Home / Artykuły / Targi Gra i Zabawa okiem wystawcy oraz… nowości wydawnictwa REBEL

Targi Gra i Zabawa okiem wystawcy oraz… nowości wydawnictwa REBEL

GRAMY oraz Targi Gra i ZabawaTym razem miałem okazję Targi Gra i Zabawa obserwować z perspektywy wystawcy – Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.  Prezentowaliśmy tam planszówkowy projekt edukacyjny pt. Historia na planszy: Alarm dla miasta!, wykorzystujący gry jako pretekst do opowiedzenia historii bombardowań w okresie II wojny światowej. Po zakończeniu pierwszego dnia uczestniczyłem natomiast – tym razem z ramienia GF – w zamkniętym spotkaniu, organizowanym przez wydawnictwo REBEL. Wrażeń moc, stąd taki łączony, podwójny wpis.

Historia na planszy - 21-22 listopadaPrzyznam szczerze, że gdy opracowywałem założenia Alarmu, od razu uznałem Targi Gra i Zabawa za optymalne miejsce prezentacji. Przede wszystkim dlatego, że odwiedzający tę imprezę są ukierunkowani na poznawanie gier planszowych i podejmowanie różnych nowych, nieelektronicznych aktywności. Nikogo nie przeraża spędzenie godzinki nad planszą, nikt nie załamuje rąk słuchając zasad. A skoro tak, łatwiej będzie też zwrócić uwagę uczestników na edukacyjny aspekt przedsięwzięcia. Same gry należały oczywiście do tych jak najbardziej atrakcyjnych. Wrażenie robiły wielkoformatowe 111 i 303 (przygotowane dzięki uprzejmości Biura Edukacji IPN), miniaturki samolotów w systemie Wings of Glory czy atrakcyjny, acz mało w Polsce znany Duel in the Dark. W połączeniu z projektową grafiką, wszystko to przyciągało odwiedzających, kupując kilkanaście minut skupienia dla elektronicznej prezentacji poświęconej bombardowaniom, którą przygotowaliśmy.

Prace nad projektem toczyły się wielotorowo. Z jednej strony przygotowywanie aspektu merytorycznego, technikaliów i koncepcji stoiska, z drugiej systematyczne przyswajanie zasad prezentowanych gier i nabywaniu biegłości w ich prezentacji przez naszą muzealną ekipę. Ciekawym doświadczeniem były dla mnie bezpośrednie przygotowania na hali. Dziesiątki krzątających się ludzi, wielkie kartoniszcza z pudłami gier, stukot transportowych wózków… Ech, jestem ciekaw, jak to w Essen musi wyglądać! Z interesujących wydarzeń wypada wspomnieć o tym, że któryś z wystawców… „zorganizował” sobie nasze stoły, zostawiając w zamian własne, w innym wymiarze niż te przez nas zamówione. Ostatecznie „nasze” stoły wróciły – następnym razem wystawimy armatę do pilnowania ;)

Same targi, to już po prostu ogrom pracy, coraz bardziej chrypnący głos, ale też wiele bardzo sympatycznych spotkań i rozmów. Osobiście bardzo się cieszę, że aż kilkadziesiąt osób wypełniło nasza kartę pracy, odpowiedzi na zadane tam pytania szukając w przygotowanej prezentacji. Przy tylu atrakcjach wokół, to wynik zupełnie satysfakcjonujący. Oczywiście grających było wielokrotnie więcej. Gry IPNu (111 i 303) po raz kolejny udowadniają, że zostały idealnie zaprojektowane właśnie pod takie wydarzenia, a Wings of Glory każdego dorosłego mężczyznę zamienia w małego chłopca (ach te modele na kolorowej macie…). Duel z kolei mówi o prezentowanym temacie (bombardowania Niemiec) tak naprawdę najwięcej z nich wszystkich. W kolejnej edycji Alarmu dla miasta do tego zestawu dołączy prawdopodobnie nowa gra, w skali polskiej prawdziwy unikat: 1941: Fire in the sky above Belgrade, czyli serbska gra o niemieckim nalocie na Belgrad w 1941 roku. Juz teraz zapraszam na kolejne targi, gdzie Muzeum postara wystawić kolejny odcinek Historii na planszy, poświęcony tym razem zupełnie innemu epizodowi II wojny światowej.

*                       *                         *

Po pierwszym dniu targów wydawnictwo REBEL zorganizowało spotkanie, na którym prezentowało nowości wydawnicze szerokiemu gronu ludzi z planszówkowego biznesu. Nie zabrakło także przedstawicieli mediów. Ja miałem przyjemność poznawać nowe rebelowskie produkcje oraz słuchać planszówkowych ploteczek w sympatycznym towarzystwie videoblogerów: Tomka „Gambita” Dobosza i Piotra Jasika z Game Troll TV, który zjawił się w Trójmieście wraz z żoną.

Z produkcji, uwagę zwracają Termity, prezentowane nam przez samego autora, Frederica Moyersoena. Gra wygląda poniekąd na uproszczoną Neuroshimę Hex pożenioną z Rojem. Nie moje klimaty, bo ja jednak zamiast robotnic, plujek i żołnierzy z żuwaczkami, widziałbym piechotę, łuczników i pancerną jazdę. Ale z drugiej strony, taki termitowy temat pozwala przemycić militarny klimacik pod domowe strzechy. Plus za to, że plansza jest dwustronna, umożliwiając zarówno szybka rozgrywkę na predefiniowanej mapie, jak i samodzielną kompozycję terenu. Ubawiliśmy się setnie przy Smoczej Dolinie, gdzie gracze muszą wspólnie przenosić drewnianymi pałeczkami bloczki postaci z miejsca na miejsce (po co – nie wiem, ale cel nie jest tu istotny). Wspólnie, czyli jeden gracz przytrzymuje bloczek postaci (patyczkiem) z jednej strony, a drugi gracz (swoim patyczkiem) z przeciwnej. Co ja mam wam powiedzieć… No śmiechu było przy tym co nie miara :) Podobnie jak przy grze Crossing, o wzajemnym podbieraniu sobie kryształów z rosnących tu i ówdzie grzybów (rebelowy tytuł: Kamienie w kieszenie). Wszyscy zgodnie uznaliśmy, że tak kryształy, jak i grzyby, muszą mieć pewien związek z ulubionymi używkami autora (a z pewnością grafika).

Co tam jeszcze… Rebel zamierza wydać kolejną część Spyfall (czyli Mam Szpiega – przykładowe karty w galerii). Czekamy wszyscy także na Codenames (czyli Tajniaków) – grę Vlaady Chwatila, która wydaje mi się doskonałą imprezową grą dla prawdziwych mistrzów szukania/odnajdywania skojarzeń. Zagrałem pół partii w drużynie dziewczęcej (m.in. z Anią Polkowską „BoardGameGirl” i naszą GFową Squirrel, której dziękuję za możliwość publikacji wykonanych na spotkaniu zdjęć), dokładając swoja skromną cegiełkę do spektakularnego zwycięstwa :) A poważnie, to Codenames bardzo przypadło mi do gustu. Szukanie powiązań między losowo ułożonymi hasłami i próba ich przekazania tak, aby skomunikować się tylko ze swoją drużyną (nie pomagając przy tym przeciwnikom), wydaje mi się ciekawym, ale też trudnym wyzwaniem. Ta gra nie jest łatwa – to nie typowa, leciutka imprezówka. Po połówce partii spodobała mi się bardzo, ale polecałbym ją przede wszystkim tym, którzy w małym paluszku mają już wszelkie kalambury czy Dixity i szukają nowych, mocnych wyzwań. Z kolei ci, którzy tego typu „zagdujkowe gry” uważają za trywialne, niech spróbują Codenames – tu trywialności nie znajdą. Aha – z półsłówek i niedopowiedzeń wywnioskowaliśmy, że Czesi z CGE pracują bardzo mocno nad dużym dodatkiem do Through the Ages (który oczywiście ukaże się w Polsce w stajni Rebela). COŚ jest także na rzeczy w kwestii dodatku do Szalonej Misji.

Edit:

Byłbym zapomniał: planszówkowy zasób gier z uniwersum Gwiezdnych Wojen wzbogaci prawdopodobnie Star Wars Timeline. Tym razem zamiast chronologii wydarzeń, układać będziemy… kolejność pojedynczych…. scen! Oj, to coś dla prawdziwych hardkorowych maniaków Star Wars!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Kennerspiel des Jahres – na co ona geekom?

Lipcowe wyniki niemieckiej Kennerspiel des Jahres po raz kolejny skłoniły mnie do refleksji jakie cele stawia przed sobą ta druga (obok samej SdJ) najbardziej prestiżowa planszówkowa nagroda na świecie, do kogo jest skierowana i jak bardzo „przydaje się” graczom zaawansowanym.