakie mi się trafiły, kiedy bazarek świecił pustkami… jak to możliwe, że nikomu nie opłacało się wprowadzać nowych kart na rynek? Ano zdarza się. Jak się ma karty, które pozwalają nabywać coś spoza rynku, to nie warto dobrych sztuk dostarczać przeciwnikom. A grając z dodatkiem dostajecie więcej takich możliwości.

Próba czasu

Grałam w Wyprawę do El Dorado w okolicach premiery. Wtedy bardzo mi się ta gra podobała. Potem pojawiło się wiele innych gier i pudełko zdążyło się na półce zakurzyć. Sięgnięcie po nią przy okazji ogrywania Demonów dżungli było naprawdę bardzo miłym doświadczeniem. Z biegiem czasu pojawiło się więcej kart podrózy (promki do podstawki, karty z dodaku, promki do dodatku), każdy znajdzie tu coś dla siebie. Był czas, gdy myślałam, ze te karty są nierówne sobie, jedne silniejsze, inne słabsze. To prawda. Ale grając z różnymi osobami widzę, że ile osób tyle strategii. Gdy ja gustuję w Dr Botaniki (uwielbiam odchudzać talię) inni preferują Tubylca (pozwala na ignorowanie kosztu pola). W dodatku pojawiają się kolejne karty pozwalające na ominięcie wymagań/kar (np. Geolog). Widzę, że niektórzy obierają strategię różnorodnych a silnych kart dżungli i rzeki – i to też daje efekty. Nie samym fioletem żyje człowiek. Wbrew pozorom istnieje wiele różnych strategii dotarcia do celu. Wyprawa do El Dorado w moim odczuciu przetrwała próbę czasu – po pierwszych zachwytach… nadal tak samo cieszy.

 



Grę Wyprawa do El Dorado: Demony dżungli kupisz w sklepie


 

Dziękujemy firmie Nasza Księgarnia za przekazanie gry do recenzji.


 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*