Fudżi Gorące wrażenia po pierwszej rozgrywce

Fudżi
Autor: Wolfgang Warsch
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ok. 45 min
Wiek: 10+
Mechanika: kooperacja
Ranking BGG:6.8
Rok wydania: 2018 (PL: 2019)
Wydawnictwo PL: Lacerta

Fudżi jakoś wcześniej nie ciągnęła mnie specjalnie. Może gdybym skupiła swoją uwagę na tym, że jest to gra Wolfganga Warscha… ale nie skupiłam, a raczej nawet zupełnie umknęło to mojej uwadze. Niemniej jednak pewnego pięknego wieczora, w ramach ogrywania tytułów zgłoszonych do Nagrody Gra Roku, Fudżi zapukała i rozłożyła się na stole. A więc grajmy!

Jest to gra kooperacyjna, podczas której uciekacie przed rozpaloną lawą wydobywającą się z wulkanu. Byliście tuż pod szczytem, gdy to się stało. Teraz prędko się ewakuujecie i staracie dotrzeć do wioski – a będą wam w tym pomagać (lub przeszkadzać) kostki.

Postać, jej umiejętności i ekwipunek początkowy

Każdy gracz dostaje swoją postać, umiejętność specjalną, przedmioty jednorazowego użytku, ktore mogą wam pomóc w wędrowce (liczbę ich określa umiejętność) oraz kostki (ich liczbę też określa karta umiejętności). Tymi kostkami będziecie co turę rzucać za swoimi zaslonkami, a następnie dyskutować ze sobą (nie ujawniając wyników) i podejmować decyzje gdzie pójdą wasze postaci. Celem jest dotarcie do wioski wszystkimi postaciami i oczywiście nie umrzeć po drodze ze zmęczenia (ani nie utonąć w lawie).

Zaczynamy!

Ciekawy jest w tej grze sposób przemieszczania się na kafelki. Możemy wykonać do trzech kroków (dystans do trzech kafelków). Im więcej kroków wykonamy, tym mniej (a nawet w ogóle) nie będziemy mogli uczynić przerzutów kości w tej turze. A od wyniku na kostkach zależy czy uda nam się na dany kafelek przedostać. Otóż każdy kafelek ma wymagania reprezentujące wartości i/lub kolory kostek. I wcale nie chodzi o to, by właśnie to wyrzucić, lecz istotna będzie dla nas suma oczek na kostkach spelniających dany warunek. Np. będziemy sumować oczka na parzystych niebieskich. Albo zliczać piątki i szóstki. Albo dodawać wszystkie piątki i wyniki na żółtych kostkach. Otóż mogę pójść na dany kafelek, jeśli mój wynik na tych kostkach będzie wyższy od wyniku mojego prawego i lewego sąsiada. I może nie wydaje się to specjalnie intuicyjne, ale bardzo fajnie działa, bo kafelki mają różne wymagania i sztuka w tym by tak się dogadać (decyzje podejmujecie po pierwszym rzucie) by każdy poszedl tam, gdzie ma najsilniejsze wyniki – bo absolutnie normalne w tym jest, że na jednym kafelku moje kostki są mocne, a na innym bardzo słabe – dzięki czemu każdy z nas ma szansę gdzieś się przemieścić.

To jest gra, która prawdopodobnie w dużej mierze będzie toczyć się nad stołem. Powiem więcej – jeśli nie będziecie zaciekle dyskutować o tym gdzie kto idzie, jeśli nie wypracujecie sobie odpowiedniej komunikacji – macie niewielkie szanse by wygrać.

W trakcie gry. Lawa depcze nam po piętach. Za zasłonką – moje kości oraz połowa kości gracza neutralnego.

W miarę postępu gry lawa z wulkanu coraz bardziej będzie wam deptała po piętach (odwracacie kolejne kafelki na stronę z lawą – oczywiście jeśli na danym kafelku ktoś stoi – przegrywacie natychmiast). Będziecie też coraz słabsi – w miarę  postępującego zmęczenia (je też się określa porównując między sobą silę kości) prawie na pewno otrzymacie kilka ran – w końcu nie będziecie mogli przerzucać kości, używać przedmiotów, używać swojej unikalnej umiejętności….

Gra ma kilka scenariuszy (różnych tras), do tego dany scenariusz i tak za każdym razem będzie wyglądał inaczej, bo choć na tej samej trasie, to jednak karty układamy losowo. Regrywalność zapowiada się dobrze.

Ku memu zdziwieniu bardzo dobrze grało mi się we dwie osoby. Nie lubię neutralnych graczy (zawsze wydają mi się dokładani na silę), nie lubię też skupiać się na prowadzeniu kilku postaci. A jednak w Fudżi było to całkiem miłe – wybraliśmy wariant, który daje każdemu z graczy połowę kości trzeciego gracza – i musieliśmy oprócz własnych decyzji dyskutować jeszcze nad posunięciami i możliwościami tego trzeciego. To było bardzo pozytywne doświadczenie. Właśnie te dyskusje, ta gra „nad stołem” dala mi najwięcej frajdy, choć muszę przyznać, że emocje związane z goniącą nas lawą oraz klimat ucieczki przed niebezpieczeństwem był obecny i nie był mi obojętny. Fudżi jest moim sporym, pozytywnym zaskoczeniem.

Ha! Udało się! Jesteśmy w wiosce!



Grę Fudżi kupisz w sklepie

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

FITS – rzut oka na wersję podróżną 

W zasadzie jest to niemal klasyczny Tetris przeniesiony na planszę. Tetrisopodobne kafelki ukladamy na szczycie i przesuwamy w dół symulując spadanie. Różnica jest taka, że nie jest to gra na czas i możemy się zastanowić gdzie najlepiej spuścić dany kocek. Nic odkrywczego. Gdzie się sprawdzi najlepiej?