Home / Targi w Essen / Essen 2011 / Kingdom Builder – moim zdaniem

Kingdom Builder – moim zdaniem

Faktem jest, że autor bestselera ma łatwiejsze życie. Przedstawiciele najróżniejszych wydawnictw nieustanie wpraszają się do domu, baraszkują po pokojach, dobierają się do szuflad i wyciągają stamtąd dawno zapomniane prototypy. Nerwowo przeglądają prymitywnie narysowane plansze i zadają setki pytań: „A to skończyłeś?”, „A to o czym?”, „A w to jak się gra?”, „A może to przerobisz zgodnie z naszymi wymaganiami?”, kończąc najważniejszym: „Pozwolisz nam to wydać?”. Miło podłechtany takimi pytaniami Donald X. Vaccarino z przyjemnością się zgadza i na półkach lądują kolejne jego gry. Jedną z nich jest Kingdom Builder, wydany przez Queen Games.

Kingdom Builder, podobnie jak Dominion, ma dobrze zarysowany klimat, zresztą prawie identyczny. Mianowicie rozwijamy swoje królestwo albo księstwo albo hrabstwo albo prowincje… (pytanie rodem z konkursu WC: „podaj jak najwięcej typów posiadłości ziemskich, które były rozwijane w grach planszowych i karcianych”). Zresztą pal licho, że Kingdom Builder ma dobrze zarysowany temat. Podobnie jak w Dominionie, nie ma to żadnego znaczenia dla przebiegu rozgrywki. Natomiast temat ma niewątpliwy sens, aby zachęcić ludzi do kupna gry albo dostarczyć estetycznej przyjemności z wpatrywania się w karty i planszę, gdy czekamy na własną kolejkę. Ale nic ponadto.

Twórczość Vaccarino wyróżnia jednak nietuzinkowa mechanika, dzięki której Dominion sprzedawał się jak ciepłe bułeczki i powstała do niego masa dodatków. W podobne tony uderza Kingdom Builder próbując zagarnąć dla siebie kolejne rzesze melomanów. Warto też dodać, że pierwsze ilustracje nasuwały podobieństwa do Haciendy, jednak na budowaniu łańcuchów do danego punktu podobieństwa się kończą. Elementarny mechanizm rozgrywki jest inny i wrażenia z partii też są diametralnie inne.

Tak wygląda gra (źródło: BGG)

 

Co mi pasowało:

Mechanika – Gra początkowo wydaje się trywialna (znowu jak Dominion), ale z rozgrywki na rozgrywkę widać, że wcale nie jest taka płytka. Zawsze losujemy jedną kartę, tak więc teoretycznie wyboru jej zagrania nie mamy, ale dzięki zdobywaniu specjalnych żetonów wachlarz decyzji stopniowo rośnie. Odpalamy sobie minikombosiki, kładając domek w jednym miejscu za pomocą karty terenu, żeby go za chwilę przesuwać po planszy za pomocą żetonów specjalnych. Do tego cały czas wpatrujemy się w planszę jak tu zablokować innego gracza, albo wyprzedzić w wyścigu do jakiegoś punktu. Nie możemy też cały czas zapomnieć o kartach punktowania, które wymagają tworzenia specyficznych układów, za które otrzymamy punkty zwycięstwa na koniec. Jest co robić, jest o co walczyć.

Unikalność rozgrywki – przepisem na sukces Dominiona była duża unikalność poszczególnych rozgrywek. Autor podobny manewr zastosował w Kingdom Builderze. Na rozgrywkę przygotowujemy plansze zbudowaną z 4 modułów z 8 możliwych rodzajów, wyciągamy 3 z 10 kart punktowania i w rozgrywce mamy 4 z 8 specjalnych akcji. Dzięki temu liczbę wariantów mamy naprawdę pokaźną. I faktycznie tak jest – wszystkie rozegrane przeze mnie trzy partie były inne i rywalizowaliśmy o inne aspekty. Jednym razem budowaliśmy najdłuższy łańcuch, innym razem wiele małych, dołączaliśmy się do zamków za wszelką cenę albo próbowaliśmy sąsiadować na przykład z rzekami.

Karty budowniczych / celów (źródło: BGG)

 

Abstrakcja, która nie męczy – zwykle irytują mnie gry, które choć mają dobrze zarysowany klimat, w rzeczywistości są suche i kompletnie abstrakcyjne (choćby gry Leo Coloviniego). Tutaj, przedziwne, ale zupełnie mi to nie przeszkadza (podobnie zresztą jak nie przeszkadzało mi w Dominionie). Podczas partii skupiałem się na esencji rozgrywki i czerpałem radość z zabawy mechaniką i zasadami.

Co mi nie pasowało:

Jak spóźnisz się, to pozamiatane – mechanika została skonstruowana tak, że prawdziwą zabawę poczujesz tylko wtedy, gdy zdobędziesz kilka żetonów akcji z planszy. Wtedy twoje możliwości rosną, jest nad czym się zastanawiać i co realizować. Jeżeli się zagapisz, przeciwnicy cię ubiegną i zostaniesz z ochłapami, to mechanika będzie wymuszała na tobie prawie oczywiste, nic nie warte wybory. Bardzo podobna sytuacja do zapchania sobie ręki śmieciowymi kartami w Dominionie.

Kafelki akcji specjalnych (źródło: BGG)

 

Cena gry – nie cierpię wymieniać tej wady. Prawdziwy planszomaniak nie powinien się posługiwać kategorią ceny przy dobrych grach. Ale cóż zrobić, wszyscy jesteśmy ludźmi i nie pozbędziemy się z dnia na dzień finansowych dylematów. Aktualna cena w wysokości blisko 200 złotych kojarzy mi się prawie z amerykańskimi grami wypełnionymi klimatyczną zawartością, ale nie z eurogrami, gdzie jest po prostu plansza, żetony i karty. Niech za dowód, że jest to znacząca wada, mówi przykład mój i kilku innych osób, którym gra się podobała, ale z powodu ceny zrezygnowali z zakupu.

Podsumowując, Donald X. Vaccarino udowodnił, że Dominiona nie stworzył przypadkiem i projektować gry jak najbardziej umie. Kingdom Builder na pewno sukcesu poprzednika nie powtórzy, ale jednocześnie jest sympatyczną eurogrą z prawdziwego zdarzenia. Najmocniejszą stroną gry jest na pewno unikalność poszczególnych partii (choć nie aż tak bardzo jak w Dominionie) i niewielki próg wejścia przy pierwszym kontakcie. Gra bez wątpienia warta zagrania u kolegi, a jak przełkniecie gładko cenę to może nawet zakupu.

Jak grałem: 3 rozgrywki, w 3 osoby, gracze doświadczeni, raz wygrałem.

30 komentarze

  1. Jestem po 5 rozgrywkach (2 graczy)i gra mi się bardzo podoba. Nabyłem za niecałe 160 pln i nie żałuję. Po pierwszej partii narzekałem na losowość, a potem było już tylko lepiej i lepiej. Niepowtarzalność rozgrywek powoduje, że niektóre partie są bardziej familijne, a przy niektórych trzeba zamóżdżyć. To prosty tytuł, ale nie banalny. Do tego ładne wykonanie, krótki czas rozgrywki i perspektywa dodatków (gra aż się o nie prosi). Dla mnie 5/5, polecam.

  2. Jax

    Dziś grałem pierwszy raz. Jest OK. Nie zamierzam gry się pozbywać. Prosta, sympatyczna, z miłym kombinowaniem gierka. Spoko.

  3. Cześć
    Czy któryś z rodzimych wydawców robi przymarki do tej gry?
    Myślę, że sprzedaż była by na przyzwoitym poziomie.

  4. Don Simon

    Kolejna typowa eurogra? Ile czasu trwa rozgrywka?

  5. Jax

    w 2 osoby chyba poniżej 0.5h; w 4 pewnie poniżej 1h

  6. Zagraliśmy w to raz w Essen. Raz starczy… nie zamierzam wracać do tego tytułu. Losowość i nuda oczywistych wyborów. Szczerze nie wiem dlaczego mam za to ochotę tą bojkotować. Przeważnie zagrawszy w złą grę zapominam o niej. Może właśnie dlatego, że czuję, że to produkt wyciągnięty z szuflady i sprzedany przez nazwisko i na dodatki… nie polecam z całego serca.

  7. Na razie za mną tylko 2 partie dwuosobowe, ale gra ma duży potencjał. Wybory wcale nie są oczywiste i zależnie od kart punktacji trzeba iść zupełnie innymi ścieżkami. Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne.

  8. 2 partie 3 osobowe. Z tłumaczeniem zasad (byłem nowy) i różnymi dodatkami (herbata, kanapka, takie tam) zmieściliśmy się w 1,5h. Pierwszą grę mocno przegrałem. Drugą wygrałem. Gra bardzo fajna, duża zmienność warunków zwycięstwa powoduje, że de facto jest to „generator” gier.

    Ale losowość jest męcząca i może dać wygraną lub przegraną. Wydaje mi się, że na dłuższą metę trzeba grać w jakimś wariancie inaczej rozwiązującym ciągnięcie kart. I dziwi mnie, że jakiegoś nie ma już w samych zasadach, bo przecież możliwości jest tu wiele na ograniczenie losu.

  9. Wygląda, że mamy do czynienia z podobnym przypadkiem jak w Dominionie – mechanika, do której zapomnieli dodać gry. ;)

  10. Grałem w Kingdom Buldera tylko raz, ale zupełnie nie rozumiem zachwytów. Gra jest bardzo prosta, tury są niesamowicie monotonne, a decyzje na poziomie – „czy trzeci domek położę z lewej, czy z prawej strony drugiego (bo i tak muszę położyć na lesie, bo taką kartę wylosowałem)”.

    No i zmienna plansza i zmienne zasady punktowania w mojej opinii, inaczej ukierunkowują nas od początku gry, co wciąż oznacza nudę.

    Chętnie pogram jeszcze, żeby się przekonać, co jeszcze ta gra ma do zaoferowania…

  11. Po rozegraniu w Essen jednej partii w KB miałem wrażenie, iż ów tytuł pojawił się na targach tylko i wyłącznie ze względu na nazwisko Autora. Gra nie porywa i nie jest ciekawa. O ile rozumiem casualowych graczy, którym gra może się podobać (ładne grafiki, przyjemna konwencja, proste zasady etc.) o tyle dziwi mnie zachwyt graczy doświadczonych, których nie razi ogromna losowość, pseudowybory oraz monotonny charakter rozgrywki. Chociaż po Panic Station nic nie jest mnie już w stanie zdziwić :)

  12. W dużej mierze działa tu pewnie magia nazwiska. Jakby to zaprojektował ktoś inny, to nie było by takiego szumu z powodu kolejnej, standardowej eurogy. Zresztą ja nie uważam, że Vaccarino przez Dominiona zrobił coś niesamowitego. Owszem, udało mu się wprowadzić mechanikę budowy talii na planszówkowe salony, owszem, było to coś odświeżającego (sam w końcu przekonałem się do Dominiona), ale nie oszukujmy się, ta mechanika ma swoje wady. Przede wszystkim jedną z nich jest całkiem spora doza losowości, co nieraz potrafi irytować, np. w Dominionie.

  13. Aaa! Losowość, losowość, losowość! Moja babcia mówi, że złej baletnicy to nawet rąbek u spódnicy przeszkadza. Zastanawiam się czy przypadkiem z Wami tak nie jest… i z tą koszmarną, stale wymienianą przy każdej okazji losowością.
    Jest szum wokół tej gry i jest to całkiem zrozumiałe. Natomiast dyskusja sprowadza się do tego: czy wzbudzić kontrowersje i powiedzieć: ‚nie podoba mi się, nigdy do niej nie usiądę ponownie – uwaga losowość!’ (geeki uciekają gdzie pieprz rośnie), czy też: ‚świetna gra’ i wyjść na niedzielnego gracza, który lubi losowość, bo losowość jest fajna, losowość daje dużo losowej przyjemności albo też na ofiarę marketingu Queen Games i nazwiska X.
    Szachy! Nie mają losowości (prócz LOSOWEGO wyboru kto jest białymi)- hurra! Muszę chyba wyrzucić wszystkie moje gry i zostawić tylko tę w kolorach biało-czarnych, wtedy będę prawdziwym graczem, bo gram tylko w taką, która nie ma krzty losowości.
    Nie wszystko jest jednak takie białe lub czarne – uwielbiam wszystkie gry, które posiadam albo w które grałam u znajomych. Lubię tym samym bardzo gry z losowością, ponieważ sztuką jest wygrać w nie pomimo niespodziewanych zdarzeń, gdy szczęście nie dopisuje.
    Co z tego, że jak piszecie: gra ma spore pokłady losowości. Może jest świetną grą. Jeśli jednak nie wrzucicie na luz przy odbiorze tego typu gier to nawet tego nie zauważycie, patrząc przez pryzmat tej cholernej losowości.
    Troszkę się zbulwersowałam i po prostu musiałam to napisać, możecie sobie uznać to za infantylne lub jak kto woli głupie. Jedynie o co proszę to nie nadużywajcie hasła: ‚losowość’ :)

  14. Vester

    Jest losowość i losowość. W przypadku KB uważam ją za do przyjęcia. Grałem już kilka razy i w dwóch partiach miałem kiepski start, ale przegrałem tylko 1-2 punktami; po drugie zastanawiam się, czy nie wykonalem kiepskiego pierwszego ruchu (który jest tu cholernie ważny). Zaryzykuję stwierdzenie, ze najbardziej psioczą na grę ci, którzy mało w nią grali. Osobiście nie przepadam za twardymi opiniami po jednej partyjce, a tym bardziej tylko po lekturze instrukcji. Podziwiam i zazdroszczę pewności siebie co poniektórych. KB uważam za lekką abstrakcję dla gamerów. Przy odpowiedniej konfiguracji przypomina mi nieco Mykerinosa, gdy snujemy się między piramidami i budujemy korzystne szlaki. 20 minut, regrywalność i niebanalna lekkość dają imho 8/10 (pierwsze podejście oceniłem na 7). Jeszcze jedno, gra nadaje się doskonale do gry solo dwoma kolorami.

  15. Jax

    Grałem już 6 razy. Jestem w szoku – ta gra z oceny ‚ok’ przechodzi na ‚świetna’. Każda partia jest kompletnie inna i nie jest to puste hasło. Za kazdym razem czuję się jakbym grał w inną grę. Jest kombinowanie, jest czysta przyjemność z gry. Może czasem jakaś nadmierna losowość się zakradnie ale daleki jeszcze jestem od zmian w stylu ‚2 karty terenu do wyboru na ręce’. Może kiedyś dojrzeję do tej zmiany, ale na razie jeszcze nie teraz – chcę pograć więcej żeby stwierdzić czy tego typu zmain mają sens.

  16. Don Simon

    Mi sie udalo wczoraj podejrzec partie jaxa i bez grania wiem, ze to zupelnie nie jest gra dla mnie. Czysty abstrakt, gdzie warto miec jeszcze dobra spostrzegawczosc.

    Dramat – spalic! 8)

  17. Jeszcze nie grałem, ale wygląda na dosyć lekką pozycję. BTW karty punktowania można dostać w 120 układach, planszę ułożyć na 1680 sposobów (bez układów lustrzanych), a kafelki specjalnych akcji mogą wyjść w jednej z 70 kombinacji, co razem daje 14’112’000 możliwych ustawień startowych. Dla porównania w podstawce do Dominiona mamy ich zaledwie 1’961’256 ;)

  18. Don Simon

    A po kazdym ustawieniu i tak trzeba klepac domki 8)

  19. I to właśnie rodzi moje obawy ;) A na domiar cena jest zaporowa, jak na lekką grę o standardowych komponentach. Natomiast snobistyczne „prawdziwy planszomaniak bla bla bla…” tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że cena nie jest niczym uzasadniona poza tym, że Queen Games liczy na tego typu „prawdziwych planszonaiwniaków”.

  20. Ja też widziałem wczoraj partię Jaxa z innymi osobami i te osoby miały co najwyżej chłodne opinie o grze.

  21. Zapomniałem dodać do obliczeń możliwość obrócenia kafli planszy – razem z nią liczba ułożeń wzrasta do 11’760, co zwiększa liczbę możliwych kombinacji do 98’784’000! W tym porównaniu Dominion wypada naprawdę ubogo:P (użyłem go jako punktu odniesienia wyłącznie dlatego, że jest dziełem pana X. – ot, fanaberia ;)

  22. Jax

    Narzekania kojarzą mi się z sytuacją, gdy ktoś siada do szachów i narzeka ‚ależ to abstrakt!’ :DDP

    Przecież wiadomo bylo (sam o tym wyraźnie pisałem) – dla osób które czytały instrukcję KB – już przed wydaniem KB, że to będzie abstratkt. Jak ktos nie lubi abstraktów niech nie siada :P
    Ja nie narzekam na Starcrafta czy Twilight Imperium jakie są cienkie, bo to po prostu nie mój typ gier. Moja krytyka byłaby bezsensowna. Nie tykam się i nie krytykuję gatunku którego nie lubię – więc na razie krytyka KB budzi mój uśmiech pobłażania ;)

    Zresztą ocena KB po jednej grze jest pomyłką. Wczoraj grał ze mną 3 razy slaug – widział że każda rozgrywka była KOMPLETNIE inna i też bardzo docenił tę grę. Trzeba zagrać kilka razy żeby docenic geniusz.

  23. Jax

    A cena jest świetna – zagrałem już 6 razy a w wiele innych gier, które kupiłem za 80-120zł zagrałem mniej przez wiele miesięcy/lat. Przelicznik cena/ilość zabawy doskonały.

  24. Ja na przykład bardzo lubię zarówno TI3, Starcrafta i inne ameritrasze, ale KB bardzo mi przypadł do gustu. Szybka, elegancka gra o mało powtarzalnych warunkach punktowania i wielkiej różnorodności. Na pewno będę często i chętnie grać.

  25. Trzeba zagrać kilka razy żeby docenic geniusz.

    Powiedział Jax, który skreślił wiele gier po pierwszej rozgrywce ;-)

  26. MichalStajszczak

    Jax – musisz przeanalizować jeszcze stosunek ceny do liczby pozycji startowych :)

  27. Vester

    Popieram Jaxa, gra zyskuje z czasem. Dziś w nocy po raz kolejny się o tym przekonałem, a kolega wypowiedział po drugiej partii sakramentalne „kupie sobie”. A co do antyhypu – mam taką zasadę, że jak mi się coś nie podoba, nieważne dlaczego, to nie poświecam temu czemuś swojego czasu. Bo szkoda. Raz można się wypowiedzieć krytycznie, a potem lepiej się przenieść na forum/wątek, który sprawia przyjemność/jest konstruktywny. Kojarzy mi się to z blogiem Korwina Mikke, gdzie wiele komentarzy pochodzi od szyderców. Po co codziennie tam zaglądają wiedzą tylko oni.

  28. Może i zyskuje z czasem, ale jak ktoś zagrał raz i dla niego jest nudne, suche i losowe, to po co ma się dalej męczyć? Bo innym się spodobało? Bez sensu. Mamy różne gusta i trzeba się z tym pogodzić, a nie zakładać, że skoro mi się podoba po kilku razach, to innym też będzie, tylko jeszcze o tym nie wiedzą i muszą się zmusić i zagrać te parę razy. Mi KB nawet nie chce się próbować, po tym co widziałem i przeczytałem. I nie chodzi o to, że zakładam, że gra jest do niczego, tylko, że zupełnie mnie do niej nie ciągnie, choćby w swojej klasie była genialna. Co do antyhype’u to skoro hype to hiperbolizowanie, wyolbrzymianie czegoś, to antyhype to chyba sytuacja, że o grze nikt prawie nie słyszał, a nie hiperbolizowanie, tylko negatywne. A co do Korwina, to jego retoryka opiera się przecież na ciągłym narzekaniu i wyśmiewaniu, więc porównanie raczej nietrafione.

  29. Jax

    @Michał – stosunek ceny do ilości pozycji startowych jest genialny ;)

    @Geko – zdecydowanie jestem przeciwnikiem wciskania, sam się przecież odcinam od tego, pisząc wyraźnie że to abstrakt i daję jasno do zrozumienia że to nie gra dla przeciwników tego nurtu gier. Tak samo jak nie lubię jak mi się wciska jaki to genialny jest np. Starcraft czy Dominion czy whatever czego nie lubię, więc doskonale rozumiem co to znaczy wciskanie na siłę i sam tego nie uprawiam.

  30. Ok, to się rozumiemy i nawet zgadzamy ;-)

Odpowiedz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.Pola wymagane są oznaczone *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>