Home / Recenzje / Gry dla dzieci / Micro Monsters

Micro Monsters

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce spotkały się cztery rasy. Spotkanie zmieniło się w ko(s)miczną wojnę, w której stwory, skacząc jak pchły, toczyły boje o bazy przeciwników. Chcąc upamiętnić te wydarzenia, ziemianie Marco Maggi i Francesco Nepitello zminiaturyzowali bohaterów i ich świat, oraz przenieśli akcję na stół. Właśnie tak wyobrażam sobie powstanie w 2007 r. gry Micro Mutants – Evolution. 5 lat później, autorzy dokonali kolejnej miniaturyzacji miniatury i tak oto powstał klon tej gry w wersji dla najmłodszych graczy – Micro Monsters.

Spotkanie z Micro Monsters było całkowitym zaskoczeniem. Po pierwsze, przez nazwiska autorów, których znam z 2 dużych i cenionych gier: War of the Ring, oraz Age of Conan: The Strategy Board Game. Po drugie, przez wykorzystanie mechaniki starej gry zręcznościowej Tiddlywinks (Pchełki), okraszonej tu modną tematyką. Po trzecie, przez pozytywny jej odbiór przez dzieci. Gra nie jest żadnym fenomenem, ale na razie podoba się dzieciom od 3,5 do 33,5 lat ;-). Starszych dzieci nie miałam sumienia zaganiać do partyjek. Za to udało mi się namówić bohaterów na wywiad.
Czy możecie się przedstawić i powiedzieć kilka słów o sobie?
My jesteśmy Turbożółwiami. Lubimy kolor czerwony i potrafimy świetnie skakać. Mamy też specjalną moc – od czasu do czasu nie da się nas schwytać. A ja jestem zielony Autogator i też potrafię skakać. Moja moc polega na tym, że gdy zostanie uruchomiona, to skaczę ja i zaraz po mnie ktoś z mojej rodziny. Niebieskie Tyłopłetwce są od nas bardziej skoczne, bo jak dostają powera to jeden osobnik i ze dwa skoki zrobi. Hej, teraz moja kolej. Dajcie mi mikrofon! Dzień dobry, nazywam się Wielkomiś. Nie wiem czemu, ale lubię kolor żółty i potrafię zakładać pułapki, tak skuteczne, że przeciwnik w danej turze nie może się ruszyć. Hahaha.

Bohaterowie

Co właściwie robicie na planecie Ares?
Trochę rozrabiamy. Skaczemy to tu, to tam. Czasem we 2, ale nie ma przy tym takiej frajdy jak w 3 lub 4. Mamy taką fajną kosmiczną zabawę w zdobywanie wrót wroga, ochronę swoich wrót, obezwładnianie i eliminację przeciwników.
Możecie zdradzić kilka szczegółów tej zabawy?
No, nie wiem. E tam, mamy prawa autorskie, więc pomysłu nie mogą wykorzystać bez naszej zgody. Robimy tak. Montujemy wrota w różnych miejscach stołu, dookoła których rozstawiamy 8 osobową armię (3 duże i 3 małe okrągłe żetony, 2 prostokątne). Przygotowujemy wyrzutnię, w kształcie prostokąta i znaczniki ubytku mocy wrót, najczęściej 2.

Armia uzbrojona w wyrzutnię

Do czego służy wyrzutnia?
Do skakania oczywiście. Naciskasz na żeton wyrzutnią i hop. Łatwo nie jest. Celujesz se, a tu jak ślepy kulą w płot. Albo nie dolecisz, albo polecisz to tyłu, albo w jakimś innym kierunku. Wszystko się może zdarzyć. A jak dolecisz to git. Tylko trochę leżysz na wrogu, to już go z wojenki wygryzasz. Jeszcze lepiej jak se trafisz we wrota. Jak dobrze skaczesz, to rachu ciachu i wrota zdobyte. No, ze 2 razy trza tak, co by te źródła energii wyczerpać.

Wrota uszkodzone i nie uszkodzone

Żetony mocy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak długo walczycie?
Do momentu, gdy tylko jedne wrota są aktywne. Ta armia wygrywa. Wszyscy mamy jednakowe szanse.
W jakiej kolejności poruszane są żetony?
Każda tura zaczyna się od rzutu kością, która informuje co wolno poruszyć. Czasem też wypada na kości symbol specjalnej mocy, wtedy jest aktywowana i sprytnie wykorzystywana. Zdarzają się przy tym śmieszne sytuacje jak choćby ta z wylotem poza obszar gry. Raz trzeba było szafę przesuwać, by wydobyć Autogatora.

Kości wojny

Jak wygrać bitwę?
Po pierwsze, trzeba zacząć od wyboru miejsca na potyczkę. Musi być gruby obrus, by się dobrze skakało. Najlepszy okazał się jednak dywan. Dużo miejsca, daleko się skacze, nie denerwuje się sąsiadów szuraniem przesuwanych mebli. Po drugie, trzeba trochę poćwiczyć naciskanie wyrzutnią: siłę, miejsce i celność. Łatwo nie jest. Po trzecie, trzeba umieć balansować między atakiem a obroną,  trzeba mierzyć siły na zamiary i mieć dużo szczęścia w losowaniu bohatera pojedynków. Pstryknąć na wroga czy na jego wrota, oto jest pytanie?
Dziękuję za wywiad.

Micro Monsters jest bardzo prostą grą dla dzieci, wymagającą sporej zręczności. Klasyczna gra w pchełki została ubarwiona kosmiczną historią i może być przez to ciekawym powrotem do gry z odległego dzieciństwa. Umiejętności manualne są połączone z niewielkim elementem taktycznym, co czyni tę grę znacznie ciekawszą od pierwowzoru. Przy okazji recenzji tej gry doszukałam się 2 ciekawostek: do dziś są organizowane mistrzostwa w grze w pchełki; pod naciskiem dorosłych graczy, autorzy przygotowali specjalne reguły gry, nawiązujące do mechaniki gry Micro Mutants, a o których wspomniano na forum BGG. W ten sposób powstała gra o nazwie Micro Monsters – rEvololution. Naprawdę ciekawa odmiana.

Dzieci bardzo szybko łapią reguły gry, podoba im się mechanika, jednak gra jest raczej ciekawostką, niż tytułem, do którego bardzo chętnie się wraca. Od czasu do czasu, nawet mnie zobaczyć można przy kosmicznych pchełkach. Gra nadaje się przede wszystkim dla dzieci do 7 roku życia. Za dodatkowe zasady gry ocenę podnoszę do:

Ogólna ocena (4/5):

Złożoność gry (1/5):

Oprawa wizualna (4/5):

Dziękujemy firmie Bard.pl za przekazanie gry do recenzji.


2 komentarze

  1. scheherazade

    Polskie tłumaczenie dodatkowych zasad jest już dostępne po linkiem http://wydawnictwo.bard.pl/micromonsters-rewolucja-instrukcja/

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*