Home / Recenzje / Gry imprezowe / Dylemat wagonika – wolisz przejechać kotka czy gangstera?

Dylemat wagonika – wolisz przejechać kotka czy gangstera?

Z Dylematem Wagonika miałam niezły… dylemat. Brzmi to banalnie i sztampowo, ale już nic nie da się na to poradzić. Ogólnie nie przepadam za grami tego typu. Nie kręcą mnie Eksplodujące Kotki, a Odjechane Jednorożce wcale nie wydają mi się odjechane. Ani nie przemawia do mnie reprezentowany przez te tytuły humor, ani nie jest to ten rodzaj rozgrywki, który wywołałby rumieńce na moich polikach. Dlaczego więc wzięłam ten tytuł na warsztat?

Odpowiedź znów jest prosta. Z zawodu jestem filozofem, a dylemat wagonika jest przykładem eksperymentu myślowego, do którego odnosiło się dość liczne grono autorów. Chociaż zagadnienie to przeniknęło do popkultury i odnalazło swoje drugie życie w kulturze memów, to wciąż niekiedy  podejmowana jest filozoficzna refleksja nad tą kwestią. A wraz z nią rozważania o zasadności oraz związkach z rzeczywistością wszystkich eksperymentów myślowych. Od mózgów w naczyniach do chińskiego pokoju.

Ale nie będę już was zanudzać „specjalistycznymi” szczegółami i dywagacjami. Skupmy się na wagoniku. Podstawowa wersja skonstruowana przez Philippę Foot przedstawia się następująco:

Wagon kolejki wyrwał się spod kontroli. Na jego drodze znajduje się pięciu ludzi przywiązanych do torów przez szalonego filozofa. Jednak maszynista może jeszcze przekręcić zwrotnicę i skierować wagonik na drugi tor, gdzie znajduje się tylko jeden człowiek.

Uwidacznia się tutaj sprzeczność między dwoma sposobami rozumienia moralności: deontologicznym (ocena moralna czynu nie może zależeć od jego skutków i okoliczności towarzyszących) oraz utylitarystycznym (ocena moralna czynu zależy od jego skutków i okoliczności). To, ku jakiej interpretacji będziemy się skłaniać, przełoży się na to, czy uznamy decyzję o poświęceniu jednej osoby w celu uratowania innych ludzi, za dobrą. W końcu możemy uważać, że życie jako wartość jest „nieprzeliczalne”, toteż poświęcenie jednostki nigdy nie jest właściwe.

Naturalnie dylemat wagonika istnieje w wielu różnorodnych wariantach. Po jednej stronie kładzie się zwykłych ludzi, a po drugiej wybitnego naukowca bądź dziecko. Na jednym torze są złoczyńcy, a na drugim staruszka itd. I w tym miejscu zaczyna się gra Dylemat Wagonika od Rebel.pl

Jeden z graczy zostaje maszynistą, a reszta dzieli się na dwie drużyny i stara się przekonać go, aby przejechał po torze przeciwników. W tym celu drużyny zagrywają karty plugawych i nieskazitelnych postaci oraz karty modyfikatorów. Jednakże skład drużyn nie jest ustalony raz na zawsze, lecz zmienia się z rundy na rundę, toteż każdy będzie miał okazję wcielić się w pana kolejarza ;) Wygrywa ten, kto uzbiera jak najmniej żetonów śmierci (tzn. kolejka bardzo rzadko jeździła po jego torach ;) ). Fajnie, że dodano wariant Karol Kolejarz, w którym najsłabszy gracz (posiadający najwięcej znaczników śmierci) może zagrać aż dwie karty modyfikatorów i odmienić swój los.

Jak widzicie zasady są banalne i imprezowe. Jednakże taka forma podania gry typu „zabawmy się i porzucajmy śmieszne karty” sprawiła, że rozgrywka zyskała ikrę. Naprawdę jest śmiesznie, a nawet trochę intrygująco, kiedy na jaw wychodzą poglądy moralne naszych współgraczy. Można nawet wprowadzić elementy planowania, gdy wszyscy przy stole dobrze się znają. Ja zostałam kupiona kartą przyjacielskiego smoka, który zapraszał mnie na przejażdżkę – każdy wiedział już, jaki tor wybiorę ;)

Dylemat wagonika idealnie sprawdzi się pod wódeczkę lub bardziej towarzyską imprezę. Nie powinien się też za szybko znudzić, bo kart jest około 500, a liczba możliwych układów trudna do policzenia. Trzeba jednak przygotować się na występowanie pewnego typu humoru, który  bywa nie tylko czarny, lecz także zjadliwy. Pojawiają się też żarty o seksualnym zabarwieniu. Chyba że chcemy połączyć rozgrywkę z filozoficznymi rozważaniami – wtedy można grać i na poważnie.

W Dylemat wagonika można grać od 3 do 13 osób. Wiadomo, że im więcej luda, tym więcej frajdy. Jeżeli szukamy tytułu na tak liczną oraz niestandardową liczbę osób, to trafiliśmy w dobre miejsce. Niemniej na trzy osoby też śmiga (i to w mgnieniu oka). Problem pojawia się wtedy, gdy nie możemy podzielić się na w miarę równe drużyny (nie licząc maszynisty). Musimy wtedy bardziej przykładać się do mieszania składów drużyn oraz pilnować równomiernego rozkładu sił. Bywa to upierdliwe.

Warto też się przygotować, że ostateczny wynik nie zawsze zależy od naszych ruchów. Czasami nie podejdą nam karty (tzn. będziemy mieć świadomość, że maszynista prawdopodobnie nie będzie wahał się przejechać umieszczonych na nich ludzkich typów). Ponadto ostatni władca zwrotnicy może przechylić szalę zwycięstwa na wybraną stronę. Należy też wspomnieć, że mimo całej tej imprezowej otoczki, dla niektórych z powodu konieczności podejmowania mocnych etycznych decyzji, gra będzie jednak dość ciężka (duchowo).

Dylemat wagonika to bardzo przyjemna i zabawna gra imprezowa, która sprawnie połączyła humor z ciekawym tematem. Warto dodać ją do imprezy, aby rozruszać towarzystwo. Przy okazji dowiemy się też co nieco na temat moralności naszych znajomych… Zainteresowani filozofowaniem mogą dodać do oceny jeszcze jeden punkt :)

Plusy:
+ idealna pod wódeczkę
+ prosta w obsłudze
+ zabawna, ale ten typ humoru trzeba lubić
+ możliwość gry w naprawdę dużym gronie
+ otoczka rozgrywki sprawiła, że gra stała się bardziej intrygująca i z pazurem
+ zmieniające się składy drużyn
+ można dowiedzieć się co nieco o poglądach naszych znajomych w kwestiach etycznych

Minusy:
– dla niektórych będzie mimo wszystko ciężka i zdecydowanie nie pod wódeczkę
– kiedy nie można podzielić na w miarę równe drużyny, to zmiany składu stają się upierdliwe i męczące
– nie wszystkie karty są tak samo zabawne
– wynik nie zawsze zależy od naszych decyzji



Grę Dylemat wagonika kupisz w sklepie

Ogólna ocena (7/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie Rebel za przekazanie gry do recenzji.


One comment

  1. Pingwin

    Ta gra jest brzydka jak noc, ale… ja w nią muszę zagrać! Brzmi genialnie!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Praga: Caput Regni – gra z jajami

Poznawanie gier autorstwa Vladimira Suchego zacząłem od rozgrywki w Pulsar 2849. Tematyka zupełnie nie z mojej bajki, ale mechanicznie tytuł mnie zachwycił do tego stopnia, że z miejsca wszystkie gry pana Suchego trafiły na mój radar. Potem przyszła kolej na Podwodne miasta. Choć gra nie wzbudziła u mnie takiego zachwytu jak wspomniany Pulsar, to w dalszym ciągu trafia na stół dosyć regularnie, co tylko świadczy o tym, że podoba się nie tylko mi, ale i moim współgraczom (szczególnie po uzupełnieniu jej o dodatek Pm: Nowe odkrycia). Odkąd więc Portal Games zapowiedział wydanie polskiej wersji Pragi: Caput Regni  była to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier tego roku. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap