Home / Recenzje / Gry karciane / Spacer po Burano – zostań w domu i wybierz się na wycieczkę do Italii

Spacer po Burano – zostań w domu i wybierz się na wycieczkę do Italii Recenzja

Burano, to czterotysięczna wysepka oddalona o niecałe 7 km od Wenecji. Jest ona jednym z najbardziej malowniczych miejsc w Italii. Podejrzewam, że to właśnie bajkowa architektura tego miejsca zainspirowała Wei-Min Linga do stworzenia gry planszowej, którą na początku bieżącego roku wydała na rynek polski Nasza Księgarnia.

Spacer po Burano to gra planszowa (a w zasadzie karciana) przeznaczona dla 2-4 graczy w wieku od 10 lat (choć ja z powodzeniem grałem z 9-letnim synkiem), której czas rozgrywki waha się w granicach 20-40 minut.

Celem gry jest ułożenie ulicy składającej się z pięciu budynków. Nie wygrywa jednak ten, które jako pierwszy te pięć budynków ułoży (choć ma na to spore szanse), a ten kto zdobędzie na koniec gry najwięcej punktów. A te zdobywamy za turystów i mieszkańców (pierwsi punktują poszczególne obiekty, drudzy całe ulice), zachowane pozwolenia na budowę czy lokale usługowe przy deptakach.

Każdy z naszych budynków musi składać się z trzech kart – parteru, pietra i dachu. Zasadą jest, że budynki muszą być jednokolorowe, a dwa obiekty w tym samym kolorze nie mogą stać obok siebie (zasady te można łamać oddając pozwolenia na budowę).

Karty budynków (od 1 do 3) dobieramy ze wspólnej wystawki, przy czym im mniej kart dobierzemy tym więcej monet dostaniemy jako rekompensatę (a te są nam z kolei potrzebne do budowy). Dodatkowym ograniczeniem jest to, że karty możemy dobierać tylko z jednej kolumny, przy czym dobieranie musimy zacząć z jej góry lub dołu, co nam w pewien sposób ogranicza swobodnym dobór interesujących nas kart z całej wystawki.

Po zakończeniu któregoś z budynków wybieramy jednego mieszkańca lub turystę, którego dokładamy do  ukończonego obiektu. Przyniesie on nam punkty na koniec gry zależne od spełnienia interesującego go warunku. Przykładowo turyści lubią podziwiać kwiaty, zioła czy koty, a mieszkańcom zależy na bezpieczeństwie i dobrym oświetleniu ulic (policjant) czy dużej liczbie zwiedzających (burmistrz).

Ku mojemu zdziwieniu, pierwszą rzeczą, która przyszła mi na myśl, kiedy zabrałem się do podsumowania jest to, że gra jest całkiem dobrze powiązana z tematem. Po zakończone partii nasze ulice wyglądają kolorowo i w dużej mierze przypominają te, które możemy zobaczyć na zdjęciach po wrzuceniu w wyszukiwarkę hasła Burano. Chodniki na kartach tętnią życiem, turyści zainteresowani są jak największą liczbą atrakcji, a mieszkańcy zachowaniem porządku i bezpieczeństwa czy jak największymi przychodami. Nawet pozwolenia na budowę, łamiące zasady stawiania budynków są wprowadzone z sensem. Okazuje się bowiem, że w Burano „aby pomalować własny dom, właściciel musi prosić o pozwolenie lokalne władze, które, oprócz pozwolenia na samo malowanie, muszą się zgodzić na kolor farby używany przez właściciela.” (źródło: Wikipedia) .

Również od strony mechanicznej gra prezentuje się przyzwoicie. Zasady są łatwe w nauce, a mimo to pozwalają nieco pokombinować zarówno w zakresie zarządzania ręką i aspekcie planowania przestrzennego, jak i przy wyborze źródeł punktowania.

Ze względu na losowość pojawiania się kart na wystawce rozgrywka koncentruje się głównie na aspekcie taktycznym, a decyzje o doborze czy budowie podejmowane są najczęściej przez pryzmat maksymalnych bieżących korzyści. Ci co lubią jednak trochę poplanować mogą pokusić się o zignorowanie korzyści otrzymywanych za turystów i próbę budowania ulicy pod kątem doboru konkretnych mieszkańców.

W grę grałem w każdym możliwym składzie poza trybem solo. Na większa liczbę osób zmienia się jedynie liczba kolumn z których możemy dobierać karty, natomiast z uwagi na sporą dynamikę rozgrywki, wzrost liczby graczy nie przekłada się znacząco się długość partii.

Spacer po Burano to lekka gra rodzinna. Dobrze powinien sprawdzić się jako fillerek, gra wprowadzająca czy tytuł do zabrania na wycieczkę (chociaż do rozłożenia i rozegrania partii potrzebne jest nieco miejsca). Feeling z rozgrywki nasuwa skojarzenia z Domkiem, rozbudowanym nieco o dodatkowe elementy (konieczność  zarządzania pieniędzmi czy wyboru źródeł punktowania). Na mojej półce póki co zostaje (jako szybki tytuł do pogrania z dzieckiem), Wam proponuję sprawdzić, a jeżeli szukacie gry w tej kategorii to nawet kupić, bo cena około 35 zł nie wydaje się wygórowana.

Ogólna ocena (7/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie Nasza Księgarnia za przekazanie gry do recenzji.


2 komentarze

  1. Andy

    Słowa „spacerniak” i „prostolinijny” mają nieco inne znaczenie, niż mogłoby to wynikać z tekstu recenzji. ;)

  2. Ginet

    Ech, będę musiał zatrudnić nowego korektora ;) Deptak miałem na myśli…
    Błędy poprawione, dzięki za zwrócenie uwagi.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Escape Room: Zagadka Sfinksa

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o karcianych escape roomach, byłam sceptyczna. Nie jestem fanem kooperacji, a gry „jednorazowe” wydały mi się nietrafionym pomysłem. Za namową znajomej zasiadłam jednak do Ataku na Londyn i… przepadłam z kretesem. Jeszcze tego samego dnia zamówiłam Tajemnicę Eldorado i Podróż w czasie. Teraz na mój stół trafiła kolejna karcianka wydawnictwa FoxGames, Escape Room: Zagadka Sfinksa.