Kurz unosi się na szlaku, w kopalni czeka złoto, a szeryf coraz uważniej przygląda się każdemu, kto za często kręci się po rubieżach. W Fliptown: Przekrętowo sami wybieramy, czy zapracujemy na sławę uczciwie, czy spróbujemy szczęścia w bardziej ryzykowny sposób.
Szczęście sprzyja śmiałym… i dobrze skreślającym
Fliptown to gra typu flip & write: odkrywamy karty, a następnie na ich podstawie wybieramy akcje do wykonania. Rozgrywka trwa trzy rundy, po pięć tur każda. W turze mamy do dyspozycji trzy karty. Od nas zależy wybór, którą gdzie przydzielimy.
Jedna wyznacza kolor, czyli region, który odwiedzimy, druga — wartość określającą konkretne pole lub działanie, trzecia trafia do naszej ręki pokerowej. Ta ostatnia opcja jest najbardziej prostolinijna: po prostu po pięciu turach sprawdzamy układ i zdobywamy nagrodę zależną od jego siły. I tak trzykrotnie w ciągu całej gry.
Jeśli zaś chodzi o akcje to do wyboru mamy cztery główne obszary: Szlak, Rubieże, Kopalnię i Miasto. Każdy działa trochę inaczej. Na Szlaku przemierzamy kolejne przystanki, na Rubieżach możemy podejmować ryzykowne akcje, napadając na dyliżanse i pociągi lub kradnąc… kury, w Kopalni zanurzamy się coraz głębiej wydobywając złoto i inne dobra, a w Mieście czekają na nas budynki dające przeróżne korzyści. Mamy też Cmentarz, który jest ratunkiem, gdy dostępne karty w ogóle nam do niczego nie pasują. Lokacje zaznaczamy na swojej planszy, a odwiedzone miejsca, z wyjątkiem budynków, nie są już ponownie dostępne.
Preria pełna możliwości
Fliptown jest trochę bardziej złożoną grą, niż sugerują jej kompaktowe rozmiary, ale zasady dość szybko stają się intuicyjne. Główną trudnością jest szeroki wachlarz dostępnych wyborów i decyzji. Opcji jest sporo, szczególnie gdy zaczynamy dostrzegać kombinacje między lokacjami i zdobytymi zasobami. Pierwszy ruch czy dwa mogą wyglądać podobnie u wszystkich, lecz potem nasze plany szybko rozchodzą się w różne strony. Każdy wybiera własną ścieżkę i skupia się na innych elementach planszy. Można grać ostrożniej, inwestując w pewniaki, albo ryzykować i liczyć na to, że karty ułożą się po naszej myśli.
Mimo oczywistej losowości nie czułam się jednak skazana na kiepskie rozdanie. Zwykle da się coś wycisnąć, jeśli nie od razu, to z myślą o kolejnych turach. Dodatkowo zasoby, takie jak pieniądze i złoto, pomagają zdobywać przedmioty oraz modyfikować karty wykorzystywane przy wyborze akcji, więc nawet niezbyt obiecujący zestaw może czasem nabrać wartości.
Różnorodność rozgrywki widoczna jest również w dostępnych trybach i wariantach gry, które pozwalają idealnie dopasować zabawę do własnych preferencji. Otrzymujemy całą gamę modułów, takich jak dodatkowe cele, postacie ze zdolnościami specjalnymi i odmiennymi zasobami startowymi, czy wariant Texas Hold’em, który modyfikuje sposób budowania układów dzięki większej puli kart do wyboru. Nawet tryb solo oferuje o wiele więcej niż tylko standardowe mierzenie się z własnym wynikiem. Czekają tu na nas Kowboty, czyli automatyczni przeciwnicy, którzy wprowadzają element rywalizacji. Dostajemy również różnorodne wyzwania solo, stawiające przed graczem mniej lub bardziej karkołomne zadania, jak ukończenie rozgrywki bez ani jednej bryłki złota czy zebranie potężnej kolekcji listów gończych.
Flamaster szybszy niż rewolwer
Dzięki takiej różnorodności Fliptown raczej szybko się nie znudzi, choć tury mogą się nieco wydłużyć, bo każdy kombinuje jak najlepiej przydzielić karty i jakie kombosy wyciągnąć. Nie miałam jednak poczucia, że decyzje prowadzą do paraliżu. Pomaga też to, że wszyscy grają równocześnie, korzystając z tych samych odkrytych kart.
Choć do gry wpleciono zasady pokera, to nikt tu nie będzie blefował. Interakcji między graczami jest tyle co kot napłakał. Żadnego wchodzenia sobie w drogę, przeszkadzania, podkradania. Jedynie przy grze z dodatkowymi celami mamy lekki wyścig o to, kto wykona je jako pierwszy i zdobędzie więcej punktów. Pod tym względem Fliptown nie zrewolucjonizowało gatunku wykreślanek. To nadal bardziej spokojne mierzenie się z własnym układem, niż bezpośrednia przepychanka z innymi rewolwerowcami. Dla mnie nie przekreśla to zabawy, bo satysfakcję daje przede wszystkim optymalizowanie działań i obserwowanie, jak z kart, które początkowo wydawały się średnie, powstaje całkiem zgrabna kombinacja.
Western pełną gębą
Trzeba przyznać, że jak na swój gatunek Fliptown jest niezwykle klimatyczne i to nie tylko pod względem graficznym. Na każdym kroku rozgrywki mamy jakiś element, który natychmiast przenosi nas na Dziki Zachód. Od pokera, płukania złota i napadów na dyliżanse po budynki takie jak saloon czy kryjówka, które nie tylko świetnie wpisują się w krajobraz, ale też oferują akcje pasujące do ich charakteru. Do tego dochodzą listy gończe i szeryf, który wypatruje kolejnych delikwentów zasługujących na przytulne miejsce w celi.
Aresztowanie to zresztą nie tylko zabawny dodatek fabularny, ale też całkiem ciekawie pomyślana mechanika. Na koniec rundy odkrywana jest karta szeryfa, a jej wartość porównujemy z liczbą listów gończych zgromadzonych na naszej planszy. Jeśli mamy ich więcej, czeka nas kara pieniężno/punktowa. Nie możemy więc sobie całkiem bezkarnie hasać, chyba że mamy głębokie kieszenie i jesteśmy gotowi rozstać się z częścią złota przeznaczając je na łapówki (albo żyjemy beztrosko i liczymy na łut szczęścia).
Fliptown ma do zaoferowania nie tylko ciekawe rozwiązania mechaniczne, ale też kilka praktycznych pomysłów w kwestii wykonania. Szczególnie doceniam, że gra zawiera własną talię kart, więc nie trzeba wyciągać zwykłej talii z szuflady.
Dużym plusem są również suchościeralne plansze. Nie musimy zużywać bloczka ani martwić się, że po wielu partiach zabraknie arkuszy. Wystarczy zetrzeć oznaczenia i ponownie wyruszyć na Dziki Zachód. To praktyczne rozwiązanie, tym bardziej że na planszy znalazło się sporo przypomnień o zasadach i dostępnych działaniach. Jest jednak pewien haczyk: czcionka jest naprawdę drobna i mało czytelna.
Czy w tym miasteczku jest miejsce dla mnie?
Zdecydowanie tak! Wprowadzam się na stałe i z zapałem hazardzisty siadam do kolejnego rozdania. Fliptown: Przekrętowo to jedna z lepszych wykreślanek w jakie grałam: klimatyczna, pełna wyborów i na tyle satysfakcjonująca, że po ostatniej turze chętnie zostałabym w miasteczku na jeszcze jedną partię.
Dużą zaletą gry jest połączenie strategicznego planowania z odrobiną szczęścia. Niemal w każdej turze stajemy przed dylematem: wykorzystać karty tak, by jak najwięcej zyskać w odwiedzanych lokacjach, czy może odpuścić część korzyści i zadbać o pokerową rękę? Ta sama karta nie może przecież zrobić wszystkiego naraz, a wybór jednej możliwości często oznacza rezygnację z innej. Podoba mi się również, że rozgrywka ma z góry określoną długość. Sprawia to, że może i nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć ze względu na losowość dobieranych kart, ale przynajmniej wiemy, ile jeszcze czasu zostało nam na realizację planów.
Fliptown to naprawdę angażująca i wciągająca gra, która w niepozornym pudełku skrywa dużo dobrej zabawy. Jeśli lubicie Dziki Zachód, pokerowe układy i szukanie najlepszego ruchu z tego, co akurat przyniosły karty, koniecznie zajrzyjcie do Przekrętowa. Kto wie, może i Wy zechcecie zostać tam na dłużej?
Gra dla 1-4 graczy, wiek 12+
Czas gry: 30-45 minut
Wydawca: MeepleMood
Ogólna ocena
(8/10):









Złożoność gry
(3/10):









Oprawa wizualna
(7/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Bardzo dobry przedstawiciel swojego gatunku, godny polecania. Wady mało znaczące, nie przesłaniające mocno pozytywnego odbioru całości. Gra daje dużo satysfakcji.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony








