Home / Wiadomości / Aktualności / Moje boje z Greyhawk Wars, czyli Zrób to sam (część 3)

Moje boje z Greyhawk Wars, czyli Zrób to sam (część 3)

Autor: Andrzej Wolski (Mc_Gort)

Ten tekst skierowany jest raczej do początkujących majsterkowiczów. Przedstawiam w nim kilka uwag na temat wykonywania gier planszowych we własnym zakresie na przykładzie własnej pracy przy dość sporej grze planszowej jaką jest Greyhawk Wars.

Gra

Grę ściągnąłem z osiołka. Jako zapalony RPGowiec i podróżnik po Greyhawku zainteresowałem się nią od razu. Na temat samej gry jeszcze niewiele wiem choć opinie w internecie na jej temat są raczej umiarkowane. Może jak zagram parę razy to napiszę jakąś recenzję. Nie polecam jej do wykonywania dla początkujących ponieważ jest to dość duży projekt. Plansza jest troszkę większa niż A1, 400 żetonów, około 100 kart. Ale dla mnie był to wspaniały poligon dla przećwiczenia kilku technik wykonania elementów gier planszowych które na pewno są wspólne dla wszystkich planszówek. Na pewno podzielenie się tymi technikami z innymi majsterkowiczami pomoże im uniknąć przynajmniej kilku błędów.

Warsztat

Gdy już podjąłem decyzję że będę robił tę grę postanowiłem zgromadzić odpowiednie materiały. Planszę zdecydowałem się wykonać na dwumilimetrowym kartonie. Żetony na 1.5 mm, a karty postanowiłem podkleić na brystolu. Jako odpowiednie miejsce do zaopatrzenia się w materiał polecam sklepy zajmujące się reklamą graficzną (wycinanie napisów, wykonawstwo banerów). We Wrocławiu znalazłem taki doskonale zaopatrzony sklep przy ulicy Odrzańskiej. Jeśli wiecie o takich sklepach w waszych miejscowościach podzielcie się tą informacją z innymi. Ceny są naprawdę umiarkowane a wybór fantastyczny. Do wykonania gry zakupiłem:

Karton 2 mm 2 x A1,
Karton 1.5 mm 1 x A1,
Folia samoprzylepna bezbarwna matowa 2 m (cięte z rolki 0,5m),
Folie kolorowe matowe na rewersy kart w czterech kolorach.
Do tego zakupiłem jeszcze komplet ostrzy wymiennych do noża tapicerskiego. Tutaj daję wam jedną radę. Na ten wydatek nie żałujcie pieniędzy. Zapomnijcie o topexach, czy nawet stanleyach. Ja wybrałem hartowane nożyki Olfy dostępne zresztą na miejscu w sklepie gdzie kupowałem inne materiały. Powiem tylko rewelacja. W późniejszym etapie wykonania gry wielokrotnie błogosławiłem swoją decyzje Jeśli chodzi o nóż za najlepszy uważam stalowy Stanley. Według mnie tylko on dostatecznie dobrze klinuje ostrze.

W hurtowni z materiałami biurowymi zakupiłem 100 arkuszy papieru samoprzylepnego. Nie kupowałem najlepszego wybrałem taki mniej więcej ze środkowej półki. Firmy Emerson za 45 zł. Żadna rewelacja ale wystarczająco dobry.

Krok pierwszy

Najpierw wydrukowałem wszystkie elementy gry potrzebne do jej wykonania. Trochę tego było. Aby zaoszczędzić na tuszu postanowiłem nie drukować rewersów kart tylko wykorzystać na nie zakupioną folię kolorową. Prostsze i tańsze rozwiązania biorąc pod uwagę koszt tuszu i późniejsze trudności przy sklejaniu awersów i rewersów kart. Przy drukowaniu należy pamiętać aby w opcjach wydruku zaznaczyć drukowanie w rozmiarze 100%. Nigdy nie stosujcie opcji dopasowania wydruku do strony bo istnieje możliwość że będziecie mieli wydruki w różnych skalach i w efekcie niektóre elementy mogą do siebie nie pasować. Szczególnie plansza. Jeśli obraz nie mieści się wam w granicach wydruku zastosujcie odpowiednią skalę ale pamiętajcie aby była ona taka sama dla wszystkich elementów gry. Po zakończeniu zająłem się wycinaniem wszystkich stron z nadmiaru papieru. Wszystkie docinałem na gotowo do rozmiarów jaki potrzebowałem aby naklejać elementy na karton. Tutaj pierwszy raz ujawniła się słuszność decyzji o zakupie dobrych ostrzy. Ani jedna krawędź nie była postrzępiona. Wyciąłem około 40 stron i tylko raz musiałem łamać ostrze.

Plansza

Potem przystąpiłem do wykonania planszy. Zanim jednak zacznę tą chyba najważniejszą część tekstu kilka uwag na początek. Każdy majsterkowicz musi sobie zdać sprawę z jednego. Żadna plansza nie będzie pasować idealnie ani nie zostanie idealnie wydrukowana. Szczególnie nie ma na co liczyć jeśli pracujemy ze skanami. Z tych czy innych powodów elementy planszy zawsze nie będą do siebie pasować idealnie. Nie należy się tym wcale zrażać. W ogólnym rozrachunku i tak nie będzie to mocno widoczne, a w ferworze walki wręcz niezauważalne.

Zanim przystąpiłem do wykonania planszy zrobiłem to co każdy powinien zrobić modelarz. Pomyślałem Jeśli nie dysponujemy żadnym opisem wykonania gry to warto zajrzeć do instrukcji. W instrukcji Greyhawk Wars jest napisane że plansza składa się z dwóch elementów wschodniego i zachodniego.

Jako że nie mogłem wykonać planszy w jednym kawałku ze względy na jej epickie rozmiary. Postanowiłem wykonać planszę w dwóch elementach takich jak podaje instrukcja gry. Wam też radzę wykorzystywać takie naturalne podziały chyba że możecie wykonać planszę w całości wtedy zawsze polecam wykonanie jej w jednym kawałku i ewentualne późniejsze pocięcie na mniejsze kawałki. Zanim zacząłem cokolwiek kleić najpierw ułożyłem kawałki planszy na sucho i zacząłem je dopasowywać. Nie jeden trzeba było przyciąć i tak jak pisałem we wstępie niestety nie dało się ich dopasować idealnie. Ale przy odrobinie wysiłku udało mi się wypracować odpowiednie kompromisy. Dopiero gdy miałem już spasowane wszystkie elementy planszy zacząłem je kleić. Pamiętajcie dopasowanie to trudny i monotonny element pracy ale absolutnie niezbędny. Cały efekty końcowy zależy od tego etapu. Samo klejenie nie wymaga nawet wiele precyzji tylko cierpliwości.

W klejeniu planszy ważne jest aby zaplanować kolejność klejenia elementów. Czasem na etapie dopasowania okazuje się że trzeba zastosować jakąś kolejność klejenia elementów. Przy klejeniu zastosowałem następującą technikę. Układałem jeden element planszy w miejscu gdzie miał się znajdować. Jeden z końców elementu mocno przyciskałem ręką. Wolny koniec odginałem i zdejmowałem z niego papier osłaniający klej. Dbając o to aby klejony element nie przesunął mi się przyklejałem element planszy z odsłonionym klejem. Teraz już element nie mógł mi się przesunąć. Odklejałem resztę papieru zabezpieczającego klej i kleiłem resztę. Odrobina cierpliwości i precyzji o mam element planszy przyklejony idealnie w tym miejscu gdzie chcę. Z następnymi częściami postępowałem tak samo. Było tylko troszkę łatwiej bo odpowiednio spasowane elementy łatwo jest spasować do swoich krawędzi. Z ogólnego efektu byłem bardzo zadowolony. Ani jednej pomyłki co przy planszy składającej się z 16 elementów daje sporą satysfakcję.

Teraz zabrałem się za oklejanie planszy folią. Wybrałem folię matową co i wam polecam ponieważ matowa folia nie daje niemiłych refleksów świetlnych i bardzo umila późniejszą rozgrywkę. Tutaj polecam jedno. Oklejajcie jak najmniejsze elementy planszy. Jeśli plansza jest duża i będziecie ją składać z kilku elementów to najpierw potnijcie ją na gotowe elementy a dopiero później oklejajcie folią. Dlaczego? Zaraz się dowiecie. Ja oklejałem elementy wielkości mniej więcej A2. Trudno się do tego zabrać a moja technika oklejania nie okazała się wystarczająco dobra. Jeśli ktoś z czytających te wypociny zna pewniejszą technikę to proszę się nią podzielić. Ja oklejałem planszę leżącą na stole. Najpierw odsłaniałem krawędź folii i po przyłożeniu jej do planszy odsłaniałem resztę folii przyklejając ją w miarę usuwania papieru zabezpieczającego. Przy takim klejeniu najważniejszy jest pierwszy moment klejenia folii do planszy. Należy dołożyć wszelkich starań aby w tym momencie nie naciągać folii. Naciągnięcie jej sprawi że w czasie późniejszego klejenia powstaną garby których nie będzie można zlikwidować. Na szczęście można je choć trochę zamaskować. Dlatego też nie zacząłem klnąć gdy mi się takie porobiły. Spokojnie oklejałem dalej nie zwracając uwagi na garby. Później maksymalnie je zmniejszałem ale pilnowałem aby pozostało w nich odrobinę wolnej przestrzeni. Tak w sam raz na ostrze noża, którym rozcinałem garba. Po delikatnym rozcięciu sklejałem folię i mocno dociskałem. W efekcie garb jest niewidoczny a w jego miejscu powstaje mało widoczny ślad po rozcięciu. Efekt jest zadowalający (przynajmniej mnie). Po wykonaniu planszy może się okazać że trzeba jeszcze dokonać korekty i dociąć nieznacznie jej elementy. Może się to zdarzyć przy wyjątkowo dużych planszach (takich jak ta w Greychawk Wars).

Żetony

Następnym elementem były żetony. Należy je starannie wyciąć i dopasować awersy z rewersami. W tym wypadku nie było problemów ze spasowaniem żetonów ale w innej grze którą wykonywałem miałem spore kłopoty bo niepoprawnie były wykonane wzory żetonów. Żetony podkleiłem na kartonie 1.5 mm co wystarcza w zupełności szczególnie przy małych rozmiarach.

Stosowałem te same techniki klejenia co przy klejeniu planszy. Sprawdziły się niezawodnie. Przy oklejaniu folią nie pojawiły się problemy z garbami. Mały rozmiar plansz z żetonami pozwolił na zachowanie dużej precyzji przy oklejaniu folią. Wycięcie ponad 400 żetonów może przyprawić o chorobę psychiczną. Gdyby nie zakup dobrych ostrzy pewnie wylądował bym w odpowiednim zakładzie na obserwacji . Jeśli coś mogę zasugerować przy wycinaniu to to co zawsze: dokładność i cierpliwość.

Karty

Na koniec zostawiłem sobie wykonanie kart do gry. Po dokładnym docięciu wydrukowanych kart postanowiłem nakleić je po prostu na brystol. Według mnie karty zyskały wystarczającą sztywność, szczególnie po podklejeniu ich obustronnie folią. Zastosowałem standardowo matową folię bezbarwną i jednobarwną kolorową na rewersy. Trochę kłopotów nastręcza wycięcie kart w sposób aby miały jednakowy wymiar. Miałem z tym trochę kłopotów bo skany z których wykonywałem wydruki nie były najlepszej jakości. Jednak prosty przyrząd z deseczki listewki i dwóch gwoździków pozwolił mi szybko dociąć w miarę jednakowo karty. Do umocowanej listewki przykładałem kartę a wbite w deseczkę gwoździki stanowiły doskonały opór dla linijki. Ostateczny rezultat był zadowalający.

Na zakończenie
Muszę przyznać że wykonanie gry sprawiło mi dużo frajdy. Efekt rękodzieła pomimo kilku niedoróbek jest więcej niż dobry. W ostatecznym rozrachunku tych kilka błędów przy oklejaniu planszy jest właściwie niewidoczna. Mam nadzieję że opisane tutaj techniki pozwolą uniknąć innym początkującym kilku błędów. Oczywiście liczę też na odzew innych majsterkowiczów aby podzielili się swoimi technikami wykonania i wyrazili opinie na temat tutaj przedstawionych.

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w serwisie Gry-Planszowe.pl.

6 komentarzy

  1. Michał Broniek

    Krótka uwaga nt oklejania folią.
    Kiedyś pracowałem w firmie reklamowej zajmującej się m.in wyklejaniem wielkoformatowych reklam / napisów.
    Też nie dało się uniknąć bąbli, ale graby zdarzały sie rzadko (ale to może też zależeć od typu używanych tam folii.
    W każdym razie zdecydowanie lepiej jest, gdy nie odrywamy papieru od folii po czym przykładamy cały do planszy, lecz „krok po kroczku” przyklejamy dociskając małymi kawałkami. najlepiej jest to robić od środka na zewnątrz, wtedy wszystkie „nierówności są wypychane poza zewbnętrzne krawędzie. Papier stanowi też wtedy podkład, który nie pozwala folii się naciągnąć.
    Myślę (nie próbowałem), że w warunkach domowych efekty mogą być niemal idealne. Skoro na foliach 2×2 metry, po nabraniu pewnej praktyki, grzybków i garbków było b. niewiele (i to zazwyczaj wtedy, gdy pośpiech powodował błędy – cóż, płacili nam za efekty ;-)) ), to na mniejszych planszach (choć A2 tez nie malizna) i przy braku „bicza szefa” powinno być lepiej.

  2. Marek Pańczyk
    Marek Pańczyk

    Mała uwaga. Proponuję zlikwidować tą część III w tytule artykułu. Stali uczestnicy forum skojarzą to z odpowiednimi topicami, ale wszyscy inni będzie szukać dwóch poprzednich części w artykułach. Jest to po prostu mylące.

  3. Artur Jedliński

    Pancho – ale przecież poprzednie odslony „Zrób to sam” są dostępne jako artykuły:
    Publicystyka – Inne

  4. Marek Pańczyk
    Marek Pańczyk

    Ups, jasne. Przepraszam. Zabieram się za czytanie poprzednich :)

  5. Wojciech Chełminiak

    Pod jakim adresem gra jest dostępna w sieci?

  6. Andrzej Wolski

    Przeczytaj pierwsze zdanie artykułu :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*