Home / Recenzje / Gry dwuosobowe / The Duke – Książę z Kickstartera

The Duke – Książę z Kickstartera

The Duke okładkaNigdy jeszcze nie wsparłem żadnej zagranicznej gry na Kickstarterze. Zawsze odstraszają mnie koszta przesyłki i trochę boję się kupować diuka kota w worku. Bardzo często potem rzeczywiście okazuje się, że gra, która wyglądała na cud, miód i orzeszki i na którą hype siedmiokrotnie przekraczał dopuszczalne normy stężenia w internecie, jest jednak średniakiem. W najlepszym wypadku. Na szczęście jednak raz na jakiś czas trafiają się prawdziwe perełki, które trafiają potem do regularnej sprzedaży. Jedną z nich jest niewątpliwie gra „The Duke”.

Po otworzeniu niewielkiego, niepozornego pudełka, znajdziemy w środku instrukcję, pomoc gracza, prostą, schematyczną planszę, dwa woreczki i dwa zestawy drewnianych kafelków. Dodatkowo dorzucono jeszcze kilka kafli urozmaicających przyszłe rozgrywki. Kafle, czyli pionki graczy są wykonane na fajnym drewnie, w dwóch odcieniach – po jednym dla każdego z graczy. Po obu stronach znajdziemy czytelną ikonografię, do której legenda znajduje się na pomocy gracza. Tak naprawdę różnych znaczków jest ledwie osiem, więc szybko można opanować, co do czego. Fajnym gestem ze strony twórców jest wrzucenie dwóch „blanków” i zestawu naklejek z ikonkami. Dzięki temu każdy może spróbować swoich sił w projektowaniu i stworzyć zupełnie nowy kafelek.

Dwie strony tego samego kafla

Dwie strony tego samego kafla

Zasady są dziecinnie proste – w swoim ruchu przesuń jeden z leżących już na planszy swoich pionków, albo wylosuj nowy z woreczka i ułóż go obok swojego diuka na planszy. Wygrywasz, gdy zbijesz diuka przeciwnika, przegrywasz, gdy stracisz swojego. Ot, cała filozofia. Oczywiście, pionki różnią się możliwościami ruchu. Jedne mogą poruszać się na ukos, inne w pionie lub poziomie. Niektóre skaczą, inne z kolei potrafią strzelać lub zarządzać pozostałymi kafelkami. Niesamowitym twistem, jaki do gry wprowadzili twórcy, jest fakt, że po ruchu nasz kafelek odwraca się na drugą stronę. Tam jednak ma zupełnie inne możliwości ruchu – a co za tym idzie, bicia!

Środek rozgrywki

Środek rozgrywki

Całość sprawia wrażenie połączenia Pojedynku Robotów (proste ruchy, prosta plansza), Neuroshimy Hex (losowy dociąg) i szachów. Ta niewielka gra sprawia naprawdę mnóstwo radości, szczególnie miłośnikom konfrontacyjnych gier logicznych. Naprawdę porządnie trzeba się nagłowić, żeby umiejętnie wymierzyć w czasie z dobraniem kafelka z woreczka, by nasze kafelki stały w odpowiednich miejscach i odpowiednią stroną do góry, jednocześnie reagując na zaskakujące (często nieprzyjemnie) rozwiązania przeciwnika. Dla mnie piątka z plusem, zawsze chętnie siadam do partii.

Ale… o ile The Duke rzeczywiście dorasta do porównania z szachami, o tyle zastanawiający jest w nim aspekt losowości. Jak na grę logiczną występujący tu dociąg kolejnych figur (w ciemno z worka) sprawia, że gra staje się do bólu taktyczna i musimy operować tym, co los nam dał. No właśnie, a co jeśli dał nam gucio? Co jeśli przeciwnik dociąga same potężne kafle, a my smętne kaflątka? Mnie osobiście ten aspekt losowości specjalnie nie przeszkadza, ale dla niektórych może stanowić poważną barierę. Czy nie lepiej by było, gdyby kafle leżały z boku planszy – do wyboru przez graczy? Może jednak wtedy okazałoby się, że część z nich nigdy nie jest wybierana, bo są kiepskie? Otóż odpowiedź brzmi… nie ma to żadnego znaczenia. Projektant dokonał takiego, a nie innego wyboru i skazał nas (moim zdaniem słusznie) na mordęgę z losowością. A, że niektórzy wytoczą zarzut, że w ten sposób twórcy uciekają przed odpowiedzialnością za dobry  finalny produkt i zrzucają wszystko na karb kapryśnej fortuny? Niech wytaczają, chętnie podyskutuję na ten temat nad partyjką The Duke.

Ogólna ocena (8,5/10):

Złożoność gry (5/10):

Oprawa wizualna (8/10):


One comment

  1. Znaczków nie jest 8, tylko 6, te dwa dodatkowe zobaczysz dopiero w dodatkach. Spoko recenzja :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*