Home / Artykuły / Felietony / Świat Go a refleksje o eurograch

Świat Go a refleksje o eurograch

W Empikach, w ramach literatury około-planszówkowej, oprócz Świata Gier Planszowych jest również od jakiegoś czasu książka Janusza Kraszka 'Świat Go’. Wiem, bo autor narzeka że się nie sprzedaje :-) News jak news, naszły mnie jednak jak to usłyszałem 2 refleksje.

Po pierwsze – czy jest w ogóle sens umieszczać takie rzeczy jak ŚGP/Świat Go w empikach? Przynajmniej jeśli nastawiamy się na sukces finansowy, a nie na dotarcie do kilku nowych potencjalnych nawróconych? Pierwsze wydanie Świata Go ponad 20 lat temu rozeszło się po 'zwykłych’ ludziach całkiem dobrze – spotkałem naprawdę dużo osób które mówiły 'Go? nie znam, nie grałem, ale gdzieś na półce mam Świat Go’.

Tyle że 20 lat temu nie było takiego natłoku tysięcy publikacji o każdym możliwym hobby. Kiedyś dało się mieć pojęcie co jest w księgarni. Dziś jak donoszą nasi agenci prosto z frontu nawet wiedząc po co przychodzimy do Empiku z cudem graniczy znalezienie tego. Wydaje mi się więc że na obecnym etapie rozwoju naszego ryneczku na publikacje branżowe w Empikach jeszcze za wcześnie. Większość odbiorców znajdzie takie rzeczy bezpośrednio w sklepach hobbistycznych, a szansa że znajdzie go istotna ilość przypadkowych ludzi chyba nie jest szczególnie duża. Być może jakby wymusić że leży toto tuż obok gier planszowych?

Po drugie – czy powstaną jeszcze kiedyś książki takie jak Świat Go – traktujące szerzej o strategii i taktyce – ale dotyczące jakiejś 'nowożytnej’ gry? A jeśli nie powstaną to czemu? Czy gry odpowiednio głębokie żeby było o czym napisać książkę (już nie mówię kilkaset/kilka tysięcy tomów) teraz jeszcze powstają? Yinsh/ gry z projektu Gipf może? Czy odpowiednio głębokie gry powstają, ale w dzisiejszej kulturze 'zagraj raz i kup nową grę’ nikt nie ma szans poznać żadnej gry do tego stopnia żeby tę głębię zauważyć?

Czy może dziś równie głęboka gra nie przebiła by się zupełnie na rynek, czy jest tak że gdyby była odpowiednio głęboka to nikt już dziś nie dałby jej odpowiednio dużo szans żeby w ogóle zorientować się że jest to gra dobra? Różne warianty szachów o prawdopodobnie porównywalnym (a często większym) stopniu skomplikowania/głębi powstają cały czas, ale o żadnym nie słyszałem żeby zdobył większą popularność, o powstawaniu książek/ opracowań strategii nie wspominając.

A może wręcz przeciwnie, może cięższe z nowoczesnych eurogier mają odpowiednią głębię, tyle że zamiast pisać książki eksperci tych gier piszą artykuły na BGG? Może za 100 lat obok dzisiejszych artykułów o Caylusie (opatrzonych wtedy już etykietą 'dla początkujących’) będzie mnóstwo artykułów 'średnio zaawansowani/eksperci’? Osobiście w to nie wierzę, nie wydaje mi się żeby którakolwiek z nowych gier biła głebią 1830, grę która (w przeciwieństwie do dzisiejszych gier) ma grono fanatyków z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, z wieloma ekspertów znających ją bardzo bardzo dobrze. Odpowiedzią na super dokładne poznawanie przez fanatyków 1830 było powstanie kilkudziesięciu podobnych gier w rodzinie 18xx, a nie nie kończące się poznawanie nowych głębi i warstw strategii…

Dużo pytań, mało odpowiedzi. Ciekaw jestem co wy sądzicie. Empik to opłacalna ekonomicznie alternatywa, czy też sposób działania dzisiejszych misjonarzy nowych hobby? I przede wszystkim – czy są/będą jeszcze powstawać gry które będą mogły stać się dla ludzi całożyciowym hobby, które będą miały coś nowego do zaoferowania po tysiącach godzin rozgrywek z równymi nam przeciwnikami?

46 komentarzy

  1. Avatar

    Powiem tak… Wciąż patrzę z przerażeniem na olbrzymią, naprawdę wielgachną skrzynię (bo pudło to za mało), z grami, którą dostarczył mi kurier z jedynie słusznego sklepu. Potem patrzę na idealnie upakowane miejsce na szafie, gdzie każdy centymetr sześcienny przestrzeni wypełnia pudełko od jakiejś gry.

    I nagle, niestety, tracę zupełnie ochotę otwierać tę skrzynię z nowościami, na które w swoim czasie się tak napaliłem.

    Zjawisko przesytu, przy braku czasu. Brak możliwości koncentracji na jednym tytule. A ja właśnie lubię poświęcić się pasji dogłębnie, przynajmniej przez jakiś czas (przez co rozumiem dłużej niż jeden, dwa wieczory). Czeka mnie przebijanie się przez instrukcje, wyczekiwanie miesiącami na czas i okazje do gry, uczenie nowych adeptów zasad itd.

    W efekcie tęsknie spojrzałem na upchnięty w kąt zasłużony goban. Jeden rzut oka i przypominam sobie większość swoich partii (znowu tak dużo nie było, ale jednak). Zasady wracają, tak jak umiejętność jedzenia budyniu łyżeczką. Rozstawienie gry to sekundy. Zasady banalne do wytłumaczenia nawet dziecku. Głębia – nieskończona.

    Nie wiem, czy będą powstawać nowe gry, które staną się równie porywające, albo przynajmniej znane ze słuchu dla rzesz, ale czuję, że moja przypadłość wcześniej czy później dotknie cały nasz rynek, który na razie jest na etapie zachłystywania się boomem planszówkowym. Ale mieszkania nie rosną (albo dzieje się to sporadycznie), czas nie jest z gumy. W pewnym momencie być może ludzie przestaną kupować co w oko wpadnie i zaczną szukać „złotej gry”. Jednej, dobrej dla wszystkich, niezawodnej. Jak Monopoly :)

    Albo jak Go, mam nadzieję.

    Owszem, jest sens pakować takie książki do Empiku. Biorę znajomych za łeb i pokazuję im na półce – patrz, tu jest ciekawa książka o mądrej grze. Empik to nie tylko miejsce na chłam, możesz tu bez wstydu kupić coś wartościowego.

    Ponadto łatwo mi sobie wyobrazić ludzi, których fascynacja grami (niekoniecznie Go) zaczyna się od mniej lub bardziej przypadkowo zakupionej książki. Niechby i w Empiku.

    A czy to się Empikowi opłaca? Cóż, trzeba by spytać zainteresowanego :) Skoro książka jest na półce, znaczy ktoś kupuje.

  2. Avatar

    Jeśli chodzi o ŚGP musisz Bazik pamiętać, że dla kogoś żyjącego w Warszawie kupno SGP w EMPIKU czy Graalu to żaden kłopot. Dla fana gier w Opolu… Pozostaje już tylko EMPIK.

    Po prostu EMPIK jest alternatywą dla wszystkich tych fanów gier, którzy żyją w miastach, gdzie nie ma sklepu hobbystycznego, a gdzie jest salon EMPIKU.

    Każdego numeru sprzedaje się na tyle dużo w EMPIKU, że nie ulega wątpliwości, że pismo musi być dostępne w tej sieci.

    Nawet jeśli sieć nie ma pojęcia gdzie ten peridyk wystawić i stąd sa szopki z tropieniem numeru na półkach :(

  3. Avatar

    Szukanie w Empiku to mimo wszystko niezła zabawa. Zawsze można zapytać przy kasie. Pani ma dostęp do komputera, który zwykle zwraca odpowiedź jest/brak. A to gdzie, to już w sumie nasza brocha.

  4. Avatar

    Pomimo w wiele większej ilości informacji zgromadzonej przez nas w czasach nowożytnych a także za jej sprawą, raczej nie mamy co liczyć na powstanie gier, które swoją głębią przebiją go. Z jednej strony mamy gry, w których instrukcjach jest wymienionych nawet kilkuset testerów (LeHavre ma ca. 250), z drugiej strony ile osób zagrało w go przez kilka tysięcy lat?

    Niestety, naszą cywilizację zaczyna napędzać co raz bardziej handel — czymkolwiek. Obrazkami z Panem Gąbką, na przykład, jak na chyba najpopularniejszej obecnie polskiej witrynie. Kupujemy a potem zgrzytamy zębami, bo nie mamy kiedy albo z kim przeczytać/zagrać/obejrzeć, bo wszyscy inni kręcą się w kółko zajęci tym samym młynem, który zamiast na jakość stawia na ilość.

    Co może nieco rzucić nieco światła po tym ponurym spostrzeżeniu, to fakt, że może i Caylus czy inne ciężkie eurogry nie są dostatecznie złożone i głębokie jak go, to jednak zawsze to i lepsza rozgrywka niż telewizja i zawsze mogą stanowić klucz do świata głębokich gier. Może już niewielu odda cały swój wolny czas kontemplacji jednej planszy, ale choć kilkunastu będzie próbowało zwyciężyć optymalizacyjny wyścig…

    Acha, no i go nigdy nie będzie miało jednej rzeczy: Wersji kolejowej :)

  5. Avatar

    Nie wiem, kiedy wydany był „Świat Go” – czy już przed 1989, czy po. Różnica jest wielka – książki przed 1989 miewały absurdalnie wysokie nakłady. I do tego były relatywnie tańsze niż teraz (kosztem paskudnego papieru, wyblakłej farby itepe).

    Do tego okres przełomu (późne late 80., wczesne 90.) to lata kiedy planszówki istniały w telewizji. Kto pamięta program „Jarmark” („były sobie świnki trzy, sport, muzyka, oraz gry”), gdzie Wojciech Pijanowski przedstawiał ciekawe planszówki z różnych stron świata?

  6. Odi

    To jest także problem zaszufladkowania planszówek w kategorii 'zabawa dla dzieci’ oraz postrzegania gier takich jak szachy, brydż czy Go, jako rozrywek szlachetnych i wysublimowanych. Mam wrażenie, że tych wysokich progów żadna tam Agricola czy Dominion nigdy nie przeskoczą – przynajmniej w świadomości społecznej.

    Piszesz w CV – „pasjami grywam w Go”, „Ulubioną rozrywką jest dla mnie – od wielu już lat – partyjka szachów”, „często lubimy się spotkać z przyjaciółmi na brydżu”. Postrzegany jesteś jako człowiek posiadający bez wątpienia zdolności analityczne, umiejętność koncentracji, cierpliwy…
    Gdy mówisz o szachach, go czy brydżu jesteś szanowany.

    A teraz wyobraźmy sobie, że przyznajesz się iż „od wielu już lat grywam w Agricolę”. Po pierwsze – nic nikomu to nie mówi. Po drugie – wyjaśnienie „starochińska gra strategiczna” brzmi znacznie lepiej, niż „współczesna gra planszowa o życiu niemieckiego chłopa”.
    Reasumując – na szacunek w świadomości społecznej, gry planszowe będą musiały sobie zasłużyć. I to mocno. I to starając się wiele lat. A to z tego szacunku wynikają właśnie książki poświęcone go, szachom…

    Inną kwestią jest rzeczywiste replayability dzisiejszych gier. Nie wiem z czego to wynika, ale mam wrażenie, że jest ono znacząco wyższe w tytułach klasycznych, niż nowoczesnych. Może to wynika z prostoty? Dziśiejsze gry planszowe zawierają w sobie wiele gadżetów i mechanik tylko dlatego, że 'klient sie tego domaga’. Karty muszą być, meeeple muszą być, do tego fajnie mieć jakiś gadżet (skórzany kupek, dzwonek, kręcące się tarcze)… Wymieszać to wszystko z elementami mechaniki już sprawdzonej i lubianej (np licytacje czy worker placement), dodać coś oryginalnego i ziuuu… na rynek. Byle do Essen.
    Może o Go, szachach czy brydżu powstają książki, bo w przypadku tych gier po prostu NIE DA SIĘ WYCZERPAĆ TEMATU W JEDNYM POŚCIE NA BGG, jak to jest w przypadku setek innych, współczesnych nam produkcji. Teraz wystarczy zagrać kilka razy, machnąć reckę na dwie strony znormalizowanego maszynopisu i już znamy dwie-trzy najlepsze strategie prowadzące do zwycięstwa (rzadko która gra ma ich tak naprawdę więcej…)

    Ponadto, rynek jest ogromny. Nie ma czasu na bliższe zapoznanie się z tym tytułem. Kto wie – może takie kniziowe Schotten-Toten ma w sobie niezwykły potencjał strategiczny, z bibliotekami otwarć na różne okazje. Nikt jednak tego nie sprawdzi, bo nikt nie poświęci jednemu tytułowi tyle czasu. Za rok kolejne Essen, potem kolejne… Trzeba sprawdzać na bieżąco prezentowane nowości. Żywotność najlepszych gier (dajmy na to: Puerto Rico, Agricola, RftG) trwa nie kilkaset-kilka tysięcy lat, ale 3-4…
    Takie Puerto Rico – rok powstania 2002. Caylus – 2005. I co? Wciąż są to gry popularne, wciąż mają grono zwolenników, ale powoli tracą swoją dominującą pozycję. Z dzisiejszymi hitami (Dominion, RftG) za kilka lat będzie podobnie. Kilka lat. Co to jest w porównaniu z setkami lat popularności szachów, go… Nawet nie tyle popularności, co ciągłego rozwoju, wymyślania nowych koncepcji, strategii, otwarć… Kto za 50 lat będzie wymyślał nowe strategie do Puerto Rico czy RftG?

    Kolejnym problemem współczesnych gier jest …ich rodzinność. Zauważcie, że zarówno szachy i go, jak i brydż, to gry pojedynkowe (1 na 1, 2 na 2), z jasnymi zasadami zwycięstwa (de facto – last man standing) i zero-jedynkowym przebiegiem gry.Są grami strategicznymi, starając się dość wiernie oddać z grubsza zasady regularnej wojny.
    Tymczasem najpopularniejsze współczesne gry planszowe są wieloosobowe, z coraz bardziej wysublimowaną, niejednoznaczną i nieagresywną interakcją, często o punktowych warunkach zwycięstwa, z ukrytym liderem (żeby nikogo czasem nie frustrowało, że przegrywa…). Mam wrażenie, że to nie pomaga grze 'stać się legendą’…
    Niedawno TVP prezentowała (kiepski skądinąd) serial „Tajemnica twierdzy szyfrów”. W jednej ze scen gł bohater (Małaszyński) rozmawia z niemieckim oficerem w jego gabinecie (Frycz). ów oficer gra właśnie samemu w szachy. Rozmowa pełna jest napięcia. Przy wyjściu, Małaszyński rzuca – „Goniec na H6”. Owszem, tandetny chwyt ale od razu wiadomo o co chodzi – Małaszyński jest taki sprytny, że prowadząc rozmowę może jednocześnie analizować przebieg partii szachów. To budzi szacunek.
    Wyobraźmy sobie wersję alternatywną – Oficer nie gra w szachy, ale w… Puerto Rico. Małaszyński wychodząc mówi: „Radziłbym wziąć w tej turze małą farbiarnię”…
    No niestety – różnica jest… gigantyczna :)

    Reasumując – mam wrażenie, że nigdy współczesne planszówki nie staną się niczym więcej, niż formą miłej, rodzinnej rozrywki. Nawet jeśli zyskają większą niż obecnie popularność, nie staną się 'klasyką’ i nikt ich nigdy nie postawi w jednym rzędzie z Go czy szachami. Nie mają po temu warunków. Nie będzie książek o RftG, Puerto czy Caylusie. Nikt tego nie napisze (po co, skoro już wszystkie strategie dogłębnie zanalizowano na forach), nikt tego nie wyda, nikt tego nie kupi i nikt tego nie przeczyta. Bo to nie budzi szacunku

  7. Odi

    Przepraszam, nie wiedziałem, że się aż tak rozpisałem :]

  8. Mst

    Pytanie tylko czy nie pownniśmy porównywać go czy szachów raczej z grami projektu GIPF niż z Agricolą czy Puerto Rico.

  9. Odi

    Mam wrażenie, że nie. Naturalnie jesli chcemy rozpatrywac problem szerzej, w kontekście społecznym, nie szukając jedynie podobieństw w mechanice i gatunku.

    Może nie jestem świadom, jak bardzo GIPF jest(są) popularne, ale mam wrażenie, że szachy i Go były rozrywką naprawdę popularną. Swoistym sportem masowym w opiniotwórczych i decydenckich sferach.
    Planszówki są (chyba) znacznie mniej popularne (relatywnie rzecz biorąc), a już projekty typu GIPF, chyba w ogóle są niszą w niszy.
    Ale może się mylę

  10. Avatar

    Z całym szacunkiem dla Go, czy Szachów, ale nie są to dla mnie gry, w które chciałbym się zagrywać co piątek na spotkaniach. Jakoś nie czuję się w nich mocny, ani mnie tak nie cieszą gry logiczne. Zdecydowanie wolę zagrać w dobrą grę ekonomiczną, gdzie emocje w cale nie są mniejsze niż przy starciu dwóch szachowych wyjadaczy. Poza tym, co z tego, że wiele ludzi uważa szachy za bardzo dobrą grę, a i tak w nią nie gra, bo za abstrakcyjna, za trudna, trzeba jej poświęcić dużo czasu, itp.? Wolałbym, żeby więcej ludzi grało np. w Puerto Rico, niż wiedziało, że jest taka gra i że jest dobra (ale grać? – o nie). A co do nowości na rynku planszowym, to cała zabawa polega przecież na sprzedawaniu kolejnych gier i zarabianiu na tym pieniędzy. Stąd ciągle na tapecie są nowe gry (co czasem jest już męczące, bo trudno niektórych namówić na rozgrywkę w znaną grę), co nie zmienia faktu, że o zagraniach w dobrej grze można dużo dyskutować. Inna sprawa, że możliwości w grze logicznej jest o wiele wiele więcej niż w grze ekonomicznej, której stworzenie, z kolei, wymagało chyba dużo więcej pracy (testowanie i balansowanie) niż w grze logicznej. To chyba nic dziwnego, że kombinacji w Szachach jest bardzo wiele więcej niż w Puerto Rico. W Szachach robimy pojedyncze ruchy, które potencjalnie wpływają na inne pionki (a każdy pionek może oddziaływać na inne); w PR rozkręcamy swoje „przedsiębiorstwo” wybierając jakąś drogę. To zupełnie inna para kaloszy i nie bardzo jest sens porównywać ilość kombinacji w obu grach. Dobrze za to, że są różne gry, bo każdy może znaleźć coś dla siebie.

  11. Michał Stajszczak

    Kiedy powstały szachy, a kiedy napisano pierwszą książkę na temat szachów?
    Kiedy powstało go, a kiedy napisano pierwszą książkę na temat go?
    Od kiedy w Polsce nowoczesne gry planszowe stały się popularne (o ile w ogóle się stały)?
    Popatrzcie na ofertę książek na temat gier w księgarni amazon.com (http://www.amazon.com/s/qid=1229188881/ref=sr_nr_n_0?ie=UTF8&rs=4402&bbn=4403&rnid=4402&rh=n%3A86%2Cn%3A4402%2Cn%3A4403). Jest tam kilka tysięcy pozycji, w tym na przykład 51 na temat backgammona i 189 na temat scrabbla. Najwięcej książek jest na temat szachów, ale są też na temat go, domina, a nawet Monopoly.

  12. Avatar

    Ja wcale nie uważam, że gry inne, niż klasyki — go, szachy i brydż — nie budzą szacunku. Im jedynie trudniej dorobić się takiej renomy, ponieważ „zgrywają” się za szybko. Może takie machiny, jak AoS mają szansę przetrwać… Lekkie wypełniacze na 20 min mogłyby nie istnieć, a zalew tytułów do niczego nie prowadzi, bo 70% nowych gier nie ma szans. Z drugiej strony, skąd mamy wiedzieć, która z nich jest najlepsza? :)

    Jednak jednak inny aspekt gier tradycyjnych — dojście do zycięstw w nich wymaga nie lada praktyki a i tak nie mamy szans pokonać mistrza. Szachy, na ten przykład — wybitnie premiują graczy o dobrej pamięci, którzy opanowali ileść tam otwarć itp. Niezależnie od tego, jak jest to doskonała gra, droga do sukcesu jest długa. A ja akurat lubię odmianę — i każda nowa gra, o ile jest ciekawa i dobra, pozwala spróbować innego sposobu myślenia. Dzisiejsze czasy zresztą po prostu nie sprzyjają benedyktyńskiej pracy i rozpracowywaniu jednego zagadnienia. Nawet, jeśli stawiamy opór rzeczywistości i nie ogłupiamy się telewizją, staramy się żyć świadomie itd. eurogry pozwalają nam szybciej i częściej zasmakować zwycięstwa — a zwycięstwo to satysfakcja.

  13. Avatar

    „Po drugie – czy powstaną jeszcze kiedyś książki takie jak Świat Go – traktujące szerzej o strategii i taktyce – ale dotyczące jakiejś ‘nowożytnej’ gry?”

    Bazik, po przeczytaniu mam wrażenie, że chcesz aby takie książki powstały, bo to będzie dobrze świadczyć o głębi tych gier.

    Spróbuję w następnym felietonie do ŚGP (nr.9) wyjaśnić, dlaczego mam ogromną nadzieję, że takie książki NIE będą powstawać. (w komentarzu naprawdę się nie zmieszczę)

  14. Avatar

    Też mam nadzieję, że książki na temat strategii w nowych grach nie będą powstawać. Pryśnie wtedy czar samodzielnego odkrywania nowych zasobów ludzkiej pomysłowości. Za to na pewno kupiłbym i sprzedawałbym książkę opisującą najlepsze współczesne planszówki. Takie zestawienie kilkudziesięciu tytułów z kilkustronicowym opisem każdej.

  15. Odi

    Stalker napisał: „Jednak jednak inny aspekt gier tradycyjnych — dojście do zwycięstw w nich wymaga nie lada praktyki a i tak nie mamy szans pokonać mistrza. Szachy, na ten przykład — wybitnie premiują graczy o dobrej pamięci, którzy opanowali ileś tam otwarć itp. Niezależnie od tego, jak jest to doskonała gra, droga do sukcesu jest długa.”

    – zgadzam się całkowicie, bo… to potwierdza moje spostrzeżenia. gry tradycyjne wymagają sporego nakładu pracy by odnosić w nich sukcesy. Ergo – jeśli mówisz, że grasz namiętnie w szachy/go/brydża, ludzie cenią twoje umiejętności i pracę jaką wykonałeś, by je oszlifować.

    Jak tu szanować gry, w których (z założenia) doświadczony gracz może przegrać z początkującym.
    One nigdy nie będą niczym więcej niż rozrywką.

  16. Avatar

    Oczywiście, tam, gdzie jest potrzebna cierpliwość i wytrwałość, umiejętność gry w szachy może oznaczać, że posiadasz niezbędne cnoty. Ale może też oznaczać, że zamiast się rozwijać, cały wolny czas przeznaczasz na jedną grę — co może wskazywać na wąskie zainteresowania…

    Gry teraz są traktowane jako rozrywka. Kiedyś miewały różne znaczenia, także magiczne. Oczywiście, że można traktować szachy i go jako ćwiczenia ze strategii, jednak kto się prawdziwie pasjonuje wojną i jej symulacją, ten nie poprzestaje na szachach. Wojna jest o wiele bardziej skomplikowana.

    Natomiast gry zawsze były TAKŻE rozrywką. Znany badacz kultury, p. Huizinga powiedział „Nie ma kultury bez zabawy”. A że w średniowiecznych katedrach można znaleźć wydrapane kilka wieków temu plansze do młynka świadczy o tym, że nie każdego interesowało rozpatrywanie problemów „goniec na a3 czy e3?” (pomijając już fakt, jakie warstwy społeczne grały w szachy, a jakie w młynka).

    Tak więc, traktując eurogry jako coś gorszego, przyczyniamy się do podziałów na kulturę wysoką i niską. No cóż, zawsze był plebs i szlachta, ale w czasach demokracji taki podział tylko pogarsza sprawę, bo głupcy pozostają głupcami, a „elity” i tak nic nie znaczą…

  17. Avatar

    Odi, chyba nie do końca. Szachy, Brydż, czy Go, to też przecież rozrywka. Może bardziej angażująca i wymagająca długiej pracy, ale jednak. Przecież w EiT, czy PR też są mistrzostwa i też nowicjusz nie ma w nich szans na wygranie z mistrzem. Nie przesadzałbym z tym idealizowaniem gier tradycyjnych jako jakiegoś doskonałego bytu i robieniem z eurogier tylko i wyłącznie rozrywki. Weź namów całą rodzinkę, żeby się z Tobą pobawili w Puerto Rico – wszyscy będą się świetnie bawić? Nikt z rodziny nie powie, że się męczy, że to dla niego za trudne, albo, że nie ma ochoty? Wszystkie cięższe gry mają też aspekt towarzyski, czy rozwoju umysłowego i doskonalenia podejmowanych decyzji.

  18. Avatar

    To ja może wcisnę swoje 2 grosze do tej ciekawej dyskusji…
    Nie porównując wieku Go, Szachów czy Puerto Rico spróbujcie spojrzeć na problem z innego, bardziej przyziemnego, ogólnego i przygnębiającego punktu widzenia.
    To, że dzieje się co się dzieje w świecie gier planszowych jest spowodowany tylko i wyłącznie… globalizacją i rewolucją informacyjną. Właśnie nasze pokolenie czy tego chce, czy nie chce odczuwa i jest świadkiem globalizacji i rewolucji informacyjnej. Jeszcze moi rodzicie żyli spokojnym życiem… niskie koszty produkcji (chiny), informacja dla każdego i wszędzie (internet), brak granic dla produktów i myśli sprawiła, że mamy taki wysyp gier… coraz lepszych gier.
    Do nie dawna szczytem marzeń były gry Dragona, Magia i Miecz. Szczytem szczytowania było zdobycie produkcji z pod znaku Avalon Hill.
    Teraz? Możemy mieć wszystko, wtedy gdy ukaże się to w USA, czy Niemczech z kilkudziesięciu różnych wydawnictw.

    Odpowiadając na pytanie…
    Nie. Nie będzie następcy Szachów czy Go. Tak jak nigdy nie będzie następców Forda T, Monopoly (które narodziło się w kryzysie), Tetrisa, czy kostki Rubika. Wszystkie te produkty były przełomowe i symboliczne – reszta to podróbki. Choć niektóre lepsze od oryginałów to oryginał jest tylko jeden.

    Pod hasłem Eurogry za 20 lat najprawdopodobniej znajdą się tylko Osadnicy z Catanu… nie dlatego, że są głębsze, czy lepsze od Caylusa. Ale dlatego, że była to gra przełomowa.

    To tyle :)

  19. Odi

    To może z innej beczki:

    Jak postrzegasz kogoś, kto lubi uprawiać rugby, grać piłkę nożną lub koszykówkę?

    Jak postrzegasz kogoś, kto lubi grywać w polo,golfa czy w strzelanie do rzutek?

    Na podstawie tej jednej informacji – o jego zainteresowaniach – możesz zbudować cały jego portret pychologiczno-społeczny. I choć dzisiaj w rugby, futbolu czo koszu są większe pieniądze niż w tych bardziej elitarnych sportach, to jednak nigdy nie osiągną one tego statusu jak owe sporty elitarne.

    Zachowując proporcję – podobnie widzę postrzeganie współczesnych planszówek i gier klasycznych.
    Warto się zastanowić, skąd to się bierze. Ale nie zaprzeczycie, że w odmienny sposób jest postrzegany planszówkowicz i szachista.

    Zaryzykuję pewną tezę:
    grac w piłkę, rugby, kosza – może każdy. Nie wiąże się to z żadnymi wysokimi wydatkami sprzętowymi – ot, wystarczy piłka i kawałek trawnika/placu. Możesz grać z kuplami ze studiów doktoranckich, ale możesz też grać w turnieju z drużyną bezdomnych. Sa to bez wątpienia sporty masowe.
    Jeśli ktoś mówi, że regularnie grywa w golfa,polo czy strzela do rzutków, to oznacza, że jest osobą (najprawdopodobniej) o wysokim statusie społecznym, zamożną, „znaną w kręgu osób, które znają kogo trzeba”.
    Innymi słowy – osobę uprawiającą sport elitarny traktujemy jako osobę nalkeżącą do pewnej elity (tutaj akurat – majątkowej).Ja nie twierdzę, że tak jest zawsze – twierdzę, że tak jest to postrzegane

    I teraz planszówki. Zwykły planszówkowicz lubi sobie po prostu spędzać czas nad planszówkami. Owszem, to jest rozrywka intelektualna, ale też eurogry nie wymagają takiego zaangażowania, jak gry klasyczne. Raczej się przy nich odpoczywa, niż wysila szare.
    Szachista, brydżysta czy gracz w Go (piszę oczywiście o pasjonatach) studiują ww gry. Jest obszerna literatura, są uznani mistrzowie, jest wielka tradycja i historyczne pojedynki… Szacunek, jaki budzą te gry (przy okazji – nie tylko gry, ale i dyscypliny sportowe!) nie da się porównać z wizerunkiem planszówek, które są powszechnie postrzegane przez pryzmat Monopoly czy Trivial Pursuit.

  20. Odi

    Konev – ładnie to ująłeś :)

  21. Avatar

    Akurat golf kojarzy mi się bardziej ze snobizmem, a nie elitą. Wielu ludzi na wysokich stanowiskach gra, bo wypada grać a producenci i właściciele pól zacierają łapki. Porównanie wysnobowanego sportu do klasycznych planszówek jest moim zdaniem nietrafne. Przecież sprzęt do szachów można kupić za grosze a książki o szachach widuje się często na stoiskach z tanią książką. Do gry w golfa trzeba mieć po prostu za dużo pieniędzy. No i nie wydaje mi się, że to jakiś wyższy sport – chodzisz w drogich ubraniach, używasz drogiego sprzętu, płacisz słono za godzinę gry, a cała zabawa polega na wbijaniu piłeczki do dołka. Ten sport jest po prostu wyśrubowany kosztowo, co ma sprawiać wrażenie elitarności. Jak każde dobro, czy usługa luksusowa.

  22. Ja_n

    hehe, geko jedzie po golfie a redaktorzy GF zacierają łapki. Teraz trzeba tylko podrzucić ten komentarz na jakieś forum golfistów i zawita do nas krucjata uświadamiająca i walcząca z mitem golf=drogo. Nie zdziwiłbym się gdyby granie w golfa wychodziło taniej niż granie w planszówki :).

  23. Avatar

    Ja_n, kupujesz planszówkę za 120 zł i grasz w nią powiedzmy 10 razy w 4 osoby. Ile Cię kosztuje godzina gry? 3 zł. Pokaż mi pole golfowe, gdzie godzina gry na osobę, razem z wypożyczeniem sprzętu zmieści się w 10 zł?

  24. Ja_n

    Kto mówi o pożyczaniu sprzętu? Podstawowy sprzęt trzeba pewnie mieć własny, ale kupuje się go na całe życie. Kij golfowy się nie nudzi ani nie ogrywa jak w przypadku planszówek :). A z tym graniem 10 razy w 4 osoby w tę samą grę, to sam wiesz najlepiej że to mit. W ile swoich gier grałeś 10 albo więcej razy? 50%? To byłby świetny wynik. Można kupić taką grę oczywiście, ale na jednej grze bardzo trudno poprzestać i nie da się zagwarantować przed zakupem, że gra się spodoba wszystkim. No i wreszcie za tę grę zazwyczaj płacisz Ty a nie robisz grupowej zrzuty ani abonamentu na granie w Twoje gry.

  25. Avatar

    Geko – miałem oponować, że to porównanie (golf vs planszówka) jest bez sensu, ale przecież sam o tym pisałeś w komentarzu 21…
    Ale golfa bronił będę. To, że w Polsce jest to rozrywka snobistyczno-elitarna nie oznacza, że jest tak wszędzie. I to, że są ludzie, którzy grają „bo wypada” nie oznacza, że nie ma ludzi, którzy grają „bo to fajne”. Tak po prostu.

  26. Odi

    Geko – ależ porównanie bardzo na miejscu :)

    Zbyt dosłownie wziąłeś moje słowa, a ja pokazałem po prostu, że są gry elitarne i popularne, tak jak pośród różnorodnych sportów wyróżnia się sporty popularne/masowe i elitarne, wyznaczając ten elitaryzm według różnorodnych kryteriów (golf,polo, rzutki – kasa, znajomości, środowisko; żużel, rajdy samochodowe – pasja, hart ciała i ducha)

    W starciu eurogry vs gry klasyczne kryterium jest inne: ile trzeba zainwestować (nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim czasu), żeby osiągnąć w nich dobre wyniki. Eurogry są nastawione na rozrywkę strawną dla wszystkich. Szachy są jak wiedza tajemna – poznaje się kolejne kręgi wtajemniczenia.

    Drugim kryterium (nie mniej ważnym) jest Tradycja. W przypadku takiego Puerto Rico Tradycja się dopiero urodziła. Szachy niosą za sobą wspaniałą historię, znakomicie skatalogowaną.
    Oprócz samej rozgrywki, szachista może jeszcze snuć opowieści o legendarnych partiach, osobistościach świata polityki które grywały, etc etc. Co ma w tym temacie do zaproponowania miłośnik Puerto Rico? „Roszadę Scotta Nicholsona”? „Gambit Bazika”? „Obronę gliwicką”?

    Btw – na BGG jest fajna dyskusja
    Why is chess so terribly underrated and underranked on BGG?
    http://boardgamegeek.com/thread/362049

    Zacytuję jednego z użytkowników:
    „Because Chess is strictly limited to 2 players, it has no theme, and the person with the greater skill will always win. These problems make the game excessively difficult to master and absolutely no fun to play. There is no joy in Chess, only hard work. There is no surprise in Chess, only by-the-book openings and closings. Chess is overanalyzed.”

    Zgoda. Ale właśnie – rzecz w tym, że z racji ogromu wiedzy, który trzeba przyswoić, żeby odgrywać w szahcach jakąś rolę + lat tradycji, jakie stoją za szachami (nie zapominajmy o tym!), szachista będzie postrzegany społecznie lepiej niż planszówkowicz

  27. Odi

    MsBs – ja nie twierdze, że wszyscy golfisci są snobami, bogaczami etc etc

    Ja tylko twierdze, że takie jest ich powszechny odbiór społeczny.

    Podobnie jak to ma miejsce w postrzeganiu szachistów i planszówkowiczów :)

  28. Avatar

    OK, może przesadziłem z tym golfem. Jeśli kogoś uraziłem, to przepraszam. Choć i tak wydaje mi się, że to sport raczej elitarny i jednak drogi, przynajmniej w Polsce, jak na razie. Ale mniejsza z tym. Ja_n – co do częstotliwości grania w daną grę – to zależy. Ja raczej kupuje gry, w które zamierzam grać, a nie kupuję, bo to nowość i trzeba kupić. Myślę, że około 1/3 gier z mojej kolekcji była grana dużo więcej niż 10 razy. Pozostałe, przynajmniej dobre kilka razy. To oczywiście zależy od gry – w RftG łatwiej zagrać 10 razy niż w Brassa. Grałbym pewnie i częściej, gdyby była ku temu okazja. Gram głównie na spotkaniach piątkowych i tam często jest ciężko zebrać ekipę do znanej gry, skoro ktoś przyniósł właśnie kolejną nowość. Wszystko kwestia podejścia. Zauważ, jaka jest presja na nowości na spotkaniach. Prosty przykład – kiedyś gdzieś mówiłeś/pisałeś, że jedną z gier, w które nie grasz, choć chciałbyś, jest EiT. Ile razy przyniosłeś EiT na PW, albo umawiałeś się na rozgrywkę? Wszystko jest kwestią wyboru. Machina rynkowa oczywiście robi wszystko, żeby podsycać pęd ku nowościom. I my się dość mocno w to wciągamy. Oczywiście nowości są fajne, ale nie bez przerwy i na każdym spotkaniu. Na szczęście na spotkaniach jest też dużo graczy, którzy wcale tak nie ciągną do każdej nowości i chętnie pograją w dany tytuł dobre kilka razy. I chwała im za to.

  29. Michał Stajszczak

    Widzę, że zrobił się off topic (ściśle rzecz biorąc golf topic), a właściwie dyskusja na temat tego, jak sa postrzegane osoby uprawiające różne dyscypliny sportu.
    Na forum gry-planszowe zgłaszaja sie co jakiś czas osoby, chcące napisać pracę dyplomową na temat planszówek. Może więc jakiś student socjologii zrobi badania na temat tego, co ludzie sądzą o grajacych w szachy, brydża, go, eurogry czy gry wojenne.
    W odróżnieniu od draco czy kapustki ja jestem zwolennikiem książek czy artykułów na temat strategii poszczególnych gier. Oczywiście nikt nie ma obowiazku tego czytać, tak jak nie ma obowiązku studiowania literatury szachowej. Ale może są osoby, które jednak chciałyby dowiedzieć się jak grają inni i czy własna strategia gry jest rzeczywiście najlepsza. Nawiasem mówiąc nawet w Polsce ukazało sie kilka książek na temat strategii gry w … ruletkę.

  30. Avatar

    „szachista będzie postrzegany społecznie lepiej niż planszówkowicz”

    tudzież jako stary trep bez wyoboraźni :D

  31. Avatar

    @Draco „Też mam nadzieję, że książki na temat strategii w nowych grach nie będą powstawać. Pryśnie wtedy czar samodzielnego odkrywania nowych zasobów ludzkiej pomysłowości.”

    Takie książki w pewnym sensie istnieją w formie elektronicznej na BGG. Oczywiście internet, to nie to samo co druk, ale strategie w nowoczesnych grach są rozpracowywane. ;)

    @Geko „Na szczęście na spotkaniach jest też dużo graczy, którzy wcale tak nie ciągną do każdej nowości i chętnie pograją w dany tytuł dobre kilka razy.”

    Jak rozumiem namawiasz na Agricolę.;) OK w najbliższy piątek jestem za.

  32. Avatar

    I to niby ja jestem największym maniakiem Agrysi :-P

  33. Avatar

    OK, niech sobie książki na temat strategii powstają. Wkurza mnie jednak jak ktoś poczyta lub pogra przez sieć w jakąś grę, a potem przychodzi w piątek na Politechnikę i tym, którzy czasu na to nie mają pokazuje jaki to on jest genialny. Zabijanie przyjemności, które sam doświadczyłem czytając w liceum Grajmy w Scrabble.

    Wolę takie książki jaka ma wyjść do Memoira.

    W EiT bardzo chętnie. Przyniosę w piątek i poszukam chętnych.

  34. Avatar

    Książki, czy analizy na BGG mają tylko jedno zadanie. Skrócić czas na poznanie głębiej gry – po co odkrywać amerykę na nowo?
    W przypadku głębszych gier jest często tak, że im lepiej ją znasz tym bardziej gra Ci się podoba.
    Większość osób, która deklaruje, że umie grać w szachy nie ma zielonego pojęcia o podstawach. I nie mówię tutaj o podstawowych ruchach, bo często się zdarza, że ludzie nie wiedzą co to jest bicie w przelocie. Mówię tutaj o postrzeganiu planszy (centrum, 7-8 linia), postrzeganiu figur (waga figur), mobilności, taktyce, strategii, grze pozycyjnej, młynku, debiutach (podstawowe zasady), końcówkach (podstawowe zasady) itd. itp. Ludzie grają w szachy starając się obliczyć matematycznie następne ruchy, chociaż wiele rzeczy można w szachach czuć, gdy się pozna coś więcej poza ruchami. Czuje się napięcie, czuje się swoją pozycję, czuje się swoje szanse. Wystarczy przeczytać dosłownie 1 (jedną) książkę, by szachy zacząć smakować na całkowicie nowym poziomie.

    Teraz z ery nowożytnej. Jedną z moich pierwszych gier było Puerto Rico. Zafascynowało mnie. Zacząłem czytać o strategii na BGG. Jednocześnie dużo graliśmy ze znajomymi (dużo osób wciągnąłem na Puerto Rico). Gra mnie fascynowała, rozgrywka sprawiała dużo radości, bo całościowo obejmowałem grę, znałem wiele strategii i zagrywek, czułem fazy pieniądze i punktów zwycięstwa (generalizując) oraz współdziałanie budynków. Z kolei moi znajomy wiedzę czerpali tylko z grania (nic nie czytali). Skutek był taki, że przez ponad 20 partii ZAWSZE wygrywałem. Później to zacząłem nawet tworzyć takie małe TIPSy na karteczkach, by mogli sobie czytać – np. że na początku najważniejsze są pieniądze itp. Po tych około 20 partiach gra zaczęła być wyrównana.
    Mi wystarczyło 2 godziny czytania. Im 10-20 partii. A trzeba przyznać, że Puerto Rico dużą frajdę dopiero przynosi, gdy się zacznie ją ogarniać.

    Mam jeszcze jedną teorię odnośnie parcia na nowości w grach (zamiast granie w stare gry). To przez forum Gry-Planszowe.pl! Co chwila ktoś pisze, że grał w nową grę, albo że będzie, albo czy ktoś grał itd.itp. Żeby nie wypaść z obiegu, rozmawiać i się pokazać w grupie inni też muszą grać w nowości, by rozmawiać, dzielić się wrażeniami, kłócić lub zgadzać!

    To takie planszówkowe parcie na szkło :).

  35. Odi

    Już nie mówiąc o takich, wykonujących krecią robotę serwisach, jak GamesFanatic. Codziennie nowe niusy, zapowiedzi, rzuty okiem, recenzje…
    :]

    Masz trochę racji. Ale to właściwość społeczeństwa opartego na informacji. Się miało kiedyś jedną grę, to się w nią cięło latami i było dobrze. A teraz, żeby nie wypaść z 'obiegu’, trzeba ciągle próbować nowości, innych mechanik etc etc. Na szczęście problem ten dotyczy tylko nas – osób udzielających sę w społeczności.
    Gros osób grających w planszówki wciąż zadowala się kilkoma tytułami, traktując je jako sposób spędzania wolnego czasu. Nie mają potrzeby śledzenia niusów, zapowiedzi etc etc. Nie pisują na forum.

    Np w mojej ekipie tylko ja się 'udzielam’. Reszta zna takie planszówki, jakie przyniosę na spotkanie. Grają, lubią, ale nie potrzebują wertować zasobów BGG. Dobrze im z takim lajtowym podejściem.

  36. Avatar

    True, true…

    Niektórym nie wystarczą dyskusje na forum to jeszcze dyskutują na Gamesfanatic w komentarzach ;).

    A tak na serio to też po dłuuugiej przerwie zacząłem się udzielać na forum i niestety widać już uboczne skutki – zdenerwowana żona i brak czasu na inne rzeczy :).
    Niestety póki co, to dużo czasu zajmuje zebranie się i napisanie sensownie kilku zdań. No ale cały taki urok prac społecznych.
    Dzięki temu szybciej się wszyscy uczymy, zdobywamy więcej wiedzy, informacji i poszerzamy swoje horyzonty. Pewnie w przeciągu tygodnia zbieramy tyle informacji, co nasi rodzice w rok. Informacja z przed 2 dni nie jest już nowością. Większość ludzi zresztą pewnie nie pamięta 80% tego, co wczoraj w Faktach (Wiadomościach) oglądali, ale dzisiaj uparcie znów będą oglądać :).
    W takiej erze przyszło nam żyć i trzeba się dostosować, albo ginąć! (tak, jestem gorącym zwolennikiem doboru naturalnego :) ).

  37. Avatar

    Jeszcze sobie przypomniałem…
    Zawsze „życie” w serwisach/forach społecznościowych kojarzy mi się z tą reklamą:
    http://www.youtube.com/watch?v=27kDsErUKjk&feature=related

    :)

  38. Odi

    Tak będzie wyglądała siedziba Rebela w 2015 roku, gdy do sklepu rzucą wreszcie z dawna wyczekiwany 73 dodatek do Race for the Galaxy :D

  39. Avatar

    quote=bazik”Czy odpowiednio głębokie gry powstają, ale w dzisiejszej kulturze ‘zagraj raz i kup nową grę’ nikt nie ma szans poznać żadnej gry do tego stopnia żeby tę głębię zauważyć?”/quote

    I takie zdanie pada w felietonie publikowanym w serwisie, w którym co tydzień na potęgę prezentuje się przede wszystkim newsy o grach nowych, świeżynkowych, z ostatniego Essen… :)

    Nie ma co gadać: tak jak wydawcy żyją z nowych tytułów, tak jak sklepy żyją z ich sprzedaży, tak media karmią się newsami na ich temat…

    Co tu się dziwić ludziskom, że zamiast odkrywać pomału uroki El Grande czy EiT kolejny sezon nerwowo odświeżają witryny ulubionych sklepów internetowych w kategorii „Nowości”.

    W tej sytuacji książek o klasykach raczej nie będzie. Bardziej prawdopodobne w druku są za to katalogi „Na radarze na następne Essen” ;)

  40. Avatar

    baron – nie zrozumialem czy to jakis zarzut, czy co, wiem sie nie ustosunkowywuje :-D

  41. Avatar

    Po przeczytaniu artykułu na temat polskich seriali a ściślej przykładowego dialogu nie wiem, patrząc na ogrom komentarzy, czy napisać ,,kruca bomba” czy tylko ,,kurza twarz”…

    No nic. Winda w górę i do czytania, wystąp.
    To pewnie kara za nie czytanie 24h/dobę :)

  42. Avatar

    @konev – po co jechać do Ameryki, skoro można sobie o niej książkę przeczytać albo film obejrzeć?

  43. Avatar

    bazik – a gdzie tam zarzut :) O czym niby miałoby się tu pisać, jak nie o nowościach, targach, ale też mnóstwie różnych starszych i rzadszych gier.

    Mnie się formuła GF bardzo podoba. Co więcej, gdybyście pisali tu tylko o dwóch, trzech, pięciu grach na krzyż, to nie zaglądałbym tu często, albo nie zaglądałbym wcale, tak jak nie czytuję i nie szukam serwisów o szachach, GO czy brydżu. Lubię szachy, lubię brydża, GO mnie jakoś nie wciągnęło.
    Ale dla mnie są tym samym, co inne gry planszowe i karciane – rozrywką, sposobem spędzania czasu.

    Cieszę się, że GF traktuje o wszelkich przejawach i aspektach takiego spędzania czasu: z grami – gdyby były tu jedynie rozbudowane opisy jedynie słusznych gier, ich strategii, głębi etc., nie pisałbym tu ani tego posta, ani tego wyżej, ani w ogóle żadnego innego :)

  44. Avatar

    Nie do końca Draco o to chodzi…
    Wiadomo, że zwiedzanie Ameryki to coś innego niż czytanie o niej książki, tak samo jak granie w grę planszową, to coś innego niż czytanie na jej temat (choćby na forum.gry-planszowe).

    Inaczej jednak będzie wyglądało zwiedzanie Ameryki, gdy nic o niej nie wiesz, zostaniesz wyrzucony w małym miasteczku, w zapomnianym stanie, samemu sobie i teraz… no właśnie… masz 1 miesiąc… co robisz?
    Z drugiej strony zanim się wybierzesz w podróż bierzesz książkę, mapę, poznajesz wcześniej podstawy historii, kraj, najciekawsze miejsca i możesz zaplanować swoją podróż. Dużo więcej z niej wyniesiesz.
    OK. Ja też bym chciał, by dany kraj poznawać „od środka”… spotykać ludzi w zwykłych sytuacjach, smakować kultury bez pośpiechu, wgryzać się, pomieszkać w Harlemie itp. itd. To jest to… tylko by móc tak zrobić to musiałbyś zamieszkać w danym kraju kilka lat.

    To samo się tyczy gier planszowych.
    Albo czytasz przewodnik, który pokaże Ci całość, potem szczegóły, kilka ciekawostek, kilka zależności, zwróci uwagę na kilka rzeczy. Siadasz do gry mając „pojęcie o wyobrażeniu”. Twoja zabawa z grą będzie bardziej świadoma i satysfakcjonująca.

    Albo zamykasz się w 4 ścianach i sam rozpracowujesz grę (czy ze swoimi graczami). Godzinami się w nią wtapiasz… wychodzisz ze swoich 4 ścian i okazuje się, że wszystko co już wiesz o grze zostało powiedziane, a nawet więcej.

    Oczywiście pierwsza wersja poznawania gier jest sucha, nastawiona na szybką wydajność i osiągi. Druga wersja kojarzy się z drogą, którą samemu się przebywa, smakuje, ma się co wspominać i oczywiście dłużej zapadnie Ci w pamięci.

    Tylko nie widzę problemu w tym, by poznawanie gry zaczynać nie od zasad, ale przeczytać jeden artykuł więcej o strategii i taktyce. Żeby podróż rozpocząć ten 1 kilometr dalej. Może być wtedy jeszcze bardzie ciekawa i ominiesz przy okazji wiele kupek, w które byś wdepnął samemu wyznaczając od początku trasę :).

    Ale z przenośniami poleciałem :).

    Kończąc. Przeczytanie jednego artykułu o strategii, które podał wyżej Bazik, zajmie Ci może 2 godziny, czyli tyle ile jedna rozgrywka, a może Ci poszerzyć horyzonty na temat danej gry.
    A tak w ogóle to czasami w instrukcjach gry są podane przykładowe strategie czy ich podwaliny. Czy wyrywasz te kartki z instrukcji, by samemu poznawać wszystkie aspekty gry? ;)

  45. Avatar

    Ten Anonim z posta 44. to ja :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Gorycz porażki – rozwiązania mechaniki

O ile nie należycie do będącej błędem statystycznym grupy geniuszy, lub nie zaczęliście dopiero co grać w planszówki, to z pewnością zdarzyło Wam się znaleźć w niewłaściwej części zestawienia ,,zwycięzca i przegrany”. W niniejszej refleksji chciałbym przyjrzeć się rozwiązaniom mechanicznym proponowanym przez gry te kilka rund przed zakończeniem, kiedy jednak ,,wszystko wiadomo”. Zapraszam. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap