Home / Recenzje / Gry dla dzieci / The aMAZEing Labirynt

The aMAZEing Labirynt

Tajemnice Labiryntu to gra dostępna w większości Polskich sklepów internetowych. Kolorowe opakowanie wskazuje na dzieci jako grupę docelową, mało kto jednak wie, że Tajemnice zdobyły prestiżową nagrodę „Spiel des Jahres” w roku 1986. Gra wymyślona przez Maxa J. Kobberta pozwala również dorosłym na miłe spędzenie wolnego czasu.

Jak w większość gier wyprodukowanych przez RAVENSBURGER, tak i w tym przypadku nie można „przyczepić” się do wydania. Pudełko, bajecznie kolorowe, przyciąga wzrok, przede wszystkim dzieci. Warto zwrócić uwagę na tylnią część opakowania. Ostatnio na forum przy okazji dyskusji na temat Wyprawy pojawił się wątek oznaczeń na pudełku, do kogo skierowana jest gra. W przypadku Tajemnic Labiryntu jest to zrobione wzorcowo.
Trzy duże ikony informują nas, że preferowany wiek gracza waha się od 8 do 99 lat, ilość graczy: 1 (?) do 4, a czas rozgrywki 20-30 minut. Oprócz tych podstawowych informacji możemy znaleźć także dodatkowe. Mała ikona kostki jest informacją o losowości; plansza z potrójnego kółka i krzyżyka wskazuje na element strategii; dwie twarze – komunikacja; książka – symbol wiedzy, żarówka – kreatywność i ostatnia ikona składająca się z trzech elementów – ręki, oka i ust – znacznik akcji. Przy każdej ikonie znajdują się kropki 0-4. Czym więcej tym dany element ma większy wpływ na grę, tym więcej kropek jest przy nim umieszczonych.

Żetony planszy wydane są bardzo dobrze na twardym kartonie, podobnie plansza. Drewniane piony uzupełniają zestaw. Jedynie karty elementów, które losujemy na początku gry mogły być trochę grubsze, ponieważ nie sprawiają wrażenia wytrzymałych.

Plansza gry to twardy karton, na którym naklejonych jest 16 żetonów labiryntu. Pomiędzy nie losowo umieszczamy pozostałe 33 żetonów, z których jeden zostaje wolny.
Na 24 z nich znajdują się bajeczne obrazki przedstawiające jakieś skarby: księżniczkę, smoka, klucze, szczura itp.
Po przygotowaniu planszy tasujemy karty skarbów, które rozdajemy po równo między graczy. Każdy z uczestników zabawy odkrywa pierwszą kartę, ale nie pokazuje jej pozostałym. Jego zadaniem jest dotarcie swoim pionkiem z pola startowego do wylosowanego skarbu znajdującego się na planszy. Gdy mu się to uda, pokazuje kartę pozostałym, a dla siebie ciągnie kolejną. Pierwszy z graczy, który dotrze do wszystkich wylosowanych celów i powróci na pole startowe, wygrywa.
W trakcie swojej tury gracz przesuwa rząd żetonów-plansz (pionowy lub poziomy) za pomocą nadmiarowego elementu, a następnie porusza swoim pionem o dowolną ilość pól, o ile pozwala mu na to korytarz, ponieważ nie można przechodzić przez ściany :) Dozwolone jest przesuwanie żetonów, na których stoją piony innych graczy, można je nawet wypychać za planszę – pojawiają się one wtedy po drugiej stronie planszy.
Zasady są bardzo proste, kilkuletnie dzieci łapią je dosłownie w ciągu dwu minut.

Gra w jedną osobę (?)Na pudełku jest informacja, że w grę może się bawić 1-4 osób. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie samotnej gry w przesuwanie labiryntu, a w instrukcji nic na ten temat nie ma. Podejrzewam, że na pudełku jest błąd.

Wracając do oznaczeń, wydawca informuje nas, że gra trwa od 20-30 minut. Rozgrywka jest dynamiczna, ale czasami dochodzi do zastoju. Osoby grające zaczynają zastanawiać się nad kolejnymi ruchami i wybijają pozostałych graczy z zabawy. Świetnym rozwiązaniem byłaby gra z jakimś zegarem. Grałem zarówno z dziećmi jak i dorosłymi, gra trwa raczej powyżej 30 minut.

Element losowy jest spory. Trzy kropki przy opisie na pudełku bardzo dobrze go oddają. Jest to, moim zdaniem, największa wada tej gry. Zdarzają się sytuacje, że gracz wylosowuje kolejne karty ze skarbami znajdującymi się tuż przy jego pionie. Jest to bardzo frustrujące i odbiera innym nadzieję na upragnione zwycięstwo. Rozgrywka jest dość szybka, więc można wymyślić sobie jakiś sposób punktowania i rozegrać kilka partii. Wtedy element losowy powinien odpowiednio się rozłożyć.

Tajemnice Labiryntu w niesamowity sposób wyrabiają zmysł przestrzenny. Wydawałoby się, że przesunięcie jednego korytarza jest proste do przewidzenia, ale na szczęście tak nie jest. Zdarza się, że po minucie wymyślania najlepszego ruchu, zauważamy, że ten najlepszy jest już prawie ustawiony :)
Z drugiej strony, obmyślanie strategii na kilka ruchów do przodu nie ma większego sensu. Nasi współtowarzysze na pewno zniszczą nasze przemyślenia jednym ruchem, z reguły nawet nie mając świadomości czynienia tego.

Tu pojawia się element interakcji. Często, w sposób niezamierzony zmieniamy plany innych graczy. Niestety nie znamy ich celów, więc trudno im przeszkodzić z premedytacją… poza końcowym etapem gry.

Po ukończeniu wszystkich „misji”, gdy uda nam się dotrzeć do każdego poszukiwanego elementu, musimy wrócić na miejsce startu.
W tym momencie gra dostaje dodatkowego „kopa”. Wszyscy pozostali gracze zaczynają działać przeciwko wygrywającemu. Ten element rozgrywki jest według mnie najlepszy. Z jednej strony gracz wygrywający stara się wymyślić drogę dotarcia na miejsce startu, a reszta mu przeszkadza. W tym momencie najgorszą sytuację ma gracz poprzedzający ruch wygrywającego. Musi uważać by nie pomóc przeciwnikowi.

Właśnie w trakcie jednej z takich końcówek, wpadł mi do głowy pomysł na małą zmianę w zasadach. Polegałaby ona na pokazywaniu karty skarbu, do którego chcemy dotrzeć, a gdy nam się to uda, karta ta byłaby w jakiś sposób oznaczana (np. żetonem z innej gry).Rozgrywka na pewno by się wydłużyła, ale zwiększyłby się element interakcji, a pośrednio zmniejszył losowy.Niestety, grę miałem nie dość długo by taką zmianę wypróbować.

Podsumowując, gra jest dość dynamiczna. Przesuwanie żetonów planszy zmienia rozgrywkę z ruchu na ruch i daje sporo zabawy. Gra podoba się nie tylko dzieciom, ale również ludziom dorosłym. Element losowy jest spory, ale z drugiej strony, przy grze rodzinnej wyrównuje szanse w starciu małe dziecko – rodzic.

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w serwisie Gry-Planszowe.pl.

9 komentarzy

  1. Avatar
    Wojtek Dziwok

    Mozna jeszcze dodać, że Max Kobbert zbudował na bazie tego pomysłu małe labiryntowe imperium, wydając jeszcze: Junior Labyrinth (przeznaczony dla dzieci), Secret Labyrinth (zbudowany na bazie koła, w którym przesuwają się poszczególne wycinki), 3-D Labyrinth (również dla najmłodszych, z trójwymiarową planszą oraz ruchomymi elementami 3D), Master Labyrinth (znacznie rozbudowane reguły z elementami strategii – poszczególne artefakty mogą być zbierane tylko w określonej kolejności) i jego odmianę Lord of the Rings Labyrinth (nawiązuje do kopalni Morii) czy wreszcie opisywany już na tym portalu Labyrinth Card Game. Znawcy tematu (m. in. Bruno Faidutti) twierdzą jednak, że to właśnie podstawowy Amazing Labyrinth cechuje się prostotą i wdziękiem przyciągającym graczy.

  2. Avatar
    Michał Walczak - Ślusarczyk

    Warto także wspomniec, że w POlsce na początku lat ’90 zostałą wydana gra „Super Labirynt”, która prawdopodobnie ta samą gra, ale wydaną „na dziko” z pominieciem praw autorskich (w instrukcji nie znalazłem imienia i nazwiska autora).
    Zainteresowanych odsyłąm do tej galerii
    http://www.boardgamegeek.com/imagegallery.php3?gameid=1219
    gdzie można znaleźc zdjecia tej wersji.

  3. Avatar

    Ze swojej strony dodam, że gra została kiedyś wydana w języku polskim. Było to mam wrażenie w roku 1994. Była dostępna w supermarketach i reklamowana w telewizji (krótko przed Bożym Narodzeniem). W tym samym okresie można było kupić w polskich supermarketach San Marco i Tikal (może jeszcze jakieś inne gry, których już jednak nie upolowałem). Polskie wydanie różni się chyba tylko pudełkiem i instrukcją. Na pudełku jest nazwa gry po polsku, czesku i węgiersku, na jego tylnej stronie nie ma tak szczegółowej legendy dotyczącej charakteru gry.

    Fajnie, że ukazała się ta recenzja, bo gra jest moim zdaniem niedoceniana i uważana za grę wyłącznie dla dzieci. Tak jak napisał folko – gra nie dostarcza może najwyższej klasy wyzwan strategiczno taktycznych, ale jest przy niej sporo smiechu i zabawy. Jako gra rodzinna i jako ciekawostka pokazywana osobom, które chcemy w planszówki wkręcić – sprawdza się świetnie.

  4. Avatar

    Hehe, o „Super Labiryncie” nie wiedziałem. Mój komentarz dotyczył oficjalnego polskiego wydania – Ravensburgera.

  5. Michal Stajszczak
    Michal Stajszczak

    Gra Super Labirynt została wydana w Polsce chyba już w roku 1991 przez firmę Elmark. Gra była produkowana aż do chwili zawarcia ugody z Ravensburgerem (chyba na zasadzie przestańcie produkować, to nie będziemy was ścigać, za naruszenie praw autorskich). Podróbkę Tajemnic Labiryntu robiła też poznańska firma Mobi. Też musieli zaprzestać produkcji, ale zaczęli robić Labirynt Piracki (nie wiem czy drugi człon nazwy to prowokacja, autoironia czy przypadek). W tej grze elementami ruchomymi są kółka na skrzyżowaniach korytarzy.

  6. Łukasz Pogoda

    A ja właśnie kupiłem w Empiku (w Warszawie na tzw. ścianie wschodniej) Labirynth Mini — czyli kieszonkową wersję labiryntu w formie prostej gry karcianej :) za 29,90 zł. Wydanie tzw. Central European — z instrukcją po polsku, czesku, słowacku i węgiersku.

  7. Adam Kałuża

    Mini Labirynt to calkiem inna gra…

  8. Łukasz Pogoda

    Tym niemniej, łączy je z powyższą osoba autora, tematyka i szata graficzna :)

  9. Avatar

    Jeżeli czytasz po angielsku, to tutaj jest angielska instrukcja do angielskiej wersji:
    Amazeing Labyrinth w BGG
    (w sekcji files)
    Jeśli nie tego szukasz, proponuję zapytać na forum, tam szybciej się znajdzie ktoś pomocny.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*