Home / Recenzje / Gry dla dzieci / Konkurencja – smutny los sklepikarza

Konkurencja – smutny los sklepikarza

Zgodnie z nową świecką tradycją i przy okazji ŚGP #4 macie wyjątkową okazję przedpremierowo przeczytać tekst, który w ostatniej chwili nie zmieścił się w numerze. Zatem zanim otworzycie nowy numer Waszego ulubionego magazynu zapraszam do lektury…

Na polskim firmamencie pojawiła się kolejna gwiazda i tylko czas pokaże, czy stanie się istotną częścią konstelacji gracza, czy niczym kometa zniknie w pustce kosmosu. Wydawnictwo Pole Position debiutuje wydając autorską produkcję z dziedziny gier imprezowych. Mimo, iż tę kategorię charakteryzuje prostota zasad, krótki czas rozgrywki i ogólne nastawienie na nieskomplikowaną zabawę, rywalizacja o portfel gracza jest niezwykle zażarta i każdy nowicjusz na tym rynku musi zmierzyć się z tak znanymi tuzami jak Jungle Speed, czy Jenga. Jak na tym tle wypada Konkurencja?

Zostań kierownikiem

Każdy z graczy zostaje właścicielem jednego ze sklepów, a za cel stawia sobie zdobycie 15 klientów. Do sklepu będą zaglądać przeróżne indywidua– od bogaczy, którzy liczą się za dwóch, po kretynów, którzy nie mają zamiaru nic kupić itp. Należy sprawić, by w naszym sklepie gościli tylko pożądani klienci, podczas gdy do konkurentów odeślemy wszystkie niechciane indywidua. Dodatkowo w grze wykorzystujemy karty, które zwiększają możliwości przeszkadzania przeciwnikom lub ułatwiają osiągnięcie sukcesu. Sama mechanika jest bardzo prosta i sprowadza się do manipulacji losowanymi żetonami klientów oraz zagrywania kart.

Sklep do remontu?

Wykonanie gry jest przyzwoite, choć rozpadające się pudełko bardzo pogarsza ogólne wrażenie. Jest to o tyle dziwne, że gra imprezowa z założenia powinna być często i w różnych warunkach transportowana. Karty i żetony są już przyzwoite, a plansze sklepów tak grube, że aż szkoda, że nie oddały trochę tektury pudełku. Grafika jest konsekwentna, ale nieco monotonna i mi osobiście niespecjalnie przypadła do gustu. Cieszy fakt, iż żetony są rozpoznawalne z daleka, co umożliwia szybką ocenę sytuacji konkurentów, choć liczenie co chwilę aktualnej liczby klientów jest bardzo uciążliwe. Na kartach razi trochę prostota i schematyczność niektórych rysunków, aczkolwiek ogólnie nie jest źle.

Nic śmiesznego

Cechą rozpoznawczą wielu polskich gier jest ich nastawienie na rozbawienie gracza. Konkurencja również ma takie ambicje, o czym oznajmia już na pudełku. Nazwy sklepów parodiują istniejące sieci, a każda z kart ma krótki żartobliwy tekst. Niestety ogólne wrażenie jest dość mierne. Żaden z moich współgraczy nie był specjalnie rozbawiony i nikt nie zwracał uwagi na podpisy na kartach. Wydaje mi się, iż humor trafiać może najwyżej do gimnazjalistów, których fraza „masz kretyna” będzie w stanie ucieszyć. Osobiście jestem już bardzo zmęczony grami humorystycznymi i mam nadzieję, że następne produkcje Pole Position nie będą chciały mnie rozśmieszyć.

Nudna impreza

Gra najbardziej zawodzi w podstawowej kwestii, jaką jest jakość zabawy. Ciężko wysiedzieć do końca. Tury, choć krótkie, dłużą się niemiłosiernie. Ilość możliwych zagrań jest bardzo ograniczona, tempo mizerne i najdalej po 5 minutach gracze zaczynają kombinować jak w grzeczny sposób uciec nie narażając się właścicielowi gry. Podczas rozgrywek siłą musiałem zatrzymywać moich towarzyszy niedoli przy stole. Nieco lepiej jest w wariancie dwuosobowym – krócej czekasz na ruch i gra toczy się szybciej. O ile sama mechanika nie posiada żadnych dyskwalifikujących wad, to wszechobecna nuda sprawia, iż rozgrywka w Chińczyka wydaje się być karkołomną, ekstremalną i pełną niesamowitych przygód eskapadą dla prawdziwych twardzieli. Zwycięstwo wydaje się jednak zależeć praktycznie od szczęścia i mimo, iż grom imprezowym można wybaczyć większą losowość, to w tym wypadku odnoszę wrażenie, iż gra właściwie sama się toczy i gracz nie za bardzo ma możliwość przeprowadzenia jakiegokolwiek planu. Chyba, że polega on na przeprowadzeniu spisku, w wyniku którego niektóre elementy gry znikają w niewyjaśnionych okolicznościach, przez co niestety z bólem serca zabawę trzeba przerwać i można powrócić do nieco bardziej ciekawych zajęć.

Konkurencja jest najlepszym dowodem, iż niestety nie każdy uczy się na cudzych błędach i koniecznie chce popełniać własne. Kolejna gra humorystyczna, kolejna gra imprezowa, kolejna gra lekka, łatwa i nieprzyjemna. Rozumiem, że takie produkcje łatwiej się robi, testuje i wydaje, ale tego nikt nie kupi. Nowe wydawnictwo powinno rozpocząć czymś wyjątkowym, wspaniałym, dzięki czemu przebojem zaistniałoby w świadomości graczy. Niestety Konkurencja, mimo startu z pole position zalicza wyraźny falstart. Zdecydowanie odradzam.

Ogólna ocena:

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:

5 komentarzy

  1. Avatar

    no to teraz czekamy na recenzje: Taina, Wypasu, Homunkulusa i Mech Wars….

  2. Avatar

    Troche strach sie za nie brac…;-)

  3. Avatar
    Jacek Nowak (ja_n)

    :) ja jednak mam nadzieję, że choć część tych tytułów załapie się do ŚGP (czytaj – będą to po prostu dobre gry).

  4. Avatar

    Trza mieć nadzieję… że może będzie lepiej i już nie tak „śmiesznie”

  5. Avatar

    Tain zapowiada sie calkiem ciekawie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Atlantica

Kiedy gry planszowe oparte są na historii Atlantydy, ich twórcy zwykle fundują nam zabawę w stylu „ratuj się lub giń”. Christian Fiore i Knut Happel postanowili inaczej wykorzystać motyw zatopionego miasta. Zasiadając do Atlantica nie będziemy próbowali przetrwać, tylko się wzbogacić… to znaczy wzbogacić muzea oczywiście, dzięki bezcennym artefaktom.