Spokojna tafla wody, delikatnie kołyszące się liście lilii, kamienne latarnie i barwne karpie leniwie przecinające powierzchnię stawu. W takim otoczeniu łatwo zapomnieć o codziennym pośpiechu i skupić się na drobnych przyjemnościach. Jak się okazuje, to także wdzięczny temat na planszówkę. Najwyraźniej kolorowe karpie inspirują kolejnych autorów do tworzenia gier kafelkowych – mieliśmy już Kohaku, a teraz przyszła kolej na Koi.
Wielkie plany w małym stawie
Ponownie przyjdzie nam zmierzyć się z zadaniem stworzenia pięknego oczka wodnego. Nie będzie to jednak zwykły zbiornik z kilkoma rybami, ale przemyślana, estetyczna kompozycja, którą stopniowo wzbogacimy o roślinność i inne dekoracyjne elementy. Wszystko po to, by sprostać wyznaczonym celom i stworzyć staw, który nie tylko będzie cieszył oko, ale również przyniesie nam odpowiednią liczbę punktów.
Koi ma niezwykle proste zasady. W każdej turze dając nam do wyboru jedną z dwóch akcji: medytację lub pracę. Ta pierwsza pozwala sięgnąć po jedną z pięciu odkrytych kart dostępnych na wspólnej planszy. Wraz z wybraną kartą otrzymujemy przypisaną do jej pola nagrodę. Możemy w ten sposób zdobywać monety, pozyskiwać karpie koi oraz elementy potrzebne do rozbudowy naszego zbiornika. Niektóre karty zapewniają jednorazowe korzyści, inne oferują dodatkową punktację na koniec gry. Najcenniejsze wydają się jednak karty pomocników, które później pozwalają nam wykonywać dodatkowe działania podczas pracy.
Druga możliwość to właśnie wspomniana praca, czyli moment, w którym nasze plany zaczynają nabierać realnych kształtów. Korzystamy wtedy z dostępnych akcji na planszetce, by umieszczać w stawie zgromadzone wcześniej kafelki wody, brzegu i roślinności, a także wprowadzać do niego karpie. Możemy również ulepszać istniejące elementy.
Choć chciałoby się zrobić wszystko na raz, to w jednej turze dostajemy do wykorzystania tylko jedną akcję. To naprawdę niewiele, ale z pomocą przychodzą pozyskani pracownicy, którzy pozwalają odpalać kolejne, konkretnie im przypisane czynności. W ten sposób budujemy miniaturowy silniczek i znacznie zwiększamy zakres naszych możliwości. To istotny element, którego nie warto lekceważyć. Nawet jeśli początkowo kuszą nas kolejne dekoracje i kolorowe ryby, trzeba pamiętać, że bez odpowiedniego zaplecza trudniej będzie zrealizować ambitniejsze plany.
Przestrzenna ekwilibrystyka
Poza ograniczeniem akcji musimy też poradzić sobie z ograniczonym miejscem na nasze kafelki. Wszystkie bowiem trafiają najpierw do magazynu, którego przestrzeń jest wybitnie minimalistyczna. Trzeba więc rozsądnie gospodarować i odpowiednio dobierać moment, w którym zdecydujemy się na rozbudowę stawu. Zbyt długie gromadzenie zasobów może szybko doprowadzić do sytuacji, w której zabraknie nam miejsca na kolejne zdobycze. Istnieje co prawda możliwość powiększenia schowka, ale wymaga ona odpowiednich kart.
Sporo uwagi warto poświęcić samym karpiom. Występują one w trzech rozmiarach, a każdy z nich zajmuje inną liczbę sąsiadujących ze sobą pól. Małe potrzebują jednego, średnie dwóch, a duże aż trzech wolnych pól. Nie wystarczy więc po prostu umieścić ryby w dowolnym miejscu. Musimy wcześniej przygotować odpowiednią przestrzeń i zadbać o jej otoczenie. To zresztą ma bezpośrednie przełożenie na punktację. Karpie przynoszą punkty zależnie od wielkości, ale ich wartość rośnie również dzięki sąsiadującym z nimi liliom wodnym. Dodatkowo ryba całkowicie otoczona wodą podwaja swoją wartość. Warto zatem myśleć o stawie jako o jednej większej kompozycji, a nie zbiorze przypadkowo rozmieszczonych elementów.
Ale to już było…
Za każdym razem gdy gram w Koi natychmiast przypominam sobie Bonsai. Obie gry wydają mi się do siebie tak podobne, że nie umiem w myślach ich rozdzielić. Koi jest może minimalnie bardziej złożone i ma większą prezencję na stole, ale podobieństwa są dość wyraźne. Ponownie otrzymujemy niewielką, przestrzenną układankę, którą stopniowo rozwijamy, starając się uzyskać jak najlepszy efekt. Zamiast pielęgnować miniaturowe drzewko, zajmujemy się jednak stawem, a zamiast gałęzi i liści pojawiają się ryby, roślinność oraz orientalne ozdoby. Ponownie dobieramy karty, które pozwalają rozszerzać zaplecze oraz pozyskiwać i umieszczać kolejne elementy. Gdyby nie większa różnorodność celów, traktowałabym te gry niemal jak ten sam tytuł w lekko zmienionej szacie graficznej.
To właśnie cele są elementem, który w pewnym stopniu ratuje Koi przed poczuciem całkowitej wtórności. Ich wymagania bywają różne i potrafią wyraźnie ukierunkować nasze działania. Raz zachęcają do określonego zagospodarowania przestrzeni, innym razem do zdobywania konkretnych elementów czy skupienia się na wybranych aspektach rozwoju stawu. Dzięki temu kolejne partie nie muszą przebiegać według tego samego utartego schematu. Różnorodność zadań z pewnością wydłuża żywotność tytułu, choć podejrzewam, że z czasem i one mogą się opatrzyć.
Piękno w lustrze wody
Pod względem wizualnym Koi zdecydowanie ma czym się pochwalić. Kolorowe, akrylowe karpie, roślinność i dekoracyjne elementy tworzą spójną, atrakcyjną całość. To jeden z tych tytułów, które już samym wyglądem zachęcają do zajęcia miejsca przy stole. Estetyka jest lekka, przyjemna i dobrze oddaje charakter przedstawionego tematu.
Nie wszystko jednak wypada równie dobrze. Mam pewne zastrzeżenia do jakości tekturowych elementów. Choć na pierwszy rzut oka prezentują się całkiem przyzwoicie, ich trwałość pozostawia nieco do życzenia. Szczególnie niepokoi możliwość rozwarstwiania się tektury, co przy częstym wyjmowaniu i układaniu komponentów może z czasem stać się realnym problemem. Tym bardziej że w pudełku nie znajdziemy dedykowanej przegródki, więc przestrzenne elementy albo musimy rozkładać i składać za każdym razem, albo pozwolić im swobodnie latać w środku.
Przynosi spokój, koi duszę
Tworzenie własnego stawu ma w sobie coś przyjemnie odprężającego. Stopniowo dokładamy kolejne elementy i dbamy o to, by wszystko znalazło swoje miejsce. Każda kolejna ozdoba sprawia, że nasza kompozycja nabiera charakteru, a całość zaczyna przypominać niewielki ogród zen. I chyba właśnie w tym tkwi największy urok Koi – to gra, przy której można na chwilę zwolnić i po prostu cieszyć się tworzeniem własnego, uroczego zakątka.
Proste zasady sprawiają, że wystarczy chwila, by zrozumieć podstawowe zależności i rozpocząć zabawę. Pewne znaczenie ma tutaj planowanie przestrzeni oraz umiejętne wykorzystywanie dostępnych możliwości, ale nie jest to tytuł, który wymaga długiego analizowania każdej decyzji. Koi stawia raczej na przystępność i płynność niż na rozbudowaną strategię. Jest lekka, relaksująca i dobrze sprawdza się jako filler na krótszą partyjkę pomiędzy większymi planszówkowymi wyzwaniami. Mimo to rozgrywka nie jest całkowicie bezmyślna i automatyczna. To taki tytuł, który można zaproponować przy okazji spotkania, rozłożyć na stole bez długiego tłumaczenia zasad i po prostu spędzić przy nim miłe kilkadziesiąt minut.
Jednocześnie trudno uznać ją za pozycję szczególnie wyróżniającą się na tle podobnych produkcji (chyba że skupimy się przede wszystkim na stronie wizualnej). W trakcie kolejnych partii trudno oprzeć się wrażeniu, że podobne rozwiązania widzieliśmy już wcześniej, że powielamy dobrze znane nam schematy. Mechanicznie nie wnosi zbyt wiele nowego do gatunku, a jej największą zaletą pozostaje połączenie niezbyt wymagającej układanki z bardzo wdzięcznym tematem. To propozycja przede wszystkim dla miłośników gier rodzinnych, osób poszukujących niezobowiązujących tytułów na krótsze partie oraz wszystkich, których przyciąga japońska estetyka i orientalny klimat.
Gra dla 1-4graczy, wiek 10+
Czas gry: 45 minut
Wydawca: Rebel.pl
Ogólna ocena
(7/10):









Złożoność gry
(3/10):









Oprawa wizualna
(7/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Dobry, solidny produkt. Gra może nie wybitnie oryginalna, ale wciąż zapewnia satysfakcjonującą rozgrywkę. Na pewno warto ją przynajmniej wypróbować. Do ulubionych gier jednak nie będzie należała.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony










