Home / Wiadomości / Wydarzenia / Planszówkon V

Planszówkon V

Nie wiem jak będzie w przyszłości, ale na dzisiaj mogę się pochwalić stuprocentową frekwencją. Byłem na wszystkich Planszówkonach jakie się do tej pory odbyły. Na pięć edycji pięć razy udało mi się uczestniczyć w imprezie organizowanej przez starlifta i ekipę Paradoxu. Żadnego pobytu nie żałuję, każdy sobie chwalę.

Piąty Planszówkon odbył się w poprzedni weekend. Tradycyjnie piątek sobie odpuściłem na rzecz krótkiego pobytu na Smolnej, ale za to gościłem w sobotę i niedzielę. Jak przystało na zimowy okres całość odbywała się we wewnątrz lokalu. Nie znaleźli się żadni odważni na rozgrywanie planszówek na zaśnieżonych ławkach i przy sąsiedztwie mroźnej, wietrznej pogody. A szkoda, mógłby to być ciekawy widok. Te trzęsące się ręce w rękawiczkach, trzymające w zgrabiałych palcach karty, sople wiszące z nosów i wpatrywanie się w obsypaną śniegiem planszę od Eufratu i Tygrysa. To byliby dopiero prawdziwi maniacy.

Jednak nie trzeba było się skłaniać aż do takich wyrzeczeń, bo w środku większość osób znalazła dla siebie miejsce. W sobotę może było trochę gorzej, bo lokal był pełen chętnych do zabawy, ale w niedzielę było zupełnie luźno i spokojnie. Bardzo fajnie, że weszła w życie reguła z paleniem na zewnątrz dzięki czemu nie umieraliśmy w zaczadzonym pomieszczeniu. Jedyne zapachy jakie się pojawiały to woń najróżniejszych krokietów, placków i innego jadła, które ciągle krążyły po sali. Planszówki działają wyśmienicie na apetyt to pewne.

W co grałem:

Giganten

Zabawa w poszukiwanie ropy naftowej. Jeździmy ciężaróweczką po Teksasie (lub wstaw sobie inne miejsce), podglądamy miejsca z potencjalnymi złożami, budujemy szyby, wydobywamy ropę, wrzucamy ją do pociągów i sprzedajemy konsorcjom paliwowym. Mechanika jest niezwykle różnorodna. Jest i licytacja, jest i zarządzanie zasobami i kartami, jest przyjemny element losowy.

Razem z bazikiem i ja_nem gramy od czasu do czasu ze sobą. Muszę przyznać, że rzadko zdarza się, żeby wszystkim jakiś tytuł przypadł do gustu. Najczęściej jednemu się podoba, a drugiemu już dużo mniej. Ja_n jest zachwycony Feudo, dla mnie może ona być, a bazik uważa ją za bardzo słabą grę. Ja lubię Imperial, chłopaki nie podzielają mojego entuzjazmu. bazik wywyższa Age of Steam, a ja pomimo, że szanuję tę grę, ciężko mnie będzie przekonać do następnej partii. Giganten natomiast to właśnie ta wyjątkowa pozycja, przy której wszyscy świetnie się bawili i byli zgodni, że mają do czynienia z dobrą, ciekawą grą.

Rozegraliśmy partię w składzie: wspomniana trójka i Paulina. Trwało to około dwóch i pół godziny. Zupełnie nie czułem upływu czasu, tak się wciągnąłem w poszukiwanie tego co pozostało po dinozaurach. Ostatecznie trochę się przeliczyłem z inwestowaniem w najlepsze pociągi sądząc, że dzięki rozwiniętej linii kolejowej przeciwnicy będą płacić mi za transport ropy naftowej do konsorcjów. Nic takiego nie miało miejsca. Również pomysł unikania najbardziej zażartych licytacji (ale też z najlepszą ceną za ropę) nie był zbyt dobry. Co prawda spokojnie sprzedawałem innym konsorcjom bez zbędnych walk licytacyjnych, ale zarobek nie był zbyt duży. Ostatecznie wygrał ja_n, który miał potężne złoża i dobrze zorganizowane szyby na planszy.

Die Baumeister von Arkadia

Gra zauważona przez licznych zagranicznych recenzentów w czasie ostatniego Essen. Twórcą jest bardzo ważna postać dla mnie – Rüdiger Dorn. Autor takich hitów jak Louis XIV czy Goa. Usiadłem więc z dużym zainteresowaniem do niego wraz z Michałem Stajszczakiem, bazikiem i Olą.

I niestety trochę się zawiodłem. Może też z własnej winy, ponieważ nie byłem za bardzo przygotowany na tego rodzaju grę. Co więcej nie miałem nastroju, aby w przy takim czymś się bawić. Stąd odebrałem ją negatywnie. Parę dni jednak później myślałem jeszcze o Die Baumeister von Arkadia i muszę przyznać, że jednak gra ma coś w sobie, nie można odmówić jej pomysłowości. Będę musiał jeszcze raz ją sprawdzić w przyszłości.

Otóż Arkadia pomimo całej malowniczej otoczki, budynków, zasłonek, ilustracji jest grą bardzo logiczną, bardzo abstrakcyjną. Nawet jak na warunki Eurogier. Ciężarem przypomina trochę Torresa (oraz wieżyczkami, które ma również identyczne). Sama jednak rozgrywka w szczegółach jest zupełnie inna od Torresa. Gra wymaga, aby w każdej turze przemyśleć parę ruchów naprzód stąd potrafi być powolna. Ja niestety przy niej się wynudziłem. Z drugiej strony mechanika jest pomysłowa. Stawiamy budynki i w nagrodę zgarniamy pieczęć jednego z rodów. Dodatkowo podczas rozgrywki wpływamy na wartość danej pieczęci, czyli ile będzie ona warta punktów zwycięstwa. Sprowadza się to do zwiększania swoich, zmniejszania przeciwnikom. Ważną czynnością jest możliwość samemu odpalania momentów punktowania. Każdy z graczy ma takie cztery możliwości i musi nimi dobrze zarządzać podczas rozgrywki. Jeżeli nie zdąży wykorzystać wszystkich to straci okazję do powiększenia swojego wyniku.

Cóż… ciekawa, trochę cięższa gra i do powtórzenia.

Volldampf

Volldampf pojawił się przed Age of Steam, a jeszcze bardziej przed Railroad Tycoon. Jest to gra pociągowa, która ogólnie bardzo przypomina obu starszych braci, ale w szczegółach dość drastycznie między nimi się różni.

Co można o niej powiedzieć? Że jest brzydka i bardzo nieczytelna. Moim zdaniem zupełnie ją to deklasuje, ponieważ w tej grze szybka, wzrokowa analiza planszy jest kluczem do sukcesu. Ja przy niej dostaję oczopląsu, nie zauważam cennych połączeń, gubię się. A szkoda, bo nie jest to zła gra i można ciekawie kombinować jak tu wykorzystywać przeciwników. Ostatecznie wygrał oczywiście miłośnik gier pociągowych – bazik.

Key Largo

W sobotę się wymęczyłem przy Die Baumeister von Arkadia oraz Volldampf, stąd niedzielę musiałem rozpocząć od czegoś lekkiego. Padło na Key Largo. Podoba mi się ta gra, tak więc zaprosiłem pędraka, jaxa i qbota. Gra jest swego rodzaju następcą Pirate’s Cove. Co prawda zupełnie inna tematyka, ale podobna lekkość, familijność rozgrywki.

Wcielamy się w grze w rolę poszukiwaczy skarbów. Zatrudniamy nurków, ekwipujemy ich w harpuny czy ciężarki i zanurzamy się w głębiny mórz przeszukując wraki. Podobnie jak w Pirate’s Cove tak i tu musimy „upłynnić” wydobyte kosztowności, aby zdobyć punkty zwycięstwa. W przypadku Key Largo sprowadza się to sprzedaży w sklepie. Jeżeli tego nie zrobimy to któryś z współgraczy odwiedzi tawernę i wynajmie złodzieja. Co może skończyć się uszczupleniem naszego majątku.

Grało się sympatycznie. Ja powtórzyłem swoją strategię z dwoma nurkami, pełnym uzbrojeniem w harpuny i szukaniem skarbów w najgłębszych miejscach. Bardzo ciekawie zagrał pędrak, który wynajął czterech czy pięciu nurków i poruszał się tylko po płyciznach. Dzięki temu nie był zagrożony przez potwory morskie i zgarniał może mało wartościowych skarbów, ale za to w dużej ilości. Jax miał trochę pecha i na początku rozgrywki potwory morskie zjadły jego nurka. Qbot sprawiał wrażenie niegroźnego i cichego, ale w rzeczywistości zgromadził jednak sporą ilość kasy. Ostatecznie wygraliśmy wspólnie z pędrakiem, remisując pod względem punktacji.

Java

Po
wielkim sukcesie Tikala w 1999 roku Wolfgang Kramer i Michael Kiesling zachęceni popularnością swojego dzieła stworzyli kontynuację. Ostatecznie powstała trylogia, Java opublikowana w 2000 roku oraz zaprezentowana światu w 2002 Mexica. Dzięki uprzejmości Grzecha miałem okazję spróbować Javy.

Java uważana jest jednocześnie za najcięższą z całej trylogii. Nie bez powodu. Planszę tworzymy z różnego rodzaju płytek, zawierających na sobie albo wzorzec dżungli albo wioski. Oprócz możliwości ustawienia płytki na planszy dochodzi nam jeszcze trzeci wymiar – możemy tworzyć kolejne poziomy wyspy. Rozgrywka wymaga więc od graczy dobrze opanowanego myślenia przestrzennego . Dodatkowo budowanie planszy przypomina jedną z najnowszych gier z Essen – Taluvę. Jak widać mechanika Taluvy nie jest zbyt oryginalna, jest wręcz mocnym zapożyczeniem rozwiązań z Javy. Choć trzeba uwzględnić fakt, że Taluva jest szybka i dynamiczna, a Java zajmuje minimum dwie godziny.

Wracając jednak do reguł. Na samym budowaniu wyspy się nie kończy. Punkty zwycięstwa zdobywamy między innymi na grupowaniu pól z wioskami tworząc pałace różnego poziomu. Dodatkowo możemy organizować w danym pałacu imprezę. Wtedy pojawia się specyficzny mechanizm licytacyjny oraz źródło nowych punktów zwycięstwa. Kolejna sprawa – jeżeli uda nam się stworzyć puste pole okrążone przez lądy to możemy wstawić tam jezioro i znowu zdobyć kilka punktów. Wreszcie na koniec gry zdobywa się bardzo dużo punktów za pałace, w których ma się przewagi w swoich współpracownikach.

Jak widać nie jest to prosta gra. To pozycja o dużych możliwościach i niestety powolnych turach. Gracze dużo muszą planować, zastanawiać się nad kształtem budowanej wyspy i wykorzystywaniem punktów ruchu. Jeżeli spodobał się ci Tikal i chciałbyś jeszcze bardziej mózgożerną produkcję to Java powinna ci się spodobać. Dla mnie osobiście jest całkiem niezła, choć z powodu ciężkości nie będę się bawił przy niej zbyt często.

Graliśmy w składzie ja, Grzech, Valmont i qbot. Ostatecznie udało mi się wygrać, choć o włos przed qbotem.

Na zakończenie jak zwykle spróbuję wypisać gry przy których bawili się uczestnicy Planszówkonu. Widziałem pewnie tylko niewielką część gier to proszę o wasze typy, które będę na bieżąco uzupełniał:

A Game of Thrones: Storm of Swords
Agora
Atomuuuówki
Cytadela
Die Baumeister von Arkadia
Drunter & Druber
Eufrat i Tygrys
Fist of Dragonstones
Giganten
Imperial
Java
Key Largo
Lord of the Rings
Neuroshima Hex
Nexus Ops
Osadnicy z Catanu
Przez Pustynię
Queen’s Necklace
Romeo i Julia
San Marco
Shogun
Tempus
Um Krone und Kragen
Volldampf
Wings of war
Władca Pierścieni – Konfrontacja
Wysokie Napięcie

Liczba gier: 27

Planszówkon V – galeria

8 komentarzy

  1. wings of war
    agora
    wysokie napiecie
    romeo i julia
    tempus

  2. Tego się obawiałem, jeśli chodzi o Die Baumaister von Arkadnia. Przynaję, że nie czuję się dobrze w takich grach logicznych. Podobnie Taluva, czy Java nie trafią w mój gust.

  3. Jacek Nowak (ja_n)

    rkadia wygląda ciekawie. Nie znałem zasad i obserwowałem końcówkę rozgrywki – bardzo tajemnicza gra :). Niestety po tym co napisał Pancho – kompletnie nie w moim guście. O ile przestoje w dobrej grze zniosę (lubię La Citta i Ursuppe), to gra zawiera dwa elementy, których jakoś nie lubię. Ustalanie wartości zdobywanych pieczęci w trakcie gry oraz decydowanie przez graczy w którym momencie naliczać punkty. Pas.

  4. Błagam Pancho, nie pisz o sprawach, na których się nie znasz. Ropa naftowa nie powstaje z dinozaurów, ale z planktonu roślinego i zwierzęcego. W Javie nie buduje się lasów, ale tarasowe pola ryżowe. Już się boję tekstu ja_na o grach o ewolucji w ŚGP.

    Rozegrałem w Giganten 4 partie i każda była inna. To na prawdę bardzo dobra gra i można ją skończyć w 90 minut, tak jak to jest napisane na pudełku.

  5. Oj, Draco, Ty wstrętny perfekcjonisto ;-)

  6. Geko i dzięki takim komentarzom on się wzmacnia, a to po prostu czepliwy bubek :P

  7. Jacek Nowak (ja_n)

    Draco, nie bój nic, tekst o ewolucji jest napisany z pozycji kreacjonistycznych. Nie Twoja działka, na tym to Ty się nie znasz :P

  8. Draco – ale nudzisz…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Planszówki w Spodku – (GFoto)relacja

Okiem Pingwina Planszówki w Spodku. Edycja czwarta za nami. Internet huczał, więc kto go śledził wie wszystko, a dla tych co nie śledzili mainstreamu tylko napiszę że atmosfera była cudowna, frekwencja dopisała (ale reżim sanitarny staraliśmy się pilnować – bez uszczerbku oczywiście dla dobrego samopoczucia) i Planszówki w Spodku są imprezą, na której po prostu wstyd nie być ;) Tyle dobra ile się tu przewaliło przez stoiska i stoliki do gry doceni każdy, kto choć odrobinę kocha planszówki. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap