Home | Katalog gier | Gry rodzinne | King of Tokyo – film klasy B na planszy

King of Tokyo – film klasy B na planszy [Współpraca reklamowa z Rebel] Wydawca nie ma wpływu na treść recenzji

❍ Reading Time: 7 minutes   
 

Każdy chyba słyszał o Godzilli, niektórzy pewnie nawet oglądali któryś z filmów z tą przerośniętą jaszczurką (osobiście znam nawet jednego szaleńca, który zrobił sobie maraton ze wszystkimi częściami Godzilli). Fabuła tych filmów zazwyczaj jest podobna – jakiś wielki potwór najeżdża biedne Tokio, czasem jest to sama Godzilla, a czasem staje ona w obronie swojego miasta. Ale zawsze stolica Japonii jest niszczona, rozbijana, palona przez walczące potwory. Doskonały temat na grę prawda? Bo kto nie chciałby zostać Królem Tokio?

Na pudełku przyciąga uwagę logo znane nam z niektórych gier naszego rodzimego Portalu, znak firmowy francuskiego wydawnictwa IELLO. Zabawne, że najpierw z tym znakiem ukazały się we Francji gry naszych rodaków, a teraz, proszę, Francuzi sięgają po grę Amerykanina? Pikanterii dodaje fakt, że autorem gry jest Richard Garfield – chyba najbardziej utytułowany autor gier karcianych na świecie. To on stworzył Magic the Gathering (i podobnie jak w przypadku Godzilli, chyba każdy słyszał o tej kolekcjonerskiej karciance?), czy również bardzo dobrze przyjętego Net Runner’a. Fanom gier planszowych może być znany dzięki Robo Rally. I chociaż w King of Tokyo znajdziemy talię 66 unikalnych kart, to grze tej daleko do głębi strategicznej MtG. W grze nie uświadczymy też „móżdżenia” i planowania a’la Robo Rally. King of Tokyo to gra kościana. Powiem więcej: to prosta gra kościana. Pójdę nawet dalej – to yahtzee z dodanymi kartami i tematem. Niezbyt zachęcający opis prawda? Czytajcie dalej.

Szaty Króla

Pudło po otwarciu (autor: Antony Hemme)

Jak sprzedać prostą grę kościaną? Odpowiedź nasuwa się sama — wykonaniem i tematem. Już grafika na pudełku prezentuje się rewelacyjnie i daje przedsmak tego, co będziemy mogli zobaczyć w środku. Po otwarciu pudełka co poniektórym może wyrwać się ciche 'łał’ — a to przede wszystkim na widok serca gry, czyli kości. Jest ich 8, są duże, ciężkie i wyglądają obłędnie. Do tego dodajcie plastikowe zielone kosteczki energii à la Cywilizacja: Poprzez Wieki, trochę żetonów i karty… 66 unikalne karty, każda z rewelacyjną grafiką (i krótkim opisem w języku angielskim) oddającą znakomicie nie tylko klimat, ale też działanie karty.

Oczywiście musi być plansza, ale ta już nie robi takiego wrażenia, właściwie jest prawie nieistotnym gadżetem – ot niewielki kwadrat z rysunkiem płonącego, zrujnowanego Tokio i dwoma miejscami dla Króla Tokio. Pierwsze jest używane zawsze, a drugie w przypadku gry w 5 lub 6 osób. Dalej mamy potwory. Każdy z graczy otrzymuje niewielką planszę z dwiema tarczami — jedną do zaznaczania punktów życia, drugą do zaznaczania punktów zwycięstwa. Na tych niewielkich planszach jest oczywiście rewelacyjna grafika przedstawiająca

Potwory w pełnej okazałości (Autor: Cnidius)

naszego milusińskiego (a może to być morski Kraken, mechaniczny Smok, cyber Małpa czy kosmiczny Królik). Do tego każdy z graczy dostaje wyciętą z porządnej tektury sylwetkę swojego potwora osadzoną na solidnej podstawce z plastiku.

Przygotowanie do gry jest banalnie proste — wybieramy potwora, ustawiamy życie na 10 punktów, punkty zwycięstwa na 0, wykładamy trzy karty, które będą możliwe do kupienia przez graczy, wybieramy gracza rozpoczynającego (poprzez rzuty kośćmi, a jakże!) i możemy grać.

Umarł Król – niech żyje Król

Choćby najpiękniej wydana gra samą grafiką się nie obroni. Jak więc się gra w King of Tokyo? Podstawy zna każdy – bierzemy 6 kości (czasem więcej, jeżeli dbamy o nasze stwory i wyhodujemy im np. dodatkową głowę — na tę okazję mamy dodatkowe kostki w kolorze żarówiastej zieleni) i nimi rzucamy. Przerzucamy do dwóch razy te kości, które niefortunnie wypadły nie na tej ściance co trzeba i wykonujemy to na co nam pozwalają. A można całkiem sporo. Przede wszystkim na kościach mamy wartości liczbowe: 1, 2 i 3. Za wyrzucenie trzech takich samych cyfr, otrzymujemy tyle punktów zwycięstwa jaką cyfrę wyrzuciliśmy. Za każdą kolejną dostajemy jeden punkt więcej (np. wyrzucenie czterech trójek, da nam 4 punkty: 3 za trójkę trójek i jeden punkt za dodatkową kość z trójką). Cyfry te oznaczają niewielkie zniszczenia na przedmieściach Tokio, albo w samym mieście. Możemy też zdobyć kosteczki energii (którą będziemy za chwilę wykorzystywać do kupowania kart), czy punkty życia, no i oczywiście będziemy mogli atakować.

Plansza Tokyo i kości (autorka: Patrice)

Potwory w grze mogą znajdować się w dwóch lokalizacjach — w Tokio i poza nim. Pierwszy gracz, który wyrzuci na kości pazury (reprezentujące atak), obejmie dumne miejsce w Tokio gdzie będzie siał dookoła zniszczenie. Za co oczywiście należy mu się punkt chwały (czyli zwycięstwa). Jeżeli gracz kolejną swoją turę rozpocznie w Tokio, otrzyma kolejne dwa punkty. Sęk w tym, że inne potwory są strasznie zazdrosne o panowanie nad stolicą Kraju Kwitnącej Wiśni. Jeżeli któryś z nich wyrzuci na swojej kości atak, zada jeden punkt obrażeń potworowi w Tokio za każdy wyrzucony 'pazur’ (grając w 5 lub 6 osób, w Tokio mogą znajdować się aż dwa potwory). Oczywiście tymczasowy Król Tokio nie pozostanie dłużny zazdrośnikom — on zaatakuje za jednym zamachem wszystkie potwory, które w Tokio nie są. Jednak taki Król łatwego życia nie ma — jest tak zajęty niszczeniem i walką z pretendentami do tronu, że nie może korzystać z leczniczych właściwości kości — serduszka uzyskane na kościach nie mają na niego żadnego wpływu. Gracz, którego potwór okupuje Tokio, po każdym otrzymanym ataku będzie miał szansę z Tokio wyjść i oddać miejsce potworowi, który go zaatakował, a ten nie będzie miał wyboru i to miejsce będzie musiał zająć. W końcu, jeżeli tego nie zrobi, inne godzille będą się na pewno z niego podśmiewać na corocznym zjeździe Niszczycieli Tokio. A poza tym – pamiętacie? – za przejęcie Tokio dostaje się punkt.

Przykładowe karty z gry (autorka: Patrice)

Na koniec tury gracz będzie miał możliwość zaopiekowania się swoim milusińskim kupując dla niego karty za zgromadzoną energię. Zawsze wybieramy z trzech wyłożonych kart na stole. Te dzielą się na dwa rodzaje — natychmiastowe (np. poświęcając 4 energii nasza godzilla rozwali w drobny mak pobliski wieżowiec zdobywając tym samym kilka punktów zwycięstwa) oraz takie dające jakiś efekt na stałe – ot, chociażby wspomniana przeze mnie wcześniej druga głowa, dająca dodatkową kość do rzutów. Ale bywają i dziwniejsze premie, jak choćby śledząca dokonania naszego potwora ekipa telewizyjna, która przydaje nam więcej punktów. W ten sposób gra będzie się toczyć do momentu, aż ktoś zdobędzie 20 punktów lub jako ostatni ostanie się przy życiu (zasada zwana po angielsku last man standing).

Wrażenia

Gra, jak widać, jest prosta, powyżej właściwie znalazło się streszczenie całej instrukcji mającej 3 (trzy) stroniczki. Mimo to daje ogromną frajdę. Jest oczywiście losowa — w końcu to gra kościana, ale od pierwszego rzutu wciągnęła mnie, dając wiele decyzji do podjęcia: które kości sobie zostawić — czy zbierać energię, bo na stole są ciekawe karty, czy może próbować zbierać powoli, niewiele punktów z kości. A może próbować wyrzucić pazury, zająć Tokio i starać się w nim utrzymać. Atak nie jest tutaj oczywistym wyborem — nie będę chciał atakować osoby w Tokio jeżeli sam mam niewiele punktów życia, bo jeżeli ta osoba ustąpi ze stolicy Japonii, ja zajmę jej miejsce i stanę się celem pozostałych graczy.

Kraken szykuje się do ataku (Autor: Daniel Danzer)

Rozgrywka upływa w wesołym nastroju, gracze często wczuwają się w godzillopodobne stwory, rzuty kośćmi jak zawsze wzbudzają sporo emocji. King of Tokyo jednak ideałem nie jest. Wprawdzie mnie to nie spotkało, ale móżdżące towarzystwo, które nie wczuje się w tę turlankę, może „położyć” grę. Dlatego zastanówcie się czy na pewno w waszym growym gronie, gra ma szanse się spodobać. Zasada gry „do ostatniego na polu bitwy” także nieco obrzydza grę (szczególnie na więcej osób) – jest duża szansa, że przed końcem gry ktoś odpadnie i potem musimy kątem oka obserwować, jak ziewa czekając, aż pozostali wyłonią spomiędzy siebie zwycięzcę. Nie ma też co udawać, że jest to gra na dwie osoby – rozgrywka jest wtedy nudna jak flaki z olejem i zamienia się praktycznie w pasjansowe rzucanie kośćmi. Natomiast gra w 6 osób powodowała w moim przypadku, że ktoś bardzo szybko odpadał z gry. Najchętniej usiądę do partii w 3 do 5 osób, aczkolwiek jak znajdzie się ktoś szósty do partii to nie odpędzę go od planszy.

Karty są zarazem najmocniejszą jak i najsłabszą częścią tej gry. Każda jest inna, ale niestety nie każda jest interesująca. Gdy na stole będą znajdować się średnie karty większość graczy prawdopodobnie przestawi się w tryb „próbuję wyrzucać punkty zwycięstwa na kościach” bez dodatkowej mini-strategii. Nikt pewnie nie będzie chciał wydawać 2 kostek energii, żeby wymienić to, co na stole (ja to robiłem, żeby rozruszać towarzystwo, ale poza tym mało kto). To błąd, warto to robić, bo pojawiają się z czasem i te ciekawsze. O połowę mniej kart w talii i ciut lepszy dobór, i byłoby super, naprawdę.

Trochę narzekam, ale prawda jest taka, że gra jest bardzo dobra (bardzo długo zastanawiałem się czy nie wystawić maksymalnej oceny tej grze). Poza tym wady te nie przeszkadzają mocno, bo rozgrywka trwa średnio pół godziny i za chwilę możemy zagrać jeszcze raz, albo usiąść do innej gry. W kolekcji mam podobną gatunkowo grę – Roll Through the Ages. Jest to również krótki wariant na temat turlania kośćmi, ze strategią i decyzjami. Jednak RTtA jest w porównaniu do Króla Tokio suche jak pieprz, a i decyzji wydaje mi się, że w tej drugiej jest ciut więcej (nie spotkało mnie nigdy to co w RTtA że przestawiałem się w tryb automatyczny i tylko patrzyłem co mi wypadnie na kościach). Szukacie fajnej, szybkiej i tematycznej gry kościanej? King of Tokyo jest dla Was.

Pełna zawartość pudełka (autor: Cnidius)

 

Dziękuję Łukaszowi (stalker’owi) za pomoc przy tej recenzji i jego liczne dopiski do niej.

Sprintem po ocenach

Stalker (4/5) – Mam problem z oceną King of Tokio. Z jednej strony gra mi się podoba (i nie mogę nie dodać, że świetnie zilustrowana i wyprodukowana), z drugiej ma kilka irytujących słabości. Wcale mi nie przeszkadza, że jest to totalna turlanka. Pomysł, temat, projekt są jak najbardziej w porządku. Przeszkadza mi natomiast, jak gra została zbilansowana.

Mamy karty, mnóstwo ślicznych kart – kilka jest naprawdę fajnych, reszta leży na stole i zniechęca. Można wylosować nowe, ale trzeba na to wydać trochę energii. Wielu graczy nie robi tego, ale też tych niepotrzebnych nie kupuje. Wolałbym mniej kart i możność losowego, ale jednak budowania jakiejś mini strategii. Możemy zdobywać punkty rzutami kostką, co jest czasem fajne… ale jak komuś się powiedzie, może zdobyć ich tyle, że walka, umiejętności, stawanie do bitwy przestają mieć sens. No i eliminacja graczy z gry boli. Jak nas rozłożą na łopatki, to koniec: Ani nie weźmiemy sobie innego potworka, ani nie kontynuujemy z mniejszą liczbą kostek, nic, całkiem trup.

Najbardziej poważnie należy brać jednak inny zarzut: Nie dajcie sobie wcisnąć, że gra nadaje się dla dwóch graczy, ani że dla sześciu. Granie we dwójkę nie ma żadnego sensu. Granie w szóstkę jakiś ma, ale będą Was zniechęcać ziewnięcia tych, co odpadli przed Wami i gra się zacznie dłużyć. To jest gra dla 3 do powiedzmy, 5 graczy. Wtedy ani się nie dłuży, ani nie jest tak całkiem poza kontrolą.

Pewnie mi nie uwierzycie, gdy powiem, że pomimo tego jest to naprawdę fajna, wciągająca gra. Nie wiem, co to sprawia: możliwość radosnego turlania kostek, tematyka czy oprawa graficzna. Bawiłem się przy niej całkiem dobrze i chętnie jeszcze sobie pogram. Naprawdę. Jeśli macie wesołą kompanię do grania, czasem macie ochotę się trochę rozluźnić – polecam.

WRS (3/5) – Proste aż do bólu. Ale jak to czasem bywa (są takie chwile, że śmieszy nas cokolwiek – głupawka ;) ), taka przerysowana w każdym elemencie gra może dać wytchnienie między cięższymi tytułami. Zagrałem na Pionku. Znów zagrałem z innymi. Prawie zdobyłem egzemplarz dla siebie. Zagram pewnie jeszcze nie raz. Dla wytchnienia. Dla świadomie wywołanej głupawki ;)

3/5 bo co dla jednych będzie plusem innych odrzuci. Zasiąść, zaklekotać kostkami i relaksować się. Bez wymagań, bez oczekiwań.

draco (4/5) — Wielu twierdzi, że najgenialniejsze są gry proste. King of Tokyo do genialności brakuje niedużo. W grze można dopatrzeć się kilku świetnie działających elementów. To jedna z niewielu gier w kości, gdzie gracz po pierwszym rzucie często zastanawia się, co wybrać, które wyniki będą korzystniejsze. Do tego grafika na najwyższym poziomie. Jeśli macie 20 minut i czekacie na graczy, to King of Tokyo doskonale sprawdzi się jako chwiler. Najlepsza turlanka, w jaką grałem, ale głębi w niej nie ma i można odpaść w trakcie rozgrywki.



Dziękujemy firmie Rebel za przekazanie gry do recenzji.


 

Ogólna ocena (4/5):

Złożoność gry (2/5):

Oprawa wizualna (5/5):

6 komentarzy

  1. Avatar

    Fajna recenzja. Poważnie zastanowię się nad zakupem tej gry, choć szkoda, że na dwie osoby „nie chodzi”.

  2. Avatar

    Nie jest tak że jest zepsuta, ale nie ma tej radochy i kombinowania „musimy go przepędzić z Tokio bo nas pozabija / nastuka za dużo punktów”.

    Interakcja oczywiście jest bo ja atakuję drugiego gracza, a on mnie, ale jest to tak oczywiste (praktycznie wiadomo, że co rundę stracę trochę życia, ale za chwile będę mógł się uzdrowić (chyba że jestem w Tokio)), że gra zmienia się w turlanie na punkty zwycięstwa i energię, bez dodatkowego kombinowania.

    A poza tym jest to bardzo lekka gra i jest stworzona do grania w większym gronie :)

  3. Avatar

    Czyli nie ma sensu kupować z myślą o pojedynkach jeden na jeden.
    Japońskie potwory chyba na topie, bo zauważyłem, że ukazała się jakaś gra o Godzilli. Ciekawe, czy do grona dołączy Hedora i Mechagodzilla :)

  4. Avatar

    Ja bym tam zobaczył grę z udziałem Gamery.

  5. Avatar

    Chciałbym się tylko spytać co jest takiego szalonego w obejrzeniu wszystkich części Godzilli :( Tylko 28 (+ jedna amerykańska szmira).

  6. Avatar

    obejrzenie nie, ale zrobienie maratonu i obejrzenie tych 28 filmów w przeciągu 3 czy 4 dni to lekkie szaleństwo (ale takie pozytywne :) )

    A amerykańska godzilla to nie Godzilla i jej nie liczę ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Cookies settings
Accept
Privacy & Cookie policy
Privacy & Cookies policy
Cookie name Active

Privacy Policy

What information do we collect?

We collect information from you when you register on our site or place an order. When ordering or registering on our site, as appropriate, you may be asked to enter your: name, e-mail address or mailing address.

What do we use your information for?

Any of the information we collect from you may be used in one of the following ways: To personalize your experience (your information helps us to better respond to your individual needs) To improve our website (we continually strive to improve our website offerings based on the information and feedback we receive from you) To improve customer service (your information helps us to more effectively respond to your customer service requests and support needs) To process transactions Your information, whether public or private, will not be sold, exchanged, transferred, or given to any other company for any reason whatsoever, without your consent, other than for the express purpose of delivering the purchased product or service requested. To administer a contest, promotion, survey or other site feature To send periodic emails The email address you provide for order processing, will only be used to send you information and updates pertaining to your order.

How do we protect your information?

We implement a variety of security measures to maintain the safety of your personal information when you place an order or enter, submit, or access your personal information. We offer the use of a secure server. All supplied sensitive/credit information is transmitted via Secure Socket Layer (SSL) technology and then encrypted into our Payment gateway providers database only to be accessible by those authorized with special access rights to such systems, and are required to?keep the information confidential. After a transaction, your private information (credit cards, social security numbers, financials, etc.) will not be kept on file for more than 60 days.

Do we use cookies?

Yes (Cookies are small files that a site or its service provider transfers to your computers hard drive through your Web browser (if you allow) that enables the sites or service providers systems to recognize your browser and capture and remember certain information We use cookies to help us remember and process the items in your shopping cart, understand and save your preferences for future visits, keep track of advertisements and compile aggregate data about site traffic and site interaction so that we can offer better site experiences and tools in the future. We may contract with third-party service providers to assist us in better understanding our site visitors. These service providers are not permitted to use the information collected on our behalf except to help us conduct and improve our business. If you prefer, you can choose to have your computer warn you each time a cookie is being sent, or you can choose to turn off all cookies via your browser settings. Like most websites, if you turn your cookies off, some of our services may not function properly. However, you can still place orders by contacting customer service. Google Analytics We use Google Analytics on our sites for anonymous reporting of site usage and for advertising on the site. If you would like to opt-out of Google Analytics monitoring your behaviour on our sites please use this link (https://tools.google.com/dlpage/gaoptout/)

Do we disclose any information to outside parties?

We do not sell, trade, or otherwise transfer to outside parties your personally identifiable information. This does not include trusted third parties who assist us in operating our website, conducting our business, or servicing you, so long as those parties agree to keep this information confidential. We may also release your information when we believe release is appropriate to comply with the law, enforce our site policies, or protect ours or others rights, property, or safety. However, non-personally identifiable visitor information may be provided to other parties for marketing, advertising, or other uses.

Registration

The minimum information we need to register you is your name, email address and a password. We will ask you more questions for different services, including sales promotions. Unless we say otherwise, you have to answer all the registration questions. We may also ask some other, voluntary questions during registration for certain services (for example, professional networks) so we can gain a clearer understanding of who you are. This also allows us to personalise services for you. To assist us in our marketing, in addition to the data that you provide to us if you register, we may also obtain data from trusted third parties to help us understand what you might be interested in. This ‘profiling’ information is produced from a variety of sources, including publicly available data (such as the electoral roll) or from sources such as surveys and polls where you have given your permission for your data to be shared. You can choose not to have such data shared with the Guardian from these sources by logging into your account and changing the settings in the privacy section. After you have registered, and with your permission, we may send you emails we think may interest you. Newsletters may be personalised based on what you have been reading on theguardian.com. At any time you can decide not to receive these emails and will be able to ‘unsubscribe’. Logging in using social networking credentials If you log-in to our sites using a Facebook log-in, you are granting permission to Facebook to share your user details with us. This will include your name, email address, date of birth and location which will then be used to form a Guardian identity. You can also use your picture from Facebook as part of your profile. This will also allow us and Facebook to share your, networks, user ID and any other information you choose to share according to your Facebook account settings. If you remove the Guardian app from your Facebook settings, we will no longer have access to this information. If you log-in to our sites using a Google log-in, you grant permission to Google to share your user details with us. This will include your name, email address, date of birth, sex and location which we will then use to form a Guardian identity. You may use your picture from Google as part of your profile. This also allows us to share your networks, user ID and any other information you choose to share according to your Google account settings. If you remove the Guardian from your Google settings, we will no longer have access to this information. If you log-in to our sites using a twitter log-in, we receive your avatar (the small picture that appears next to your tweets) and twitter username.

Children’s Online Privacy Protection Act Compliance

We are in compliance with the requirements of COPPA (Childrens Online Privacy Protection Act), we do not collect any information from anyone under 13 years of age. Our website, products and services are all directed to people who are at least 13 years old or older.

Updating your personal information

We offer a ‘My details’ page (also known as Dashboard), where you can update your personal information at any time, and change your marketing preferences. You can get to this page from most pages on the site – simply click on the ‘My details’ link at the top of the screen when you are signed in.

Online Privacy Policy Only

This online privacy policy applies only to information collected through our website and not to information collected offline.

Your Consent

By using our site, you consent to our privacy policy.

Changes to our Privacy Policy

If we decide to change our privacy policy, we will post those changes on this page.
Save settings
Cookies settings