Home / Targi w Essen / Essen 2011 / Od zera, do (prawie)bohatera w Eclipse – historia Odiego

Od zera, do (prawie)bohatera w Eclipse – historia Odiego

Gra Eclipse budzi spore emocje w planszówkowym światku. Produkcja Touko Tahkokallio, wydana w Polsce przez Rebela, z pewnością wpasowuje się w zapotrzebowanie na epicką grę planszową z gatunku 4X (od eXplore – eksploracja, eXpand – ekspansja, eXploit – eksploatacja i eXterminate – eksterminacja) osadzoną w Kosmosie. Kontrowersje budzi jednak balans gry, przede wszystkim w kwestii technologii rakiet plazmowych (wydają się być zbyt silne w stosunku do pozostałych dostępnych broni) oraz możliwość wystąpienia sytuacji, w której pierwsze eksploracje gracza – zamiast heksów produkcyjnych – odkrywają heksy zajęte przez tzw. Starożytnych (obcych, broniących dostepu do dóbr danego heksu), w efekcie czego gracz rozwija swoją gospodarkę i naukę relatywnie powoli. Wczorajsza partia w Eclipse przekonała mnie jednak, że problem ‚otoczenia przez Starożytnych’ jest tylko pozorny.  Nie traktujcie poniższych rozważań jako recenzji czy rzutu okiem – ot, przyczynek do dyskusji dla tych, którzy już w Eclipse grali :)

 

„Kszz…szz…Blue Leader, enemy fighter on your left! Watch out! Watch Out!!!…Kszz…szz…”

Było nas trzech. Razem z kolegą ‚Czerwonym’ mieliśmy na koncie po jednej rozgrywce, trzeci gracz – ‚Żółty’ – debiutował w Eclipse (czyli był de facto zielony  ;] ).

W pierwszych dwóch rundach robię łącznie cztery eksploracje, z których trzy przynoszą heksy Starożytnych (w tym jeden z dwoma ich okrętami), a ostatni heks to słaba, jednokostkowa – bodajże – planeta. Kolega Żółty – identycznie. Obaj jesteśmy zablokowani i nie możemy dalej się rozwijać – by dotrzeć do kolejnych wormholi musimy zdobyć te heksy. Czerwony natomiast dokłada z pięć-sześć heksów w czasie pierwszych trzech rund, w tym tylko jeden ze Starożytnymi.
Po pierwszych trzech rundach sytuacja wygląda – na pierwszy rzut oka – tak krytycznie, że „koledzy” :| grający obok w Nową Erę, zerkając na nasze plansze zaczynają podśmiechujki: „Oj Odi, chyba nie wygrasz, co?”, „Odi, gdzie masz zasoby?”.
Hłe-hłe-hłe :|

Ale tak naprawdę, to bardzo się cieszę – wreszcie będę mógł sprawdzić jak to właściwie z Eclipsem jest, i czy początek pełen heksów ze Starożytnymi determinuje całość rozgrywki, jak się często uważa.

Wynajduję nanoroboty (jedno dodatkowe budowanie w turze), dzięki czemu w szybkim tempie buduję flotę myśliwców z komputerami +1 i napędami II poziomu. W rundach 4-6 niszczę wszystkich Starożytnych, zbieram trzy żetony prestiżu (o wartościach: 4, 3 i 2) i trzy żetony bonusowe, które decyduję się zachować na punkty (po 2 za każdy). W siódmej rundzie grupuję osiem myśliwców do ataku na centrum galaktyki, co udaje mi się ostatecznie w ósmej turze bez strat własnych (kolejne 2 pkt z żetonu bonusowego i żeton prestiżu 3). Impet Czerwonego w tym czasie mocno osłabł – owszem, ma duże dochody, ale też rozległe imperium kosztuje go znacznie więcej, niż mnie, i nie ma tylu akcji, ile by chciał. Ma jeden żeton bonusowy i dwa prestiżu – wobec moich czterech, do tego zdobyte później niż ja (więc mogę przypuszczać, że raczej o nizszej wartości). No i nie ma Centrum Galaktyki (4 pkt). Żółtemu idzie kiepsko – w walkach ze Starożytnymi stracił myśliwiec i krążownik. Chyba trochę zbyt optymistycznie zakładał, że te dwa okręty na podstawowym poziomie dadzą radę jednemu Starożytnemu…
Tymczasem ja, w ósmej rundzie, jestem praktycznie pewny zwycięstwa.

Niestety, popełniam kilka błędów, m.in. nie podążając konsekwentnie ścieżką modernizacji myśliwców i nie przygotowując się dostatecznie dobrze do obrony przed Czerwonym Centrum Galaktyki w dziewiątej rundzie. Udaje mi się dwoma myśliwcami wymanewrować część floty Czerwonego (notabene: także same mysliwce, ale z podwójnym działkiem z technologii obcych) atakującej Centrum, i pozbawić go dwóch punktów zwycięstwa, zdejmując jego znacznik kontroli z sąsiedniego systemu. Niestety, jego myśliwce mają przewagę inicjatywy i bitwa w centrum kończy się dla mnie klęską.

Ostateczne wyniki: Czerwony 36 pkt, ja 30 pkt, Żółty 18 pkt.

 

Przegrałem. Ale…

Pomimo teoretycznie niekorzystnego początku do końca liczyłem się w walce o zwycięstwo, a w trakcie ósmej tury (gdy jeszcze mogłem skorygować ścieżkę technologiczną), byłem tak naprawdę faworytem do wygranej. Przegrałem sześcioma punktami, ale – według pobieżnych obliczeń – gdybym zachował konsekwencję w kwestii technologii (co – przyznaję z żalem – nie wiązało się z jakimś wybitnym wizjonerstwem  :/ ), dzieliło by mnie od czerwonego -/+2 pkt. Ergo: wygrałbym (raczej) lub przegrał naprawdę minimalnie. Zupełnie nie mam wrażenia, że tylko w 100% optymalne posunięcia dadzą wygraną w opisywanym przypadku.

Starożytni dają w pewnym momencie naprawdę bardzo fajnego punktowego kopa, zwłaszcza w kwestii żetonów prestiżu. Mamy po prostu większa szansę dobrać te żetony z wysokimi wartościami, zanim zrobi to przeciwnik, który eksploruje heksy bez nich. Dla porównania – po tej wielkiej bitwie o Centrum Galaktyki w ostatniej rundzie Czerwony dociągał pięć żetonów, ale spośród nich najlepszym był żeton o wartości… 2. Owszem, jest w tym trochę losowości (powodzenie walk z obcymi, wartość losowanych żetonów), ale też gra w jakiś sposób daje możliwość zarządzania tą losowością.

Wątek ‚Żółtego’ też jest istotny – była to jego pierwsza rozgrywka w Eclipse (i jedna z kilku pierwszych w nowoczesne planszówki w ogóle), dlatego nic dziwnego, że startując ze Starożytnymi na trzech z czterech eksplorowanych heksów, poczuł się raczej przytłoczony. Mógł nieco lepiej przygotować się do pierwszej walki ze Starożytnymi (więcej okrętów), lecz zdał się trochę na los, przegrał, stracił dwa okręty i już naprawde miał nieciekawą sytuację.
To wrażenie, że ‚nam nie idzie, a inni gracze to mają tyyyle zasobów’  jest tak… hm… zniechęcające na początku, że faktycznie może powodować głosy o niezbalansowaniu gry i zależności wyniku końcowego od pierwszych eksploracji. Tymczasem zapomina się, że duże imperium generuje także duże koszty i ‚więzi’ nasze cenne dyski na heksach, ograniczając liczbę akcji. Poza tym ostatecznie liczą się w tej grze nie zasoby czy liczba planet, a punkty. Można zdobywać je na różne sposoby – i z tych sposobów, heksy ze Starożytnymi są akurat jednym z najlepszych. Powiem więcej: mechanizm heksów Starożytnych uważam za świetny. Kreuje wyzwania, zmusza do wysiłku i daje adekwatne do niego nagrody punktowe, kreując balans na przestrzeni całej gry, a nie kilku pierwszych tur.

Reasumując: moim zdaniem, po tej jednej rozgrywce, wylosowanie kilku heksów ze Starożytnymi w początkowych eksploracjach nie determinuje ostatecznego wyniku gry. A może jednak wypowiadam się zbyt kategorycznie?

12 komentarzy

  1. kwiatosz

    Jeżeli my jeszcze walczymy z obcymi, a rozbudowany gracz będzie miał możliwość kupienia technologii dających 3 dyski, to tak naprawdę to duże imperium go aż tak nie ogracznicza (my tej technologii nie kupimy, bo nie mamy z czego).
    Oczywiście jeżeli pokonamy obcych to możemy spokojnie wygrać, ale jak tacy obcy nas rozniosą, to mamy pozamiatane. Z drugiej strony jak inny gracz nas rozniesie to też mamy pozamiatane :)

    Generalnie sytuacja, że obcy nas uziemią na całą partię jest baardzo rzadka i wymaga naprawdę złych rzutów. Ale właśnie – po przemyśleniu dużo łatwiej tymi samymi rzutami przegrać z innym graczem, więc przestaję się czepiać tych nieszczęsnych obcych :)

  2. Odi

    Technologię dającą 1 dodatkowy dysk kupiłem chyba w drugiej rundzie. Inna sprawa, że jakoś o niej zapomniałem, i chyba dołozyłem go na swój tor dopiero ok 4-5 rundy… :/

    :]

    Te wysokie technologie faktycznie są trudniej osiągalne w opisywanym przeze mnie przypadku.

  3. Avatar

    W mojej pierwszej parti (i jak na razie jedynej)też maiłem niezłego pecha jeżeli chodzi o eksploracje, praktycznie sami obcy… Jednak szybkie przygotowanie się do wojny (imp. hull) dały mi wygraną z pierwszym statkiem obcych za co miałem do wybory 2ptk. zwycięstwa lub 8 zasobów materiałów. Wybrałem to drugie co umożliwiło mi zbudowanie dwóch krążowników i w tym momencie starożytni zaczęli się mnie bać :) . Parti nie dokończyliśmy ale po 7 turach co ciekawe prowadziłem punktowo za mną był kolega który miał też zezowate szczęście jeżeli chodzi o starożytnych a ostatnim graczem był kolega który wylosował bodajże jeden heks ze starożytnymi i go odrzucił.
    Starożytni wymuszają na po prostu inny styl gry ale daleki jestem (jak na razie) od opinii że zaburzają balans gry…

  4. Avatar

    Losowe eksplorowanie kafli w Eclipse chyba najmniej mi się podoba.

    Grałem na ten moment około 7 razy (głównie przed Świętami Bożego Narodzenia i podczas Świąt, więc dawno) i 3-4 partie były „popsute” przez pechowe dobieranie kafli jednego gracza.

    Problem wynika z dwóch rzeczy:
    -nie ma wyboru co do kafla – bierzemy jeden i kładziemy na wybranym wcześniej polu, ewentualnie można go odrzucić, ale to stracona akcja
    -ograniczone są możliwości eksploracji z powodu tuneli czasoprzestrzennych (czy jak tam te połączenia pomiędzy heksami się nazywały)

    I nie chodzi tutaj tylko o starożytnych.
    Kwestia jest też tego, jakie bonusy trafimy z tych kafelków odkryć i jakie pola będą na zasiedlenie.

    Ogólnie gra jest super, ale nieraz mam uczucie, że kurcze wygrywam/przegrywam, bo miałem fuksa/pecha przy wyciąganiu heksów.

  5. Avatar

    Ta gra moim zdaniem miała być losowa i taka jest. Nie uważam tego za coś złego raz się wygrywa a raz nie i tyle. Mnie losowość się podoba bo nigdy nie wiem co będzie. Ostatnią rozgrywkę 2 osobową np przegrałem nie przez losowość a przez złe decyzje i liczenie na to że przeciwnik mnie nie uderzy:).
    Natomiast co do tego że starożytni mogą nas załatwić na cacy to prawda. W mojej drugiej grze 5 osobowej, dosyć wcześnie miałem dreadnoughta i razem z jednym myśliwcem zaatakowałem starożytnych. Moje rzuty były tak pechowe a ich 5-ki i 6-ki że zostałem zmieciony.
    Jako że wszyscy gracze zagrali bardzo asekuracyjnie, tzn. praktycznie nie było połączeń do innych graczy co spowodowało dużą izolacją i dodatkowo byłem z każdej strony otoczony starożytnymi tak więc zostałem uziemiony na następne 4 tury. Brak zasobów na moich hexach miałem tylko 3, nie pozwolił mi na szybką odbudowę floty. Jedyne co udało mi się osiągnąć to to że byłem ex aequo z innym graczem na ostatnim miejscu w punktacji.

  6. Avatar

    Starożytni wcale nie przytłamszają graczy – wbrew pozorom przyspieszają rozwój, bo w takiej sytuacji kupuje się upgrade’y.

    Natomiast wieeeeleee się już kłóciłem (w tym na BGG) na temat nie-zbalansowania żetonów darmowych technologii w „znajdźkach”. Są one przesadzone (szczególnie komputery +3 nie zużywające energii) i nijak nie da się porównać do zasobów, czy punktów nauki +6, nie wspominając o żałosnym „weź najsłabszą technologię”. Owszem, są pewne minusy żetonów technologii – są jednorazowe i nie można ich przekładać na inne okręty. Ale to za małe minusy i nikt mi nie wciśnie kitu, że jest w tym balans. ;)

    Ale co ja mogę wiedzieć po dwóch partiach. :P

  7. Avatar

    Odi jak rozumiem wszyscy graliście ludźmi tak?

  8. Odi

    Tak:)

    rzabcio -> komputer +3. Niby super na początku, ale inicjatywy nie daje. A to inicjatywa w rzeczywistości decyduje o ‚być lub nie być’ naszej floty. Moim zdaniem to jest duży minus. Nie twierdzę, że technologie są nieprzydatne. Są dokładnie takie, jakie powinny być: mają plusy, ale mają też minusy;]

  9. Avatar

    Ja po jednej partii miałem podobne odczucia, jak Rzabcio. Czyli, że problem jest w różnej mocy znalezisk. A z obcymi nie widzę aż takiego problemu. I żeby było jasne, uważam, że pewna losowość w tej grze jest konieczna, ale znaleziska, mam wrażenie, przekraczają granice rozsądnej losowości.

  10. kwiatosz

    Ja tę grę traktuję trochę przygodowo – raz się trafi na obcych, co poszli w gastonomię i dlatego dają tylko kilka surowców, a raz się trafi takich, którzy wymyślili komputery :) (albo dospawanie dodatkowej warstwy stali na kadłub). Tak już po prostu jest w tym kosmosie :)

  11. Avatar

    Ja na początku podchodziłem do gry eurogrowo- jak do typowego przepychacza kosteczek i jak ktoś mnie nieracjonalnie atakował to mnie wkurzalo. Ale po jednej partii w której koleś przez 5 tur mnie atakował bo zabrałem mu planetę- odpuściłem. Tak sobie pomyślałem, że to trochę jak w życiu. To że sąsiad ma akurat taki problem- mówi się trudno i jakoś trzeba z tym żyć. Losowe kafelki? No przecież jak wlatywali w jakaś dziurę i wylatywali z drugiej strony to nie specjalnie była możliwość sprawdzenia co tam jest. Losowi obcy? Tak jak ktoś napisał- jedni zgubili krążownik- innym została jakaś technologia- jeszcze inni mieli fajne komputery. Jedyne co możesz zrobić to delikatnie zwrócić uwagę graczy że twoim zdaniem ta technologia jest leciutko przegięta i proponujesz małą inwazję w tamtą stronę. Gracz może sobie mieć super komputery, mega tarcze ale jak jedzie po nim 3 innych graczy to nie ma szans żeby daleko odjechał innym. Ot i gra znów staje się zbalansowana :)

  12. Avatar

    Balansowanie gry przez atakowanie tego, który dostał lepsze korzyści z tytułu niezbalansowanej mechaniki? No właśnie za to nie lubię gier AT.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*