Home / Targi w Essen / Essen 2012 / Wspomnień czar – Lacerta o Essen 2012

Wspomnień czar – Lacerta o Essen 2012

W dniach 18 – 21 października 2012 r. w Essen odbyły się międzynarodowe targi gier planszowych. Pojawiło się wiele nowych tytułów, można było pograć i w starsze gry. Tłumy, tłumy, tłumy, a po Essen pełne bagażniki gier i plany, by w to wszystko zagrać. O tegorocznym Essen opowiada nam Przemysław Korzeniewski z wydawnictwa Lacerta.

W tym roku mogliśmy być tylko 3 dni, więc troszkę krócej niż zwykle. Mimo to, udało nam się zarówno zagrać w „małe co nieco” jak i odbyć sporo spotkań. Spostrzeżenia odnośnie samych targów są takie, że w pierwsze dwa dni było naszym zdaniem zdecydowanie mniej osób niż zwykle. Dało to się odczuć już na parkingu, przy kasach, a nawet przy bezproblemowym i szybkim opuszczaniu parkingu. Czyżby to kryzys spowodował, że osób było mniej? Sobota była taka jak zwykle, czyli napędzana głównie przez rodziny z dziećmi oraz osoby przyjeżdżające tylko na weekend.

Rozegrane gry w większości były „zapchajdziurą” pomiędzy spotkaniami, niż celowym wyborem. Trudno znaleźć miejsce przy stoliku z wypatrzoną grą, gdy ma się tylko np. 1 czy nawet 2 godziny pomiędzy spotkaniami. Udało się więc nam zagrać w:

Copycat – bardzo przyjemna mikstura znanych gier. Nie wiemy jednak jak grę będą odbierać osoby, które nigdy nie grały w Agricolę, Dominiona, Cywilizację: Poprzez wieki oraz Puerto Rico.
Nuns on the run – odwrócony Scotland Yard. Graliśmy w 4 osoby i dwóm „siostrom przełożonym” nie udało się złapać trzech „nowicjuszek”. Wydaje się, że lepszym byłoby, gdyby „siostrzyczki” nie musiały się poruszać po wyznaczonych trasach.
King of Tokyo – bardzo popularna gra na zachodzie Europy, w USA i w Kanadzie. Segment: 8+. Z punktu widzenia osoby nie przepadającej za dużym czynnikiem losowym w grach, King of Tokyo przebiega mniej więcej tak: rzucam kośćmi, kolejna osoba też rzuca kośćmi, następna też, aż w końcu ktoś rzucając kośćmi wygrywa. Prawdopodobnie wśród graczy w przedziale 8-10 lat, zakochanych w Ben10 i innych stworkach jest to rewelacyjnie klimatyczna gra ;)
The Doge Ship – ciekawa, choć prosta gra o budowaniu statku.
We will wok you – imprezówka, w której wokujemy warzywa z showbusinessu, np. Freddie Broccoli lub Tina Tuna :)
Qin – miła i elegancka gra strategiczno-logiczna. Jak zwykle u dr. Knizia – klimatu dalekiego wschodu nadają jedynie śliczne domki z tamtych stron i obrazek na pudełku. Gra jest typowo logiczna, ale wciągająca. Jako eksperyment, do planszówki została wydana równolegle gra na iOS.
Bora Bora – prototyp gry z bardzo ładną grafiką, jednak po rozegraniu kilku rund – jak dla nas przesycona opcjami. Trzeba zbierać kilka typów elementów równolegle, a do tego budować świątynię, podbijać wyspę, itp. Gdyby coś nie wychodziło, to możemy zawsze przywołać bogów, których również możemy „zbierać” jako reprezentantów jednej z kategorii „rzeczy do zbierania”. Zastanawiamy się, czy gdyby zredukować o 33% rzeczy, które się zbiera, to czy gra nie byłaby lepsza.
Jungle brunch – gra o zwierzakach, które trzeba nafutrować jedzeniem zdobytym w dżungli. Mechanizm odkrywania kart podobny jak w Hawanie: przed sobą kładziemy dwie karty zwierzaków, z czego jedną odkrywamy od razu, a drugą równocześnie z pozostałymi graczami. Nasze zwierzaki mogą się żywić owocami lasu, albo …. czasami innymi zwierzakami (np. tygrys). Tygrys wybredny nie jest i w niektórych sytuacjach może zjeść nawet zwierzę gracza, który go wprowadził do gry.
Le Havre dla 2 osób – musimy pograć trochę więcej, aby wyrobić sobie zdanie. W pierwszej partii nie odczuliśmy klimatu dużego Le Havre.

Wracając, jak zwykle, mieliśmy bagażnik wypchany grami, na rozegranie których nie znaleźliśmy czasu w trakcie pobytu w Essen. Jest więc szansa, że któraś z Essenowych nowości ukaże się nakładem naszego wydawnictwa w 2013.

2 komentarze

  1. Avatar

    Zakonnice i potwory w Tokio to tytyuły przewijające się na Pionko/Brzegach, więc trochę szkoda Essen.

    A jeśli chodzi o Le Havre, to o ile poznaliśmy go tylko dzięki temu, że nam go pokazałeś na targach, to po potem jak o nim dyskutowaliśmy wyszło nam, że może i pozbawiona klimatu dużego Le Havre, ale to chyba całkiem elegancka i szybka dwuosobówka. W każdym razie ja na stoisko w niedzielę wróciłem (ale zostały tylko francuskie:/).

  2. Avatar

    Mnie się udało dorwać wersję niemiecką – po sprawdzeniu, czy gra jest language dependent. Instrukcję zawsze można sobie znaleźć.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*