Home / Recenzje / Gry rodzinne / Minecraft: Builders & Bioms – czy to dobra gra czy tylko bubel na licencji?

Minecraft: Builders & Bioms – czy to dobra gra czy tylko bubel na licencji? Recenzja

Mikołajki już za chwile a Ty nie masz prezentu? Trzeba szybko coś wybrać. Tylko co, skoro dziecko głównie siedzi przed komputerem i tłucze w CS-a, Fortnite czy Minecrafta? Może grę planszową? Ale czy zwykłe Grzybobrania lub Monopoly, które nas tak zachwycały lata temu, zdołają dziecko zainteresować i odciągnąć od ekranu? Śmiem wątpić. A jakby tak mieć grę, która nawiązuje do jakiegoś komputerowego, dobrze znanego dziecku klasyka? Na przykład takiego Minecrafta? To mogłoby się udać. Tylko, że w planszówkę dziecko nie pogra samemu. Pewnie będzie trzeba z nim siedzieć i się bawić, a z gier planszowych dawno już człowiek wyrósł. Czy więc się nie wkopię kupując dziecku grę planszową i nie skażę się na wiele godzin nudnego turlania kostkami? Czy więc planszówka to dobry zakup?

Odpowiedź oczywiście brzmi tak. Ale o tym Was nie będę przekonywał. Mogę Was tylko odesłać do niedawnego tekstu Anki [LINK]. Ja skupie się na tym czy Minecraft: Builders & Biomes to dobry zakup i czy Wy i Wasze dzieci nie będą się przy tej grze nudzić.

Przyznam, że na początku miałem co do tego spore obawy. Wykorzystanie tak znanej marki jaką jest Minecraft, mogło skusić twórców do tego, żeby spocząć na laurach i dodać do tematu jakąś infantylną i kulawą mechanikę. Przecież „MINECRAFT” i tak się sprzeda.

Na szczęście nie jest tak źle. Ba, można powiedzieć, że jest całkiem dobrze, bo choć planszowy Minecraft korzysta z trochę oklepanych i wyeksploatowanych już mechanizmów jest całkiem przyjemny i nie nuży nawet bardziej zaawansowanych graczy. Oczywiście nie jest to planszówka pierwszego czy drugiego wyboru dla geeków, ale już partie w rodzinnym gronie, po Wigilijnej kolacji czy czasie Świąt na pewno potrafią umilić czas.

A o co tak w ogóle w tym Minecraft: Builders & Bioms chodzi? O to samo o co w Minecrafcie komputerowym – o zbieranie zasobów, budowanie i walki z wszelkiej maści mobami. W rozgrywce gracze w kolejności wykonują po dwie (różne) akcje z puli pięciu dostępnych. Żeby lepiej zrozumieć grę warto każdą z tych akcji pokrótce opisać.

Pierwszą dostępna akcją jest zbieranie bloków, które posłużą nam do wznoszenia budynków na naszych biomach. Pewną trudnością z zdobywaniu bloków jest fakt, iż ułożone są one na w kształt kości, a my zgarniać możemy jedynie te, które mają widoczne co najmniej dwa boki i górę.

Kolejną akcją jest budowanie budynków. W tym celu musimy znajdować się naszą postacią w pobliżu budynku (kafelka), który chcemy wybudować i wydać odpowiedni układ zasobów. Tak wzniesione budynki umieszczamy na wybranych biomach na naszej planszetce.

Trzecią dostępną akcją jest przemieszczanie się nasza postacią po świecie (który podczas przygotowania do gry układamy w kwadrat 4x4x4) i odkrywanie nowych kafelków. Kafle te mogą ukrywać albo nowe budynki do wybudowania, albo moby, z którymi będziemy mogli walczyć, albo bronie które nam w tej walce pomogą.

Ostatnie dwie akcje są właśnie powiązane z walką. Jedna z nich służy do podnoszenia odkrytych kafli broni (te rozmieszczone są przy skrajach planszy głównej). Te odnajdywane podczas podróży są przede wszystkim skuteczniejsze w walce od tych które posiadamy na początku. Ponadto mogą też zapewnić specjalne bonusy jak punkty zwycięstwa czy dodatkowy surowiec.

Walka z mobami wygląda natomiast w sposób następujący. Najpierw tasujemy cały posiadany przez nas ekwipunek, następnie losujemy z niego trzy kafle, których siłę sumujemy. Jeżeli łączna wartość siły przewyższa liczbę punktów życia moba wygrywamy, w przeciwnym razie przegrywamy i będziemy mogli walczyć ponownie dopiero w następnej kolejce. Pokonane stwory dają nam punkty zwycięstwa oraz  specjalne premie w postaci dodatkowej akcji do wykorzystania w przyszłości lub dodatkowego źródła punktowania na koniec gry.

Runda kończy się w momencie, kiedy wszystkie bloki surowców z jednego poziomu kostki zostaną zabrane. Wtedy przychodzi czas na podliczanie punktów zwycięstwa za budowle wzniesione na naszych planszetkach. Gra kończy się natomiast po 3 rundach, kiedy to następuje końcowe podliczanie PZ.

To co na pewno mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło w Minecrafcie, to dwie wyraźnie zarysowane drogi zdobywania punktów zwycięstwa, które w trakcie rozgrywki musimy mieszać i balansować. Punkty zwycięstwa na bieżąco przynoszą przede wszystkim pokonane moby, punkty podliczane co rundę to z kolei domena budowli. Skoncentrowanie się na pierwszym źródle zmusza nas przede wszystkim do zdobywania broni, drugie każe stawiać na gromadzenie surowców. Walka z mobami jest bardziej ryzykowna, bo może się nie udać przez co tracimy akcję, zapewnia jednak też ciekawe premie jak dodatkowe źródło punktów czy bonusowe akcje. Inwestowanie w budowle wydaje się pewniejsze, bo jak zgromadzimy odpowiednie bloki to mamy pewność, że akcję wykonamy i kafelek zdobędziemy (chyba że ktoś nam zdąży go podkupić). Niemniej jednak ta droga wymaga cierpliwości i perspektywicznego planowania zabudowy naszych biomów, gdyż w każdej rundzie istotne są inne elementy, które, żeby przynieść wysoką zdobycz punktową, muszą znajdować się obok siebie.

Fajne są też drobne ograniczenia wprowadzone do mechaniki, które zmuszają graczy do zastanowienia i zaplanowania swoich ruchów. Przykładami takich ograniczeń może być zakaz wykonywania w jednej rundzie taj samej akcji czy konieczność zdejmowania z kostki jedynie tych bloków, które mają widoczne trzy ścianki.

Gra skaluje się dobrze, a liczba graczy nie  wpływa znacząco na czas rozgrywki (około 45-60 min). Oczywiście w grze znajdziemy pewną losowość, które najbardziej daje się we znaki podczas walki z mobami, ale raczej nie wpływa negatywnie na poziom zabawy. Znajdziemy też szczątkową interakcję, kiedy to podbieramy innym graczom upatrzone budowle czy bronie. Również obserwowanie rozbudowy planszetek innych graczy jest istotne, szczególnie pod kątem planowanych zakupu budynków. Czasami bowiem kafelek nie mający dla nas większego znacznie, może mieć ogromne znaczenie dla planów przeciwnika, bo połączy mu dwa mniejsze obszary w jeden duży, który przyniesie znacznie więcej punktów zwycięstwa.

Właśnie pod kątem wspomnianych obserwacji planszetek przeciwników, mam jedyny poważy zarzut w aspekcie wykonania gry. Otóż ikonki umieszczone na kafelkach budynków mogłyby być zdecydowanie czytelniejsze, bo o ile jeszcze rodzaj obszaru możemy rozpoznać po kolorze kafelka, o tyle już rodzaju użytych do budowy materiałów czy przeznaczenia budynku już niekoniecznie. Reszta wykonania stoi już jednak na bardzo dobrym poziomie. Bloki surowców są duże i ciężki, kafle wykonane z grubej tektury, a dwuwymiarowe tekturowe postacie dobrze oddają klimat rozgrywki. Jeżeli chodzi o wrażenia estetyczne, to przyznam, że styl graficzny Minecrafta nigdy mi się nie podobał. Tak jest i w przypadku gry planszowej. Muszę jednak przyznać że kreska grafików bardzo dobrze oddaje styl znany z gry komputerowej.

Odpowiedź na pytanie zawarte w tytule jest dla mnie jednoznaczna. Minecraft: Builders & Bioms to nie bubel na licencji, a bardzo przyzwoita gra familijna, złożona z kilku znanych lecz dobrze zaimplementowanych mechanik, do tego faktycznie podparta klimatem gry komputerowej. Na pewno nie jest to gra stworzona dla geeków, nie jest to też najlepsza gra rodzinna w jaką grałem. Ma jednak bardzo duży potencjał odciągnięcia zapatrzonych w monitory dzieciaków od komputera, a jednocześnie pozwala dobrze bawić się przy stole również rodzicom.



Grę Minecraft: Builders & Biomes kupisz w sklepie

Ogólna ocena (7/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (6/10):

Dziękujemy firmie TM Toys za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Obrazki – kalambury w nowym wydaniu

W ostatnim czasie utwierdziłem się w przekonaniu, że należy zachowywać otwartość na różne tytuły gier planszowych, gdyż nieraz możemy przegapić coś fajnego tylko dlatego, że z góry założyliśmy, że to nie będzie dla nas. Tak było m.in. z recenzowaną przeze mnie wcześniej małą, niepozorną grą Mozzaroller, w którą nadal gramy przy każdej okazji, a która cieszy równie bardzo jak na początku. Tak samo mało entuzjastycznie podchodziłem do prezentowanej tutaj gry Obrazki, będąc przekonanym, że gry rodzinne, imprezowe i dedukcyjne raczej nie rozgrzeją mojego serca. Skusił mnie jednak fakt, że ów tytuł zdobył w 2020 roku prestiżową nagrodę Spiel des Jahres, oraz to, że jestem na etapie uzupełniania kolekcji o gry lżejsze. Jak wiadomo nie wystarczy mieć kolekcji gier planszowych, trzeba jeszcze mieć z kim w nie grać. Czy zatem Obrazki zaparkowały na dłużej na półce tak jak uczynił to Mozzaroller, czy też moje obawy, że to nie dla mnie, okazały się być słuszne? Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap