Home / Recenzje / Gry rodzinne / W 80 dni dookoła świata

W 80 dni dookoła świata

Rieneck. Michael Rieneck. Dziś mam komfort powiedzieć – facet od gry wydanej na polskim rynku Filary Ziemi. A dokładnie jeden z dwóch facetów, którzy stworzyli tamtą produkcję. Właśnie on jest autorem najnowszej premiery „w 80 dni dookoła świata” wydanej przez nieocenioną Galaktę (tak, po wypuszczeniu w 2007 roku siedmiu fajnych gier bez wątpienia Galakta zasługuje, aby jej kadzić).Tło gry

Fabuła oczywiście znana każdemu. Starszemu, dobrze wykształconemu pokoleniu oczywiście na myśl od razu przychodzi powieść Juliusza Verne, mojemu pokoleniu wychowanemu na grach na 8-bitowce, komiksach i telewizji kojarzy się ze śmiesznym filmem rysunkowym, w którym Willy Fog był reprezentowany przez lwa ubranego w nienaganny garnitur :) Wracając do treści. Paru angielskich snobów zakłada się kto z nich okrąży ziemie dookoła świata w 80 dni. Gracze oczywiście zamiast siedzieć cicho i grać w Blokusa rzucają się w wir przygody i czym prędzej ruszają, aby przebyć kule ziemską w jak najkrótszym czasie.

Mechanika

„w 80 dni dookoła świata” należy do klasycznych gier familijnych, w których wartka akcja, prostota zasad i niemała losowość mieszają się wzajemnie. Celem graczy jest przemieszczanie się pomiędzy miastami składającymi się na trasę podróży. Każdą trasę można pokonać wykorzystując ściśle ustaloną konfigurację Kart Podróży, na przykład z Londynu do Paryża trzeba użyć jednego statku i jednego pociągu. Środki transportu zdobywamy co turę jako kartę o odpowiedniej wartości. Czym niższa tym lepiej bowiem mniej czasu zajmuje jej uaktywnienie, a przecież chodzi o to, żeby okrążyć ziemię w jak najkrótszym czasie!

Dodatkowego smaczku dostarcza fakt, że Karta Podróży leży na polu przypisanemu konkretnej akcji. Jeżeli weźmiemy ją to też odpali się jakaś interesująca czynność. Oczywiście musimy tak lawirować, aby zdobyć dla siebie najbardziej przydatną kartę, a jednocześnie skorzystać z dobrodziejstw danej akcji. Za jednym razem lepiej będzie skorzystać z lotu balonu dzięki czemu możemy przebyć trasę unikając korzystania z brakującej Karty Podróży, innym razem bardziej opłacalne będzie wysłania na przeciwników Inspektora, który opóźni im wyprawę.

Losowość

Chyba nie będzie dla nikogo niespodzianką, że gra familijna nie jest pozbawiona losowości. Występuje ona w kartach wydarzeń, które mogą nam bardziej przypasować lub nie czy też w rzucie kostką, który odzwierciedla czas lotu balonem. O ile z wydarzeniami nie ma jak, to z rzutem kostki można polemizować płacąc monetą, za co otrzymujemy możliwość powtórzenia rzutu. Przy odpowiednim zarządzaniu finansami możemy sprawnie wpływać na tą losowość i pomagać sobie kupując brakujące Karty Podróży. Jednym słowem losowość jest niemała, ale nie na tyle duża, aby pozbawić nas zupełnie odpowiedzialności z podejmowania decyzji.

Mocne strony

Jedną z największych zalet „w 80 dni dookoła świata” jest jej zbalansowanie, a co za tym idzie jest odporna na wszelkie niecodzienne sytuacje i pomysły graczy. Gracz, który jest pierwszy na trasie jest motywowany dodatkowymi bonusami, ale też ostatni otrzymuje bonusy, aby mu pomogły w dogonieniu czołówki. Pierwszy gracz, który przybędzie z powrotem do Londynu ma lepiej, bo reszta uczestników czuje presję upływu czasu i traci dodatkowe dni podróży, tym samym nie mogąc w nieskończoność czekać na odpowiednie karty.

Jednym słowem gra się sympatycznie jak przystało na grę rodzinną z prawdziwego zdarzenia. Dodatkowej dynamiki dostarcza fakt, że ostatni gracz (lub ostatni gracze), którzy przybędą z powrotem do Londynu nie są brani pod uwagę w ostatecznym rozrachunku. Wywołuje to panikę, ludzie spieszą się aby nie być ostatnim, przeszkadzają sobie zabierając pomocne karty/akcje. Warto też dodać, że zasady zawierają też wariant na dwie osoby, ale nie polecam go specjalnie. Rozgrywka przemienia się w przerzucanie kartami i możliwości taktyczne ulegają zupełnemu wykastrowaniu.

Wygląd i podsumowanie

Do tego wszystkiego wykonanie gry jest udane, klimatyczne, cieszy oko i dotyk. Jedynym mankamentem jest wydrukowanie żetonów w lustrzanym odbiciu, ale nie ma to w ogóle wpływu na rozgrywkę i nie przeszkadza. Wiele osób pewnie nawet tego nie zauważy. Pozostaje mi tylko zachęcić was do spróbowania „w 80 dni dookoła świata” szczególnie w towarzystwie mieszanym rodzice – dzieci. Może daleko mu do tytułu wybitnego, ale absolutnie trzyma poziom gry dobrej w swoim gatunku.

Ogólna ocena:

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:

ZdjęciaRebel: 99.90 zł

4 komentarze

  1. Avatar

    http://dictionary.cambridge.org/define.asp?key=35532&dict=CALD

    Handicap oznacza utrudnienie, a nie bonus.

    Poza tym się zgadzam, gra fajna. Niestety dużo zmienić mogą karty wydarzeń, które są kompletnie i irytująco losowe. Ale jako lekka gra familijna „w 80 dni…” jest ok.

  2. Avatar

    Tak, z handicapem czasami ciężko się zorientować kto ma utrudnienie a kto ułatwienie – np. nasi sprawozdawcy sportowi bardzo często używają go właśnie w odwrotnym znaczeniu.

    Ale najbardziej cieszy kolejny wpis Pancho :)

  3. Avatar

    Wiem co znaczy handicap i nie wiem skąd napisała mi się taka bzdura. Ale dobrze bądźcie czujni, dzięki.

  4. Avatar

    Willy Fogg?
    A nie Fileas Fogg?
    A kreskowka super ;)

    zielu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*