Home / Recenzje / Gry dla graczy / Santiago – klasyka wiecznie żywa!

Santiago – klasyka wiecznie żywa!

pic2659441_lg.1364840.800x0Czy grę Santiago trzeba w ogóle komuś przedstawiać? To kolejny klasyk (obok Tikala czy Mexici), który po latach doczekał się odświeżonego polskiego wydania. Nowe pudełko, nowa szata graficzna i stare dobre zasady porządnego eurosucharka autorstwa Claudii Hely i Romana Peleka. Zobaczcie, jak prezentuje się Santiago wydane niedawno przez Trefla.

 

Zacznę od wrażeń estetycznych. Grałam kiedyś we wcześniejszą wersję Santiago, tę z 2003 roku od wydawnictwa

Stare wydanie Santiago.

Stare wydanie Santiago.

Amigo. Pewnie wielu z was ją kojarzy. Niebieska (czy tam zielona, jak kto woli) okładka z uśmiechniętym rolnikiem i osłem :). Cóż, nie powiedziałabym, żeby gra mnie wówczas urzekła szatą graficzną. Dlatego czekałam na polskie wydanie z niemałą ciekawością. I muszę powiedzieć, że jestem naprawdę miło zaskoczona. Gra jest bardzo ładnie wydana! Myślę, że Tomek Larek – odpowiedzialny za ilustracje – spisał się na medal. Bardzo podoba mi się kolorowa i zabawna grafika na pudełku. Co prawda jest trochę bajkowa i na pierwszy rzut oka kojarzy się z grą dla dzieci, ale właściwie dzięki temu Santiago zyskało trochę lekkości. Gra co prawda wymaga pomyślunku, ale nie jest to jakiś ciężki mózgożer. Fajnie, że pudełko będzie zachęcać nawet mniej doświadczonych graczy :). Wszystkie elementy są dobrej jakości i prezentują się bardzo ładnie. Pastelowa kolorystyka żetonów z uprawianymi roślinami na planszy symbolizującej wysmaganą słońcem ziemię Santiago – to cieszy oko.

Co by zachwytów nie było za wiele, to teraz troszkę ponarzekam. Po pierwsze papierowe pieniądze (escudos) są trochę mało wygodne, choć graficznie całkiem ładne. Po drugie irytuje mnie tor punktów. Wolałabym jakiś zwykły tor punktowy dookoła planszy. A tu osobno zaznaczamy setki, dziesiątki i jedności. Nie lubię tego, bo jest mało przejrzyste i trzeba wszystkie punkty dodawać w głowie. Cóż poradzić, nie jestem w tym mocna :P. Trzecia rzecz to wypraska , która podzielona jest na dwie przegródki – wąską i szeroką. W sumie nie rozumiem czemu. Mamy woreczki strunowe, więc wszystko mieści się ładnie w tej szerszej części. Nie mam pojęcia, w jakim celu została tak zaprojektowana.

Jeśli chodzi o zasady gry, to nie sądzę, aby trzeba było za wiele o nich pisać. Myślę, że gra jest na tyle znana, że nie ma sensu zanudzać was streszczeniem instrukcji. A jeśli ktoś nie zna, to niech po prostu zagra :). Dość powiedzieć, że zasady są naprawdę proste i łatwo je wyjaśnić nawet początkującym. Gra przebiega sprawnie i dynamicznie. Wcielamy się w rolników, którzy uprawiają ziemię w tytułowym Santiago. Będziemy zakładać plantacje różnych roślin, a następnie dbać o to, aby doprowadzić do nich wodę. Za te plantacje otrzymujemy punkty – im więcej plantacji jednego rodzaju obok siebie, tym więcej punktów. Ale uwaga, jeśli obok naszych plantacji wybudują się też inni gracze, również będą więcej punktowali. A więc zdobywając coś dla siebie, mogę też nieopacznie pomóc innym. To jest naprawdę świetny mechanizm, wymagający sporo pokombinowania. Jak to rozegrać, żeby samemu zyskać, ale nie zrobić za dobrze innym?

DSCN4425

Przygotowanie do gry.

W grze występuje element licytacji, ale jest ona dość specyficzna. Najpierw licytujemy się o kolejność wyboru plantacji, które losowo odkrywamy ze stosów. Kto da najwięcej, ten ma pierwszeństwo. Ale uwaga! Nie można już zmienić swojej decyzji. Czyli np. jeśli zaproponowałam dwa escudos, to tyle zapłacę i już nic nie poradzę, jeśli ktoś inny mnie przebije. Oczywiście można zaproponować też mniej od innych graczy lub nawet spasować.

DSCN4427

Przykładowo – w rozgrywce dla 4 graczy losujemy po cztery plantacje ze stosów w każdej rundzie. Teraz możemy licytować się o pierwszeństwo wyboru plantacji.

Mechanika  zastosowana w Santiago wymaga nie tyle zdolności licytacyjnych i negocjacyjnych, ale raczej logicznego i strategicznego myślenia. Trzeba zwracać uwagę na to, co dzieje się na planszy, na czym może zależeć moim przeciwnikom, ile są w stanie zapłacić i czy chcę koniecznie wybierać plantację jako pierwszy, czy może lepiej być ostatnim…

…bo ostatni wcale nie ma najgorzej. Wręcz przeciwnie. Gracz, który dał najmniej lub jako pierwszy spasował, zostaje budowniczym kanałów nawadniających. I to od niego będzie zależało, do których plantacji doprowadzi wodę. Oczywiście nienawodnione pola będą powoli usychały i nie przyniosą nam punktów. Pozostali gracze mają możliwość trochę ponegocjować z budowniczym kanału. Mogą zaproponować, gdzie chcieliby puścić wodę, mogą zaoferować mu nawet pieniądze… Ale cóż, kto ma znacznik budowniczego, ten ma władzę :). Może przyjąć ofertę, ale wcale nie musi.

DSCN4429

Za pomocą znaczników kanałów w kolorach graczy, składamy propozycje budowniczemu kanałów, gdzie według nas powinna płynąć woda. Oczywiście swoją sugestię można wzmocnić pieniężnie :).

To, co lubię w Santiago, to prostota zasad, która wcale nie przekłada się na banalną rozgrywkę. Właściwie gra wymaga ciągłego kombinowania, kalkulowania, podejmowania licznych decyzji i przewidywania tego, co zrobią inni gracze. Fajne jest też to, że wielokrotnie zawieramy krótkotrwałe sojusze. Np. buduję się obok plantacji gracza, który został budowniczym kanału, bo jeśli przy okazji powiększę też jego plantacje, to puści wodę tam, gdzie chcę. Ale już w kolejnej rundzie mogę się na niego wypiąć i spowodować uschnięcie jego pola, jeśli tylko mi się to opłaci. A krzywdzenie innych zazwyczaj się przecież opłaca :).

Santiago to oczywiście gra z gatunku erosucharów. Temat nie gra większej roli, choć tutaj udało się w miarę jakiś klimat utrzymać. Nie jest to gra zupełnie abstrakcyjna. W sumie czujemy to, że zakładamy plantacje, że musimy je nawodnić, bo jeśli nie, to uschną… Ten efekt potęguje plansza w formie wysuszonej słońcem i trudnej do uprawy ziemi Santiago. Jak też na eurogrę przystało, nie ma tutaj dokuczliwej losowości. Co prawda w każdej partii losowo wychodzą żetony plantacji, ale jest to ten rodzaj losowości, który zwiększa regrywalność, a nie decyduje o wygranej lub przegranej graczy. Tutaj wszystko zależy od nas i naszych decyzji, a nie od szczęścia czy jego braku. Natomiast dzięki obecności elementu losowego, gra za każdym razem będzie inna. W każdej partii musimy reagować na bieżąco na to, co się dzieje i co robią nasi przeciwnicy. Myślę, że Santiago to jedna z tych gier, które się nie nudzą.

DSCN4431

Tak się prezentuje plansza pod koniec gry. Plantacje, do których nie udało się doprowadzić wody, uschły.

Podsumowując, Santiago to świetny tytuł. Jest to doskonała gra dla tych, którzy zaczynają swoją przygodę z nowoczesnymi planszówkami. Proste zasady szybko załapią nawet totalni amatorzy, ale zaraz też zorientują się, że wymaga się od nich, aby wytężyli trochę szare komórki. Zagrać możemy w 3–5 osób i w każdym układzie gra działa dobrze, a rozgrywka trwa jakieś 40-60 minut, co jest dużym plusem w przypadku nowicjuszy, bo nie zniechęcą się wielogodzinną rozgrywką i nie będą się czuli przytłoczeni grą. Muszę też dodać, że w pudełku znajdziemy naprawdę świetnie napisaną instrukcję. Wszystko zostało wytłumaczone jasno i dokładnie, wzbogacone przykładami i już po pierwszej lekturze nie mamy większych wątpliwości, co do przebiegu gry. Do tego na końcu mamy fajny i zwięzły skrót zasad, wraz z potrzebnymi informacjami, jak przygotować grę na daną ilość graczy. Za porządną instrukcję należy się duży plus!

Santiago polecam też starym wyjadaczom, choć im chyba polecać nie trzeba, bo doskonale wiedzą, że to jest dobra gra :). Wystarczy spojrzeć na tył pudełka – znajdziemy tu nie tylko informacje o nagrodach, jakie gra zebrała, ale również szereg wypowiedzi osób z wielu znanych portali planszówkowych, które tę grę polecają. Ja osobiście Santiago bardzo lubię i będę po to sympatyczne pudło sięgać często i chętnie! Może nie jest to gra bardzo oryginalna, rewolucyjna i najlepsza w swoim rodzaju, ale jest to porządny i solidny tytuł, który powinien się znaleźć na półce każdego miłośnika gier planszowych.

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (5/10):

Oprawa wizualna (8/10):

Dziękujemy firmie Trefl za przekazanie gry do recenzji.

4 komentarze

  1. Avatar

    Mam wrażenie, że to naprawdę dobra gra :)
    Dziwne, że przed nowym wyaniem w ogóle nie była popularna w Polsce.

    • Avatar

      Gra jest dobrze znana ale dla, że się tak wyrażę starej gwardii planszówkowej, która zaczynała dawno, dawno temu w innej galaktyce :-)
      Podobnie jest zresztą zapewne z Tikalem.

  2. Odi

    Dokładnie, kiedyś miałem poprzednią wersję, super się grało w 4/5 osób. Odchodziły ostre numery przy licytacjach i zdobywaniu względów „wododzierżcy” ;)

  3. AnKa

    Dlatego tym lepiej, że takie klasyki są odświeżane i wydawane w Polsce. W Santiago w ogóle nie czuję, że gra ma już ponad 10 lat. Rozgrywka wyśmienita!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*