Home / Recenzje / Gry rodzinne / Z kwiatka na kwiatek

Z kwiatka na kwiatek Azul, Ishtar i Kingdomino w jednym

Z kwiatka na kwiatek (Cloomba)
Autorzy: Ekaterina Gorn, Igor Sklyuev
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 8+
Czas gry: ok. 30 min
Mechanika: Tile placement
Rok wydania PL: 2020 (pierwsze wydanie w Rosji oraz Wlk. Brytanii w 2018)
Wydawca PL: Nasza Księgarnia
Ranking BGG: 7.5/10
Złożoność w/g BGG: 2.20/5
Instrukcja PDF: do pobrania ze strony Wydawnictwa

Pierwsze moje skojarzenie: Odfrunęło z wiatrem wyd. Lucrum Games. I jakże błędne to skojarzenie! Poza motylkami i estetyką wykonania praktycznie gry te nie mają nic wspólnego. Co tu dużo mówić: gra jest śliczna. A mechanicznie?

Mechanicznie też jest bardzo dobra. I nic w tym dziwnego, skoro czerpie doświadczenia z innych bardzo dobrych gier. Już tłumaczę o co chodzi :). Jak tylko zagracie, a nawet jak tylko przeczytacie instrukcję skojarzenia nasuną się same:

  • wybór kafelków do naszego ogródka przywodzi na myśl Azul. I choć nie ma elementu brania wszystkich płytek w jednym kolorze, zrzucania reszty na środek etc., to jednak zabranie jednego kafelka + jednego motylka z wyłożonych na środku stołu straganów mocno mi się skojarzyło.
  • dokładanie kafelków do ogródka gracza bardzo przypomina Ishtar. Co prawda tam nie budowaliśmy każdy sobie, ale też mieliśmy w ogrodzie rabatki, które nie mogły posiadać na sobie więcej niż jednego ogrodnika. Tu zaś mamy rabatki, które mogą posiadać tylko jednego motylka. No chyba, że uda się połączyć ze sobą takie dwie rabatki (coś, czego nie wolno było zrobić w Ishtar) – przywodzi na myśl dobre zagranie w Carcassonne, kiedy łączyliśmy miasta albo co gorsza pola by wysiudać z nich przeciwnika. Tyle, że w Cloomba nikogo nie wysiudamy, lecz dostaniemy lepszą punktację na koniec
  • oważ końcowa punktacja wypisz wymaluj zaczerpnięta jest z Kingdomino – każda rabatka przyniesie tyle punktów zwycięstwa ile ma kafelków pomnożonych przez liczbę motyli na niej umieszczonych.

Do tego wszystkiego pęki kwiatów, które możemy zdobywać i dokładać do naszego ogródka (o! i to jest coś nowego, wcale innego od analogicznych płytek z Ishtar) a dzięki którym w sprytny sposób możemy nasze rabatki łączyć tak aby się przenikały, każdy bowiem pęk kwiatów należy do każdej nuty kolorystycznej jaka na nim występuje, wiec dołożenie jednego takiego kafelka w dobrym miejscu może spowodować, że połączą się aż trzy rabatki a kafelek… zapunktuje nam trzykrotnie (dla każdej rabatki osobno).

W wersji zaawansowanej zamiast ogólnie dostępnych pęków kwiatów (w wersji podstawowej zdobywamy je za dwa motyle tego samego koloru) mamy karty, które również zdobywamy za motyle tego samego koloru – ale liczba ich jest wskazana w lewym górnym rogu kart. Karty te przynoszą punkty na koniec gry. Uwaga! tych punktów można nabić sobie całkiem sporo. Gra z kartami można rzec wywraca rozgrywkę do góry nogami. Dobrze zaprojektowane rabatki i tak dadzą najwięcej punktów, ale karty zdobyć jest łatwo a dają dużo zarówno punktów jak i dość ciekawych efektów. Niestety coś za coś – trzeba zbierać motyle, a jak się zbiera motyle, to nie dokłada się ich do rabatek, na których mogłyby nieźle zapunktować – w tym miejscu znowu robimy małą dygresję w kierunku Ishtar, w której albo budowaliśmy drzewa (de facto karty) za zebrane kryształy, albo inwestowaliśmy je w ulepszenia.

Rozgrywka

OK. Trochę się rozpisałam o porównaniach. A o co w tej grze chodzi? Otóż w swojej turze gracz wybiera jeden kafelek (podwójny, jak domino, tyle, że złożony z hexów a nie kwadratów) z kwiatkami do posadzenia w swoim ogródku (każdy buduje swój i tylko swój ogródek z pozyskanych kafelków) oraz jednego motyla. Kafelek dokłada do ogródka – w dowolny sposób, byle tylko sąsiadował z innym kafelkiem – a motylka może posadzić na jednym z dwóch kwiatków dokładanej płytki o ile jest on tego samego koloru i o ile nie ma na tej rabatce już innego motylka (rabatki to łączące się ze sobą kafelki tego samego koloru). Gracz może też odłożyć pozyskanego motylka na swój kapelusz – w przyszłości będzie mógł za kilka motylków tego samego koloru kupić bądź to pęk kwiatów, bądź dostępną kartę. A na koniec gry wszystkie niewykorzystane motylki i tak przyniosą po jednym punkcie zwycięstwa.

O, i tu widać jak się rabatka żółta sprytnie przeniknęła z niebieską

Rodzinnie ale nie trywialnie

Gra idealnie wpisuje się w nurt gier familijnych. Nie ma złośliwej interakcji – jest tylko walka o zasoby. Nie tracimy punktów – tylko zyskujemy. Możemy zyskać mniej albo więcej, ale zawsze zyskujemy, co generalnie przekłada się na pozytywny odbiór gry. Z drugiej strony nie jest to gra trywialna – weź cokolwiek bo i tak zapunktujesz. Absolutnie nie. Wybory są czasem trudne – to wcale nie tak, że jak bierzesz zielone roślinki, to weźmiesz też zielonego motylka (o ile jest dostępny). Odkładanie motylków na później, zwłaszcza w grze zaawansowanej, też jest jedną z możliwych strategii, prowadzących do zdobywania kart, które dadzą nie tylko punkty na koniec, ale też jakiś ciekawy efekt. W jednej z pierwszych partii trafiła mi się karta (gdzie tam „trafiła” – rzuciłam się na nią jak pies na mięcho), która pozwalała od teraz zdobywać karty za pomocą motylków rożnego koloru. No wow! to było dobre! Ale i tak przegrałam, bo okazało się, że przeciwniczka poszła w dobrze zaplanowane rabatki. Dlatego zaznaczam, że karty to jednak nie wszystko – kluczem do wygranej jest umiejętne zagospodarowanie zasobów, tak by wycisnąć jak najwięcej zarówno z rabatek jak i kart.

Bardzo podoba mi się, że gra występuje w dwóch wariantach. Zdecydowanie wariant podstawowy jest łatwiejszy, a kombinowania też jest sporo. Tyle, że skupiamy się tylko i wyłącznie na budowaniu rabatek. W wariancie zaawansowanym jest za to ciekawiej no i jest więcej dróg do zwycięstwa.

Tu wersja z kartami. Pęków kwiatów nie ma ogólnodostępnych – chyba, że „wyjdą” z karty.

Reasumując

Jest to gra łącząca ze sobą w sprytny sposób szereg znanych wcześniej wynalazków mechanicznych. Nie jest ona wybitnie oryginalna, ale zaskakująco dobrze wszystko to ze sobą współgra i do tego jeszcze cieszy oko. Jest prosta, ale trzeba podejmować nietrywialne decyzje. Nie ciągnie się jak flaki z olejem – wręcz przeciwnie – jest krótka, treściwa i wymaga pomyślunku nie generując przy tym przestojów. Dla mnie jest dużym zaskoczeniem. Moim faworytem na ten miesiąc był Draftozaur (o którym usłyszycie już niebawem). Kwiatki z motylkami…. no cóż, naprawdę nie spodziewałam się, że zlepek różnych rozwiązań (tak to wyglądało na pierwszy rzut oka) będzie działać tak dobrze i da mi tyle frajdy. Bardzo polecam graczom rodzinnym. Bierzcie w ciemno.



Grę Z kwiatka na kwiatek kupisz w sklepie

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (10/10):

Dziękujemy firmie Nasza Księgarnia za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Moje miasto – jak budować niszcząc grę

Trudno jest pisać o grach legacy. Nie dość, że człowiek nie może za bardzo mówić o konkretach, to jeszcze wypadałoby sprawnie zobrazować swoje wrażenia płynące z rozgrywki. A to o czym chciałoby się powiedzieć często jest blokowane przez zakaz spoilerów. I tak się kluczy i brodzi między tymi tajemnicami. Moje miasto od wydawnictwa Galakta to kolejna pozycja od doktora Knizi, gdzie łączy legacy, tetrisa i rodzinną formę rozgrywki. Niezwykle ciężki miks. Czy to mogło się udać? Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap