Wreckage

Autor: Piotr Kątnik (Mrok)

„Kiedyś grało się w kapsle – dzisiaj gra się we Wreckage!” Te słowa najlepiej oddają emocje jakie wywołuje gra (copyright by Mew Maniaque). Po kilku rozgrywkach postanowiliśmy założyć ligę :) Gra wciąga straszliwie i ma w sobie wszystko co potrzeba prawdziwym facetom – samochody, prędkość i masę „środków przymusu bezpośredniego” :) typowych dla świata postapokaliptycznego. Kto grał w „Fallouta” albo oglądał „Mad Maxa” będzie czuł się jak w domu :)

Gra robi doskonałe pierwsze wrażenie. Pudełko, choć niewielkie, jest bardzo przekonujace. Grafika jest po prostu znakomita, w każdym szczególe przypomina w jakim świecie się znajdujemy (przestrzelone znaki drogowe, naloty z rdzy, pogięte blachy, czaszki – miodek :).

Po otwarciu gra zaskakuje kolejny raz – w środku jest wszystkiego pełno po brzegi! Po wyjęciu wszystkich żetonów z wyprasek ciężko jest wszystko „wsypać” z powrotem :) Żetony są doskonałej jakości – grube, solidne z grafiką trzymającą poziom całej gry. Pierwsze co wpada w oko to nietypowe elementy jak prędkościomierze, specjalna linijka i oczywiście – pojazdy :)

Wehikuły drukowane są dwustronnie, na czterech sporych kartonikach (bardzo grube i solidne – nie ma mowy o przypadkowym pogięciu). Różnią się przeważającym kolorem (na jednym żetonie 2 „bardziej zielone”, na drugim 2 „bardziej czerwone”, na trzecim 2 „bardziej niebieskie” i 2 „bardziej żółte”). Kolory są ważne,  o czym później.

Pomysł gry jest w gruncie rzeczy bardzo prosty, jednak wykonanie i zasady zaskakują – widać, że chłopaki w Fantasy Flight znają się na rzeczy i umieją robić gry :) Do dyspozycji mamy 8 samochodów (lepiej można by powiedzieć „pojazdów”), z czego 4 na raz biorą udział w rozgrywce. Najlepiej, aby wszystkie miejsca były obsadzone – gra już w 3 graczy traci na „krwiożerczości”.

Warto zauważyć, że w grze nia ma i nie potrzeba używać kostki! Mimo iż jest to ZDECYDOWANIE gra akcji, pozostaje grą decyzyjną i jedynym czynnikiem losowym jest zachowanie przeciwnika (a konkretnie brak możliwości sprawdzenia, co tam knuje :>). Ten aspekt gry zupełnie wywrócił do góry nogami nasze wcześniejsze wyobrażenia o niej :)

Kilka słów o instrukcji zanim przejdę do opisu rozgrywki. Instrukcja jest czarnobiała, w formacie pudełka. Oszczędna w formie i baaardzo zagęszczona – niewielkie obrazki zajmują góra 15-20% powierzchni, reszta to gęsty, drobny tekst. Zdziwiło nas przy tym to, że ma 31 stron! Na szczęście okazało się, że napisana jest w kilku językach, a wersja angielska (najbardziej dla nas zrozumiała) zajmuje zaledwie 5. Do tego napisana jest bardzo „po kolei” (udało nam się od razu przeprowadzić rozgrywkę czytając instrukcję na bierząco od początku do końca). Do tego ostatnie dwie strony to wyjaśnienia ikonografik i opisowy przykład gry od początku do końca.

Gra składa się z następujących etapów:

Wybierz swój pojazd
Wyposaż swój pojazd
Ustaw arenę
GRAJ! :)
Wybór samochodu determinuje taktykę gry. Przy każdym samochodzie znajdują się trzy statystyki określające przyspieszenie (skala 0-4), manewrowość (skala 0-3) oraz wytrzymałość (skala 3-10). Każdy z „kolorów” (par samochodów na jednym dwustronnym żetonie) kładzie nacisk na inne cechy. Zielony – pojazdy szybkie, manewrowe i mało wytrzymałe. Żółty – dokładna odwrotność, powolne, mało manewrowe czołgi. Niebieski – bardzo mocne, ze słabym przyspieszeniem i manewrowością. Czerwony – dość szybkie, średnio manewrowe, całkiem wytrzymałe (najbardziej zbalansowane).

To co naprawdę stanowi o odmienności stylu gry to karty sterujące. Każdy z graczy dostaje 7 kart odpowiedniego koloru, na których nadrukowane ma wszystkie dostępne manewry (takie jak przyspieszenie czy zakręt). W każdej z tych talii dwie karty są unikatowe – właściwe tylko dla danego koloru. Na przykład zielone mają kartę „zwrot o 180 stopni” co pozwala im zmienić nagle kierunek jazdy na przeciwny! Z drugiej strony ciekawostką talii żółtej jest karta „Crush” – pozwala dosłownie przejechać się po wehikule przeciwnika :)

Najwięcej frajdy w początkowym etapie gry daje punkt drugi – wyposażanie swojego samochodu :) Każdy z graczy może zamontować na swoim samochodzie 3 „upgrady”, w tym bronie. Warto zainstalować przynajmniej jedną broń, mając same dopalacze i pancerze ciężko uszkodzić przeciwnika :) Niektóre karty wyposażenia powtarzają się, niektóre są unikatowe. Gracze losują, który zaczyna wyposażać swój samochód. Gracz wybiera jedną kartę z talii i podaje pozostałe następnemu. Robimy tak 3 okrążenia, aż każdy będzie miał 3 karty wyposażenia. Pozostałe dwie są odkładane. Jest to technika bardzo sprawiedliwa i pozwala zaingerować w taktykę przeciwnika. Jeśli widzisz, że założył kolce na maskę (wybitnie do taranowania), to niemiłe będzie „ukraść” mu dopalacz :)

Ustawienie areny to czysta formalność. Gra nie ma planszy w dosłownym tego sensie – gra się na stole (najlepiej gładkim, bez obrusa) albo na podłodze (jak ktoś lubi sobie pojeździćbez ograniczeń :) ) i w odpowiednich miejscach ustawia kanistry z benzyną oraz przeszkody.

Celem gry jest zebranie 3 z 5 kanistrów z benzyną ALBO pozostanie jedynym na arenie :) Nie muszę chyba przekonywać, że zbieraniem kanistrów mało kto zawraca sobie głowę ;)

Sama rozgrywka jest bardzo ciekawa. Na początku gracze ustalają inicjatywę i wybierają karty rozkazów z talii sterującej. Muszą trzymać się tego co zaplanowali na dwie rundy na przód. Często wynikają z tego cudowne „pomyłki” – rozkaz przyspieszenia w chwili gdy celujemy w palące się opony po tym, jak nas obróciło po strzale z harpunów przeciwnika, czy inne „sprzyjające” sytuacje.

Gra jest szybka. Najwięcej dzieje się w 3-4 pierwsze tury, potem najczęściej zostaje jeden lub dwóch graczy. Wygląda to tak, że samochody wjeżdżają na arenę, jest jeden wielki huk, ktoś się pali, ktoś z wyciem wjeżdża w drugiego, ktoś przelatuje nad kimś, w tym wszystkim przelatuje kilka rakiet, tło robią miotacze ognia a miny skaczą wesoło, po czym nagle jest cisza :) I z dymu pomału wytacza się pogięty zwycięzca :)

Czy wspomniałem, że zwycięzca wygrywa zapas paliwa na rok i wody na miesiąc? :) Niestety, „Orlen” nie chciał honorować wygranej ;)

Czy jest jakiś powód by nie grać w Wreckage? Nie widzę takiego :) Tak jak wspomniałem, po kilku rozgrywkach postanowiliśmy uruchomić ligę :) Gra idealnie nadaje się do przeprowadzenia 2 – 3 serii walk w ciągu godziny – dwóch. Wraz z przygotowaniami jedna gra zajmuje około pół godziny. Idealnie nadaje się do klubów, gdzie spotyka się więcej potencjalnych przeciwników.

Do wad gry zaliczyłbym właśnie ilość graczy – najlepiej mieć komplet. W 3 już jest nudnawo. W dwóch nie ma sensu grać w ogóle. Najlepiej, żeby było więcej niż 4 – wtedy można zagrać 2 czy 3 gry za każdym razem mierząc się z kimś innym. Granie pod rząd z tym samym zestawem graczy więcej niż 2 razy trochę się nudzi. Chyba że uda się wymusić zmianę „ulubionych” pojazdów :)
Na szczęście już po godzinie budzi się „… a jak by tak tym razem z rakiety na pickupie :]?” i nie daje spokoju aż do następnej rozgrywki :)

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w serwisie Gry-Planszowe.pl.

4 komentarze

  1. Avatar

    Teraz są wakacje, jeśli tylk w szkole odbywają się jakieś zajęcia wakacyjne mozna smiało promowac w ten sposób planszówki :)

  2. Avatar
    Artur Jedliński

    Jeszcze nie grałem, ale z tego co czytałem – zamiast żetonów świetnie sprawdzają się samochodziki z Matchboxa! Można je sobie pomalować na jakiś chory kolor i do boju!

  3. Avatar
    Paweł Furman

    Na boardgamegeek’u są stosowne zdjęcia z takich gier :)

  4. Avatar
    Artur Jedliński

    W końcu grałem – fajna, bardzo klimatyczna gra. Bardzo podoba mi się to, że mozna ją sobie dowolnie rozbudowywać – np. na planszy – arenie ustawić dodatkowe pułapki, etc. Najlepsza na 4 graczy i koniecznie na stole (nie na dywanie, żeby samochody sie nie przesuwały przy mierzeniu odległości). Minusem jest to, że gdy na arenie zostaje tylko 2 graczy – gra może być trochę nudna (mogą się ganiać do upadłego).

    Świetny pomysł to wybieranie dwóch kart i przez to planowanie „do przodu”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*