Home / Recenzje / Gry dla wielu graczy / Fief, czyli kto zostanie królem?

Fief, czyli kto zostanie królem?

fief0W dzisiejszych czasach jesteśmy zalewani nowymi grami. Co rusz pojawiają się nowe, coraz bardziej odkrywcze mechaniki, a każdy rok przynosi coraz wyższy poziom edytorski i wydawniczy… Czy jest wśród Was ktoś, kto chciałby zagrać w grę wydaną 33 lata temu? Bynajmniej nie chodzi mi o Monopoly! Czy gra sprzed ponad trzydziestu lat, może znaleźć swoje miejsce na współczesnym rynku? Warto to sprawdzić.

W końcowym okresie średniowiecza, ziemie, które składają się na dzisiejszą Francję, przechodziły bardzo burzliwy okres swojej historii. Po śmierci ostatniego króla z dynastii Kapetyngów wybuchła najdłuższa wojna o sukcesję, znana jako Wojna Stuletnia. Jakby tego było mało, w Avinionie znalazła się siedziba antypapieży schizmy zachodniej. Stało się to motywem dla powstania gry Fief. Jest to gra polityczna z bardzo mocnymi wątkami ekonomiczno-militarnymi. Gracze prowadzą rody szlacheckie, które starają się o przejęcie kontroli nad ziemiami świeckimi i powiązanymi z nimi tytułami baronów czy hrabiów. Ale oprócz tego trwa walka o uzyskanie tytułów kościelnych, by osadzić na tronie papieskim jednego ze swoich seniorów. A robimy to wszystko, aby zdobyć tron królewski i zapoczątkować nową dynastię…

Stara gra nowa jakość wydania

Stara gra nowa jakość wydania

Fief swoje pierwsze wydanie miał w 1981 roku. Podejrzewam, że dla wielu osób to może być całkiem niezłe zdziwienie, że już wtedy wydawano gry planszowe inne niż Monopoly i Chińczyk. Niedawno Fief powrócił z wielkim przytupem w postaci wielu wersji zlokalizowanych, w tym również polskiej, wydanej przez Hobbity. Spieszę od razu zapewnić, że możecie się nie obawiać siermiężności starych gier. Strona edytorska została dostosowana do dzisiejszych oczekiwań i możliwości. W dużym pudełku znajdujemy więc sztywną planszę, ładne i grube żetony, kolorową instrukcję, wypraskę i karty. Wszystko bardzo dobrej jakości. Dostajemy dokładnie to, tego oczekujemy po nowoczesnej grze. Jedyny minus wykonania to fakt, że łatwo było uszkodzić żetony seniorów podczas wkładania do podstawek.

Na pochwałę zasługuje czytelna i bardzo ładna instrukcja. Zasady nie są specjalnie skomplikowane i pomimo wielu ważnych niuansów można je bardzo szybko opanować.

Bardzo ciekawie jest rozplanowana plansza, bo oprócz pola gry z mapą, mamy na niej ściągawki z wszystkich kluczowych zasad, co jest bardzo pomocne. Na samej mapie znajdziemy terytoria podzielone na ziemie świeckie oraz biskupstwa. Te pierwsze zostały wyróżnione kolorami i składają się z dwóch (baronia), trzech (hrabstwo) lub czterech (księstwo) terytoriów. Oczywiście księstwo trudniej zdobyć, ale też daje większe korzyści. Zaś biskupstwa są zaznaczone liniami granicznymi – co jest o tyle ważne, że jedno biskupstwo składa się z terytoriów wchodzących w skład różnych ziem szlacheckich. Jest to bardzo istotne, gdyż tworzy przenikające się siatki wpływów, co może bardzo boleć, zwłaszcza podczas zbierania podatków.

Karty

Karty

O ile tytuły kościelne są dożywotnie, o tyle świeckie już nie. Dlatego, aby utrzymać swoje ziemie, należy się zbroić. W tym celu możemy werbować zwykłych pieszych żołnierzy jak i konnych rycerzy. Oczywiście trzeba za nich zapłacić złotem, które dostaniemy, zbierając podatki z ziem, a najlepiej z młynów. Młyny trzeba jednak zbudować – oczywiście za złoto. A złota jest mało… Co gorsza młynów można zbudować tylko tyle, ile jest żetonów. I tak, zgadliście. Jest ich za mało. Szybko okazuje się, że wróg ma więcej młynów niż ja i nie mam już skąd ich wziąć. Jak rozwiązać ten problem? Oczywiście należy go najechać i mu te młyny spalić, a zwolnione żetony pobudować u siebie. Ale żeby nie było za prosto, to może się wmieszać biskup, który dochody z młynów zabiera dla siebie w ramach dziesięciny.

Jak zdobyć tytuł szlachecki? Należy kontrolować wszystkie posiadłości w danej dziedzinie oraz wybudować w niej (kosztowny) zamek. Po poniesieniu pewnych dodatkowych opłat możemy się cieszyć tytułem.

Plansza podczas rozgrywki

Plansza podczas rozgrywki

Jak stać się biskupem? W każdym etapie można zgłaszać kandydatów na to stanowisko. Następnie rozpoczyna się głosowanie. Za każde kontrolowane terytorium w biskupstwie jest 1 głos, za jego stolicę biskupstwa 2 głosy. A jak zapewne pamiętacie – biskupstwa łączą różne ziemie, więc najczęściej o stanowisko walczą zażarci wrogowie. Dodatkowo prawo głosu mają ci, którzy wcześniej zdobyli inne biskupstwa dla siebie. Co ciekawe, tytuły kardynałów nie są głosowane – kupuje się je… Jak jest już dostatecznie wielu hierarchów, to można przeprowadzić głosowanie na Papieża.

Wreszcie – jak zostać Królem? Przez głosowanie… Każdy senior rodu z dowolnym tytułem ma 1 głos. Kandydat musi dostać minimum 3 głosy i poparcie hierarchii kościelnej (np. papieża).

Jednym słowem jest mnóóóóóóóstwo miejsca na knowania, polityczne rozgrywki i wsadzanie noża w plecy.

Jakby tego było mało, to oczywiście rozgrywkę urozmaicają karty. Są dwie talie – w pierwszej z nich losujemy nowych seniorów naszego rodu (seniorem może być zarówno mężczyzna, jak i kobieta), ale także tytuły kardynałów oraz Joannę d’Arc. A warto wspomnieć, że Aśka jest straszliwą machiną wojenną! W drugiej talii znajdziemy rozmaite karty wydarzeń oraz klęsk. Może tam być np. głód (zmniejsza podatki) albo obfite ulewy (blokują ruchy wojska). Z drugiej strony możemy dostać bardzo pomocne karty udanych zbiorów czy dodatkowych podatków. Są też karty przydatne w walce, jak podkop, wywołanie buntu czy wreszcie zabójstwo seniora.

Wszystko to, zebrane razem, tworzy naprawdę wciągający konglomerat.

Seniorzy rodów czekają na błąd przeciwnika

Seniorzy rodów czekają na błąd przeciwnika

Aby wygrać grę, należy zebrać 3 punkty zwycięstwa. Papież, król oraz każdy tytuł szlachecki dają po jednym punkcie. Trzy to niby niedużo, ale nie jest łatwo je zebrać. Aby było ciekawiej – jest możliwe zwycięstwo sojuszu. Aby rody zawarły sojusz, konieczne jest małżeństwo dwójki seniorów – i żeby nie było wątpliwości – muszą to być kobieta oraz mężczyzna, niebędący dostojnikiem kościelnym. Co może czasem powodować poważne problemy, gdy zabraknie odpowiednich kandydatów…

Taki sojusz musi razem posiadać 4 punkty zwycięstwa, więc może być to poważne ułatwienie! Jednak należy pamiętać, że sojusz może zostać zerwany, gdy jedno z małżonków zginie…

Fief oficjalnie jest grą dla 3–6 graczy. Nie wierzcie w to. Pięć osób to absolutne minimum, a i tak powstaje wtedy pewna asymetria – niektórzy gracze mają trochę więcej miejsca niż inni. Należy więc zapomnieć o skalowalności i starać się zawsze grać z kompletem sześciu graczy. Jest to jednak typowa przypadłość gier politycznych, więc nie czepiałbym się tego za bardzo. Za to czas gry jest zgodny z zapowiedziami. Po czterech godzinach kombinowania sytuacja jest już absolutnie dojrzała do wyłonienia zwycięzcy(ów).

Mogę już chyba odpowiedzieć na pytanie, które zadałem na początku. Fief doskonale przetrwał próbę czasu. Trochę tylko poprawiony i dostosowany do współczesnych wymagań, bez problemu stawia czoło nowym tytułom. Oprócz ciekawej mechaniki oferuje on również bardzo dobry klimat. Zdecydowanie polecam tę grę wszystkim zwolennikom knucia i politykowania!

Ogólna ocena (8.5/10):

Złożoność gry (7/10):

Oprawa wizualna (8/10):

Dziękujemy firmie Hobbity za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*