Home / Rzut okiem / Gry rodzinne / Jorvik – zabrakło magii kostek

Jorvik – zabrakło magii kostek

W ostatnim czasie na skutek udanych wymian na MatHandlu moją kolekcję zasiliła kolejna gra o wikingach. Był nią Jorvik wydany w Polsce przez wydawnictwo Hobbity. Jorvik to nowe (w tym roku trafiło na polski rynek) –  stare (jest reimplementacją Miasta Spichrzów) dzieło Stefana Felda. W grze wcielamy się w wodza plemienia wikingów, który będzie dążył do zwiększenia swoich wpływów.

Z fabuły to tyle. Jak to u Felda bowiem bywa, grunt to mechanika. A w niej zbieramy karty. Początek rozgrywki przebiega nieco podobnie jak w Kolejce. Wystawiamy na odpowiednie pola karty, a następnie ustawiamy członków naszej rodziny w kolejce po nie. Alternatywną opcją jest zarezerwowanie karty z wyższego rzędu – wówczas nikt nam jej na pewno nie zabierze, ale nie wiemy jeszcze czy będziemy w stanie za nią zapłacić. Na rozstawieniu członków rodziny do odpowiednich kart podobieństwo z Kolejką się jednak kończy. Nie ma etapu przepychanek kolejkowych, od razu przechodzimy do zakupów. W tym miejscu wchodzi całkiem ciekawe rozwiązanie. Cena każdej karty zależy bowiem od zainteresowania kupujących i wynosi tyle monet ilu ludzi stoi po nią w sznureczku. W momencie, kiedy pierwszy w kolejności gracz rezygnuje z zakupu i odchodzi cena automatycznie się obniża o jedną monetę. W taki sposób rozpatrywane są karty z niższego rzędu. Karty z wyższego rzędu są natomiast kupowane w nieco inny sposób. Podlegają one rezerwacji więc nikt poza rezerwującym nie ma możliwości ich zakupu. Ich cena zależy jednak od ilości rezerwacji, przy czym ostatnia zarerezerwowana karta jest najtańsza, a pierwsza najdroższa. Im później jednak zdecydujesz się zaklepać kartę tym mniejszy wybór ci pozostanie.

Same właściwości kart to już niemal klasyka gatunku set collection. Mamy karty z odgórnie przypisaną liczbą punktów, karty, które zapunktują tym lepiej im więcej mamy ich w kolekcji, karty wymagające do zdobycia pezetów określonych zestawów towarów, karty wymieniające towary na monety (a tych ciągle jest mało) lub na punkty zwycięstwa, no i oczywiście karty zapewniające rzeczone towary. Mamy też karty wojowników, które przydają się podczas obrony wioski przed napadami piktów (kto najbardziej przyczyni się do obrony ten uzyska kilka punktów zwycięstwa, a kto najmniej się przyłoży taką samą liczbę punktów straci). W końcu też mamy karty specjalne w tym trzy z bezpośrednią silną negatywną interakcją. Partię gramy do czwartego ataku piktów, co jednocześnie oznacza, że w każdej rozgrywce przez stół przewinie się niemal cała talia do gry.

Do tej pory podobały mi się wszystkie gry Stefana Felda (zwłaszcza te z kostkami), istniała więc spora szansa na to że i Jorvik przypadnie mi do gustu. I tak na początku było. Pierwsza partia mnie zachwyciła. Fajna mechanika, nowe i sprytne rozwiązania, a przy tym mała ilość reguł do zapamiętania i nieskomplikowana rozgrywka. Nawet mocno dawka negatywnej interakcja mi nie przeszkadzała, bo wydała mi się ona mało złośliwa. Po drugiej partii czułem się jednak gorzej. Początkowo zrzuciłem to na kark skalowności (pierwszą partię grałem w składzie 3 osobowym, a drugą w 5 osób), ale zagrałem trzeci raz (też w składzie 3 osobowym) i uczucie pewnego niesmaku pozostało. Podobne wrażenie towarzyszyło mi niedawno podczas gry w Magazyn 51 i było to uczucie wykluczenia z części rozgrywki powiązanego z losowością doboru kart. Pieniędzy w Jorviku jest bardzo mało i siłą rzeczy z zakupu kart w niektórych rundach jesteśmy wykluczeni. Problem w tym, że jest duża szansa, iż akurat w tych rundach wyłożone zostaną karty, które są absolutnie niezbędne do naszej koncepcji i ich odpuszczenie wiąże się ze stratą dużej ilości punktów. Poza tym mogą też wyjść karty, których posiadanie jest bardzo opłacalne finansowo (np. karta, która daje dodatkową monetę co rundę) więc bogaci, którzy je zakupią staną się z miejsca lub w perspektywie czasu jeszcze bogatsi, a co za tym idzie jeszcze trudniej będzie ich dogonić (efekt kuli śnieżnej).

Oczywiście istniej też szansa, że po prostu nie potrafię w takie gry grać (jestem za bardzo rozrzutny). Niemniej przewijające się przez wiele rund uczucie bezsilności na tyle mocno mnie denerwuje, że Jorvik nie ma pewnego miejsca w mojej kolekcji.

 



Grę Jorvik kupisz w sklepie


3 komentarze

  1. Zabrakło też oceny :D

  2. Ginet

    Grałem 3 razy, nie chciałem się bawić w ocenianie, bo mam mieszane uczucia. Po pierwszej partii dałbym 8/10, teraz najwyższej 6 lub 6.5 / 10.
    Z GWT nie miałem takiego problemu, tam gra mi się od początku do końca podobała i mic nie zachwialo mojego zachwytu. Poza tym w GWT grałem w każdym możliwym składzie osobowym, tutaj nie grałem w 2 i 4 osoby. Stąd tylko rzut okiem. Myślę że rodzinom, nawet takim trochę graacym bardziej przypadnie do gustu niż geekom (szczególne takim którzy lubiąi oczekują zębatek Felda)

  3. Ginet

    BTW.
    Nie przyjąłem zwyczaju że gram 3 razy i recenzuje. Tak się zdarzyło że grę dostałem na Mathandlu, nie spodobała się więc puszcze ją dalej, a że akurat nie było nic o niej na GF, to postanowiłem podzielić się wrażeniami w formie rzutu okiem :)

Odpowiedz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.Pola wymagane są oznaczone *

*