Home / Artykuły / Cotygodnik redakcyjny GF – nr 26/15

Cotygodnik redakcyjny GF – nr 26/15

cotygodnik_lipec_7.jpgZa nami upalny weekend, lato w pełni, ale redaktorzy GF wakacji nie mają, tylko grają, grają, GRAJĄ! :)

Pingwin

Dzieci na wakacjach, mama wreszcie ma niczym nieskrępowany czas, który może przeznaczyć na planszówki.

waggledance1.59145.1266x0W tym tygodniu zaczęłam od produkcji miodu, czyli Waggle Dance. I tak jak omijałam grę szerokim łukiem, bo wydawała mi się nijaka i taka brzydka (na fotografiach), tak teraz wylądowała na szczycie mojej wishlisty. Nie ma ładnej planszy, zgoda. Nie ma w ogóle planszy ;) – ale poza tym to nomen omen sam miodzio. Dice placement, dzięki któremu nie ma złych rzutów, są tylko złe wybory ;). Proste zasady. Cel niby dla wszystkich ten sam – wyprodukować określoną ilość miodu, ale okazuje się, że nie samym zbieraniem nektaru żyje pszczoła (można np. zainwestować w rozwój roju, albo postawić na karty), więc gra ma znamiona strategicznej i wiele dróg do zwycięstwa prowadzi. Polecam.

20150630_203223Potem przyszedł czas na zapoznanie się z Augustusem. Ta gra mi się podoba lub nie – w zależności od aktualnego humoru i tolerancji na losowość. Jakiś czas temu partia 2-osobowa mnie znudziła. W tym tygodniu graliśmy w 4 osoby i zdecydowanie wypadła lepiej. Choć nadal moje zastrzeżenie do losowości jest w mocy. Bardzo szybka, niewielkie możliwości kombinowania, wiele zależy od tego, jakie płytki się pojawią, a jeszcze więcej od tego, kto ukończy misję przed nami i jakie misje będą do wzięcia, gdy przyjdzie nasza kolej. To gra na tak i na nie. Ładnie wydana i z prostymi zasadami, ale najpierw wypróbujcie zanim ją kupicie, tym bardziej, że promocje na nią się już dawno skończyły i w przedziale cenowym 90-110 zł jest w czym wybierać.

20150630_215158Kolejny tytuł to Greed, którego recenzja ukaże się już na dniach, wiec powiem tylko tyle, że Donald X. Vaccarino śmiało dąży ku czołówce uznanych autorów i kolejną jego grę (nawiasem mówiąc nie obraziłabym się, gdyby Temporum doczekało się polskiej wersji językowej) biorę w ciemno :).

Moja sromotna klęska - trzy jednostki bolszewików w samym Lwowie

Moja sromotna klęska – trzy jednostki bolszewików w samym Lwowie

W międzyczasie moi bolszewicy pod dowództwem Siemiona Budionnego próbowali wedrzeć się do Lwowa. Niestety 7 eskadra w obronie Lwowa sprawiła się świetnie. Dostałam łupnia i to dwa razy. Za drugim razem wyrżnięto mi moje dwa oddziały, które już stacjonowały w samym centrum i… zostałam z niczym, a nawet z punktami ujemnymi. Po zamianie stron obrona Lwowa też nie byla moją mocną stroną. Na koniec gry 3 wrogie oddziały bolszewików w samym centrum Lwowa i to już 17 sierpnia, czyli dzień wcześniej niż wymagałaby czysta ludzka przyzwoitość przeliczająca tury gry. A mimo tych druzgocących przegranych muszę przyznać, że tak jak ogólnie nie lubię gier wojennych, tak 7 mi się podoba. Polecam.

BoxKolejny dzień to gry spod znaku przygody. Na pierwszy ogień Gamedec – nieco zapomniana gra, pięknie wydana i mocno osadzona w świecie wykreowanym przez Marcina Przybyłka. Opasła instrukcja sugeruje, że gra będzie trudna. Nic bardziej błędnego – to prosta gra z cyklu turlaj i zwyciężaj: w uproszczeniu polega na przemieszczaniu się pomiędzy światami, w których możemy rozwijać swoje postaci (zdobywać umiejętności i przedmioty, które dają nam bonusy do rzutu kostkami) oraz wykonywać misje (oparte na turlaniu kośćmi). Oczywiście nie jest to AŻ TAK proste – jest wiele zależności. Do niektórych światów nie wejdziesz bez waluty, a walutę możesz zdobyć uzależniając się od korporacji, co nie jest zbyt korzystne, bo podczas udanego ataku hackerów na korporację-matkę, dostaniemy w plecy – można stracić reputację, co odbije się na ilości zleceń (kart), a przede wszystkim zamkną się przed nami kolejne światy itd. Ale to wszystko dość intuicyjne jest i dodaje więcej smakowitego klimatu. A co do klimatu… jest odczuwalny, ale tylko wtedy, gdy czytaliście książkę. Jeśli nie wiedzie kto to Torkil Aymore (nawiasem mówiąc, najgorzej zbalansowana postać w grze) albo Dunkan Powers, jeśli takie hasła jak Brahma, Happy Hunting Grounds, Twisted & Perverted nic wam nie mówią i nigdy nie czuliście się osaczeni przez wrzechobecne Mobillenium – to ta gra sprowadzi się jedynie do akcji: pójdź na pole, rzuć kostką. Dlatego ostatnim przesłaniem tego akapitu będzie: przeczytajcie książkę Marcina Przybyłka „Gamedec: Granica rzeczywistości„. Nawet jeśli nie zamierzacie nigdy w życiu grać w Gamedeca. Książka jest tego warta!

20150704_221025Kolejna przygoda czekała nas na bezludnej wyspie. W towarzystwie Piętaszka Rozbitkowie próbowali odkryć ogień i ułożyć olbrzymi stos drewna. No i przede wszystkim przeżyć. Udało się! Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie zakończyła się sukcesem. Może nie do końca graliśmy zgodnie z regułami (jedna rozgrywka pół roku temu to trochę za mało, żeby poznać grę) – tym bardziej, że w trakcie rodziło się wiele pytań, na które nie udało się dać jednoznacznej odpowiedzi (albo nie było jej w instrukcji, albo nie potrafiliśmy jej namierzyć) – ale na pewno parę razy rozstrzygnęliśmy wątpliwości na naszą niekorzyść, więc zwycięstwo było ze wszech miar zasłużone.

Wczoraj udało mi się raz jeszcze pojeździć Ciężarówką przez Galaktykę – partia trzyosobowa i wszyscy na koniec byliśmy na plusie. Bo jak to ładnie ujęła dr Berna w Seksmisji: nie ważne kto wygrał, ważne kto przetrwał. Statki nam się rozleciały, kosmitów wyssało w kosmos, połowa załogi pożegnała się z życiem, towary rozwiało po drodze mlecznej – ale dolecieliśmy do celu.

20150706_203506A na zakończenie dnia Tzolkin z Przepowiedniami. Typowe euro z niemal zerowym klimatem i mega móżdżeniem. To było moje pierwsze zetknięcie się z Kalendarzem Majów. Zasady proste, ikonografia czytelna – grać się da od razu. Wygrać – już niespecjalnie. Po tej pierwszej partii dopiero czuję się gotowa na prawdziwą rozgrywkę, w której wiem co robię. Co mi się najbardziej podobało? Mechanika ;-).

 Odi

Kolejne spotkania planszówkowe z MIIWŚ za nami (darujcie linki, ale wciąż jeszcze łowię zaginionych/zapomnianych wargamerów z Trójmiasta. Halo, halo – odezwijcie się! :)). Tym razem grane były:
Duel fo theDuel of The Giants, o którym już kiedyś pisałem. No lubię tę grę, cóż poradzić. Balans trzeba raczej ustawić sobie samemu, historyczność taka sobie, ale z pewnością jest to kawałek porządnej gry. Jako dowódca Panzerwaffe przygotowałem przemyślany system pułapek ogniowych i zapór, lecz mój przeciwnik prowadził sowiecką hordę (a właściwie małą, ośmioczołgową hordeczkę) tak ostrożnie i uważnie, że praktycznie ani razu nie wszedł mi pod lufy. No, ale coś za coś – graliśmy 2,5 godziny, czyli mniej więcej 2,5 krotnie dłużej, niż powinno się grać w DotG :).

 

World of Tanks: Rush

World of Tanks: Rush

Dwukrotnie pojawił się także na stole World of Tanks z dodatkiem Drugi Front. Jedno trzeba oddać WoTowi: ma świetne obrazki. Poza tym, raczej jestem rozczarowany i chyba nie tylko ja. Rozgrywka rozkręca się stosunkowo wolno, a gdy już się rozkręci, to… zaczyna się z powrotem skręcać (sukcesy powodują zamulanie talii). Mam wrażenie, że tempo gry jest wolniejsze w porównaniu do innych deckbuilderów, zwłaszcza nastawionych na tzw. wygrzew.

 

 

Anglojęzyczna okładka

Anglojęzyczna okładka

Wreszcie sięgnęliśmy po niedawny hit, czyli 1944: Wyścig do Renu. Tu również grało się długo i walka trwała do ostatniej kropli benzyny. Podoba mi się ten moment, w którym rozpędzone alianckie korpusy trafiają na tężejąca niemiecką obronę. Początkowo szukają w niej luk i próbują ją obchodzić lub przełamywać opór pojedynczych jednostek, wreszcie grzęzną, zatrzymują się i zaczynają wysysać ostatnie krople benzyny z systemu zaopatrzeniowego, aby tylko zgromadzić zapasy niezbędne do jakiegoś pojedynczego skoku w kierunku Renu. Z mechaniki RttR naprawde można się czegoś dowiedzieć. Już chyba zawsze będę widział te sznury ciężarówek, kosteczki amunicji, paliwa i żywności, przesuwając żeton dywizji czy korpusu w jakiejkolwiek innej grze. Bardzo jestem ciekaw, jak wyjdzie Pahalanxom front wschodni. Bo wiecie, że testują takowy, prawda? :)
Na kolejnych spotkaniach pojawią się, miejmy nadzieję, już jakieś lżejsze gry stricte wojenne, a nie tylko historyczne eurówki.

Veridiana

Eurosy, Feldy, Rosenbergi i jeszcze raz eurosy… Czy ja się kiedyś zmienię? Może, ale na razie nie chcę. W tym tygodniu odkurzyliśmy Russian Railroads, żeby wciągnąć nową osobę w budowę kolei trans-syberyjskiej (udało się!), nieco mniej kurzu starliśmy z Badaczy Głębin (ta gra jest toporna, wredna, wiążąca ręce, sucha i jakaś taka… że ech… ale też i ach, bo to wciąż jeden z najlepszych feldów :).

Było też Archipelago, po raz pierwszy na 5 osób. I jakoś się ta rozgrywka ciągnęła, szczególnie, że nowej osobie się nie spodobało. A wiadomo, łyżka dziegciu zepsuje beczkę miodu. No i znowu przegraliśmy z powodu buntu. W tę grę da się w ogóle wygrać?

Najważniejsze jednak w tym tygodniu były pierwsze podejścia do Pojedynku Ninja by Portal oraz kolejna cudowna partia w Fields of Arle. Co do Pojedynku, który ogrywam do recenzji, to jestem mile zaskoczona sprytną prostą mechaniką bazującą na starym jak nożyczki układzie kamień-papier i ten trzeci. Niepokoi mnie tylko fakt, że w kilku dotychczasowych partiach, końcówka wyszła strasznie losowa. Muszę to koniecznie sprawdzić.

 

Natomiast ostatnia wielka gra Rosenberga to chyba jego najlepsza gra, serio. Fieldsy są przegenialne, być może to zasługa sentymentu, z jakim Uwe tworzył grę o swojej wiosce. Niby ciągle to bydło i zboże, ale pojedynek farmerów, którzy co chwilę wchodzą sobie w paradę, wzbudza we mnie adrenalinkę taką samą, jak ucieczka przed zombie przy stoliku obok (my graliśmy w budowanie stajni i szycie ubrań, a koledzy obok ożywiali zimę). Dla anty-fanów żywieniówek i niańczenia owieczek będzie to kolejna nudna pozycja, dla ekonomistów, euroentuzjastów i rosenfilów – pozycja obowiązkowa!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Kennerspiel des Jahres – na co ona geekom?

Lipcowe wyniki niemieckiej Kennerspiel des Jahres po raz kolejny skłoniły mnie do refleksji jakie cele stawia przed sobą ta druga (obok samej SdJ) najbardziej prestiżowa planszówkowa nagroda na świecie, do kogo jest skierowana i jak bardzo „przydaje się” graczom zaawansowanym.