Home / Recenzje / Gry kooperacyjne / Kryminalne zagadki. Krwawe róże – czyli Sherlock w Escape Roomie.

Kryminalne zagadki. Krwawe róże – czyli Sherlock w Escape Roomie. Recenzja

Kryminalne zagadki wydają się być kolejnym z serii Escape Roomem od FoxGames. Tej samej wielkości pudełko, w środku talia ponumerowanych kart – wszystko jak na razie się zgadza. Jednak gdy przechodzimy do szczegółów okazuje się, że to trochę (albo nawet więcej niż trochę) inna gra. Ani nie uciekamy, ani nie rozwiązujemy zagadki za zagadką. Pod tym względem o wiele bardziej Krwawe róże przypominają grę z serii Sherlock od Naszej Księgarni.

Na dzień dobry dostajemy wydarzenie – bardzo smutne wydarzenie. Hrabia nie żyje. Jego zwłoki znalazł Książę Yorku zaproszony przez Hrabiego na śniadanie. Naszym zadaniem jest odkryć co się stało.

Jest to kooperacyjna gra przeznaczona od 1 do 6 graczy – i od tej liczby zależy ile będzie każdy z was miał kart na ręku. Jednak w przeciwieństwie do Sherlocka nie tasujecie talii. I jest to bardzo dobre rozwiązanie, bo przecież gra jest jednorazowa. Czyli równie dobrze może przebiegać za każdym razem tak samo – drugi raz w nią nie zagracie.

Tak wygląda miejsce zbrodni

Zanim jednak rozdacie karty czeka was miniukładanka – z kilku początkowych kart i pudelka tworzycie makietę zamku. To właśnie tu rozegrała się tragedia. Czy to konieczne? – chyba nie, ale miłe dla oka i przebiegu gry. Przypominam sobie, że w trakcie rozgrywki zastanawiałyśmy się (grałam z córką) gdzie kto był w tym czasie i jak to się ma do historii. I pokazywałam paluchem: o tu, tutaj to było!

Inaczej też jak w Sherlocku – nie ma wymogu co do odrzucanych kart (choć sam mechanizm jest podobny – część kart zagrywamy na stół i wszyscy je widzą, a niektóre odrzucamy i zna taką kartę tylko osoba, która ją odrzuciła). Musimy jakieś karty odrzucić, ponieważ karty mają swoisty koszt zagrania – w lewym górnym rogu każdej karty widnieje liczba – aby ją zagrać na stół co najmniej tyle kart musi być już w puli odrzuconych. Jeśli dobrze pamiętam, liczba ta nigdy nie jest większa niż 9, więc aż tylu kart odrzucać nie będziecie, niemniej coś trzeba będzie – bez tego nie da rady. Nikt jednak nie będzie was karał za pomyłki (jak w Sherlocku, gdy zostawały na stole karty niezwiązane ze sprawą) – możecie równie dobrze odrzucić kartę, która potem się okaże przydatna – po prostu starajcie się zapamiętać co na niej jest.

Większość kart zagracie, ale aby to zrobić trzeba niektóre z nich odrzucić.

Na koniec gry bowiem staniecie przed pytaniami, na które trzeba będzie odpowiedzieć (podobnie jak w Sherlocku, czy Detektywie) – zaznaczycie je za pomocą dołączonych specjalnych klipsów. Od tego momentu możecie też śmiało rozmawiać o wszystkich kartach, również tych odrzuconych – choć nie wolno wam ich podglądać.

Reasumując – rozwiązujecie jedną, dużą zagadkę kryminalną. Będą wam w tym pomocne karty które zagraliście na stół (będzie to większość kart, nie oszukujmy się) oraz karty, które odrzuciliście, pod warunkiem, że pamiętacie ich treść (rozmawiacie o nich dopiero od momentu, gdy przeczytacie pierwsze pytanie). Na szczęście nie musicie kart tasować, przez co stopień trudności zagrywania kart (owa magiczna liczba w lewym górnym rogu) stopniowo rośnie i nie trafi wam się dziwny układ kart, z którym nie wiadomo co dalej zrobić. Wszystko jest przemyślane tak, by was prowadzić za rękę, ale też tak, by nie było zbyt prosto. I jest to bardzo fajne rozwiązanie.

Rozwiązujemy zagadkę

Nam się podobało. Przyznam, że łatwo nie było. Pierwsze skojarzenia były słuszne, ale potem zaczęłyśmy kombinować i przekombinowałyśmy. Ale i tak nam się podobało. Szkoda, że gra jest krótka i jednorazowa, niemniej taki już jej urok. Jest nawet krótsza niż lisie Escape Roomy. Oby zrobiło się ich więcej, wtedy będzie można się nimi wymieniać, bo na razie to jest to stan rozbudzania apetytu. Ja chętnie rozwiązałabym kolejną zagadkę.

 



Grę Kryminalne zagadki: Krwawe róże kupisz w sklepie

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (8/10):

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Wsiąść do pociągu: Pierwsza podróż – dziecko nielubianych rodziców okazuje się być fajne

Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet… a nie, o bilet jednak trzeba dbać. W końcu to nie festiwal piosenki, tylko recenzja gry, której celem jest zrealizowanie właśnie biletów kolejowych. Brzmi znajomo? No jasne, w końcu niewiele jest osób, które nie słyszały o słynnej serii Wsiąść do pociągu. Wersji tej gry jest sporo, nic więc dziwnego, że doczekała się także samodzielnej odsłony dla juniorów. Czy jest to trafiony pomysł i czy warto zaopatrzyć się w kolejne pudełko?