Home / Recenzje / Gry dwuosobowe / Dragonheart (aka Drachenherz) – Ze starej półki cz.19

Dragonheart (aka Drachenherz) – Ze starej półki cz.19

To będzie krótka recenzja. Tak krótka jak krótka jest rozgrywka w Dragonheart, czy jak kto woli, Serce Smoka, bo pod takim tytułem wkrótce ujrzy światło dzienne polska edycja wydana przez Galaktę.

Na grę natrafiłam przypadkiem, gdyż – jak może niektórzy wiedzą, wpadłam w sidła BoardGameAreny, czyli serwisu oferującego planszówki online. O tyle jest on inny od pozostałych (bo przecież pełno ich wszędzie), że gry toczą się tylko i wyłącznie w trybie LIVE, czyli zainteresowani siedzą przed ekranem i klikają do skutku, aż rozgrywka dobiegnie końca. Nie wyobrażam sobie, przy okazji wspominek o rozgrywkach turowych, aby w Smoka grać turowo… 5 minut rozciągnięte w tydzień… BRRRRR!

Jak może także niektórzy wiedzą, nie lubię „popierdółek”. Bardziej lubię się nad planszą zgrzać, napocić i nadwyrężyć zwoje mózgowe, nawet jeśli mam sromotnie przegrać – niż pławić się w błogim blichtrze sukcesu w jakąś krótką lekką grę o niczym. Tym bardziej 10tka na BGG, którą przyznałam bohaterce niniejszego tekstu zadziwia. Krótka losowa karcianka. A wciąga jak odkurzacz. Ale żeby nie było – to nie jest krótka losowa bezmyślna karcianka. Co to to nie. Jest miejsce na odrobinę, ale jednak, blefu i ryzyka.

Niepozorna zawartość

Na czym polega to wciągające małe dwuosobowe cuś?

Na zagrywaniu i zbieraniu kart. Na koniec liczy się suma punktów z zebranych kart. Na szczęście, kolekcjonowanie prostokątów nie przypomina zbierania lew. Tutaj zastosowano nawet oryginalny (!) mechanizm. Nie potrafiłabym od tak i od razu z pamięci przywołać innego tyutłu, który wykorzystuje motyw zagrywania kart na planszę. Karty zagrywa się przecież zazwyczaj na stół. Ale oddajmy skromną sprawiedliwość – plansza służy tu w zasadzie celom organizaycjnym, bo miejsce, na które daną kartę zagrywamy nie zależy od nas tylko od jej rodzaju. Wygląda to następująco:

Cieszy oczy…

Obaj gracze dysponują identycznymi taliami 45 kart, przepięknie zilustrowanych przez nikogo innego jak pana MM. Na zmianę zagrywają karty na planszę starając się zebrać z niej jak najwięcej kart o jak największej wartości. Odbywa się to na zasadzie wzajemnych zależności, określone karty zbierają określone karty. Na planszy owe zależności przedstawiono w formie strzałek.

Łuczniczki zbierają smoki, smoki zbierają skrzynie ze złotem itd. A statki to trochę inksza inkszość.

Spośród 5 kart na ręce gracz zagrywa jedną lub kilka tego samego rodzaju. Pola jednak się różnią. Na niektóre można zagrać nieograniczoną liczbę kart i zawsze po zagraniu choćby jednej zbieramy karty na drugim końcu strzałki  (jeśli jakieś są). Na innych dopiero określona liczba kart zadziała jak szufla, przy czym gracz może zagrać tylko część wymaganego kompletu ułatawiając być może zadanie przeciwnikowi. Są też pola z dwoma strzałkami i takie bez strzałek (zbierają same siebie, gdy się dokompletują) i statki, które odmierzają 3 rundy. No i jest tytułowy Smok w postaci przechodniej figurki połączonej z jednym polem – gracz, który zbierze z niego karty otrzymuje także imć gada, co przynosi dwojaki przywilej: powiększa rękę do 6 kart i na koniec gry jest wart 3 pkt.

PODSUMOWANIE

Rüdiger Dorn stworzył niezwykle wciągającą i grywalną karciankę. Na tyle losową, aby nie odczuwać przegranej jako osobistej porażki i na tyle sprytną, by mieć możliwość podpuszczania, blefowania, ryzykowania i po prostu DOBREGO SIĘ BAWIENIA.

Oczywiście, trafią się rozgrywki, gdzie cokolwiek nie przyjdzie nam na rękę będzie złe i nieadekwatne do tego, co zagrywa przeciwnik. Będziemy blado śledzić znikających w paszczy rywala kolejnych krasnoludów, rycerzy, trolli. Będą rozgrywki, gdy to my rozniesiemy w pył konkurenta do Serca Smoka (na moje oko ma to miejsce około 90 pkt.)

W grze występuje 9 rodzajów kart o wartościach 1-4

Krótki czas rozgrywki jest sprzymierzeńcem tego tytułu, jak zreszta wszystkich gier losowych. Ponadto gra jest śliczna, obrazek na planszy po prostu cieszy oczy i gdyby przyszło nam rzucać karty na zwykły stół byłoby o połowę mniej zabawy. Ponadto, jakimś dziwnym trafem są gracze, którzy zazwyczaj wygrywają. Czyżby w czepku urodzeni? A może jednak umiejętność blefu i krzta intuicji mogą oprzeć się losowi i przechylić nieprzypadkowo szalę zwycięstwa na tę jedynie słuszną stronę? :)

PLUSY: śliczna, krótka, wciągająca, wymaga odrobiny przeczucia i taktyki, jeśli nie chcemy całkowicie polegać na szczęściu

MINUSY:  losowa, jak to karcianka

Dragonheart, autor : Rüdiger Dorn

rok wydania: 2010

czas gry: 5 minut

2 graczy 

cena: ok.  75zł 

 

Ogólna ocena (5/5):

Złożoność gry (1/5):

Oprawa wizualna (5/5):


4 komentarze

  1. Ja_n

    Moim zdaniem „Losowa, jak to karcianka” nie załatwia sprawy. Wśród karcianek są takie jak Wojna i takie jak Brydż. Drachenherz lokuje się moim zdaniem w bezpośrednim sąsiedztwie Wojny…

  2. Veridiana

    Być może sprawia takie wrażenie. niemniej, jeśli spojrzeć na rankingi graczy to bywają wysokie. czysty traf? mnie akurat trudno w to uwierzyć.
    co nie zmienia faktu, że gra jest BARDZO LEKKA i do Brydża jej daaaaaaleeeeekoooooo…… ;)

  3. FortArt

    „Inksza inkszość” a skąd tu te „k” się wzięły? Nie powinno być „insza inszość” – formy od słowa „inna” pochodzące zdecydowanie „k” pozbawionego?

  4. Veridiana

    Regionalizm.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*