Home / Recenzje / Gry dwuosobowe / Złapmy lwa: pełna drużyna – Shōgi dla Europejczyka

Złapmy lwa: pełna drużyna – Shōgi dla Europejczyka (NIe)Recenzja

Złapmy lwa: pełna drużyna (Let’s Catch the Lion! 9×9). Shōgi
Liczba graczy: 2
Wiek: 8+
Czas gry: 60 min.

Powiem wprost: nie ośmielę się napisać pełnej recenzji. To mniej więcej tak, jakbym po kilku – kilkunastu partiach próbowała napisać recenzję Szachów. Albo Brydża. Albo Go. Albo gdybym po pół roku nauki języka japońskiego wymądrzała się dlaczego jest on lepszy od chińskiego (albo na odwrót). Nie da się. Nie ten kaliber.

Złapmy lwa: pełna drużyna (Let’s Catch the Lion! 9×9) to regularne Shōgi. Czyli japońskie szachy – gra strategiczna przypominająca nieco znane nam szachy (międzynarodowe), a ich cechą charakterystyczną jest możliwość umieszczania zbitych figur z powrotem na planszy.

Oryginalne Shōgi – układ początkowy

Cel gry

Złapać lwa przeciwnika. Czyli w gruncie rzeczy dać mata (tego znanego z „naszych” szachów).

Figury

To co mi się podoba w Let’s Catch the Lion,  w przeciwieństwie do oryginalnych Shōgi, to ksztalt bierek. To klocki, które mają na sobie rysunki zwierząt – ale najlepsze jest to, że na każdym z nich zaznaczony jest sposób poruszania. Kropki i strzałki oznaczają, w którym kierunku zwierzak może się poruszać i w jaki sposób (kropka – ruch o jedno pole, strzałka – ruch o dowolną liczbę pól w linii prostej).

Szachy

Figury w japońskich szachach podobno (tak mówi Wikipedia) są słabsze niż w szachach międzynarodowych. I ja bym się nawet z tym zgodziła. Mamy tylko jednego gońca (słoń), jedną wieżę (żyrafa). Zając (skoczek) chodzi tylko do przodu i tylko po schemacie 2+1 (schemat 1+2 tu nie istnieje). Tak mocnej figury jak królowa w ogóle tu nie ma.

Zrzutki

Za to – wspominałam już na samym początku – nie zabijamy figur/pionów (od tego momentu będę używać tych terminów zamiennie mając na myśli wszystkie zwierzęta, którymi gramy) przeciwnika, lecz bierzemy je do niewoli i … stają się nasze. A to oznacza, że zamiast wykonać ruch figurą możemy wprowadzić (fachowo ponoć to się nazywa zrzucić) pojmany pion na planszę w dowolnym miejscu (pod warunkiem, ze zrzucany pion będzie mógł się poruszyć, a więc np. nie można zrzucić kurczaka na ostatnie pole w strefie przeciwnika)

Z drugiej jednak strony – mając na myśli siłę figur – kurczaki (odpowiednik pionów w szachach) – choć nie potrafią bić po skosie – wydają się mieć większy wpływ na przebieg rozgrywki. To, że potrafią iść tylko w przód (nigdy nie zmienią kolumny) wydaje się niesamowicie słabe, ale … wymusza pozbywanie się własnych kurczaków (dać się zbić) po to, by móc w daną kolumnę zrzucić (wprowadzić na planszę) pojmanego do niewoli kurczaka przeciwnika. Bo – tego jeszcze nie mówiłam – nie można wstawić kurczaka w kolumnę gdzie stoi już jakiś nasz niepromowany kurczak.

Promocja

I w tym miejscu dotykamy kolejnej, dość ważnej różnicy jaką jest promocja. W momencie dotarcia do strefy przeciwnika niektóre figury mogą być promowane, czyli „ulepszone”. Kot (srebrny generał), kurczak (pion), zając (skoczek), dzik (lanca) zmieniają się w psa (złotego generała), a w zasadzie może nie tyle w psa, co nabierają cech (czyli ruchów) psa. Słoń (goniec) i żyrafa (wieża) jednak dostępują „prawdziwego” ulepszenia, tzn. nie zmieniają swoich umiejętności jak wcześniej wymienione, a do swoich podstawowych ruchów dokładają nowe.

Dla porównania zapis z tradycyjnych Shogi – te na czerwono to figury promowane. Zauważcie, że nawet jeśli się poruszają tak samo, to oznaczone są inaczej i nazwane są inaczej. W naszej wersji – oznaczenie się nie zmienia (zwierzę się nie zmienia), a ulega zmianie zaznaczenie sposobu poruszania (co jest ułatwieniem, a nie utrudnieniem) – żródło: Wikipedia

Kanji vs. Zwierzęta

Zawsze chciałam się nauczyć grać w japońskie szachy, ale odbijałam się od tych wschodnich robaczków. Jak już zdążyliście zauważyć figury w Shogi oznaczane są Kanji, czyli japońskimi znakami oznaczającymi całe słowa…. dla Europejczyka jest to – może nie tyle niezjadliwe – co mega trudne do opanowania. Złapmy lwa to takie japońskie szachy dla niepiśmiennych ;)

Zauważcie (galeria powyżej), że promowane figury – mimo, że będą poruszać się tak samo, oznaczone są jednak nieco inaczej, co dodatkowo utrudnia zapamiętanie w tradycyjnych Shogi. W ogóle figury są po prostu nazwane (i oznaczone Kanji) co implikuje wysoki próg wejścia dla oryginalnych Shogi, w przeciwieństwie do Złapmy lwa, w którym wystarczy ustawić figury na planszy i zacząć grać (no może warto wspomnieć o ograniczeniach zrzutek, ograniczeniach kurczaka oraz celu gry, ale to naprawdę tłumaczy się maksymalnie w 5 minut – i niczego nie trzeba pamiętać!)

Tak wyglądają oryginalne Shogi

Easy to learn, hard to master

Niesamowita gra! tak inaczej się gra niż w zwykłe szachy… przez to, że kurczaki nie biją tu po skosie, przez to, że ulepszamy nasze bierki wchodząc na teren przeciwnika, no ale najlepsze jest to, że zbijane figury wracają na planszę już jako nasze. To ostatnie zdecydowanie bije nasze szachy na głowę – nie tylko liczy się to co mam na planszy, ale też to co mogę mieć i gdzie!

Złapmy lwa – w przeciwieństwie do wielu innych gier typu hard to master –  bawi od samego początku. Cel jest jasny – mamy złapać lwa przeciwnika. Może trudno jest wymyślić strategię, ale wiemy jedno – im więcej zbijemy figur przeciwnika, tym będziemy silniejsi, bo w przeciwieństwie do zwykłych szachów, możemy te figury wykorzystać. Niesamowitą frajdę daje kombinowanie nie tylko jak się poruszyć, ale przede wszystkim gdzie zrzucić pojmane figury.

Jednak gdy gracie z szachistą (europejskim szachistą) czujecie, że jest to gra bardzo strategiczna i bardzo hard to master.

Handicap

W Złapmy lwa możemy dawać handicap. W szachach europejskich co prawda też, ale handicap made in Japan jest o tyle ciekawszy, że mistrz, który startuje ze słabszym ustawieniem (jest pozbawiony pewnych figur) może w trakcie gry zyskać przewagę nie tylko zbijając, ale też wprowadzając zbite figury na planszę. A więc, nie oszukujmy się, w trakcie gry ten handicap szybko topnieje – o ile nie zostanie wykorzystany przez ucznia na samym początku.

A więc… złapmy tego lwa!

Powtórzę jeszcze raz: jestem zauroczona. Uważam, że stworzenie wersji zwierzątkowej, w które może zagrać Europejczyk bez konieczności żmudnego zapoznawania się z Kanji oraz pamiętania 15 różnych figur, było świetnym posunięciem. I niezmiernie się cieszę, że gra ta trafiła pod polskie strzechy (tu wielkie ukłony dla EiSystem). Złapmy lwa: pełna drużyna to coś, z czym każdy szachista powinien się zapoznać. Nie-szachista zresztą też.

To bardziej zajmujące niż szachy!

Ja w szachy grać nie lubię, bo nie potrafię sobie wymyślić strategii. Prędzej czy później zawsze ląduję w pozycji defensywnej. W Złapmy lwa 9×9 grało mi się wspaniale już od samego początku (pomijając partie wybitnie nierówne, kiedy grałam z szachistą – ale i wtedy była to partia o wiele bardziej emocjonująca niż zwykłe szachy). A szachista stwierdził, że Złapmy lwa 9×9 daje więcej możliwości strategicznych. Że jest ciekawsza. I że zwyczajnie jego szare komórki bardziej pracują ;)

 

 

Ogólna ocena (10/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (10/10):

Dziękujemy firmie EiSystem za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*