Home / Artykuły / Dzienniki projektantów / K2- czyli jak wszystko się zaczęło

K2- czyli jak wszystko się zaczęło

Sypie i wieje. I na odwrót.[…] Śnieg miejscami zalega już półmetrową warstwą. Temperatura w nocy jednak spadła z -13 C do -18 C rokując poprawę. Również barometr raczył podnieść się o 2 kreski i chociaż to tylko 2 milimetry Hg, to przecież zawsze[…]

Góry to część mojego życia. Brzmi to górnolotnie, ale to prawda. Obecnie niestety zeszły na dalszy plan, ale i tak spędzam tam najchętniej wolny czas, prawie każde wakacje. Są jeszcze mini góry – czyli Jura Krakowsko-Częstochowska, to tam spędziłem najbardziej szalone w życiu chwile, tam niejednokrotnie narażałem swoje życie i tylko dzięki opiece Bożej mogę te słowa jeszcze pisać. Moim celem nie jest jednak opisywanie szaleństw młodości, tym wstępem chcę pokazać, że to co opisuję dalej jest dla mnie bardzo ważne.

W 1991 roku na ekrany kin wszedł film o dwóch przyjaciołach, którzy kochali góry, uwielbiali się wspinać i którzy dzięki dość tragicznym zbiegom okoliczności mogli wypróbować swoje siły na najtrudniejszym ośmiotysięczniku, na K2. To już blisko 20 lat gdy wraz z przyjaciółmi z wypiekami na twarzy śledziliśmy poczynania Taylora i Harolda w jednym z krakowskich kin. Wtedy też po raz pierwszy w moim chorym umyśle pojawił się pomysł na grę… na grę o K2.

Ok, wiadomo już, że w pewnym okresie szalałem w górach, że było to dawno temu – gdy części czytających te słowa mogło nie być na świecie – że postanowiłem wtedy zrobić grę o wspinaniu… można też się domyśleć, że w dalszej części artykułu opisze proces powstawania gry… i to prawda. W pewnym sensie nawiążę do serii artykułów które popełniłem jakiś czas temu na temat projektowania gier. Wtedy były to artykuły opisujące zjawisko, ale mało w nich było przykładów, teraz sytuacja będzie odwrotna, całość będzie opisywać proces powstawania jednej gry, począwszy od pomysłu a skończywszy na… doprowadzeniu wszystkiego do celu.

Pomysł

Lepsze nie przyszło. Zamiast niego, cichutko jak złodziej, zakradło się nocą Złe, bo jakże inaczej nazwać spadek ciśnienia o 6 mm Hg, wzrost temperatury do -12 C (wilgotne zimno, najgorsze z możliwych) i nasilenie się wiatru o sile co najmniej ćwierć huraganu – o ile coś takiego w ogóle istnieje. Jakby było mało, nadal sypie. Znowu będą kłopoty z małą i większą fizjologią[…]

Karty pogody – letnie

Inspiracją był film i książki, dziesiątki książek o Polskich himalaistach, o świętej pamięci Jurku Kukuczce, o Wandzie Rutkiewicz, niesamowite „Miejsce przy stole” Wilczkowskiego i genialnie przejmująca „Każdemu jego Everest” Mirosława „Falco” Dąsala (Falco-Folko nie ma nic wspólnego). Tu dygresja, uważam że zrobienie dobrej klimatycznej gry powinno wiązać się z wiedzą z danego tematu. Pomysł jest ważny, ale odwzorowania tematu w mechanice, to prawdziwy klimat. Sam na razie mam na koncie wydane gry abstrakcyjne (poza Skokami, w których plansza i punktacja oddaje mechanizm punktacji i długości skoków), teraz dzięki K2 sytuacja ta powinna się zmienić. O Mechanizmach odwzorowujących tematykę w K2 opowiem w przyszłości… i koniec dygresji ;-)

Pierwsze próby

Jutro wychodzimy. Pogoda co prawda, nie jest nazbyt piękna, ale kiedyś wyjść trzeba[…] Więc najpierw mycie. Od dawna tego nie robiłem, nawet nie przypuszczałem, że tak można. Ale wyjście, to wyjście i jakieś formy przecież obowiązują. Myję nawet głowę, chociaż sprawa nie jest taka całkiem prosta – ledwo spłukane włosy zamarzają i trzeba ręcznikiem wykruszać z nich szron.

Pierwsze próby z K2 miały miejsce prawie 20 lat temu. To były czasy gdy większość elementów robiło się ręcznie, planszę malowałem na olbrzymiej karcie formatu A0, instrukcję pisałem w TAG-u lub Chiwriterze (wydruk zachowałem, to moja najstarsza instrukcja). Gra miała być z gatunku ekonomicznych, większy nacisk kładłem wtedy na przygotowanie wyprawy, opłaty dla sherpów, pozwolenia na wejście, sprzęt niż samą wspinaczkę. Dziesiątki elementów, poręczówki, drużyny wspinaczkowe, to to, co pamiętam z tamtych czasów – w instrukcję wolę nie patrzeć ;-) Miałem pomysł na grę, ale na mechanikę raczej nie. Gdy w końcu zacząłem kończyć planszę, zapał związany z tworzeniem gry minął… zamiast grać wolałem wspinać się czy łoić jaskinie ;-)

Karcianka

[…] Idziemy![…] My, chcąc myśleć realnie o Górze, musimy założyć podczas tego wyjścia Trójkę, przespać się w niej i dopiero wtedy można mieć nadzieję na swoją szansę. Tylko tak, właśnie tylko! Lecz w tych warunkach zaczynam mieć coraz większe przeświadczenie, że idziemy jedynie zaliczyć wyjście. Czyli – donikąd, mniej więcej.

Do tematu powróciłem bo blisko 15-tu latach, niestety planszę w między czasie wyrzuciłem, musiałem zaczynać od początku. Tym razem miałem już pomysł nie tylko na temat ale i mechanikę, a ta (w porównaniu do końcowego efektu) była dość abstrakcyjna. K2 wersja 2 to była karcianka rozgrywająca się na planszy-górze, na której znajdowało się kilka dróg wspinaczkowych. Gracze z wspólnej talii kart dobierali po kilka na rękę, a następnie zagrywali je zakryte przed sobą. Karty wiązały się ze wspinaczką i negatywną interakcją… Ten drugi element był bardzo losowy, często dochodziło do wspólnego zagrywania na siebie „złych” kart, co było nie tylko męczące ale i mało sensowne. Gra nawet działała, ale irytowała w niej losowość negatywnych kart i brak tego czegoś… Sama plansza z kilkoma drogami też była mało ciekawa, z jednej strony dawała możliwość wyboru swojej – początkowo każda droga miała różny koszt – ale nic poza tym. Zacząłem powoli przebudowywać planszę, zmniejszać liczbę dróg – by większość graczy chodziła wspólnymi. Wtedy chyba też narodził się pomysł na planszę himalaistów – każdy z graczy miał przed sobą planszę, która odzwierciedlała poziom „siły” himalaisty, z czasem nazwany poziomem aklimatyzacji, który w trakcie gry wzrastał i spadał. Jeśli spadł poniżej 1 – himalaista ginął.

A celem gry było jak najszybsze wejście na szczyt…

Plansza prosta

[…] Równy miesiąc pozostało do końca pozwolenia. I żadnych zmian, nawet nie ma podstaw, aby się łudzić, że będzie lepiej.

Tak wyglądał pierwszy proces powstawania K2, grę ponownie postanowiłem odłożyć na jakiś czas, musiała dojrzeć, powróciłem do niej jakieś dwa lata temu, ale o tym już w następnym odcinku.

[…] Cud trwa nadal. Więc nie ma co wybrzydzać, ani krygować się – do góry! I to wszyscy. […] Teraz, tym razem zajdziemy z Mirkiem G. jak najwyżej będzie można i… na tym nasza przygoda z Górą się zakończy. Po nas pójdą inni, pójdą wyżej, może do końca – i dla nas nie będzie już miejsca ani czasu.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki: „Każdemu jego Everest” Mirosława Falco Dąsala, wydawnictwo At Publications, rozdział: Zimowa ekspedycja na K2

4 komentarze

  1. Avatar

    Tymi 20 latami to mnie zaskoczyłeś :) Jak wyjdzie K2 to mam ją zamiar pokazać znajomym, którzy chodzą po górach, ale nie mają nic wspólnego z grami planszowymi. Zobaczymy co z tego wyjdzie :)

  2. Avatar

    Bardzo ładnie to wygląda.
    Oby sie na Spielu cieszyło powodzeniem :)

  3. Odi

    Adamie, bardzo czekam na tę grę i na pierwsze przecieki odnośnie przedziału cenowego, orientacyjnej daty premiery, itp (początek października, czy koniec?)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Walki lotnictwa z kawalerią, czyli jak stopniowała się asymetria

Bardzo lubię szybkie dwuosobowe pojedynki, w których do wygranej potrzebna jest zarówno umiejętność logicznego myślenia, jak i szczęście. Moim wkładem do tego gatunku jest wydana przez IPN seria gier lotniczych o rosnącej asymetrii. 303 jest trochę asymetryczna i uchodzi za dobrą. 111 jest bardzo asymetryczna i mówią, że jest lepsza. Kończę testy 7, która jest totalnie asymetryczna. Czy powiecie o niej najlepsza? Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap