Home / Recenzje / Gry karciane / Wojowoce – burza w szklance koktajlu

Wojowoce – burza w szklance koktajlu

Przyznana po raz pierwszy w tym roku nagroda w kategorii Najlepszy Debiut przypadła w udziale Klemensowi Kalickiemu za stworzenie rewelacyjnego Domku. Rok 2017 dopiero w połowie, ale już wiadomo, że jednym z kandydatów do laurów w przyszłorocznej edycji konkursu będzie Rafał Pabierowski, który właśnie zadebiutował grą Wojowoce.

Wojowoce pojawiły się na rynku za sprawą wydawnictwa Fox Games. Są one grą karcianą dla od 2 do 6 graczy w wieku 8+, a pudełkowy czas rozgrywki wynosi około 30 minut. Moje partie trwały od 30 minut (po ograniu gry) do około 45 minut przy pierwszych rozgrywkach, kiedy jeszcze trzeba było się każdorazowo zapoznawać ze zdolnościami poszczególnych kart.

Partia w Wojowoce zaczyna się od przygotowania talii do gry. W pudełku znajdziemy sześć różnokolorowych talii owoców, które możemy ze sobą dowolnie łączyć. Do pojedynczej rozgrywki dobieramy o jedną talię więcej niż mamy graczy przy stole (w rozgrywce pięcio- i sześcioosobowej gramy wszystkimi taliami). Karty mieszamy, po czym rozdajemy graczom startową rękę, a wśród ostatnich kart decku umieszczamy kartę Upału sygnalizującego nam zbliżający koniec partii.

Sama rozgrywka jest już banalnie prosta. Zagrywamy kartę, wykonujemy jej efekt, po czym umieszczamy ją w naszym Koktajlu (obszarze gry) w kolumnie owoców o tym samy kolorze (chyba że efekt karty stanowi inaczej) i dociągamy 1 kartę z Koszyka (decku ogólnego). W grze występują cztery rodzaje efektów kart – atak, moc (efekt natychmiastowy), efekt (efekt stały) i reakcja, którą możemy zagrać w odpowiedzi na atak przeciwnika.

Trzeba jeszcze wspomnieć, że w momencie uzyskania nad przeciwnikami przewagi w liczbie owoców w jednym kolorze uzyskujemy odpowiadającą mu kartę zapewniającą dodatkowe punkty, jednakże bonus ten jest przechodni i możemy go stracić wraz z utratą przewagi na rzecz innego gracza.

Gra kończy się na rundę po wylosowaniu z decku karty Upału. Na koniec rozgrywki liczymy punkty widniejące na kartach posiadanych w naszym Koktajlu (wyjątkowo karta Kiwilkołaka punktuje za liczbę posiadanych kart w jego kolorze), punkty ze wspomnianych kart premii za przewagi oraz po punkcie za każdą posiadaną kartę na ręce.  Wygrywa oczywiście gracz z największą uzbieraną liczbą punktów zwycięstwa.

Wojowoce – gra mocno losowa i pełna negatywnej interakcji. Teoretycznie zupełnie nie w moim typie, a jednak za każdym razem siadam do niej z przyjemnością. Często tak jest, że w gatunku, który staram się omijać z daleka, trafi się perełka, w którą mógłbym zagrywać się godzinami.

Dlaczego akurat Wojowoce? Nie wiem, być może ze względu na klimat powodowany uroczymi grafikami i zabawnymi nazwami wojowników. Może ze względu na lekkość rozgrywki i dobrą skalowność. Może dlatego, że pod tą całą losowością przy doborze kart, kryją się nieraz ciekawe decyzje i małe kombosiki do wyszukania i odpalenia.

Na pewno plusy należą się też za różnorodność i zbalansowanie talii. Fakt, że zdarzają się partie, po których wiara we właściwy balans bywa zachwiana, ale już po kolejnych rozgrywkach wrażenie to mija (lub przechyla się w kierunku innej talii).

To co mi najbardziej przeszkadza to konieczność zapoznawania się nowych graczy z tekstami na kartach. Jest to nieco upierdliwe i na pewno początkowo wpływa na płynność rozgrywki. Nie jest to jednak wada, lecz cecha gry, a jeżeli zamierzacie grać w stałym składzie problem ten szybko znika.

Wojowoce nie są może grą zbyt oryginalną, ale wykorzystane w odpowiednim towarzystwie potrafią zapewnić wiele godzin dobrej zabawy. Ze znanych mi tytułów Wojowoce najbardziej przypominają chyba Smash Up!, ale powinni się w nich odnaleźć także fani takich gier jak Boss Monster, Farmageddon czy Ucho Króla.

Przyznam, że nie wszystkim moim znajomym Wojowoce się spodobały (głównie ze względu na losowość, konieczność zapoznawania się z tekstem każdej karty czy mylne wrażenie co do balansu poszczególnych talii), ale ja tą grę serdecznie polecam szczególnie jeżeli lubicie negatywną interakcję i szukacie fillerka lub lekkiej i ładnie wykonanej gry rodzinnej.

PLUSY:

  • lekka rozgrywka,
  • zabawne grafiki,
  • dobra skalowność,
  • różnorodność i dobry balans talii,
  • krótki czas partii.

POTENCJALNE MINUSY (które mi akurat nie przeszkadzają):

  • dużo negatywnej interakcji,
  • spora losowość,
  • brak oryginalnych rozwiązań.

MINUSY:

  • spadki płynności podczas pierwszych partii związane z koniecznością zapoznania się z tekstem na kartach.

Ogólna ocena (7.5/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (9/10):

Dziękujemy firmie FoxGames za przekazanie gry do recenzji.

Odpowiedz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.Pola wymagane są oznaczone *

*