Home / Katalog gier / Gry rodzinne / Wyspa kotów – sierciuchowy tetris okraszony draftem

Wyspa kotów – sierciuchowy tetris okraszony draftem

Wyspa kotów
Autor: Frank West
Liczba graczy: 1-4
Wiek: 8+
Czas gry: ok 90 min. (nam to zajmowało nawet do 2h)
Rok pierwszego wydania: 2019
Wydawca PL: Lucky Duck Games (2021)
Ranking BGG: 8.0 / 10
Mechanika: Draft, Set Collections, Tile placement (Tetris)
Instrukcja PL: do ściągnięcia z BGG albo ze strony Lucky Duck Games

Pudło

Waga gry jest znaczna i wcale nie myślę tu o ciężarze rozgrywki ;). Odbierając paczkę z paczkomatu pomyślałam: „ej, na pewno tam jest tylko ta jedna gra?”. Okazało się, że tak, chociaż z dodatkiem, przy czym główny ciężar jednak spoczywa na wielkim, podstawowym pudle. A to za sprawą drewnianych kotków, sporej liczby kart oraz grubego kartonu z którego zrobione są statki i tetrisowe kotki, które na tych statkach będą lądować.

Wykonanie

Bardzo mi się podoba. Ilustracje na kafelkach są zabawne (kotki się tak słodko przeciągają, układają i w ogóle jak na klasyczne sierściuchy – po prostu SĄ). Karty ozdobione są kocimi motywami. Plansze są grube i solidne, tak samo zresztą kafelki kotów. Zero zastrzeżeń i 100% zadowolenia.

Instrukcja

Jest przejrzysta. Jest małą (tzn. dużą, ale małoliczną w kartki jak na dziecko Gutenberga przystało – tylko 25 stron) książeczką, ale nie jest „nadźgana”, jest sporo ilustracji, przykładów no i przede wszystkim jest dobrze rozplanowana. Przyznam się, że na pierwszą rozgrywkę zapomniałam wziąć ze sobą instrukcji (czytałam ją przed wyjściem z domu i zamiast schować do pudełka zostawiłam na półce) … i mimo wszystko udało nam się zagrać. Zasady są intuicyjne a w trakcie rozgrywki nie ma potrzeby wiecznego sprawdzania i doprecyzowania reguł.

Rozgrywka

Jest o wiele dłuższa niżby się wydawało. Niby gramy tylko 5 dni (5 rund). Niby nie ma rozbuchanych tur w postaci niekończących się akcji wynikających z poprzednich akcji. Ot draft, zagranie kart, uratowanie kilku (wcale nie tak dużo, bo dla każdego zwierzaka musimy mieć koszyk, a tych bywa jak na lekarstwo) kotów. Ale mnóstwo jest kombinowania w układanie pozyskanych sierciuchów na statku, a przede wszystkim kombinowania które koty uratować (najpewniej te, które powiększą wasze rodziny) i w jakiej kolejności (co zostawić przeciwnikom, a czego nam oni nie będą łaskawi sprezentować).

Wyspa kotów ma zaskakująco proste i intuicyjne zasady w stosunku do tego co oferuje. To jest gra, w którą zagrasz po jednokrotnym przeczytaniu instrukcji i bez ponownego do niej zaglądania.

Telegraficzny skrót zasad

Przez pięć dni (pięć tur) będziecie ratować koty. A robi się to tak:

  1. Połów ryb – na początku tury każdy pobiera 20 rybek (bez względu na to ile mu zostało z poprzednich tur)
  2. Draft kart – każdy dostaje 7 kart. Draft jest nieco przyspieszony, zostawiamy sobie dwie karty, resztę przekazujemy w lewo (lub prawo – zależy od rundy) aż do ostatniej karty. Są to karty lekcji (niebieskie), ratowania kotów (zielone) oraz skarbów i oshaksów (żółte i brązowe). Są też karty fioletowe, które można użyć w dowolnym momencie (zazwyczaj wymienić coś na permanentny koszyk albo zdobyć kilka rybek). Za te karty, które chcecie sobie zostawić trzeba zapłacić rybami. A te, których nie opłaciliście odrzucacie na discard
  3. Zagrywamy karty lekcji – wspólne do wspólnej przestrzeni i odkryte, prywatne zaś zakryte przed sobą. Lekcje to nic innego jak karty celu. Na koniec gry sprawdzicie, które cele udało się zrealizować. Te wspólne oczywiście dostępne są dla wszystkich graczy, a prywatne tylko dla właściciela. Gwoli ciekawości – wspólne cele bardzo często wymagają określenia koloru kotka (np. punktujemy wszystkie kotki w wybranym kolorze sąsiadujące z brzegiem łodzi) – więc nie jest tak, że nie warto ich kupować i wykładać.
  4. Ratowanie kotów – najpierw zarywamy karty zielone w sposób niejawny tzn. wybieramy karty i odkładamy je przed sobą zakryte. Na zielnych kartach są buty i koszyki. Koszyki będą wam służyły do ratowania kotów, a buty do określenia inicjatywy (dlatego zagrywacie je niejawnie). Kto ma najwyższą wartość w butach będzie pierwszy i tak dalej w kolejności. I w tej właśnie kolejności wybieracie koty do ratowania. Po prawej albo po lewej stronie wyspy (różnią się one ceną). Trzeba bowiem zapłacić jeszcze (albo bardziej klimatycznie: skusić koty) rybami. Uratowane kotki układacie na swoich statkach. Staracie się zapełnić pomieszczenia (aby nie mieć punktów ujemnych), przykryć szczury (również ze względu na minusy) oraz tworzyć jak największe rodziny kotów (rodzina to koty w tym samym kolorze stykające się ze sobą bokami). To jest właśnie clue tej gry. Jakie kotki uratować i jak je umieścić na pokładzie
  5. Zagrywamy karty skarbów i oshaksów (oshaks to joker – kot, którego kolor ty sam wybierasz w momencie dokładania do pokładu). Skarby pozwalają wypełnić brakujące miejsce (np. w przykryciu szczurów albo wypełnieniu całej kabiny) a te unikalne skarby dodatkowo dadzą punkty zwycięstwa.

Zwycięzcą zostaje gracz, który na koniec piątek rundy ma najwięcej punktów. Usłużnie podpowiem, że najwięcej punktów dają rodziny kotów oraz lekcje.

Wszystkie łapy na pokład

To dodatek, który umożliwia grę w 5 lub 6 graczy. Czy musisz go mieć? Zależy od ekipy. Dostajemy też dodatkowe zestawy lekcji, ale w zasadzie to wszystko. Nie wnosi do gry nic nowego. Niemniej – jak wspomniałam – jeśli masz ekipę, to warto. W 5/6 osób gra się dobrze, rozgrywka nie wydłuża się znacząco (sporo akcji robimy symultanicznie) – no chyba, że traficie na zamulacza, ale to bez znaczenia, równie dobrze może się trafić w rozgrywce 3-osobowej. Koty pojawiają się na wyspie w ilości proporcjonalnej do liczby graczy – aczkolwiek ciekawszą opcją jest 10 kotów na 5 graczy niż 4 koty na dwóch. Niby wypada po dwa koty na lepka, ale jednak przy 10 czy 12 (na 6 graczy) kotków wybór jest o wiele ciekawszy niż przy czterech. I mówię tu o jednej tylko stronie wyspy (tak naprawdę podane wartości trzeba przemnożyć przez dwa, bo koty pojawiają się po obu jej stronach).

Garść przemyśleń i wniosków

To co mi się podoba w Wyspie kotów to bardzo intuicyjne zasady. Przeczytawszy je raz – pamiętam przed wiele dni, jestem w stanie od ręki wytłumaczyć. Nie muszę zaglądać do instrukcji aby doprecyzować zasady. Nauczywszy się grać – siadam i gram. Nie zapominam.

To co mi się podoba w Wyspie kotów to bardzo dobrze działająca mechanika. Do tetrisa nie trzeba nikogo przekonywać, prawda? a oto tu coś więcej niż tetris ;) Zdecydowanie Wyspa kotów nie jest grą schematyczną. Decyzję podejmujemy już na etapie ratowania kota (którego i za ile), a potem trzeba go jeszcze upchnąć na pokładzie. Rozbudować rodzinę, czy skupić się na realizacji celów? A czasem potrafią się one wykluczać.

Ale najlepsze jest to, że łódź wydaje się duża, ale pod koniec gry bywa tak, że chciałoby się uratować jakiegoś kotka, ale … nijak nie uda się go wcisnąć na pokład. Także ten tego, rozważnie planujcie już od samego początku. I weźcie pod uwagę to, że oshaksy mają zarąbiste udziwnione kształty, a przecież to tetris…. więc choć kusi joker, to łatwo nie będzie :)

Kolejne pytanie – które karty zatrzymać? Każda (prawie każda) kosztuje nas jakieś ryby. A przecież rybami trzeba będzie opłacić też uratowane kotki. Bardzo ważny punkt programu – dobrze wyważyć opłacanie kart i pozostawienie ryb w celu ratowania kociaków.

To co mi się nie podoba, to losowość w doborze kotków co rundę. Może być tak, że planuję (ze względu na cel) dokładnie 5 kotów pomarańczowych. I jak na złość w ostatniej turze żadne nie wyjdą.

Downtime bywa spory jeśli trafimy na gracza, który próbuje za wszelką cenę zoptymalizować ruch. Abo gorzej, nie potrafi podjąć decyzji i w nieskończoność analizuje te same ruchy. Bywa. Bądźcie na to gotowi. Ale nie musi się tak stać. Są gracze, którzy nie mulą przy kotach.

Target

Grono odbiorców jest dość szerokie,, w podstawowej bowiem wersji jest sporo móżdżenia i nietrywialnych wyborów, przy jednoczesnej prostocie zasad – powinna wiec zadowolić zarówno geeka jak i średnio zaawansowanego gracza. Dla samotników gra oferuje dodatkowo tryb solo. A także tryb familijny dla zupełnych nowicjuszy bądź młodszych graczy, w którym nie płacimy rybami za ratowanie kotów ani nie draftujemy/zagrywamy kart. Nie mamy też wspólnych lekcji ani nie punktujemy za rzadkie skarby, co istotnie upraszcza grę i czyni ją pozycją typowo rodzinną.

Ainoshima – wyspa kotów

Ainoshima to japońska wyspa, na której jest więcej kotów niż ludzi. To taki bonus do recenzji. Miłego oglądania :)



Grę Wyspa kotów kupisz w sklepie

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (5/10):

Oprawa wizualna (8/10):

Dziękujemy firmie Lucky Duck Games za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Czerwona katedra – mała radość dla eurograczy

Gra Czerwona Katedra była hitem zeszłorocznego Essen. Mimo to jej polska premiera przebiegała raczej bez echa, bo poza Gambitem i Board Games TV, żaden z plaszówkowych serwisów które śledzę nie opublikował jej recenzji. Przyznam, że trochę to dziwne. Ja w każdym razie na ten tytuł czekałem bardzo mocno i spokojnie mogę powiedzieć, że się na nim nie zawiodłem.

Share via
Copy link
Powered by Social Snap