Home | Felietony | Historia gier w Polsce | Historia gier w Polsce – część 5. Lata 1946-69

Historia gier w Polsce – część 5. Lata 1946-69
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Traktaty w Jałcie i Poczdamie ustaliły nowe granice Polski co w efekcie doprowadziło do masowych migracji ludności. Zadaniem propagandy było ukształtowanie przekonania, że te zmiany to w istocie powrót do historycznych granic sprzed tysiąca lat. Służyły do tego między innymi gry planszowe. Już w 1946 roku nakładem Spółdzielni Wydawniczej „Polskie Pismo i Książka” wydane zostały w Szczecinie dwie gry planszowe „Poznajemy ujście Odry” i „1000 lat walki o Pomorze Zachodnie”. A dwa lata później wydana została (nie wiem przez kogo) gra „Wisłą i Odrą do Bałtyku”.

Pudełko i plansza gry „Wisłą i Odrą do Bałtyku". www.staregraty.pl

Pudełko i plansza gry „Wisłą i Odrą do Bałtyku”. www.staregraty.pl

Dla produkcji i dystrybucji gier planszowych w całym okresie PRLu istotne znaczenie miały ustawy o nacjonalizacji przemysłu i handlu. W ramach socjalistycznego podziału pracy branża zabawkowa, do której zaliczały się gry, przydzielona została spółdzielniom inwalidów i spółdzielniom rzemieślniczym. Natomiast handlem detalicznym zarządzały Wojewódzkie Przedsiębiorstwa Handlu Wewnętrznego (w skrócie WPHW, tylko w Warszawie było SPHW, gdzie litera S oznaczała „Stołeczne”). Jeżeli więc grę produkowała prywatna firma rzemieślnicza, to nie mogła jej samodzielnie sprzedawać. W jej imieniu robiła to spółdzielnia, do której rzemieślnik musiał należeć i zazwyczaj na pudełku gry była tylko nazwa spółdzielni, a nie konkretnego producenta. Z drugiej strony kierownik sklepu miał niewielki wpływ na to, co będzie miał na półkach, bo od spółdzielni gry kupowało odpowiednie WPHW i rozdzielało między podległe sklepy. Pewną samodzielność uzyskała tylko Centralna Składnica Harcerska, która była głównym miejscem zakupów dla modelarzy, m.in. miłośników enerdowskich kolejek elektrycznych, ale także miała dość szeroki asortyment gier. Taki system dystrybucji utrzymywał się do lat 80-tych XX wieku.

Na ciekawe znalezisko natrafiła Anna Wiśniewska-Grabarczyk, przeglądając wewnętrzne biuletyny Głównego Urzędu Prasy Publikacji i Widowisk. Przedmiotem analizy w biuletynie opublikowanym w marcu 1954 roku była gra planszowa Przygody w dżungli (w biuletynie – Przygoda w dżungli), która miała wedle oceniających odwzorowywać idylliczną wersję starego imperialistycznego porządku świata. Jednostronicowy materiał uzupełniono zdjęciem planszy, która przedstawiała białego mężczyznę, ubranego w tradycyjny strój kolonizatora. Przyglądał się on zabawie – może tańcowi rytualnemu – czarnoskórych mieszkańców stereotypowo przedstawionej afrykańskiej wioski.

Zdjęcie planszy do gry Przygody w dżungli zamieszczone w biuletynie z marca 1954 roku

Zdjęcie planszy do gry Przygody w dżungli zamieszczone w biuletynie z marca 1954 roku

Ten właśnie element graficzny wzbudził kontrowersje, gdyż wedle redakcji Biuletynu koncepcja rysunku przedstawiała idylliczną wersję współżycia kolonizatorów i kolonizowanych oraz idealizowała białych imperialistycznych kolonizatorów, pokazując zarazem „dzikość” i „niższość” ludzi o ciemnej skórze. Jak się jednak okazało, gra została pozytywnie oceniona przez cenzorów druków ulotnych w GUKP, którzy nie spostrzegli błędnego ujęcia i szkodliwej wymowy tego rysunku. Przeoczenie to wykryto na dalszych etapach prac cenzorskich, a konsekwencje takiego braku czujności funkcjonariuszy naraziły Spółdzielnię Przemysłu Zabawkarskiego, która zgłosiła ten projekt gry do druku, na straty materialne.

Grafika musiała zostać zmieniona i gra ukazała się z nieco inną planszą, na której zamiast białego suprematysty pokazana została biała dziewczyna z charakterystyczną chustą radzieckiej pionierki, wysłana zapewne do Afryki w celu uświadomienia klasowego i rasowego rdzennej ludności.

Plansza do gry Przygody w dżungli. Materiał ze zbiorów prywatnych Marka Rutkowskiego

Plansza do gry Przygody w dżungli. Materiał ze zbiorów prywatnych Marka Rutkowskiego

 

Proste gry planszowe, nie wymagające rekwizytów innych niż zwykłe pionki i kostki, były od czasu do czasu publikowane na „rozkładówkach” czasopism dla dzieci, takich jak Świerszczyk. Tu z kolei czujne oko cenzora zapobiegło zagrożeniu dla bezpieczeństwa kraju poprzez ujawnienie informacji o charakterze strategicznym. Otóż w grze, polegającej na podróży po Polsce, przedstawiono sieć dróg asfaltowych łącznie z jedną niedawno wybudowaną, której istnienie miało być zachowane w tajemnicy. Cały nakład Świerszczyka poszedł więc na przemiał.

A w co grali dorośli? Jak pisałem w poprzednim odcinku, Polska była w okresie międzywojennym szachową potęgą. W czasach PRLu szachy były wzorem radzieckim szeroko propagowane, zorganizowane zostały nawet specjalne rozgrywki dla mieszkańców wsi o Złotą Wieżę, ale przedwojennego poziomu sportowego osiągnąć się nie udało. Być może dlatego, że zabrakło szachistów z tamtych czasów. Z piątki zawodników, reprezentujących Polskę na Olimpiadzie Szachowej w Buenos Aires, rozgrywanej na przełomie sierpnia i września 1939 roku, do kraju powrócił tylko jeden. Mieczysław Najdorf przyjął obywatelstwo Argentyny i pod imieniem Miguel, grając na pierwszej szachownicy, doprowadził reprezentację swojej nowej ojczyzny do trzech srebrnych medali olimpijskich. Paulin Frydman również został Argentyńczykiem, ale z powodów zdrowotnych musiał wycofać się z gry turniejowej, Ksawery Tartakower przyjął obywatelstwo francuskie i został w 1953 roku mistrzem Francji, a Franciszek Sulik zdobył siedmiokrotnie mistrzostwo Południowej Australii.

Inaczej potoczyła się sprawa brydża. W pierwszych latach po wojnie został uznany za grę burżuazyjną i w dodatku hazardową, więc praktycznie musiał zejść do podziemia. Żadne turnieje nie mogły być organizowane. Przełomem było opublikowanie w październiku 1954 roku w Tygodniku Kulturalnym artykułu pod nieortograficznym tytułem „Lepszy brycz niż nicz”, napisanego przez wpływowego pisarza i działacza PZPR Jerzego Putramenta. Od tej chwili władze zaczęły zezwalać na organizowanie spotkań brydżowych w domach kultury i świetlicach, powstawały sekcje brydżowe, a w październiku 1956 roku został założony Polski Związek Brydża Sportowego. I już w roku 1963 trzecim miejscem na Mistrzostwach Europy została zapoczątkowana długa lista sukcesów polskich brydżystów.

Wchodzimy w lata sześćdziesiąte XX wieku. Obiektywnie na sytuację gier planszowych w Polsce wpływu to specjalnego nie miało. Ale subiektywnie tak. Wszystko, co napisałem dotąd w tym cyklu oparte było na wiedzy, pochodzącej ze źródeł pisanych. Od tego miejsca dominować będzie to, co sam pamiętam.

Pudełko gry „Zawody motocyklowe na żużlu”

Pudełko gry „Zawody motocyklowe na żużlu”

Asortyment gier był wtedy w Polsce bardzo ubogi i ograniczał się do klasyki: szachy, warcaby, chińczyk, halma, młynek, grzybobranie. Poza tym były tylko gry, polegające wyłącznie na przesuwaniu pionków o liczbę wyrzuconych oczek, oparte na średniowiecznej Gęsi albo Wężach i drabinach oraz gry zręcznościowe, takie jak bierki, pchełki czy skaczące czapeczki. Kilka zdań warto poświęcić jednak trzem grom z tego okresu. Pierwsza z nich to Wyścigi motocyklowe na żużlu. Wprawdzie mechanika tej gry również ograniczała się do rzutów kostką, ale niezaprzeczalnym walorem było 16 plastikowych figurek motocyklistów.

Plansza gry „Wyścig kolarski”

Plansza gry „Wyścig kolarski”

Druga to Wyścig kolarski, gra „zalecana do użytku w świetlicach szkolnych pismem Ministerstwa Oświaty z dnia 23 VI 1964” (taki napis figuruje na pudełku). Planszę tej gry stanowiła mapa Polski, NRD i Czechosłowacji z zaznaczonymi miastami, połączonymi trasą. Przy każdym mieście umieszczone były symbole, określające gałęzie gospodarki, charakterystyczne dla tego miasta. Nie oznacza to, że Wyścig miał coś wspólnego z ekonomią. Jedynym uzasadnieniem tych oznaczeń był punkt zasad gry, mówiący o tym, że gracz, którego kolarz przekracza granicę i wjeżdża do innego kraju, musi odczytać nazwy trzech miast z tego kraju i podać, jakie gałęzie gospodarki są z danymi miastami związane. Nie wiem, czy któryś z graczy zapamiętał dzięki temu, że na przykład w Pilźnie produkowane były napoje (przy tym mieście był symbol butelki), bo oczywiście tego przepisu nikt podczas gry nie stosował. Ale bez tych oznaczeń gra nie zyskałaby zapewne rekomendacji ministerstwa. Nie była to zresztą jedyna gra na temat Wyścigu Pokoju, bo impreza ta miała w owych czasach ogromną popularność.

Pudełko gry „Manewry morskie”

Pudełko gry „Manewry morskie”

Najważniejszą grą z tego okresu są chyba jednak Manewry Morskie, produkowane przez około 30 lat i do dziś uznawane za grę kultową. Były prawdopodobnie wzorowane na powstałej w 1919 roku grze Dover Patrol, podobnie zresztą jak wersja „lądowa” czyli wydawana kilkukrotnie w Polsce w późniejszych latach gra Stratego. Miarą popularności, jaką miały Manewry Morskie, jest jednorazowy nakład – 60 tysięcy sztuk. Można więc przypuszczać, że łącznie wyprodukowano więcej niż milion egzemplarzy tej gry.

O tym, jak wyglądał rynek gier w PRL zdecydowało kilka przyczyn. Pierwsza z nich to brak kontaktów ze światem. Importu nie było, bo monopol handlu zagranicznego miało państwo, które nie było skłonne wydawać cennych dewiz na tak mało strategiczne produkty. A nawet gdyby jakieś gry z zagranicy sprowadzono, to ich cena byłaby nie do zaakceptowania. Tak więc ani klient, ani autor czy wydawca na ogół nie wiedzieli, jak powinna wyglądać dobra gra. Drugi problem to przepisy, które uniemożliwiały godziwe opłacanie twórców. Np. grafik dostawał identyczne wynagrodzenie za projekt planszy do gry i projekt nalepki na oranżadę. Trzecia bariera to dostęp do surowców. Spółdzielnie inwalidów i spółdzielnie rzemieślnicze nie miały takiej siły przebicia jak górnictwo czy przemysł zbrojeniowy. W efekcie np. do wytwarzania pionków używane były odpady, pochodzące z produkcji wiader. Nieodzownym surowcem do produkcji gier planszowych jest papier. Z nim było w PRL jeszcze gorzej. Bo przecież przydziałem papieru regulowane były wpływy różnych czasopism. A ponadto wolny dostęp do papieru i przemysłu poligraficznego mógłby wręcz zagrozić ustrojowi.

Z poprzedniego akapitu można wnioskować, że nikt w Polsce nie miał kontaktu z zagranicznymi grami. W rzeczywistości jednak nieliczne osoby taki kontakt miały. Jedną z takich osób był Lech Pijanowski, z wykształcenia reżyser filmowy, z zawodu krytyk filmowy i autor scenariuszy, o którym tak napisano w przedmowie do jednej z jego książek:

Z tymi grami to było tak. Z początku – zwykłe zainteresowanie łamigłówkami, zabawami na planszy, zadaniami logicznymi. Potem – kolekcjonerstwo, zbieranie opisów i rekwizytów, zresztą obok kolekcjonowania wielu różnych dziwności. W pewnym momencie okazało się, że sprawy gier są najważniejsze. To już nie było hobby, to była najprawdziwsza płomienna pasja. W domu Lecha Pijanowskiego powstało całe muzeum gier. Nie zdarzyło mu się wyjechać za granicę – a wyjeżdżał z racji swej filmowej profesji często – i nie przywieźć co najmniej jednej nowej gry lub książki o grach. Grał w każdą z tych gier z przyjaciółmi – wieczory gier Pijanowskiego, zaczynane powiedzmy partyjką Monopoly, kulminowane Wojną Światową, a kończone choćby „komputerową” zabawą w śledztwo należą do niezapomnianych wspomnień tych, których potrafił zarazić swą pasją.

Lech Pijanowski nie tylko grał ale również o grach pisał (m.in. prowadził rubrykę na temat gier w miesięczniku popularno-naukowym Problemy) i opowiadał w programach telewizyjnych dla dzieci i młodzieży – Ekran z bratkiem i Teleferie. A w 1969 roku wydana została jego książka „Podróże w krainie gier”.

Okładka książki „Podróże w krainie gier”

                            Okładka książki „Podróże w krainie gier”

W książce opisane zostało kilkanaście gier, a wspomniane kilkadziesiąt innych. Większość z nich to oczywiście znana od stuleci czy nawet tysiącleci klasyka – młynek, chińczyk, backgammon czy mankala. Ale znalazły się też teksty o grach bardziej współczesnych, takich jak Monopoly, Stratego, Ryzyko czy Dyplomacja. We wstępie autor tak wyjaśnił przyczyny napisania książki: „Podróże w krainie gier” powstały w wyniku zainteresowania grami jako swoisty produkt uboczny godzin spędzonych z przyjaciółmi i znajomymi przy barwnych planszach najróżniejszych gier. Lubię w nie grać. Lubię wygrywać. Za zasługę poczytuje sobie jednak, iż nieraz potrafiłem patrzeć nie tylko na barwną planszę i piony na niej, lecz także na ludzi, którzy ze skupieniem, zacięciem i pasją oddają się zajęciu niemądremu, dziwacznemu, zabawnemu – grze.

Powyższy tekst jest rozwinięciem artykułu z 1. numeru Świata Gier Planszowych

Bibliografia:

  • Anna Wiśniewska-Grabarczyk „Powojenna literatura polska i inne teksty kultury w świetle biuletynów Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk z lat 1945–1956”. Praca doktorska napisana pod kierunkiem dr hab. prof. UŁ Marzeny Woźniak-Łabieniec. Uniwersytet Łódzki, Wydział Filologiczny, Instytut Filologii Polskiej i Logopedii, Łódź 2020
  • Lech Pijanowski „Podróże w krainie gier”, Iskry, Warszawa 1969

3 komentarze

  1. Avatar

    Ha, ha, w grze Wyścig kolarski zawarta była najprawdziwsza prawda, bowiem dziś każdy „beer geek” wie, że Pilzno to ojczyzna „jasnego pełnego”, czyli „pilsa”. Zabawne tylko, że w grze, w której z powodów oczywistych nie mogło być promocji alkoholu, mowa jest wyłącznie o „napojach” :)

  2. Michał+Stajszczak
    Michał+Stajszczak

    Te „napoje” to był mój żartobliwy komentarz. W grze mowy o tym nie było. Była tylko plansza z ikonkami, charakteryzującymi branże, związane z poszczególnymi miastami etapowymi. Branżę spożywczą oznaczało kilka różnych symboli ale tak się akurat złożyło, że jedynie obok Pilzna była ikonka butelki z etykietą (przy kilku innych miastach były ikonki butelek innego kształtu, mających zapewne oznaczać mleko).

  3. Avatar

    Czytam ten ciekawy artykuł i myślę, że przydałby się leksykon polskich gier planszowych. Mieszkam w Wielkiej Brytanii. Zbieram stare gry, ale głównie brytyjskie. Z checią dołączyłbym jakieś ciekawe, polskie wydawnictwa. Trafiłem gdzieś na opis gry z lat 60 pt. „Wyprawa po skarby”. Niestety niczego więcej nie mogę się dowiedzieć. Może Szanowny Autor pokusiłby się o stworzenie leksykonu?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

Privacy & Cookie policy
Privacy & Cookies policy
Cookie name Active
PHPSESSID
eu_cookies_bar
eu_cookies_bar_block

Privacy Policy

What information do we collect?

We collect information from you when you register on our site or place an order. When ordering or registering on our site, as appropriate, you may be asked to enter your: name, e-mail address or mailing address.

What do we use your information for?

Any of the information we collect from you may be used in one of the following ways: To personalize your experience (your information helps us to better respond to your individual needs) To improve our website (we continually strive to improve our website offerings based on the information and feedback we receive from you) To improve customer service (your information helps us to more effectively respond to your customer service requests and support needs) To process transactions Your information, whether public or private, will not be sold, exchanged, transferred, or given to any other company for any reason whatsoever, without your consent, other than for the express purpose of delivering the purchased product or service requested. To administer a contest, promotion, survey or other site feature To send periodic emails The email address you provide for order processing, will only be used to send you information and updates pertaining to your order.

How do we protect your information?

We implement a variety of security measures to maintain the safety of your personal information when you place an order or enter, submit, or access your personal information. We offer the use of a secure server. All supplied sensitive/credit information is transmitted via Secure Socket Layer (SSL) technology and then encrypted into our Payment gateway providers database only to be accessible by those authorized with special access rights to such systems, and are required to?keep the information confidential. After a transaction, your private information (credit cards, social security numbers, financials, etc.) will not be kept on file for more than 60 days.

Do we use cookies?

Yes (Cookies are small files that a site or its service provider transfers to your computers hard drive through your Web browser (if you allow) that enables the sites or service providers systems to recognize your browser and capture and remember certain information We use cookies to help us remember and process the items in your shopping cart, understand and save your preferences for future visits, keep track of advertisements and compile aggregate data about site traffic and site interaction so that we can offer better site experiences and tools in the future. We may contract with third-party service providers to assist us in better understanding our site visitors. These service providers are not permitted to use the information collected on our behalf except to help us conduct and improve our business. If you prefer, you can choose to have your computer warn you each time a cookie is being sent, or you can choose to turn off all cookies via your browser settings. Like most websites, if you turn your cookies off, some of our services may not function properly. However, you can still place orders by contacting customer service. Google Analytics We use Google Analytics on our sites for anonymous reporting of site usage and for advertising on the site. If you would like to opt-out of Google Analytics monitoring your behaviour on our sites please use this link (https://tools.google.com/dlpage/gaoptout/)

Do we disclose any information to outside parties?

We do not sell, trade, or otherwise transfer to outside parties your personally identifiable information. This does not include trusted third parties who assist us in operating our website, conducting our business, or servicing you, so long as those parties agree to keep this information confidential. We may also release your information when we believe release is appropriate to comply with the law, enforce our site policies, or protect ours or others rights, property, or safety. However, non-personally identifiable visitor information may be provided to other parties for marketing, advertising, or other uses.

Registration

The minimum information we need to register you is your name, email address and a password. We will ask you more questions for different services, including sales promotions. Unless we say otherwise, you have to answer all the registration questions. We may also ask some other, voluntary questions during registration for certain services (for example, professional networks) so we can gain a clearer understanding of who you are. This also allows us to personalise services for you. To assist us in our marketing, in addition to the data that you provide to us if you register, we may also obtain data from trusted third parties to help us understand what you might be interested in. This ‘profiling’ information is produced from a variety of sources, including publicly available data (such as the electoral roll) or from sources such as surveys and polls where you have given your permission for your data to be shared. You can choose not to have such data shared with the Guardian from these sources by logging into your account and changing the settings in the privacy section. After you have registered, and with your permission, we may send you emails we think may interest you. Newsletters may be personalised based on what you have been reading on theguardian.com. At any time you can decide not to receive these emails and will be able to ‘unsubscribe’. Logging in using social networking credentials If you log-in to our sites using a Facebook log-in, you are granting permission to Facebook to share your user details with us. This will include your name, email address, date of birth and location which will then be used to form a Guardian identity. You can also use your picture from Facebook as part of your profile. This will also allow us and Facebook to share your, networks, user ID and any other information you choose to share according to your Facebook account settings. If you remove the Guardian app from your Facebook settings, we will no longer have access to this information. If you log-in to our sites using a Google log-in, you grant permission to Google to share your user details with us. This will include your name, email address, date of birth, sex and location which we will then use to form a Guardian identity. You may use your picture from Google as part of your profile. This also allows us to share your networks, user ID and any other information you choose to share according to your Google account settings. If you remove the Guardian from your Google settings, we will no longer have access to this information. If you log-in to our sites using a twitter log-in, we receive your avatar (the small picture that appears next to your tweets) and twitter username.

Children’s Online Privacy Protection Act Compliance

We are in compliance with the requirements of COPPA (Childrens Online Privacy Protection Act), we do not collect any information from anyone under 13 years of age. Our website, products and services are all directed to people who are at least 13 years old or older.

Updating your personal information

We offer a ‘My details’ page (also known as Dashboard), where you can update your personal information at any time, and change your marketing preferences. You can get to this page from most pages on the site – simply click on the ‘My details’ link at the top of the screen when you are signed in.

Online Privacy Policy Only

This online privacy policy applies only to information collected through our website and not to information collected offline.

Your Consent

By using our site, you consent to our privacy policy.

Changes to our Privacy Policy

If we decide to change our privacy policy, we will post those changes on this page.
Save settings
Cookies settings