Home / Rzut okiem / Gry logiczne / Uncle Chestnut’s Table Gype – Ze starej półki cz.24

Uncle Chestnut’s Table Gype – Ze starej półki cz.24

Ludzie mają dziwne pomysły na gry. Ten, o którym chcę dziś opowiedzieć opiera się na prostej zasadzie: weźmiemy kawałek klasyki i obtoczymy w czymś nowomodnym. Ma być prosto i przyjemnie. A żeby tak przypadkiem nasza gra nie zginęła w morzu innych oryginalnych pomysłów – nadamy jej też dziwnie brzmiącą nazwę. Ludzie będą chcieli zagrać z czystej ciekawości, cóż to za dziwaczny twór.

Dziwaczny twór nosi nazwę Uncle Chestnut’s Table Gype, czego nie będę na siłę przekładać, bo akurat na amerykańskich kolokwializmach nie znam się za dobrze. Autorami gry są dwaj panowie o polskich korzeniach: Paul E. Nowak i Christopher Nowak. Panowie wzięli szachy, warcaby i dwie garście kości i wymieszali ze sobą. Kiedyś podobny zabieg „jednego gara” zastosował Leo Colovini w swoim Corsari (recenzja), ale nie wyszło to grze na dobre. Tym razem szacho-warcaby unurzane w sosie losowości prezentują się odrobinę lepiej, a na pewno nieco ciekawiej.

Stwórzmy pozory gry taktycznej 

Od 2 do 4 graczy obsiada kratkowaną planszę 8×8 i rozkłada figury w swoim rzędzie domowym. Każda figura ma swoje kierunki ruchu, w czym widzimy pokłosie szachów. Jednakże niemal każda może przeskakiwać sąsiadów i to nawet całym łańcuszkiem – co z kolei sprawia, że odnajdujemy się z warcabach. Celem gracza jest zapełnienie swoimi figurami rzędu domowego położonego naprzeciwko.

Ustawienie startowe. Każdy gracz ma do dyspozycji te same figury, ale może rozstawić je w dowolny sposób w swoim rzędzie domowym.

 

Co Nowaki dodały od siebie? Kości. Figury to kości, przy czym na każdej ściance widnieje inna figura. W danym momencie kość jest oczywiście figurą prezentowaną od góry. Ale za każdym razem, gdy któryś z graczy przeskoczy przez kość, jej właściciel musi ją przerzucić, więc najczęściej zmienia jedną figurę w drugą. Ponadto, w ramach ruchu gracz może zamiast przesuwania figur lub skoków także po prostu jedną z nich przerzucić. Gdyż, na przykład, nie pasuje mu kierunek ruchu danej kości lub łypie na niego… Ucho.

Ucho to figura beton, nieruchawa dopóki jej nie przerzucimy. Generalnie,  cała rozgrywka bazuje na owych przerzutach. Ustawianie figur pod łańcuszki przeskoków to tylko wstęp do ofensywy. Z drugiej strony trzeba dokładnie zaplanować, przez co będziemy skakać. Najlepiej hop-sasać po własnych Uszach i innych niepasujących do planu figurach oraz po dobrze ustawionych figurach przeciwników. Nierzadko sprezentujemy im takim skokiem właśnie Uszko albo i dwa.

Kości z pierwszej i drugiej edycji.

 

Jest w tym wszystkim radość budowania i radość psucia. Są emocje i zgrzytanie zębów. Jest jednak także i potężna losowość. Można mieć wybitnego pecha i co chwilę trafiać na Uszy, można bezradnie patrzeć jak przeciwnicy skaczą niczym Tygrysek przez całą planszą obracając nasze najbardziej mobilne figury w perzynę, można w końcu wygrać lub przegrać tylko dlatego, że wypadło akurat to, a nie co innego.

Przypalone dno eintopf’a

Przy wyrównanej rozgrywce, gdy wszystkie figury graczy już się wzajemnie miną następuje najnudniejsza faza gry, czyli dopchanie tego wszystkiego do rzędu domowego przeciwnika. Gra zamiania się w trzecią klasykę – pasjansa, gracze na wyścigi starają się upchać w linii figury i co rusz przerzucają kości. Kto ma mniejszego pecha – wygrywa.

Plansza (materiałowa) jest okraszona złotymi myślami

 

Wujaszek jest, jak dla mnie, żartem, grą zabawką, która sprawia przyjemność połączeniem popularnych elementów. Nie sprawdza się jako pełnoprawna gra taktyczna, ale ma takie małe fajne „coś”, co zachęca do partyjki od czasu do czasu. Ktoś miał śmiały pomysł, wcielił go w życie zdając sobie, mam nadzieję, sprawę, że nie tworzy kolejnej epokowej klasyki. Niemniej, w zeszłym roku gra została wyróżniona przez organizację Mensa Select, co jest wystarczającym wabikiem (a nie tytuł), aby jednak się z nią zapoznać.

PLUSY: odważne, zabawne, pierwsza faza nawet ciekawa i emocjonująca

MINUSY: zazwyczaj losowość decyduje o wygranej, druga faza to nudny pasjans

Uncle Chestnut’s Table Gype,

Autorzy: Paul E. Nowak , Christopher Nowak

Rok wydania: 2010

Graczy: 2 – 4

Czas: 30 minut

 

Ogólna ocena (3/5):

Złożoność gry (1/5):

Oprawa wizualna (4/5):


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

GF Express: Sleeping Gods

W sierpniu 2019 roku Ryan Laukat przeprowadził kampanię crowdfundingową swojego najnowszego dzieła. Kickstarterowa zbiórka Sleeping Gods zakończyła się gigantycznym sukcesem. Projekt wsparło ponad 12000 osób. Poprzednie gry tego autora, takie jak Górą i Dołem czy też Bliżej i Dalej zyskały sporą rzeszę fanów spośród graczy znad Wisły. Nie ma się więc co dziwić, że także Sleeping Gods szybko znalazło się na ich celowniku. Polska wersja gry wydawała się być kwestią czasu. I rzeczywiście, Lucky Duck Games Polska postanowiło podjąć się tego karkołomnego (ze względu na ilość tekstu do przetłumaczenia) zadania. Już jutro, na portalu wspieram.to, rozpocznie się kampania Uśpionych Bogów. Niektórzy z naszych redaktorów mieli okazję tytuł ten wypróbować już jakiś czas temu. Ich opinia o grze sprawiła, że zdecydowaliśmy się objąć ją patronatem Games Fanatic. Ja swój egzemplarz (w angielskiej wersji językowej) dostałam niedawno. Dziś opowiem Wam, dlaczego nasza decyzja była według mnie strzałem w dziesiątkę. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap