Home / Wiadomości / Wydarzenia / Pionek okiem Don Simona

Pionek okiem Don Simona

O Pionku napisano już wiele. Chyba wszyscy miłośnicy gier planszowych wiedzą, że jest to najlepsza, najlepiej zorganizowana, najbardziej niepowtarzalna i najbardziej integrująca impreza z grami planszowymi w tle. Wreszcie i mi udało się przybyć do Gliwic. I śmiem twierdzić, że Pionek jest dla maniaków planszówkowych tym czym Mekka, dla muzułmanina – musisz choć raz tam zawitać. A na jednym razie pewnie się nie skończy.

Cały czas próbuje sobie przypomnieć, dlaczego dopiero szósta edycja jest pierwszą, na której się pojawiam i nie potrafię znaleźć żadnego usprawiedliwienia. Niech mój przypadek będzie dla wszystkich nauczką – nie pozwólcie by błahe sprawy stanęły Wam na przeszkodzie – na Pionek naprawdę warto się wybrać.

Odległość Gliwic od Warszawy przekłada się na 3,5 – 4 godziny jazdy samochodem. Zważywszy na jakość polskich dróg powinna być to droga przez mękę. A tak wcale nie jest. Czas podróży wreszcie pozwala na dłuższe rozmowy – na coś, na co nie mamy czasu w gorączce spotkań planszówkowych, w gonitwie między jedną rozgrywką, a drugą. Wreszcie można szerzej podyskutować o grach, o nagrodach, o forum, a wreszcie po prostu poznać się bliżej. Dla mnie osobiście coraz większego znaczenia nabiera to, z kim gram, a nie w co gram, więc każda możliwość, by dowiedzieć się więcej o moich stałych partnerach od planszy jest nieoceniona. Czas podróży nie powinien być zatem żadnym argumentem, żeby zostać w domu. Świetnie jechało mi się z Olą, Bazikiem i Jaxem i choć w drodze powrotnej trochę błądziliśmy i byliśmy już dość zmęczeni, całą jazdę zaliczam do jednych z najjaśniejszych punktów wyprawy.

Jadąc na Pionek osobiście spoza Warszawy nie znałem właściwie nikogo. Stąd początkowo siłą rzeczy trzymałem się blisko ekipy, z którą przyjechałem. Aparat fotograficzny dał mi możliwość spokojnego zwiedzania sal – chodziłem, robiłem zdjęcia, oswajałem się z ludźmi. Wkrótce zatrzymałem się przy Crokinole i przez dłuższy czas tłumaczyłem zasady, poznawałem nad planszą coraz to nowe osoby – pierwsze lody zostały przełamane. Później szło już jak z płatka – fakt, iż każdy miał identyfikator bardzo ułatwiał integrację – nawet jeśli nikt się nie przedstawiał, szybki rzut oka pozwalał zwracać się do współgraczy po imieniu. Nawet osoby nieśmiałe, które nikogo nie znają mogą spokojnie na Pionek przybywać – znajdą życzliwych, chętnych do gry i rozmowy ludzi. Było spotkanie z wydawcami, były konkursy, była szalona atmosfera, było trochę gier i mnóstwo śmiechu…A wieczorem pojechaliśmy na nocleg do Ala.

Pobyt u Ala był niesamowitym przeżyciem. Mniejsze grono pozwoliło na jeszcze większą integrację, na więcej rozmów, na stworzenie swego rodzaju więzi. I choć podzieliliśmy się na grupy to fakt, iż wszystko działo się na jednym stole miał dla mnie niebagatelne znaczenie. Właściwie to samo granie było zupełnie marginalne – cieszył sam fakt bycia wśród swoich. Poranek był równie szalony i mimo, iż miałem ciężką noc (pamiętajcie o tabletkach przeciwbólowych!) i zmęczenie dawało o sobie znać fajnie było po prostu siedzieć i przysłuchiwać się okołośniadaniowym rozmowom.

Niedziela, mimo iż była krótsza obfitowała w więcej gier. Pograłem w kilka nowych tytułów, a co najważniejsze oprócz Bazika przy stole siedziały osoby, które znam z forum, a z którymi jeszcze nie dane mi było zagrać. Następnym razem od tego zacznę. Było rozdanie nagród, było ogłoszenie zwycięzcy Gra Graczy GamesFanatic.net, był żal, ze Pionek się kończy… Dla mnie oba dni miały zupełnie inną atmosferę – sobota to dzień entuzjazmu i radości, podczas gdy niedziela to pełne melancholii powolne i nieubłagane żegnanie się ze znajomymi.

Cieszę się, że poznałem wc, Kleme, Bogasa, Ala, Uieka, Van_Hoovera, Rafała, Andre, mst, Tiju, Neurocide, Ziela, Czarka, Beatę, Magmę i wielu, wielu innych których nie sposób wymienić. Już wiem, że następnym razem już od początku będę otoczony większym gronem znajomych, że następny Pionek szybciej się zacznie i będzie trwał dłużej.

Zaskoczyło mnie, jak wiele osób mnie kojarzy, jak pozytywnie odbierają Planszostację. Było to budujące zwłaszcza po wydarzeniach kilku ostatnich dni na forum. Pozwala to znaleźć odpowiednią perspektywę – Pionek i jego uczestnicy to serce planszowego świata w Polsce, a takie osobiste spotkania są najlepszym sposobem na integracje środowiska.

Żałuję, że musi upłynąć aż tyle czasu, byśmy spotkali się po raz kolejny, że z niektórymi zamieniłem tylko parę słów, że wiele osób w ogóle nie poznałem. Żałuję, że bolała mnie głowa, przez co części Pionka nie przeżywałem odpowiednio intensywnie.

Dziękuję wc za rewelacyjne identyfikatory, nalepki i pośrednictwo w zakupie Galaxy Truckera. Dziękuję Alowi za nocleg i bycie wspaniałym gospodarzem. Dziękuję klemie, Tiju i Zielowi za miłe słowa. Dziękuje wszystkim, którzy zechcieli udzielić mi wywiadu. Dziękuję Trzewikowi za zorganizowanie tej imprezy i Oli za bycie kierowcą.

Przed wyjazdem zastanawiałem się, po co jechać tyle kilometrów, żeby pograć w gry, skoro to samo można zorganizować u siebie. Jak widać w tekście powyżej gry są najmniej istotne – mógłbym cały wyjazd nie grać w nic, lub grać w Monopoly, a i tak bym był równie szczęśliwy. Choć cieszę się, ze bez problemu można było znaleźć chętnych do cięższych pozycji i lekkie gry imprezowe nie były jedynymi obecnymi. Kupiłem jedną grę, kilka innych pewnie kupię później, więc i pod tym względem wyjazd był udany. Ale to ludzie, możliwość spotkania i poznania tylu wspaniałych postaci jest magnesem, który będzie mnie przyciągał na kolejne Pionki. Kto wie, może na następne przyjadę ze swoją ładniejszą połową? Bo, że następny raz będzie nie ulega wątpliwości. Wszyscy nieobecni – żałujcie i przyjeżdżajcie następnym razem.

Folko ukuł wspaniały termin, więc mogę teraz krzyknąć – do zobaczenia przyjaciele od planszy…

P.S. Pod koniec niedzieli wc zapytał mnie, czy mi się podobało, bo wyglądam jak bym nie był zbyt zadowolony. Mam nadzieję, że tym tekstem pokrywam niedostatki mimiki i udzielam wyczerpującej odpowiedzi :-).

Owoce moich podrygów z aparatem
Dajcie znać, jeśli ktoś znajomy nie został podpisany – nie wszystko zapamiętałem…

9 komentarzy

  1. Avatar

    Super tekst. Dokladnie trafia w sedno, no i w ogole jest…. super :D

  2. Avatar

    sekownosci i aksamitnosci Twego glosu najwiekszym fanem jak wiesz nie jestem, ale z kazdym tekstem jestem wiekszym fanem aksamitnosci Twojego piora. Super.

  3. Avatar

    Tekst rzeczywiście bardzo pozytywny. Wydobyłeś samą esencję z Pionka! A galeria też bardzo fajna! :-D

  4. Avatar

    Chciałbym tylko sprostować, że ta „niewinna” osoba, która pomagała Pędrakowi rozkładać FAB „the Bulge” to byłem ja – Lord Voldemort we własnej osobie :P

    Najwyraźniej kamuflaż mam pierwsza klasa ;-)

  5. Avatar

    jeszcze zadedykuje co poniektorym ( ;-) ) ten fragment:

    ‚Cały czas próbuje sobie przypomnieć, dlaczego dopiero szósta edycja jest pierwszą, na której się pojawiam i nie potrafię znaleźć żadnego usprawiedliwienia. Niech mój przypadek będzie dla wszystkich nauczką – nie pozwólcie by błahe sprawy stanęły Wam na przeszkodzie – na Pionek naprawdę warto się wybrać.’

  6. Avatar

    Zapomniałem dodać, że wszyscy czekamy jeszcze na relację z Domu Kultury Queens! Ciekawe w jakie gry tam grano? :-D

  7. Avatar

    Przeglądałem jeszcze raz galerię i stwierdzam, że jeśli chodzi o granie (co oczywiście jak zauważył Don Simon nie jest najważniejsze ale jednak nie znów takie bez znaczenia ;)) to czapki z głów przed Cieślikiem i „jego ekipą”. Na zdjęciach widać jak grają w Caylusa, Brassa i Puerto Rico, a osobiście widziałem jak grali z Bazikiem w Agricolę! 8o Wow.

  8. Avatar

    e tam grał
    siadał do stołu, robił sobie zdjęcie i zmykał

    zobaczysz przy ilu grach będę na zdjęciach po następnym pionku ;-P

  9. Avatar
    Jacek Nowak (ja_n)

    Do rozgrywek Cieślika trzeba jeszcze dodać dość skomplikowaną Dynastię Ming w hotelu w sobotę od północy do drugiej w nocy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*