Home / Recenzje / Gry dwuosobowe / Chinagold – Ze starej półki cz.23

Chinagold – Ze starej półki cz.23

Chińska gorączka złota jest przedmiotem kolejnej niewinnie wyglądającej gierki, z którą zapoznałam się przypadkiem na BGA. Zbieranie bryłek cennego kruszcu w postaci gry logicznej z elementem losowym… brzmi znajomo? Tak, Kahuna była jakby z tej samej bajki. Jednak Chinagold jest trochę bardziej losowa, mniej stresująca, prostsza graficznie i … kurcze, czy to aby wszystko na pewno prawda?

No bo na przykład z tą losowością to nie do końca tak. I z tym stresem, ostatecznie to także pojedynek 1 na 1. No i grafika niby uboższa, ale na pewno nie bardziej klarowna. Teoretycznie też krócej zbiera się złoto niż buduje mosty.

Zawartość jednej z edycji, u dołu oryginalne płytki zastępujące kości.

Plansza na pierwszy rzut oka wygląda jak z dawnej gry dziecięcej. Symboliczne kolory, modularny układ, proste figury geometryczne. I jedna wielka umowność: linie to rzeki, plamy to góry, jedne kółka to złoto do odkrycia, inne kółka złotko już odkryte. A między edycjami to wszystko pozmieniane i różnie zmaterializowane.

 

Drewniane edycje zawsze robią wrażenie.

Filozofia Cornetta

Zadaniem graczy jest zebranie jak nawiększej liczby bryłek złota z planszy. Jeden z graczy zbiera je tylko z rzek, drugi lubi wspinaczkę wysokogórską. Chciwi śmiałkowie na zmianę rzucają dwustronnymi płytkami, które zsumowane informują, ile złotych kółek gracz musi odkryć. Liczba ta waha się przy komplecie płytek od 1 do 5, ale z czasem płytek ubywa i zakres się zmniejsza. Gracz odkrywa (czyli obraca na złotą stronę) wskazaną liczbę sąsiadujących ze sobą kółek w jednej linii. Ni mniej, ni więcej. Ewentualnie, zamiast okrywania złotych krążków, może z powrotem zakryć jeden dowolny z już odkrytych wcześniej.

Ciemne krążki to złoto czekające na odkrywców filantropów, jasne – bryłki odkryte, a puste pola – miejsca po zagarniętym kruszcu z całkowicie „odkrytych” rzek i gór.

Gracze tak odkrywają i zakrywają krążki, pardon – szukają złota – aby doprowadzić do sytuacji, gdy wszystkie w ramach ich góry / rzeki zostaną odkryte. Wtedy dopiero gracz zbiera owo złoto i nikt mu już tych punktów zwycięstwa nie odbierze. Sęk w tym, że każde kółko należy równocześnie do jakiejś rzeki i jakiejś góry. Trzeba tak odkrywać, aby ułatwić sobie, a nie przeciwnikowi uzupełnienie swojego kawałka terenu. Im gęściej robi się na planszy, tym trudniej o taką kontrolę. Do tego dochodzi głos losu. Możemy mieć już tylko małe braki to tu to tam, ale jeśli płytki każą nam odkryć konkretną liczbę kółek, to choćbyśmy płakali i prosili, nie da rady. Należy ograniczać możliwie mocno liczbę pasujących kombinacji, jakie mogłyby rywalowi pomóc zamknąć obszar. I nie zostawiać linii prostych. I przerywać korzystne układy zakrywaniem pojedynczego krążka. I… jeszcze kilka uwag taktycznych by się znalazło, gdyż Chinagold to wcale niegłupia gierka. Bardzo ją lubię, choć faktycznie złe rzuty mogą nieźle dopiec. Ciągle wyrzucane 5tki nie są za szczęśliwe, zbyt dużo krążków zostaje odkrytych, a i wcisnąć dłuższą linię trudniej niż krótszą. Zawsze jednak mamy emergency exit w postaci zakrycia krążka. Nie jesteśmy zatem zdani na łaskę i niełaskę matki fortuny.

W niektórych edycjach zamiast płytek występują kości o odpowiedniej proporcji wartości ścianek.

Nie ma jednak w Chińskim Złocie nieprzewidywalności drugiego gracza. Nie denerwujemy się tym, co ma na ręku, co udało mu się dociągnąć i kiedy wyciągnie asa z rękawa. Zarówno on jak i ja wpatrujemy się w kolejny podrzut płytkami i jedno z nas oddycha z ulgą, drugie mamrocze coś pod nosem. A płytki pozwolą nam na tyle, na ile pozwolimy im sami. Dlatego pod tym względem, przy CG nie stresuję się tak bardzo jak przy Kahunie.

Jeszcze inna wersja, może mało przejrzysta.

Bardzo ważną fazą gry jest końcówka, gdy znikają płytki i w zamian gracze mają prawo odkrywać już tylko 1 lub 2 krążki, bez prawa zakrywania. Człowiek analizuje każdy ruch, każde potencjalne niebezpieczeństwo i w zasadzie, jest to taki morderczy finisz całkiem przyjemnego biegu na średnim dystansie. Biegu w mało spektakularnej otoczce i stale potykając się o rzucane (pod nogi) porysowane kreskami płytki.

Jedna z wersji online (na yucata.de)

Co z tego ostatecznie wyszło? 

Podkolorowana gra logiczna. Z fabułą dodaną na siłę i nie tak zwizualizowaną jak w Kahunie. Oferująca nieco inną jakość, ale ciągle dobrą rozrywkę umysłową okraszoną szczyptą szczęścia. Autor obu gier, Günter Cornett,  ma fajne pomysły, ale z jakiegoś względu nie cieszą się one szaloną popularnością; za wyjątkiem jego sztandarowego tytułu „Hej, to moja ryba!”. Może trzeba robić kolorowe gry dla dzieci i czarno-białe dla dorosłych? Albo chociaż w odcieniach szarości? Może ludzie są nieufni wobec pstrokatych gier prawie-logicznych?

Nie są to Szachy, nie jest to Go. To jest po prostu Chinagold i jako takie jest fajne, krótkie i do pogrania. Polecam mimo wszystko spróbować!

PLUSY: kolejna szybka, ale ciekawa gra niby-logiczna

MINUSY: losowość potrafi być złośliwa, ale dobrym graczom nie przeszkadza

Chinagold, autor: Günter Cornett

Rok wydania: 2004

Liczba graczy: 2

Czas gry: 15 (online) – 30 minut 

 

Ogólna ocena (4/5):

Złożoność gry (1/5):

Oprawa wizualna (3/5):


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*