Home / Wiadomości / Aktualności / Rankingi i nieco wrażeń z Essen 2012

Rankingi i nieco wrażeń z Essen 2012

Dwa dni temu dobiegła końca jubileuszowa bo 30 edycja targów  Spiele w Essen. W tym roku zjawiło się tam ponad 400 wystawców, wśród których prym wiodą oczywiście wydawnictwa gier (w tym 10 polskich). Ile tytułów było przedstawianych, trudno zliczyć bo na pewno lista 550 pozycji na BGG nie pokazuje wszystkiego. Jakie zaś gry znalazły się w dwóch najważniejszych rankingach  GeekBuzz i Fairplay? Zachęcam do lektury, gdzie też dorzuciłem parę wspomnień i galerię zdjęć z mojego pobytu.

Po zeszłorocznym, powiedzmy szczerze niezbyt  udanym rankingu GeekBuzz, ekipa z portalu Boardgamegeeek.com postanowiła nieco zmienić jego zasady. W tym roku zbierano tylko liczbę głosów, bez oceny. Chętna osoba dostawała unikalny login do aplikacji, gdzie była lista wszystkich gier i następnie zaznaczała, które gry zrobiły na niej dobre wrażenie. Tak więc był to swego rodzaju plebiscyt na popularność. Nic więc zatem dziwnego, ze wygrała gra, w którą po pierwsze można było zagrać chyba na największej liczbie stołów (nie liczyłem dokładnie ale oscyluje to w granicach 30). Zazwyczaj dla innych gier jest to dosłownie kilka stanowisk. Jak gra jest wydawana przez kilka wydawnictw to liczba ta oczywiście rośnie. Dla przykładu w Robinsona Crusoe można zagrać było zarówno na stoisku Portala jak i Z-mana. Po drugie pokazowa rozgrywka w Escape trwa dokładnie 10 minut. Tak więc liczba osób, które mogły zagrać w tą grę myślę, że idzie w tysiące. Tak zaś przedstawia się pierwsza dwudziestka tego rankingu:

GeekBuzz:

  1. Escape: The Curse of the Temple (198)
  2. Tzolk’in: The Mayan Calendar (136)
  3. Myrmes (130)
  4. Fremde Federn (118)
  5. 7 Wonders: Cities (109)
  6. Al Rashid (105)
  7. Tokaido (93)
  8. Village (90)
  9. Suburbia (87)
  10. 1969 (83)
  11. Robinson Crusoe: Adventure on the Cursed Island (78)
  12. Ginkgopolis (78)
  13. Goblins, Inc.  (76)
  14. Escape: Illusions (71) – dodatek do Escape: The Curse of the Temple
  15. Terra Mystica (71)
  16. OddVille (70)
  17. Clocks (67)
  18. Among the Stars (67)
  19. Asgard (67)
  20. Seasons (66)

Inne polskie tytuły zajęły następujące miejsca:
46. Jaskinia (39)
96. Magnum Sal-Muria (18)
144. Amber (12)
152. 1984: Animal Farm (12)
153. Slavika (12)
173. Konwój (10)

Drugi z rankingów, magazynu Fairplay, stosuje sprawdzoną metodologię już od kilku lat. Głosowanie w tym przypadku odbywa się nieco bardziej tradycyjny sposób czyli na papierze. Dodać, też trzeba, że jednak ich stoisko jest mniejsze i mniej rzucające się w oczy niż w przypadku ekipy BGG.  Także sam magazyn nie jest tak znany jak wspomniany wyżej portal, stąd pewnie mniejsza liczba oddanych głosów. Na liście poniżej znajdują się tytuły które uzyskały minimum 45 głosów (liczba w nawiasie) oraz  ze średnią ocen przynajmniej 3 (rozpiętość wynosi od 1 do 6). Brak jest niestety tutaj polskich tytułów.

Fairplay:

  1. Keyflower 1,54 (46)
  2. Terra Mystica 1,64 (56)
  3. Ginkgopolis 1,94 (67)
  4. Il Vecchio 1,96 (71)
  5. Homesteaders (2,07) 58
  6. Hanabi 2,13 (86)
  7. Tzolk´in Der Kalender der Maya 2,13 (46)
  8. Die Legenden von Andor 2,26 (62)
  9. Die Palaeste von Carrara 2,32 (92)
  10. Riff Raff 2,33 (45)
  11. Snowdonia 2,37 (46)
  12. Fremde Federn 2,41 (58)
  13. Eminent Domain 2,47 (59)
  14. Seasons 2,63 (84)
  15. Saint Malo 2,82 (62)
  16. Qin 2,92 (62)
  17. Milestones 2,98 (54)

Jak widać w obu przypadkach na listach znalazły się tytuły, które polscy gracze już mogli poznać. Zazwyczaj to są nowe wydania jak w przypadku Homesteaders czy też wydania niemieckie znanych tytułów. W przeciwieństwie do poprzedniego roku myślę że, oba rankingi dają dobre pojęcie o tym jakie tytuły były najbardziej widoczne na targach i dobrze ocenianie. Zarówno zapaleni jak i rodzinni gracze, mogą tutaj wypatrzeć kilka gier, którym warto bliżej się przyjrzeć. Niestety Polskie gry nie były tak widoczne w obu rankingach jak w poprzednim roku, ale z tego co obserwowałem cieszyły się powodzeniem.

Standardowy ścisk

Co do ogólnych wrażeń z targów to oczywiście są one jak najbardziej pozytywne. Super było w końcu odwiedzić miejsce i poczuć tą atmosferę, o której od kilku lat się tylko czyta lub słyszy z opowiadań.  Tłumy podobno w tym roku nie były duże, ale i tak na mnie zrobiły wrażenie. Dzięki niespodziewanemu zbiegowi okoliczności stałem się właścicielem wejściówki dla wystawców co bardzo ułatwiło mi życie. Nie dość, że mogłem wchodzić na targi nawet dwie godziny  wcześniej niż „zwykły” zwiedzający to w przypadków tłumów mogłem wchodzić bocznym wejściem. Powiem szczerze, że byłem nieco przerażony liczbą osób jaki zbierały się tam codziennie rano.

Dwójka autorów ucięła sobie pogawędkę

Na początku trudno się odnaleźć w labiryncie kolejnych hal. Człowiek wraca parę razy w to samo miejsce i nie może dotrzeć gdzie chce.  Jednocześnie wszędzie chce zajrzeć, porobić zdjęcia, spędzić chwilę czasu na wysłuchaniu choć kilku zdań o grze. Na dodatek każdy dzień jest wypełniony wieloma atrakcjami typu spotkania z autorami czy grafikami gier, których zresztą nie raz mija się w przejściu na halach. Poza tym na około tłumy ludzi, którzy już po kilku  godzinach targów niosą za sobą wózki wypełnione pudełkami gier. Tak więc masz świadomość, że pewnie wykupują już najlepsze nowości jak i rarytasy w antykwariatach czy wyprzedażach. Ja np. w pierwszych godzinach zignorowałem wyprzedaż, na której widziałem nimieckie wydanie Cash&Guns za 5 euro. Wróciłem tam po południu i niestety już wszystkie pudełka się rozeszły.  Zadziwiające jest bogactwo gier jakie tam można zobaczyć. Pomijając już czasami dość dziwne gry planszowe i karcianki z różnych rejonów świata,  to znaleźć tam można wszelkiej maści gry dla dzieci, logiczne, zręcznościowe, bitewniaki czy nawet rekwizyty dla uczestników LARP-ów.  Można się poczuć nieco przytłoczonym tym wszystkim i ja osobiście dopiero drugiego dnia jakoś poczułem się pewniej.

Jeden z antykwariatów z grami

Mimo tego, że byłem na targach pełne trzy dni plus parę godzin w niedzielę, to tak naprawdę z obu rankingów udało mi zagrać się dokładnie w 8 tytułów. Z czego 3 poznałem wieczorem w hotelu dzięki uprzejmości kolegów. Niestety główny dylemat na targach jest następujący.  Albo zagram w te gry, które najbardziej mnie interesują ale będę na nie długo czekał albo zagram w to co akurat będzie wolne, przechodząc przez hale. Zazwyczaj to są mało znane tytuły, z którymi różnie bywa. Oczywiście można po paru turach wstać i podziękować, no ale kolejną godzinę czy pół jesteśmy w plecy. Przykładem takich totalnie chybionych pozycji jest np. Collapsible D: The Final Minutes of the Titanic czyli rzecz o ratowaniu pasażerów. Pięknie wydana gra,  w którą autorzy włożyli dużo pracy jeśli chodzi o odwzorowanie historii (schemat statku, prawdziwi pasażerowie). Co z tego jak gra jest bardzo słaba mechanicznie, gdyż niezbyt udanie wykorzystuje kości. Wytrzymaliśmy całe 3 tury.

Niestety niezbyt udana gra o Titanicu

Nawet jak się uda doczekać na upragniony stolik to czasami gramy w okrojoną wersję albo po prostu najprostszy wariant gry. Inna sprawa to tłumaczenie reguł. Na szczęście wbrew moim obawom wszędzie była choć jedna osoba posługująca się angielskim ale  niestety czasami był to angielski bardzo trudny do zrozumienia. Tak np. z kolegami zrezygnowaliśmy z rozgrywki w CO2, bo po prostu żaden z nas nie mógł dojść jak działa gra po tłumaczeniu reguł. Z tych powodów na pewno nie można ferować wyroków co do gier i jeśli ktoś nastawia się na samo poznawanie gorących nowości to z pewnością polskie konwenty tuż po Essen nadają się do tego bardziej. Poza tym już wiem, że jeśli w przyszłości mam wracać na targi to na pewno z kimś. Na szczęście tym razem miałem dobrych kompanów do poznawania gier, ale parę razy próbowałem gdzieś samemu się dosiąść i po prostu jest to trudne i czasochłonne.

Ranking Fairplay po pierwszym dniu

Z gier, które udało mi się zagrać,  dobre wrażenie sprawił na mnie m.in. KeyFlower. W porównaniu z Escape można w niego było zagrać jedynie 3 stołach tylko na stoisku wydawnictwa R&D Games. Polecam ją miłośnikom takich tytułów jak Le Havre, gdzie budujemy unikalne budynki, z których mogą korzystać inni gracze. Każdy budynek możemy ulepszyć by oferował nam większe możliwości. Wszystko to zaś okraszone zostało sprytną licytacją i duża dozą interakcji. Drugi tytuł na który dużo osób czekało i mnie osobiście też bardzo przypadł do gustu to Tzolk’in. Przed Essen bałem się czy na pewno dobry pomysł z kołami zostanie wykorzystany do zrobienia bardzo dobrej gry. Po pierwszej rozgrywce wygląda na to, że jak najbardziej tak. Szybka rozgrywka, kilka potencjalnych strategii jakie można zauważyć, subtelna interakcja, sporo kombinowania z kolejnością wstawiania i zdejmowania naszych ludzi z kół. Wszystko to sprawia, że ja bardzo chętnie wrócę do tego tytułu.

Podsumowując taki turystyczny wyjazd na targi w Essen nie jest tanią sprawą. Ale myślę, że choć raz w życiu każdy planszówkowicz powinien tam pojechać i doświadczyć tego wszystkiego samemu. Ja osobiście rzeczywiście mocno będę się zastanawiał, czy jechać za rok.  Ale już za dwa lata, chyba zatęsknię za tą imprezą.

 

4 komentarze

  1. Pancho

    Dzięki za relację! Fantastyczne zdjęcia, złapanie Friese & Rosenbega – super sprawa.

    Sipio, powiedz mi jeszcze czy zauważyłeś jakiś trend w klimacie (np. kosmos) albo w mechanice (np. dużo gier worker placement, szalonych imprezowych itp.), który szykuje się na ten rok? Było coś takiego dostrzegalne? Była też taka gra targów? Taki najbardziej hypowany tytuł, który ciągle się przewijał w rozmowach, plakatach, na stołach? Tak jak kiedyś z Dominion czy Le Havre.

  2. Avatar

    Święte słowa. Dość powiedzieć, że taka np. Snowdonia (swoją drogą wspaniali wystawcy) miała jeden nieduży stolik do grania i jeden mikroskopijny kontuar do prezentacji, a rozgrywka trwała 1,5h. Jeżeli ktoś o 10:00 widział wariata pędzącego przez sale w celu dopadnięcia stolika, to byłem ja ;)
    Tak samo zgoda co do CO2. Może nie tyle problemem był słaby angielski, ale kompletna nieumiejętność tłumaczenia. Zamiast wyjaśniać reguły prowadzący kierował rozgrywką na zasadzie „ty zrób to, a ty połóż tutaj kartę i znacznik”.
    Faktem jest, że niektórzy wystawcy zupełnie nie zdają sobie sprawy z wagi dobrego tłumaczenia. Kobieta z Asmodee prawie nas zniechęciła do kupna świetnych Myrmesów, bo co chwile zaglądała do instrukcji, przedstawiła nam broken zasady i generalnie nie wiedziała co się w grze dzieje. Za to AEG robiło wszystko, żeby człowiek opuścił stoisko ze wszystkimi grami z Tempesta ;)
    Kompletnym zaskoczeniem natomiast było dla nas odnalezienie w hali 7 Opolan z Platypus Lounge.

  3. sipio

    Na pewno rzucało się w oczy Escape, przez ilość stolików, reklam jak i torby, które dawało przy zakupach Qeen Games. Z poważniejszych gier za to chyba Tzkolin przodował, m.in. w dwóch miejscach był tłumaczony na wielkoformatowych planszach. Co do klimatów to chyba najczęściej powtarzał się kosmos w różnych odmianach (m.in. Kosmonauts, 1969,Septikon, Among the stars, Space Cadets, Exodus). Poza tym budowanie miasta i dziki zachód. Mechanicznie zaś to myślę, że przede wszystkim mamy powrót do kości używanych na różne sposoby. Sporo też kafelkowych gier było. Ale chętnie skonfrontuje te moje wrażenia z innymi, bo może akurat tak ja trafiałem.

  4. Avatar

    @MisterC, a Ci Opolanie z Platypus Lounge to Opolanie z Opola czy może z Opola Lubelskiego?
    :-) Bo myśmy o nich też nie słyszeli :-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*