Home / Wiadomości / Wydarzenia / Planszówkon III

Planszówkon III

Minął weekend. Minął trzeci Planszówkon. Lokalny, warszawski minikonwent poświęcony tylko i wyłącznie planszówkom oraz karciankom niekolecjonerskim. Bałem się, oj bałem, że będzie mało miejsca do grania. Zupełnie niesłusznie. Pogoda dopisała i większość rozgrywek odbywało się na świeżym powietrzu. Całe szczęście. Gdyby całość miała się odbywać w środku, tak jak to było w sobotni wieczór, to bym podziękował. Duszno, gorąco, napalone, nie ma czym oddychać. Stąd niespecjalnie widzę tą imprezę w grudniu. No, ale zobaczymy. Póki co było dobrze.Tym razem Planszówkon był bardzo warszawski. Nie widziałem specjalnie kogokolwiek, kto przyjechał z dalszych rejonów Polski. Jeżeli już to nie było to wiele osób. Poprzednio pojawiała się ekipa z Gdańska, z Natanielem na czele oraz wiele innych osób z dalekich zakątków. Teraz było inaczej.

W piątek na Planszówkonie nie byłem, tak więc dalej piszę tylko o sobocie i niedzieli. To co było nieszczęśliwe w tej imprezie to jej początki każdego dnia. Raz z winy organizatorów, drugi raz niezależnie od nich. W sobotę przybyliśmy z bazikiem już o 11. Wydawało nam się, że to bezpieczna godzina. Starlift informował na forum poltera o rozpoczęciu imprezy już o 10:30. Niestety okazało się to mrzonką. Pocałowaliśmy klamkę i zaczęliśmy rozkładać grę na ławce. Całe szczęście, że właściciele Paradoxu przybyli po dwudziestu minutach, choć oficjalnie Planszówkon miał mieć start o 12:00.

W niedziele już przygotowany na niespodzianki wybrałem się na 12:00. A tu okazało się, że akurat okolica Paradoxu (i to dość spora okolica) została zamknięta. Odbywał się jakiś bieg i wszędzie zapanowały korki. Tragedia. Straciłem 1,5 godziny stojąc w korkach, jeżdżąc i próbując od jakieś strony Warszawy dostać się na miejsce. Dopiero o 13:30 znalazłem się pod Paradoxem i mogłem wściekły przystąpić do zabawy.

Pomimo tych nieprzychylnych sytuacji sama impreza była udana. Znowu sporo gier, znowu całodzienny relaks przy planszówkach. Poznałem kilka nowych osób, które postanowiły pograć i wybrać się po raz pierwszy na Planszówkon. Poznałem parę tytułów, choć głównie koncentrowałem się na pokazywaniu swoich gier innym. Było wesoło i zabawnie. Szczególnie przy zawodach Pitchcara.

Poniżej lista gier, w które ktokolwiek grał na Planszówkonie. Proszę, podajcie tytuły, które widzieliście, że ktoś się przy nich bawił, a jeszcze ich nie ma. Zobaczymy jak Planszówkon wypadł w porównaniu do poprzednich edycji oraz Mazurconu.

Attika
Bang!
Beowulf : The Legend
Blef
Carcassonne
Cash’n Guns
Cities & Knights of Catan
Cytadela
Dragon’s gold
Drakon
Dungeoneer
Elasund
Evo

FBI
For Sale
Game of Throne
High Society
Land Unter
Łowcy Zwierząt
Mesopotamia
Mykerinos
Naval Battles
Neuroshima Hex
Osadnicy z Catanu
Piraci – Córka Gubernatora
Pitchcar mini
Razzia!
Saboteur
Samurai
Ścieżki Chwały
Seeräuber
Shadows over Camelot
St. Petersburg
Superfarmer
Tempus
Troja
Warrior Knights
Wilki i Owce
Winner’s Circle
Wiochmen rejser
Ys
ZombiakiRazem: 42

W co natomiast grałem ja. Krótko o już znanych grach, dłużej o nowych.

Ca$h’n Gun$

Znowu zarządził, znowu było szalenie wesoło. Graliśmy oczywiście ze wszystkimi zasadami, czyli z wariantem z tajniakiem oraz specjalnymi kartami. W innym wypadku gra baaaardzo traci i wcale już nie jest taka fajna. A z gliniarzem-zdrajcą to sama przyjemność. Wszyscy blefują, wszyscy przerzucają się oskarżeniami. Niewinni bronią się, że są niewinni, winni z nimi się nie zgadzają. Każdy chce przeżyć. Wciągnęliśmy kolejne osoby w rozgrywkę i widać było, że bardzo im się podobało.

Elasund: The First City of Catan

Jak pisałem Elasund z rozgrywki na rozgrywkę staje się coraz lepszy. Chyba nie przesadzę zbytnio jak stwierdzę, że była to najważniejsza gra Planszówkonu III. Grano w niego przynajmniej cztery razy. W pewnym momencie nawet w dwa egzemplarze naraz. Jedna z grup graczy rozgrywała też swoją partię korzystając z mini dodatku. Ale to już oni sami muszą powiedzieć czy nowe budynki przypadły im do gustu czy nie.

Evo

Nowe osoby zostały zarażone też Evo. Trochę marudziły pod koniec jak zaczęły przegrywać, ale widać było, że gra ich zaskoczyła dowcipem i sposobem rozgrywki. Bardzo lubię tłumaczyć tę grę nowym, bo nie ma nic fajniejszego niż obserwacja min osób jak mówię: „Największą inicjatywę ma ten kto ma najdłuższy ogon […] Masz tyle punktów ruchu ile masz nóg […] W cieplejszym klimacie przeżywasz jeżeli masz parasolki, w chłodniejszym jeżeli masz futerka” itd. itd.

Mesopotamia

O Mesopotamii rozpisywałem się ostatnio wiele. Wystarczy. Póki co nie sprawdziłem jeszcze motywu z wyrzuceniem kart uderzających w innych graczy.

Pitchcar Mini

O tym też było wiele i będzie wiele.

Seeräuber

O wreszcie nowa pozycja. Seeräuber, znany też jako Buccaneer. Jeden z najważniejszych konkurentów Thurn und Taxis w walce o tegoroczny Spiel des Jahres. Ostro reklamowany przez Bruno Faiduttiego, który właśnie Seeräuber widział jako laureata niemieckiej Gry Roku.

Co jeszcze można o nim powiedzieć? Autorem jest Stefan Dorra, znany z takich produkcji jak Land Unter i For Sale. Można się więc spodziewać szybkiej, leciutkiej gry, o prostych zasadach i niebanalnym pomyśle. Tak jest i tutaj.

Każdy z graczy ma pięciu swoich piratów. Czterech o wzrastających wymaganiach finansowych (od 2 do 5) i jednego ze znakiem zapytania (którego wymagania zmieniają się w zależności od konkretnego okrętu). Do tego wystawiamy na stół trzy żaglowce. Każdy z nich ma różną wartość, różne łupy do zdobycia i minimalną liczbę piratów, która jest potrzebna, aby dokonać na nim abordażu.

Każdy gracz w swojej turze ma do wyboru jedną z dwóch akcji. Po pierwsze zarekrutować nowego członka załogi. Polega to na tym, że kładziemy naszego pirata na piracie innego gracza, budując stos. Druga akcja to abordaż na okręt, jeżeli mamy już wystarczającą liczbę załogi. Po abordażu trzeba dać dolę każdemu z obcych piratów, którzy znajdowali się w naszym stosie. To co pozostanie, jest dla nas.

Ogólnie gra przebiega szybko i zabawnie. Tworzymy coraz większe stosy piratów, staramy się, aby w obcym stosie byli jacyś nasi ludzie (co przyniesie dla nas dochód), ewentualnie korzystamy z jeszcze jednej ciekawej zasady jaką są bunty. Wadą gry jest (szczególnie dla debiutantów) początkowe zamieszanie. Tak naprawdę w pierwszej rozgrywce nie wiadomo co opłaca się robić, a co nie. Dopiero po jednej, dwóch partiach zaczyna się łapać w co lepiej inwestować, a co można sobie darować.

Ogólna ocena:

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:
order=”0″ />

Tempus

Tempus miał być grą o rozwoju cywilizacji w kapsułce. W tej materii nie sprawdził się zupełnie. Planszówkę bardziej bym zaliczył do pozycji o rozprzestrzenianiu się populacji. Bo tak naprawdę to jest najważniejsze. Jak najbardziej rozplenić naszych gości po planszy.

Jeżeli nie będziemy traktować gry jako Civilization w wersji lekkiej (bo tym nie jest) to planszówka ciekawie jest pomyślana. Zasady początkowo wydają się dziwaczne, do pewnych zasad ciężko się przekonać, ale po pewnym czasie zaczynają funkcjonować w głowie.

Gra jest dość abstrakcyjna, dużo w niej kroków związanych z optymalizowaniem ruchów. Rozmnażamy sobie naszych ludków, atakujemy innych, zakładamy miasta, zbieramy karty itp. Co turę też dążymy do tego, żeby wynaleźć naukę przed wszystkimi innymi. Wynaleźć naukę przed innymi brzmi dumnie, ale sprowadza się po prostu do posiadania większej liczby akcji od innych, punktów ruchu itp.

Generalnie niezła gra, ma coś w sobie. Z drugiej strony żadna tam rewolucja, przereklamowana kompletnie. Do tego wykonana dość tanim kosztem, jakość nie powala.

Ogólna ocena:

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:

Ys

O Ysie można przeczytać w mojej recenzji na www.gry-planszowe.pl. Zagrałem tym razem z czterema nowymi graczami. Jak zwykle początkowo uczestnicy byli trochę zagubieni przez zasady. Ale po dwóch turach nie było już żadnych wątpliwości. Widać było, że nikt nie mógł nic złego powiedzieć o samej mechanice. Choć ja_n i Paulina stwierdzili, że gra choć nie głupia, ale nie jest w ich guście. Pozostali uczestnicy byli w pełni zadowoleni z rozgrywki.


Najmłodsi planszówkowicze


Shadows over Camelot


Shadows over Camelot


Tempus


Tempus


Ścieżki Chwały


Game of Throne


Beowulf: The Legend


Neuroshima Hex


Gry, które można było sobie wypożyczyć


Winner’s Circle


Winner’s Circle


Elasund: The First City of Catan


Pitchcar mini


Pitchcar mini


Pitchcar mini

10 komentarzy

  1. w piątek wieczorem graliśmy jeszcze w Samuraja.

  2. A dużo było osób w piątek? Bo myśmy byli na Smolnej…

    I jakie wyniki Pitchara?

  3. Malo czytelne sa te numerki przy ocenach – moze daloby sie cos z tym zrobic?

  4. Jax ale powiedz szczerze. Faktycznie ich nie widzisz czy po prostu budzi się w tobie estetyczna dusza i chciałbyś żeby było to ładniejsze? :)

  5. Pancho – popieram Jaxa. Naprawdę niełatwo te numerki dostrzec.

  6. A w sobote gralismy jeszcze w Land Unter i nikt tego nie zauwazyl ?:)

  7. Faktycznie, ja coś kojarzę, tylko mi wyleciało z główki i zapomniałem podać wśród kilku tytułów, których brakowało na pierwszej liśie :-)

  8. Na Planszowkonie gralem jeszcze w FBI (karcianka niekolekcjonerska)
    Pozdrawiam!
    Gregg

  9. Aha! Jeszcze „Naval Battles”! Sam nie wiem, jak mogłem zapomnieć, gra jest świetna.
    Gregg

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Planszówki w Spodku – (GFoto)relacja

Okiem Pingwina Planszówki w Spodku. Edycja czwarta za nami. Internet huczał, więc kto go śledził wie wszystko, a dla tych co nie śledzili mainstreamu tylko napiszę że atmosfera była cudowna, frekwencja dopisała (ale reżim sanitarny staraliśmy się pilnować – bez uszczerbku oczywiście dla dobrego samopoczucia) i Planszówki w Spodku są imprezą, na której po prostu wstyd nie być ;) Tyle dobra ile się tu przewaliło przez stoiska i stoliki do gry doceni każdy, kto choć odrobinę kocha planszówki. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap