Home / Katalog gier / Gry rodzinne / Les Cabanes de M’sieur Robinson – Chatki Pana Robinsona

Les Cabanes de M’sieur Robinson – Chatki Pana Robinsona

Kto by pomyślał, że z Robinsona taki leń. Niektórzy twierdzą nawet, że na bezludnej wyspie znalazł się nie z powodu rozbicia statku, tylko dzięki współtowarzyszom podróży. Mieli dość tego wałkonia, który zamiast pracować, wolał spać schowany w zakamarkach okrętu.
Po wylądowaniu na bezludnej wyspie, jego charakter nie zmienił się. Woli opalać się w promieniach słońca, niż wziąć się za podstawowe zadanie rozbitka – budowę chatki. Na szczęście, grupa wesołych małpek postanowiła mu pomóc w tym, zbyt ciężkim dla Robinsona, zadaniu.
Les Cabanes de M’sieur Robinson czyli Chatki Pana Robinsona to gra wydana w 2006 roku przez Asmodee Editions. Jej autorem jest Dominique Ehrhard, który na naszym rynku może być znany z takich tytułów jak MacGregor czy też Serenissima.

Pierwsze wrażenie

Pudełko z grą prezentuje się wyśmienicie. Kolorowe, świetnie zilustrowane, lakierowane. Wielkością przypomina Wilki i Owce, zresztą nie tylko rozmiarem. W środku czekają na nas 83 kafelki (podobne jak w Wilkach), 3 podłużne plansze – fundamenty chatki, 12 pionków (po 3 dla gracza), 25 żetonów z orzechem kokosowym i tyleż z bananami.

Do gry dołączona jest oczywiście instrukcja, kolorowa, wydana na świetnym papierze, w sposób jasny przedstawiająca zasady gry. W tym miejscu mógłbym przejść do kolejnego etapu recenzji, ale muszę pomęczyć Was, drodzy czytelnicy dodatkowym opisem wydania. Podobnie jak w Wilkach i Owcach elementy gry są przepięknie zilustrowane. Asmodee dysponuje świetnymi grafikami. Tym razem za stronę wizualną odpowiadają Frantz Rey wraz z autorem gry. W trakcie zabawy gracze uczestniczą w budowie trzech chatek dla Robinsona. Składają się one z szeregu elementów, które przedstawione są na kafelkach.

Na wielu z nich znajdują się dodatkowo przedmioty, które ułatwią naszemu bohaterowi pobyt na wyspie, np. wanna, telewizor z akwarium w środku, hamak grill, oraz wszędobylskie małpki. Ilustracje są przepiękne, humorystyczne, świetnie oddają klimat radosnej budowy chatek.

Drugie wrażenie

Jak napisałem wcześniej, gra polega na budowaniu chatek. Pod koniec gry sprawdzamy, która z nich jest największa, ma najwięcej przedmiotów, najwyższą flagę… te wszystkie elementy są odpowiednio punktowane. Dodatkowo, chatki otrzymują punkty za pary małpek w tym samym kolorze, oraz ujemne, za samotne małpki. Można również otrzymać bonus za ukończony domek.

Punkty za chatki przydzielane są graczom, ten który ma przewagę w danym domku ma ich najwięcej, kolejni odpowiednio mniej. Chatki budowane są na fundamentach domków, z kafelek które rozdzielone są na pięć stosów. Widoczny jest tylko ostatni żeton na stosie. Gracze w swojej turze mogą wykonać jedną z trzech akcji: dobrać kafelek z elementem budowy z jednego ze stosów i położyć go przed sobą, dobrać kafelek i położyć na budowę, pobrać kafelek leżący przed sobą i dołożyć do budowli. Wraz z postawionym na budowie, otrzymują odpowiednią ilość punktów, które przedstawiane są na odpowiednim torze punktów. Tory są trzy, każdy dla danej chatki, umieszczone na fundamentach domków. To właśnie od pozycji na torze, zależy ile punktów gracz otrzyma pod koniec gry za daną chatkę.

W grze występują oprócz zwykłych kafelków budowy, specjalne z rysunkiem armaty. Pozwalają one zniszczyć (uwarunkowane jest to odpowiednimi zasadami) część wybranej chatki. Oczywiście najlepiej takiej, w której przewagę ma jeden z współgrających.
Zasady rozgrywki są jasne i proste, samo punktowanie jest mniej intuicyjne. Szereg elementów wpływających na liczbę punktów jakie otrzymują gracze za daną budowle na początku przytłacza.

Trzecie wrażenie

Sama rozgrywka jest dziwna. Z jednej strony proste zasady, rozwiązanie graficzne przywodzące na myśl gry dla dzieci, z drugiej punktowanie, które zmusza gracza do przeliczania opłacalności danego kafelka. Wiąże się to z interakcją. Gracze budując chatkę mogą rozbudowywać swoją (tą na której w danej chwili mamy przewagę), lub burzyć rozwiązania współgraczy.

Trudno do końca ocenić co jest bardziej opłacalne. Osobiście wydaje mi się, że najlepiej rozbudowywać swój domek, a dopiero w przypadku gdy brakuje nam dobrych kafelek, probować przeszkadzać innym graczom. Można próbować wykorzystywać armatę, w celu zepsucia domku prowadzącego gracza. Można dołożyć małpkę – która daje punkty ujemne gdy jest sama, ale tak na prawdę to ciężko w tej grze znaleźć optymalną drogę do zwycięstwa, ba trudno ocenić kto tak na prawdę w danej chwili wygrywa.

W Chatki gra się szybko i dość przyjemnie. Pomijając aspekt punktowania, rozgrywka jest dość miła, najlepsza przy czterech graczach. Trochę gorzej jest przy trzech, przy dwu można próbować, ale na własną odpowiedzialność. Gra ma klimat, jest wesoła i jeśli graczom nie zależy na wygranej, tylko na zabawie, może się podobać. Szczególnie podoba się dzieciom, zarówno tym młodszym (6-7 lat) jak i trochę starszym (kilkanaście).

Dość dziwne w grze są parametry zakończenia rozgrywki. Kończy się ona w dwu przypadkach, pierwszy – gdy chatki zostają ukończone, przez co nie można dołożyć nowych kafelków, drugi gdy jeden z graczy nie może kontynuować rozgrywki, tzn. nie może dobrać nowych elementów, a te które ma na ręce, nie pasują do budowy. Wszystko jasne, ale zdarzają się sytuacje, gdy jest możliwość dobierania kafelek, ale żaden z dostępnych nie pasuje do budowy. Wtedy gracz musi wziąć go na rękę i odsłonić kolejny. Jest to strata ruchu, pomijam już fakt, że kafelek odsłonięty może pasować kolejnemu z graczy. Element losowy w takim wypadku może mocno wpłynąć na rozgrywkę. Dobrym rozwiązaniem jest utworzenie większej liczby stosów z kafelkami.

Gra jest niezależna językowo, elementy gry (poza instrukcją) nie zawierają napisów.

Suma wrażeń

Jak już napisałem wcześniej gra jest dość dziwna. Mam wrażenie że nie dotestowana. Z jednej strony bardzo dobre wydanie, śliczne ilustracje, proste zasady. Z drugiej, gra kuleje, końcowe punktowanie jest mało intuicyjne. Sama zabawa jest dość miła, ale brakuje w niej tej iskierki, która z przeciętnej gry robi zabawę do której z przyjemnością wracamy.

Zalety

wykonanie

ilustracje

proste zasady

humorystyczny klimat

Wady

punktacja

losowość

gra się zacina

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w serwisie Gry-Planszowe.pl.

10 komentarzy

  1. Grałem tylko raz w nią, natomiast wydała mi się fajniejsza i ciekawsza niż Wilki i Owce. Dzięki punktowaniu różnych chatek można było przyjąć różne taktyki, a i walenie z armat było zabawne :)

  2. Michał Broniek

    Ha, a ja dokładnie podzielam opinię Folko – było OK, fajna gierka… ale z przyjemnością przesiadłem się do innych tytułów. I o ile kupiłem Wilki i Owce, to Chatki moją pozycją zakupową nie są.
    Ale o to chodzi – w końcu de gustibus…

  3. Krzysztof Szala

    A to w ogole idzie to gdzies w polsce dostac?

  4. Michal Stajszczak

    Gra chyba nie można w Polsce kupić, chociaż jest w Polsce produkowana (ale na rynek francuski). Z tego co wiem, niezbyt dobrze się sprzedaje.
    O grze można przeczytać w blogu Pancha:

    Spotkanie_w_Alibi

  5. Krzysztof Szala

    Szkoda, jakby byla w takiej cenie jak WiO to pewnie bym zakupil ;)

  6. Michal Stajszczak

    Jeżeli jeszcze 9999 osób złoży taka deklarację, to może Granna wyda Chatki Robinsona

  7. Krzysztof Szala

    Hehe ;)

  8. Nie, to prawda. Ale ja bym się wstrzymał. Grałem i gra mi się nie podoba, ponieważ jest dziwnie udziwniona. Mechanika jest skonstruowana tak, że budując kolejne klocki zbieramy punkty, które zostaną następnie przeliczone jeszcze raz na łączny wynik. W ten sposób jeśli chcemy wygrać, wcale do gra do zwycięstwa nie jest już taka łatwa ani przyjemna.

    Po drugie, rozgrywka się często blokuje — i wszyscy gracze zaczynają czekać, kto weżmie ten najgorszy klocek, jaki się pojawi, po czym i tak dostajemy jeszcze bardziej bezsensowny :)

    Po trzecie, małpki są raczej mało czytelne — w czterech nie mogliśmy się dopatrzyć, czy samiczka, czy nie.

    Gra jest doprawdy przeciętna i zupełnie nie wiem, po co ją kupować :) Ponieważ gra zawiera pionki i trochę więcej żetonów, niż WiOwce, pewnie jej cena w Polsce byłaby nieco wyższa (choć oczywiście i tak niższa od absurdalnych 20 euro, ile kosztuje we Francji). Tym niemniej, nie dałbym za nią więcej, niż 35 zł.

  9. Wojtek Włodarczyk

    Czy w tej grze występuje „małpa w czerwonym” ? :)

  10. Robert Konrad Buciak

    No tak, teraz gra nabrała nowego znaczenia. Wszyscy sie będą bili o małpę w czerwonym, samicę oczywiscie. A tak w ogóle, to gra jest przecietna. Dostawianie róznych przedmiotów do domków najbardziej cieszy dzieci, ale system punktacji jest bardzo dla dorosłych. Jak gralismy w Alibi, to zawsze nam brakowało elementów rozwijajacych domek w bok, bo są tylko dwa i można je tak zagrać, aby budowę ograniczyć.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Cubitos – Szarlatani w wersji kościanej?

Zacznijmy od okładki. Uważam, że w przypadku Cubitos jest ona całkiem odważna. Przeprowadzona w gronie moich bliższych, dalszych i najbliższych znajomych skrócona ankieta wykazała, że ubrana w tyrolskie spodenki kostka sera jest w najbardziej optymistycznym scenariuszu konfundująca. A prezentowanie przez nią bujnie owłosionych ludzkich łydek w pewnych przypadkach może być uznane za wręcz odpychające. Ja nadal patrzę i nie mogę się nadziwić.  Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap